Gość: MiGoTkA
IP: *.*
07.11.01, 10:30
Wczoraj od okolo pietnastej mala nie chciala sie ode mnie odkleic... Byla juz cala spocona i nieprzytomna (przeciez wyspac sie nie da na rekach) ale na kazde odlozenie do lozeczka reagowala placzem... Bylam zmeczona, zla, glodna i cholernie bolal mnie kregoslup a w perspektywie mialam jeszcze noszenie jej do polnocy bo normalnie dopiero wtedy zasypia... Zawsze jest tak, ze moj maz przygotowuje wszystko do kapania ale Zoske kapie ja (kiedys kapalismy razem, ale atmosfera byla zbyt nerwowa i mala darla sie jakby ja ktos ze skory obdzieral)... Wczoraj poprosilam meza, zeby ja wykapal bo ja chce troche od niej odpoczac, cos zjesc i usiasc na chwile normalnie... I wiecie co mi powiedzial? "Jutro"... Oslupialam... Spytalam "ale dlaczego nie? jesli sie boisz sam, to ci pomoge"... Na co on "no chyba moge powiedziec NIE"... Oczywiscie ze mozesz... Szkoda tylko ze ja nie moge... Wsciekla poszlam kapac mala sama... Maz wszedl do lazienki i powiedzial "wykap ja i nakarm a pozniej ja z nia posiedze"... Pomyslalam ze dobre i to... Wykapalam, nakarmilam i wiecie co... Nosilam jak zwykle na rekach do polnocy... A moj szanowny maz siedzial w swoim pokoju i czytal gazete! Ani razu nie przyszedl i nie spytal czy mi pomoc... Jestem na niego wsciekla i plakac mi sie chce tak mi przykro... A do tego dzis sie ledwie ruszam, bo kregoslup daje o sobie coraz czesciej znac... ANia.PS. Jedyna dobra strona tego wszystkiego, to fakt ze chudne... Dzis zmiescilam sie w spodnie w ktore nie wchodzilam nawet przed ciaza... A to dopiero 4 tygodnie po porodzie...