Gość: guest
IP: *.*
22.11.01, 23:25
Chcę się podłączyć pod dyskusję o usuwaniu ciąży, ale zgadzam się z dzieczynami, że należałoby rozpocząć nowy wątek, ponieważ tamten post był o czym innym. Urodziłam dziecko 5 miesięcy temu, w ciążę zaszłam przypadkiem, zawiodły proszki. W drugim miesiącu ciąży miałam operowany rozlany wyrostek robaczkowy (przed operacją - w szpitalu, dowiedziałam się o ciąży)dostałam potężną dawkę silnych antybiotyków, ponieważ szew nie chciał się goić. Ojciec dziecka był w czasie rozwodu. Ja 2 tygodnie przed wyrostkiem zaczęłam nową pracę, na głowie miałam kredyt samochodowy i mnóstwo innych problemów. Poszłam do lekarza, który od razu zapytał, czy chcę urodzić, na decyzję dał mi 2 tygodnie. Długo rozmawialiśmy z ojcem dziecka. Wszystko braliśmy pod uwagę, także zabieg i to jakie dziecko urodzi się po intensywnej kuracji antybiotykowej, przy której chirurg nie brał pod uwagę ciąży. Zdecydowaliśmy, że urodzę dziecko. Teraz mam ślicznego, zdrowego maluszka i kocham go najbardziej na świecie. Wiem, że już nigdy nie zdecydowałabym się na aborcję, bo nie mogę wyobrazić sobie usunięcia własnego dziecka, chociaż wcześniej byłam zwolenniczką zabiegów. Ale uważam, że jest to tylko i wyłącznie decyzja kobiety (ew. obojga rodziców) i NIKT ale to NIKT z zewnątrz nie powinien w tą decyzję ingerować.