Gość: guest
IP: *.*
13.12.01, 10:46
Może zacznę od tego, że w zasadzie to lubię taki apteczny porządek. Nie dlatego, że jestem jakąś pedantką i tylko sprzątam, ale żadnych zbędnych bibelotów, papierków, rozrzuconych gazet. Lubię jak wszystko jest na swoim miejscu.Aż tu nagle pojawiło się dziecię. Trochę podrosło. Jaki to mądry jest ten nasz synek - myslimy z mężem. Tak szybko się uczy, potrafi wyjąć baterie z pilota, wie gdzie są płyty, książki itp. codziennie nowe umiejętności. Wyciąga rączki w określonym kierunku, gdy czegoś chce. Oh, ah!! Słowem rozkoszne dziecko.Dziecko nauczyło się chodzić i okazało się, że teraz już wszystko jest w zasięgu jego rączek (i z jaką radościa to rzuca o podłogę - bo przeciez rodzice się tak zachwycali).Generalnie mieszkanie przypomina pobojowisko. Zabawki porozrzucane (najlepsza zabawa to wysypywanie klocków z pudełka, z wielkim hukiem oczywiście), wymieszane z jakąś patelnią, kaszką, płytami CD (tatuś dostaje czegoś, ale przecież to ukochany synek).Tak jest codziennie. A mi się robi słado jak na to wszystko patrzę. Dosłownie..... SŁABO!!!!. Siedzę i mie mam siły tego sprzątnąć. Teoretycznie mogę to sprzątnąć w parę minut, ale nie mam siły. I tak kółeczko się zamyka, a bałagan coraz większy.