Gość edziecko: akasia
IP: *.*
27.01.02, 23:39
Wybrałam się dziś na giełdę książkową i jakiś s... wyciągnął mi z torebki telefon. Szczęściem w nieszczęściu na kartę, więc nie pogadał zbyt długo. Niby strata niewielka - telefon, mogły to być pieniądze lub co gorsza dokumenty, stało się to rano, teraz jest wieczór a ja nie mogę się uporać z myślami. Nie wiem czy jest mi żal, wszak to mój pierwszy telefon komórkowy, czy jestem zła na siebie, że nie upilnowałam, czy dręczy mnie świadomość, że i mnie mogą się przytrafić takie rzeczy? Do tej pory przytrafiały się innym. Już nie jestem nietykalna. Odebrałam to zdarzenie jako zamach na część mojego ja. Wyznaję zasadę, że nic nie dzieje się przypadkiem. Uświadomiłam sobie, że od pewnego czasu moje życie nabrało jakiejś dziwnej szybkości, dzień mijał za dniem w oszałamiającym tempie. A ja w tym wszystkim coraz bardziej odstająca od rzeczywistości, gazeta odłożona do przeczytania na jutro, pranie, sprzątanie, książka do przeczytania dziecku odkładane z dnia na dzień. I pewnie tak musiało się stać, żebym mogła się zatrzymać i zastanowić nad sobą i swoim życiem. Takie myśli mi się kotłują po głowie i ciągle się rodzi pytanie dlaczego? Niby nic się nie stało, przecież to nie tragedia, a jednak w środku boli taka bezsilność, że nic nie mogłam zrobić. Albo żal, że mogłam a nie zrobiłam. Jutro pewnie nabiorę dystansu do całego zdarzenia, dzisiaj pisząc jest mi łatwiej.