buzka25
05.12.06, 10:49
Sorry, ale musze sie wygadac bo oszaleje!!!! W sobote 2 grudnia były chrzciny
naszego bartusia. Mieli przyjechac teściowie do nas (wiadomo), my mieszkamy z
moimi rodzicami. cały czas wiedzielismy ze beda (maja 250 km do nas), ale
pociągi kursuja, i PKS wie nie ma problemu. W czwartek tesciowa zadzwoniła ze
to tesciu urlopu nie dostanie, ze jej córka jest chora (cóż 8 lat, tak sie
zdaza hehe), ze ja tez grypa zbiera i wogóle. SZlag mnie trafia bo wiem ze to
sciema (tak przypuszczam), Co to za facet ze nie umie sobie 2 dni wolnego
ząłatwić na chrzciny (raz na ruski rok)??? Niby jego pracodawca jest taki ze
jak ktos chce wolne to od razu zwalnia. Przeciez przysługuje mu sie urlop, a
jak nie to sad pracy. Najlpesze było to ze nawet na nasze wesele 2 lata temu
nie umiał dostac wolnego, (niby jakos za flaszke załatwił), Dla mnie to jest
dziwne, Mój mąż ich tłumaczy (a ma jakies inne wyjscie wyjscie?. lepiej
tłumaczyc niz zrozumiec ze nasw OLEWAJĄ TOPTALNIE (fakt kaser posłali, ale
przeciez nie oto chodzi). teraz wielce mają swiniobiciei zebysmy przyjechali,
My z dzieckie 7 tygodniowoym tłuc sie 250km (fakt autem), rany boskie. Mąz
wyszedł z propozycja ze on pojedzie w sobote i w niedziele wróci. To juz mnie
normalnie wnerwiło, niewybrazam sobie tak, no to ze pojedziemy wszyscy, OK,
ale skad kase? tez sie nie przelewa? No ze pozyczy, przy malutkiemu dziecku
robic sobie długi to juz sczzyt szczytów. Acha powiedziałm mu to co mi kiedys
tesciowa powiedział, "Dobrze ze dzieci sie wyprowadzaja bo mniej gęb do
wyzywienia"Mnie wtedy zatkało (zaraz po slubie naszym to było) i dopeiro teraz
mu to powiedziałam, i bewie nie bedzie chciał uwierzyc w to albo bedzie to
inaczej tłumaczyc, ze w zartach albo jakos tak. uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu,
WKURZONA. sORKI ALE MUSIAłAM SIE WYGADAC