mamapoli32
21.03.18, 11:56
dziewczyny poozcie mi bo juz nie wiem czy ze mna jest cos nie tak czy z moja tesciowa. mianowicie chodzi mi o jej kontakty z moim dzieckiem. moja tesciowa to dobra kobieta, pomocna bardzo czasem az za bardzo😉 nie wtraca sie jakos w nasze zycie I wychowanie naszego dziecka. ale no wlasnie niestetu jest ale... mieszkamy z tesciami po sasiedzku dzieli nas tylko plot I w sumie kawalek podworka. mamy 2 letnie dziecko, ja jestem na urlopie wychowawczym bo szkoda mi bylo oddawac dziecko do zlobka, to najwazniejsze lata jego zycia wiwc chce poswiecic jej teraz jak najwiecej czasu I uwagi no to zaaowocuje pozniej. kiedy corka byla mala czasem zostawialam ja z tesciowa w ogrodzie jak mala spala , bardzo sporadycznie zostawialam jak mielismy jechac na jakies zakupu. o dluza opieke byla zawsze moja mam gdyz jest mlodsza I sprawniejsza (tesciow ama 70 lat jest batdzo spracowana kobieta I dodatkowo jeszcze ma problemy z kregoslupem bo ma zmiazdzine kregi). czasem tesciowa wpadala co jakis czas zapytac sie czy potrzebuje pomocy. bywaly ni ze prosilam ja aby chwile posiedziala z mala a czasem nie mialam icn do zrobienia wiec tesciowa wracala do swojego domu. kiedy cora zaczela juz swobodnie chodzic czasem zaprowadzalismy mala do tesciow na 1-2 aby sie pobawili.( tesciowe maja jeszcze 3 wnuczki od corek ale mieszkajace od nich ponad 400km. ) I tutaj zavzely sie problemy. corka chetnie chodzi tam dziadkowie moga jej poswiecic maksimum czasu w trakcie tych wizyt I to jest fajne. ale nagle z wizyt co 2-3 dni zaczwly sie codzienne wizyty I oczekiwania ze bedziemy mala przyprowadzali kazdego dnia. wyglada to w ten spsob ze ok godz 9 przychodzi yesciowa I juz nie pyta sie czy cos nam pomoc tylko wchodzi I zaczyna sie bawic z mala. nie mialabym nic przeciwko ale kazdya swoj rytm dnia jak mala je a wejdzie tesciowa to juz koniec z jedzeniem jak zbieramy sie na spacer to tez juz nie chce sie ubierac yylko zaczyna sie bawic. niby tesciowa prosi aby sie ubrala iiale poszla na dwor ale stoi I czeka I ja zabawia. takie codzienne wizytu bardzo rujnuja nam nasz dzien. czasem chcialabym any posiedziala z nia a ja cos w tym cAsie moge zrobic ale nie codziennie bo to juz zaczyna przeszkadzac. doatakow tesciowa odrazu sie pyta dziecko czy idzie z nia do dziadka. I co mala odrazu chce isc do nich. na nic moje aluzje ze mamy inne plany. na tych porannych wizytach tez zawsze stwierdza wlasciwie to co polus przyjdziesz do babci dzisiaj prawda? a jak mowie ze nie to pyta sie zawsze dlaczego. zlapalam sie na tym ze sie przed nia tlumacze gdzie idziemy I po co I dlaczego nie przyjdzie dziecko do niej. nie zrozumcie ie zle nie chce ograniczac dziecku kontaktow z babcia ale tez nie chce aby bylo one codzienne. babcia kiedys powiedziala ze jej obowiazkiem jest opieka nad wnukami, ale to jest moj I meza obowiazek zajecia sie wlasnym dzieckiem. fajnie jak ci ktos pomaga ale naprawde nie oczekuje ze bedIe to codziennie. jestem z tych co to wyznaja zasade "umiesz liczyc licz na siebie". takie sytuacje sprawily ze zaczelo mnie to juz meczyc bo nawet nie moge wyjsc na podworko bo za chwile sa tesciowie (szczegolnie tesciowa) I namawia mala obu poszla do nich. rozmawialam juz z mezem o tej sprawie ale on nie widzi problemu. jak dziadkowie chca to on bardzo chetnie by im zaprowadzil dziecko na caly dzien aby miec spokoj. tesciowie nie maja wlasnego zycia zyja tylko zyciem dzieci, wiem.ze dla nich jedyna "rozrywka" jest zajecie sie wnukiem ale ja juz jestem tym zmeczona.my przeciez mamy swoje zycie jestesmy mlodzi.I chcemy czasem we trojke posiedziec w somu razem. meczy mnie tlumaczenie sie odmawianie itd. do moich rodzicow jezdzimy 1-2'razy w tygodniu(chyba ze mamy jakis cLodzienny wyjazd) I moi rodzice nie narzucaja sie z pomoca. a tutaj babcia oczekuje codziinych wizyt. wiem ze jedynym wyjsciem jest rozmowa z nia ale nie ukrywam z enie jest to dla mnie latwe (aczkolwiek nieuniknione). dziewczy czy ja przrsadzam czy jednak takie oczekiwania codziennych wizyt to troche nie halo sprawa.