Gość: rudka
IP: *.*
14.11.02, 23:40
Za tydzień mój pięcioletni synek będzie miał badanie w szpitalu. To badanie nieinwazyjne, choć u dzieci odbywa sie w krótkiej narkozie (ok. 15 min.), jeździmy na nie od dwóch lat, co trzy miesiące (tak samo zresztą z młodszą córeczką). Problem polega na tym, że obecnie, aby odbyło sie badanie dziecko musi zostać pzryjęte na oddział, z niego skierowane na badanie do poradni, potem noc w szpitalu. A dlaczego tak? Otóż jeśli na badanie kieruje poradnia, a nie oddział, Kasa Chorych nie zwraca szpitalowi kosztów badania. I tu mój dylemat. Synek ma okropne, długie i bolesne przejścia szpitalne, także noc w szpitalu - bez wskazań medycznych! - jest dla mnie po prostu torturowaniem go. Co więc zrobić?A). przyjąć się na oddział, odbyć badanie i uciec (konsekwencje jednak mogą być przykre - to jedyny szpital, który wykonuje takie badania, a za trzy tyg. muszę tam pojechać z córeczkąB) złożyć na rączki Szanownego Pana Doktora dowody sympatiiC) zapłacić za badanie z własnej kieszeni (suma ok. 600 zł, niby nie tak wiele za spokój dziecka, ale tak co trzy m-ce razy dwoje dzieci to już dla mnie za dużoD) zostać w szpitalu i wywalczyć przynajmniej zostanie z dzieckiem na noc (bez dowodów sympatii się nie obędzie)Co robić?Przyznaję się, że problem jest teoretyczny, bo wiem i tak co prawdopodobnie zrobię. Tak sie składa, że znam jednego z lekarzy na tym oddziale. On co prawda baaaardzo nie lubi załatwiać takich spraw (nie chce podpadać), ale wiem, że dla mnie wypisze fałszywkę. Brzydzę się takim rozwiązaniem, ale chyba nie mam wyjścia. Jak myślicie? Ja akurat znam lekarza, ale co mają zrobić mamy, które nie mają takiej "wtyczki"? Przygnębiona Rudka