Gość: ANKA7
IP: *.*
24.11.02, 18:50
patrze na jego zdjecie,to przez które sie w nim zakochała,słucham piosenki,która mi przypomina nasze najlepsze czasy u niego w domu..Kiedy dostałam to zdjecie nie pomyslałabym ze ten człowiek obcy,mieszkający 500km ode mnie,będzie ze mna mieszkał,będzie ojcem mojego dziecka i to tak szybko...Byłam samotna,a nagle poczułam,jakby odmieniło się całe moje życie,i odmieniło się,ale poszło w złym kierunku..Było tak cudownie,aż On nie znalazł sie w sytuacji,która zaczęła go przerastać.A może to tylko moje usprawiedliwienie?Może on nie był gotowy na to co sie wydarzyło?Może sam o tym nie wiedział...jest chyba słaby psychicznie,nie umie sobie poradzić,rani mnie,nie wiem czemu...Tak się starałam mu pomóc i uspokoic,byłam cierpliwa,ale na nic się to nie zdało,czuję ,że zbliża sie koniec...Jak on zrobi coś złego,obraża i wkurza się na mnie mówiąc że to moja wina,choć wie,że jest inaczej...Wie,bo mówi mi o tym,ale zaraz się wycofuje...Chę go zrozumeć ale nie wiem jak...on mi nie pomaga a ja po poprzednim związku nie mam już tyle siły....i wiary...Co będzie dalej?Kto mi powie?Jajestem czula,wspieram go,pomagam a on mi nie mówi jaka jestem w srodku,cvo mu sie podoba ale ze mam ładna dupcie..a mi chodzi o coś głębszego w związku!!!żeby ktoś w koncu mnie wspierał,chce czuc sie bezpieczna,kochana, uwielbiana ,chce dostawac karteczki głupie,prezenty wymyślone przez niego ,nie koniecznie kupione,chce widziec ze mu zalezy,ze mnie docenia i kocha.Ja to robię,mówię mu jaki jest ,co w nim kocham ale on najczesciej wtedy patrzy w telewizor i puszcza mi buziaka czasem...to jest reakcja?On mnie gasi,bo jak nie widze reakcji to znaczy ze mu wisi co mówię o nim,nie zaskakuje mnie niczym miłym,nie robi niespodzianek...czy to jest miłość?Mówi,że we mnie wszystko mu sie podoba i nic źle nie robię,więc czemu takji jest skoro jestem taka idealna???Nigdy tego nie zrozumiem,ale wiem,ze to nie jest już ten Ideał,jakim był...to nie on,on gdzies zniknął...a moze wcale ni mnie był?Od początku mnie okłamywał... zasypiał jak mówiłam co mnie boli,a ja moze go wyidealizowałam bo tak pragnelam czyjejś bezgranicznej miłosci,takiej,jhaką sama chcę dać...czy mam sie upokarzać po to,żeby miec złudzenie szczęścia?czy mam wybaczac jesli chce mnie pocałowac lub przytulic,skoro wiem ,ze t nic nie załatwi???Mówił na poczatku ze wyjasnia sprawy od razu,ale widze ,ze tylko mi na tym zalezy,o sie od razu wkurza i robi złosliwy,mówi ze robie problemy...ale jak mam żyć,jeśli mi jest źle?Mam nie myśleć o tym jaki jest i żyć w zakłamaniu? Tak sie nie da,skoro nie rozumie jak mnie traktuje lub taki jest już,to .....Tylko szkoda,że tak późno się zorientowałam,ze tyle sie łudziłam,jak obiecywał,ze sie zmieni,bo widzi,ze robi źle,jak już mogę być w ciąży!!!Oczywiście jest zajebisty,bawimy sie super, wychodzimy, sprząta w mieszkaniu i zgadza się na moje zachcianki...ale nie radzi sobie z pracą,nie chodzi jak mu sie nie chce,ja muszę pamietac o jego szkole,która z reszta sama załatwiłam-skad mam wiedziec czy sie zmienie i bedie umial zapewnić mnie i dziecku normalne zycie?czy bedzie sie starał?Mogę ryzykowac?o ile nie jest już za późno...Siedzi zamknięty na klucz w pokoju od wczoraj w nocy,nie wyszedł,nbie odzywa się jak mówię i pukam,ma mnie gdzieś,juz nie raz tam chodzil i sie dołował,ale to nic nie dało...Bałam się,ze coś sobie zrobi,po tym co kiedyś ..słuchałam czy jest,patrzyłam przez dziurke...było ciemno,nic nie słyszałam,przestraszyłam się,co ja zrobię jak on zrobi coś głupiego???Nawet tam nie wejde,przecież nie mam sily wywarzyc drzwi...powiedzialam ze wyjde jak nie odpowie...wyszłam,on nawet nie zadzwonił...wróciłam o 3 w nocy po godzinie,nadal tam był,znów sie nie odzywał,nie wiedziałam co sie dzieje z nim...dziś rano patrzę,ze jest,teraz słysze ,że wstał...ale nie wychodzi...nie wiem co robi i co zrobi...nie wiem co myśleć,co zrobic lub powiedziec jak wyjdzie,bo nie wiem czy jestem w ciązy...tak przynajmniej miałabym jakis punkt oparcia...a tak............piję kolejną kawę,palę kolejnego papierosa...i czekam na cud.........