wiktorix
11.12.06, 08:37
Drogie emamy,
opis będzie trochę długi ale i sprawa nie jest banalna.
Jestesmy młodym małżeństwem, mamy dwójkę dzieci, brak jakiś szczególnych
problemów i można powiedzieć, że żyjemy sobie spokojnie i szczęśliwie.
Wrednych teściowych brak, oboje mamy dobrą spokojną pracę, problemy finansowe
na szczęscie nas omijają i praktycznie w większości spraw się dogadujemy. Ale
jest jedna sprawa która mnie coraz bardziej irytuje a dotyczy zaangażowania
mojej żony w seks. Paradoksalnie jednak to pozornie wszystko powinno wyglądać
dla mnie super. Seks uprawiamy często, zarówno ja jak i żona czerpiemy z niego
dużo przyjemności (ona może nawet więcej) tylko że jest małe ale ...
praktycznie cała inicjatywa w seksie jest po mojej stronie. Inicjatywa mojej
żony ogranicza się tylko i wyłącznie do zasygnalizowania mi że chciałaby się
kochać np. po przez przytulenie się w łóżku lub powiedzenie wprost. Ma
praktycznie 100% pewności że jej nigdy nie odmówię. W ciągu paru lat
małżeństwa może zdarzyło się ze 3 razy że z powodu zmęczenia lub innych spraw
nie miałem akurat ochoty. Też nie jest tak, że kochamy się 30 razy w miesiącu
bo nauczyliśmy się już siebie i mniej więcej oboje wiemy kiedy jest najlepiej
się kochać biorąc pod uwagę nasze obowiązki domowe, pracę, dzieci i inne.
Mam wrażenie że trochę rozpuściłem żonę ale przecież seks to nie dobro
reglamentowane wiec co mam udwać że nie mam ochoty jak mam ochotę ? Dlatego
żona kiedy chce to się kochamy i nie ma zastrzeżeń do naszych zbliżeń.
Mnie natomiast irytuje jej totalna bierność, brak jakichkolwiek pomysłów
dotyczących naszego pożycia, jakiś przemyśleń, sugestii, fantazji, pragnień,
chęci zmiany, urozmaicenia. Wszystko to ja muszę zasugerować, o wszystko
poprosić, wszystko wymyśleć, zaaranżować i jej to całkowicie odpowiada. Moja
żona po prostu uwielba mi się oddawać i całkowicie mi ufa. Ale co z tego że
wszysko praktycznie dostaję kiedy nie oto przecież chodzi.
Jak rozmawiamy z żoną na ten temat to ona nie rozumie jaki mam problem. Mówi:
"Przecież masz wszystko co chcesz, przecież ci nigdy nie odmawiam"
Ale czy rzeczywiście wszystko ?
Po lekturze forum mam wrażenie że jednak nie.
Moja żona nie ma praktycznie żadnej seksownej bielizny. Nigdy nie wpadła na
pomysł aby sobie kupić taki prezent dla mnie. Jak się pytam dlaczego nie ma to
odpowiedź brzmi: "Stringów nie lubie nosić, pończoch też ale jak chcesz to
sprezentuj mi, założę dla ciebie" I znowu niby dostanę to czego oczekuję tyle
że to ja muszę wykonać. Dodam tylko że moja żona jest atrakcyjną kobietą która
lubi przepuszczać pieniądze u kosmetyczki i na kosmetyki.
Inny przykład to seks oralny. Też niby nie ma problemu ale nigdy nie wyszedł z
jej inicjatywy. Zawsze to ja muszę lekko zasugerować, wykonać gest czy
rozpocząc. Inny przykład to seks o innej porze czy w innym miejscu niż
wieczorem w łożu małżeńskim. Też okazuje się że jak zdarzy się że mamy dzień
wolny, jakąś szczególną okazję to ja jestem zawsze tą osobą która inicjuje
takie zbliżenie np. rano w kuchni. I tak w każdym elemencie wspóżycia.
Po prostu wszystko muszę zawsze wyłożyć "kawe na ławe".
Jak rozmawiamy na ten temat to żona pyta "Ale co ja mam konkretnie zrobić?"
Mówi że jej jest dobrze tak jak jest, że jest przecież otwarta na wszystkie
moje potrzeby i że przecież wiem że wiele dla mnie jest gotowa zrobić.
I nie może zrozumieć że własnie chodzi o to żeby przestała pytać, czekać żeby
zaczęła działać. Mam wrażenie że najlepiej jakbym dał jej taki szczegółowy
rozkład jazdy co ma robić kiedy i jak i będzie wszystko w porządku.
Brakuje mi jakiegoś takiego polotu, zaangażowania ze strony żony, wszystko dla
mnie jest do bólu przewidywalne bo to ja wszystko wymyślam. Na poczatku mi nie
przeszkadzało ale po paru latach małżeństwa już mnie to po prostu drażni.
Z drugiej strony jak czytam takie fora jak "Brak seksu w małżeństwie" to myśle
że nie powinienem narzekać. Że mam przecież i tak bardzo dużo.
Ale z kolei gdy czytam o tym jak to kobiety się strają i kombinują żeby
zaciągnąć męża do łóżka to widze że może być inaczej.
Myślałem sobie czy aby nie udawać przez jakiś czas że nie mam ochoty na seks,
i w efekcie wykazać taką samą bierność jak moja żona i tylko wieczorem się
przytulać do niej czule. Ale to by oznaczało że musiałbym oszukiwać, grać a po
paru dniach nieźle się torturować udając że nie mam ochoty na seks gdy żona
się do mnie przytuli wieczorem. Nie sądzę abym długo wytrzymał. Po drugie jest
to wredne.
Tak jak napisałem na początku, nie mamy zbyt wielu powodów do zmartwień ale ta
jedna sprawa od dłuższego czasu mnie denerwuje. Niby rozmawiamy ale efektów
nie widać. Żona jak była bierna tak jest bierna i zaczynam się zastanawiać czy
to może jest po prostu typowe u kobiet ? Czy może te wpisy żon które w ciekawy
sposób prowokują swoich mężczyzn to są po prostu wyjątki ?
Drogie Panie jak to jest ? Czy ja rzeczywiście się czepiam i wymyślam sobie
problemy ?
Ostatnio moja żona powiedziała coś takiego "Ty to chyba byś chciał mieć w łóżk
u kobietę która zachowuje się jak facet"
Czy rzeczywiście tak jest ?