Gość: evaaa
IP: *.*
07.12.02, 09:37
Ona i jaKiedy moja matka mnie rodziła,spomiędzy nóg jej płynęła krew.Cierpiałysmy obie,ona więcej niż ja.Kiedy moja matka umierała,spomiędzy nóg jej popłynęła krew smierci.I znów cierpiałysmy obie,znów ona więcej niż ja.Narodziny człowiekaP r z e d p i e k l eSpomiędzy moich nógkapie na posadzkę krew,kiedy stąpam powolidźwigając przed sobą swój ogromny brzuch.Krew kapie na posadzkę szpitalnąprzed drzwiami sali porodowej,do której wejdę za chwilędygocącjak w godzinie smierci,P i e k ł oJuż dwadziescia godzin jęczę na sali porodowej,dwadziescia godzinwyją dokoła potępione.Za chwilęi ja zacznę wyć.Za oknem switw szpitalnym ogrodzie.Zsuwam się z łóżka,pełznę na czworakach pod próg,chcę uciec z piekła.Chcę urodzić swoje dziecko w ogrodzie o swiciena cichej trawie, w chłodzie rosy.Chwytają mnie,kładą znowu na sali tortur,na białym ceratowym łożu tortury.P r z e d c e s a r s k i m c i ę c i e mNaga na nagimstole,schwytana w potrzaskulewy swiatła,osaczona przez białych mężczyznw białych maskach,sledzę nader uważnierękę w gumowej rękawiczce,która za chwilę wbije mi w grzbietigłęznieczulającego zastrzyku.C e s a r s k i e c i ę c i eKażą rozmawiać,kiedy chirurg otwiera mi skalpelem brzuch,każą rozmawiać,kiedy wyszarpuje dzieckoz żywej jamy wnętrznosci.Rozmawiam bez ustankuz młodziutką lekarką, któratrzyma mi przy ustachaparat z tlenem.Pierwsze spojrzeniePo raz pierwszy spojrzałam na swoje dzieckoz nienawiscią.Wiedziałam, że odbierze mi wolnosć.Że będę musiała je kochaćwięcej niż siebie,więcej niż jakiegokolwiek mężczyznę,więcej niż cel swojego życia.MacierzyństwoUrodziłam życie.Wyszło krzycząc z moich wnętrznoscii żąda ode mnie ofiary z mojego życiajak bóstwo Azteków.Pochylam się nad małą kukiełką,patrzymy sobieczworgiem oczu.- Nie zwyciężysz mnie - mówię.Nie będę jajkiem, które rozbijeszwybiegając na swiat,kładką, po której przejdziesz do własnego życia.Będę się bronić.Pochylam się nad małą kukiełką,spostrzegamdrobny ruch drobnego paluszka,który jeszcze tak niedawno był we mnie,w którym płynie pod cienką skórąmoja własna krew.I oto zalewa mniewysoka, jasna falapokory.Bezsilna, tonę.Czy to samą siebie tak wielbięw owocu swego ciałaczy oddaję się na ofiaręludożerczemu bóstwu instynktu?Skądże wezmę siłę, by się oprzećtemu, co tak bardzo słabe?Potrzebna małej kukiełce jak powietrze,daję się bez oporu połknąć miłosci,jak powietrze daje się połykaćjej drobnym, chciwym życia płucom.Jestem kocicąMoje dziecko spi przy mnie,jakie szczescie.Moje dziecko wzdycha w rozkoszy snu,ciepłe jak małe zwierzę,szczesliwe jak małe zwierzę.Objęło mnie przez sen, jestem jego kocicą,a ono jest małym kotem.Jestem jego suką,a ono jest małym szczenięciem.W ciepłej norce naszego tapczanumruczy i wzdycha nasze nocne szczescie.Prawo do zabójstwaWzruszające niemowlę muszeurodzone przed godzinągrzeje się w słońcusiedząc na ręce mojego dziecka.Zabiłam je.Ludzie mówią, że muchy roznoszą choroby.Muchymówią może o ludziach to samo.Ludzie są silniejsi.Moja córkaZbudowałam dom,wybrałam mężczyznę,robię swoją pracę.Potem odejdę i przyjdzie moja córka.Zbuduje dom,wybierze mężczyznę,wykona pracę.Potem odejdzie.Rodząc skazałam ją.PatriarchatDałam mojemu dziecku ciało i krew,torturę rodzeniai nie znużoną troskliwosć kwoki,wysuszającą w kobiecie płeć i mózg.Dałam tysiące dni i tysiące nocy,których żaden cudjuż mi nie wróci.Włożyłam w jego oczy swój zachwyt,w jego serce swoje wzruszenie,w jego głowę mysli,których sama nie umiem domysleć do końca.Ale moje dzieckonosi nazwisko mężczyzny.OdwagaNie będę niewolnicą żadnej miłosci.Nikomunie oddam celu swego życia,swego prawa do nieustającego rosnięciaaż po ostatni oddech.Spętana ciemnym instynktem macierzyństwa,spragniona czułosci jak astmatyk powietrza,z jakim mozołem buduję w sobieswój piękny człowieczy egoizm,zastrzeżony od wiekówdla mężczyzny.Przeciw mniesą wszystkie cywilizacje swiata,wszystkie swięte księgi ludzkoscipisane przez mistycznych aniołówwymownym piórem z błyskawicy.Dziesięciu Mahometóww dziesięciu wytwornie omszałych językachgrozi mi potępieniemna ziemi i w wiecznym niebie.Przeciw mniejest moje własne serce.Tresowane przez tysiącleciaw okrutnej cnocie ofiary.Anna Świerczyńska