Gość: Katasia
IP: *.*
09.12.02, 11:52
Ostatnio czuję się coraz bardziej zmęczona. Wiem, to normalne u matki małego dziecka. Czytam Wasze posty i wiem, że nie jest łatwo. Jednak mi brakuje czasu dosłownie na wszystko! A mamy dzieci w wieku mojego Mateusza (16 m) i młodszych radzą sobie jednak dużo lepiej. Stąd moje przekonanie, że ja coś robię nie tak. Widocznie nie potrafię się zorganizować. Może mi ktoś pomoże??? W ubiegłym tygodniu powiedziałam do męża, że jestem już tak zmęczona, iż niebawem wyląduję w wariatkowie. I wiecie co? Wcale mnie ta wizja nie przeraziła. Pomyślałam sobie, że tam nareszcie będę miała spokój i będę mogła się wyspać.Miałam nadzieję, że po weekendzie będzie lepiej, ale poprawa niewielka. Mój tydzień wygląda tak:pobudka 6.00. Mój synek Mateusz najczęściej jeszcze śpi. SZybka łazienka, ubieranie się, mąż robi kanapki, ja budzę dziecko. Ubieranie synka i 6.40 wychodzimy (niestety nawet w taki mróz wywożę go z domu).Praca, wracamy do domu 17-18. Marzę o tym by odpocząć po pracy, ale wiadomo, przy dziecku są różne zajęcia. Zmieniam pieluszki, bawię się, układam z nim klocki, rzucam piłką. Później robię kolacyjkę - najczęściej podrzucając M. dziadkowi, żeby miał go na oku (nie mamy barierki na schody). Po kolacji znowu zabawa, zajmowanie się dzieckiem. Gdy go podrzucę dziadkowi to biegiem lecę nastawić pranie, ściągnąć z linek to wyprane.W międzyczasie, z dzieckiem u boku, robienie zupki lub innego obiadku na drugi dzień dla synka. Potem mycie, ubieranie w piżamkę, butla mleka, czytanie ksiażeczek. Mateusz zasypia ok 22-ej. Wiem, gdyby zasypiał wcześniej to miałabym więcej czasu dla siebie.Najczęściej gdy on zasypia to ja już nie bardzo mam siły na cokolwiek. Przygotowanie ciuchów na rano. Czasem dopiero teraz to z praniem ... Padam i szybko zasypiam. Na baraszkowanie z mężem nie mam siły najczęściej.Acha, mąż wraca z pracy razem ze mną. Przebiera się i idzie na budowę. CZasem wraca o 21-ej, wtedy zajmuje się Mateuszem, a ja mam czas np się umyć. Chociaż M. od jakiegoś czasu nie odstępuje mnie na krok. Jestem w łazience a on stoi przy drzwiach i woła "mamo".Mój synek nie potrafi się sam bawić. Owszem, chwilę np układa klocki, ale jak tylko zniknę z pokoju on biegnie za mną. Od kiedy nie karmię piersią (karmiłam 13 mscy) niby w nocy śpi lepiej. Całe noce przespał chyba ze 3, z czego jedna jeszcze podczas karmienia. Teraz wychodzą czwórki, dziś od 3-ej pokasływał i to go budziło. Słowem - za bardzo się nie wyśpię.Weekend wygląda podobnie. W sobotę mąż na budowie. Chociaż w weekend lepsze obiady dla rodzinki, wiadomo chwilę czasu zajmują. Czas snu Mateusza (1,5 godz) - w sobotę smażyłam ryby, bo mi się zachciało, a Piotr zaszalał z ilością. Fakt, usiadłam i chwilę piłam kawę nie w biegu, czytałam "Dziecko" (tak, leży od miesiąca, nie mam czasu doczytać). Gdy Mateusz nie śpi niewiele mogę przy nim zrobić. Owszem, staram się sprzątać. Razem odkurzamy - on ma swoją część do odkurzania i mi "pomaga". W niedzielę cały jego sen prasowałam ciuchy. W tygodniu M. zajmuje się moja teściowa. Ona chce odpocząć w weekendy, nie chcę go jej podrzucać. Na opiekunkę raczej mnie nie stać. Nie mam go komu "podrzucić". Zresztą - mam opory. Całymi dniami go zostawiam, w weekend chcę być z nim. Bardzo go kocham, ale czuję się naprawdę mocno zmęczona.Poradźcie mi jak znaleźć czas na przeczytanie książki, poleniuchowanie w wannie, wyjście do kina, na kawę z przyjaciółką itp. Poradźcie, bo ja już dłużej nie wytrzymam. Coś robię nie tak, ale nie wiem co. Co muszę zmienić?Poradźcie,Katasiau kresu sił i wytrzymałości