Siedze ja sobie wczoraj, kontempluję wieczor, mąż w pokoju obok z Michałem na kolanach oglądają Krecika - no wiecie, tego z czeskiej bajeczki, co to se czasem lubi "och jo!" westchnąć.Nagle mąż woła: "Mama! Mama! Pani zajączkowej urodziły się dzieci a krecik przyjął poród!"Zaintrygowana wołaniem męża idę do pokoju obok.Mąż przewija kasetę z Krecikiem (kupioną z jakąś gazetą w kiosku, chyba z czarodziejskimi opowiesciami czy jakos tak).No i widze. Pani zajączkowa jest chora. Kładzie sie na ziemi, krecik i zajączek chodzą dookoła pani zajączkowej i nagle w leżącej pani zajączkowej robi sie dziurka (pewnie wiecie, w ktorym miejscu - ja zdębiałam). Krecik staje u wylotu dziurki i z pani zajaczkowej wyskakuje najpierw jeden zajączek, a potem wytaczają sie jeszcze dwa kolejne.Heh, sama nie wiem, co o tym myslec.Pewnie idea sluszna - w koncu porod to cos naturalnego.Ale cholera, tworcy filmu nie dali mi szansy na to, żebysmy mlodego uswiadomili samodzielnie. Choc z drugiej strony moze to przyjmie jako cos naturalnego...Sama nie wiem.PS: Mąż włąśnie ogląda z młodym Krecika (młody kocha krecika) i własnie woła: "O, mama! Jest odcinek porodowy".O tempora! O mores!W jakich czasach mi zyc przyszlo!

YennaM