Na wstepie zaznaczam, ze ja bardzo lubie swoich tesciow, bardzo ich szanuje i
uwazam ze sa ok

.
Moi tesciowie mieszkaja 350km od nas. Nie czesto widza swoje wnuki, ale
pamietaja o nich zawsze, a nasze dzieci ich wrecz ubostwiaja.
W listopadzie kupilam bilety do Teatru dla dzieci na ubiegla sobote. Potem
dowiedzialam sie, ze tesciowie wybieraja sie do nas na ten weekend. Jakos nie
po drodze bylo mi do Teatru, aby te bilety oddac.
Dzieci, jak dowiedzilay sie ze dziadkowie przyjezdzaja na ten weekend to
oszalaly z radosci, wrecz nie mogly sie doczekac.
Ja na piatek przygotowalam dobra kolacje, maz z dziecmi wyjechal po dziadkow.
Niestety przyjechali bez dziadkow, bo jak sie okazalo, wzial Ich do siebie z
Dworca PKP brat tesciowej, ktory mieszka w tym samym miescie co i my.
Zezloscilam sie bardzo, dzieciom bylo bardzo przykro, ale wytlumaczylam, ze w
sobote pojada po nich. W sobote rano, brat tesciowej zadzwonil, zeby
przyjechac o 11.00. A o 10.30 zadzwonil, zeby jednak o 16.00, bo teraz
ogladaja kasete z wesela Ich corki, a potem jada ogladac dzialke ktora
kupili...
Nie musze mowic jak strasznie zawiedzione byly dzieci. Tak bardzo na nich
czekali...
O 14.00 widzac ogromy smutek w oczach corki, ubralam dzieci i pojechalam do
Teatru na 15.00 (biletow nie oddalam). Przedstawienie bylo super, potem
zabawy dla dzieci. W domu bylismy dopiero na 19.20.
I tutaj tesciowa zaczela mi po raz pierwszy w zyciu robic wymowki, ze jak
moglam pojechac do Teatru, a oni z wnukami sie nie widza, tylko czekaja na
nie w domu...
A najgorsze, ze moj maz stanal po stronie Tesciow. Tesciowa twierdzila, ze
brata swojego tez dlugo nie widziala. OK, tylko ze mogla zaplanowac
odwiedziny tylko Ich, a nie opowiadac moim dzieciom jak to beda sie wspaniale
bawic od piatku.
Potem atmosfera w domu sie poprawila, ale maz ma caly czas do mnie zal, ze
zabralam dzieci do tego Teatru, a nie czekalam w domu na Dziadkow.
Myslicie, ze postapilam zbyt emocjonalnie??
Maz twierdzi, ze powinnam Ich przeprosic, a ja nie wim za co??