czesc dziewczyny, pare takich postow ostatnio tu widzialam i postanowilam napisac co nieco, moze cos doradzicie...moje dziecinstwo bylo koszmarne ze wzgledu na mojego ojca furiata, choleryka, psychicznie chyba uszkodzonego, zreszta wiele jeszcze okreslen podobnych tez do niego by pasowalo. odkad skonczylam 5 lat nasze stosunki rodzinne ograniczaly sie do klotni i walk. nie bil mnie a znecal psychicznie. wiele przeroznych sytuacji, jak moj maz mowi science-fiction. wyprowadzilam sie z domu lat majac 19. przerwalam studia i poszlam do pracy, zeby zarobic na wynajecie mieszkania. mieszkajac w tym samym miescie nie widzialam moich rodzicow przez chyba rok czy wiecej. raz na pare miesiecy dzwonilam do matki, zeby wiedziala, ze zyje i tyle. z matka moje stosunki byly calkiem dobre, ale mialam do niej wielki zal, ze nie bronila mnie przed ojcem, ze nie umiala mu sie przeciwstawic. po paru latach niemieszkania z rodzicami zaszlam w ciaze. podczas ciazy widzialam moja matke moze ze trzy razy, moze cztery. w koncu synek sie urodzil i moja matka jak gdyby nigdy nic, zaczela udawac, ze mamy najszczesliwsza rodzine na swiecie i wymaga od nas spotkan z wnukiem. jak mowimy jej ze nie mozemy do niej przyjechac, albo nie bedzie nas w domu to mowi ze tak bardzo chcialaby sie zobaczyc z wnukiem, ze sie za nim stesknila itd. do tej pory nie mialam sily jej odmawiac, ale w swieta troche mnie zdenerwowala i postanowilam nie jechac do niej w drugi dzien swiat tylko spedzic go spokojnie w domu z moimi chlopakami, no i sie zaczelo. jak jej powiedzialam, ze nie przyjade jedynym argumentem, jaki uslyszalam bylo ze moj ojciec (tak, ten sam) bardzo zaluje, ze nie spotkal sie z nami w wigilie jak przyjechalismy zlozyc zyczenia i mu przykro i w zwiazku z tym moglibysmy chociaz na chwile itd. na moje stanowcze nie matka w placz. postanowilam zadzwonic do jej starszej siostry a mojej ciotki, zeby zapytac czy nie wie o co chodzi z ta matka. ciotka moja na to, ze ona z matka tez nie moze sie dogadac, ze juz prawie nie widuja sie i nie rozmawiaja (ciotka tez nie znosi mojego ojca, a jak dowiedzialam sie, matka wszedzie tylko z nim). umowilysmy sie juz z ciotka na pogaduchy, na przyszly tydzien.a teraz drugi koniec kija, ten gorszy. nie wspomnialam, ze mam brata. dziecie 7 latek ma. myslalam, ze ojciec z latkami troche zlagodnial, jak ich od czasu do czasu widywalam, to wydawalo sie ze ma z jaskiem dobry kontakt i nie wnikalam. ostatnio jednak po problemach z moja matka i lekturze ksiazki "dobra milosc" (po ktorej wszystkie urocze zdarzenia z dziecinstwa wrocily) zadzwonilam do mojej przyjaciolki jeszcze z lat szczeniecych, ktora sytuacje w moim domu dobrze znala, zeby wygadac sie i powiedziec, ze jestem dalej zla na matke, dowiedzialam sie, ze jej narzeczony, ktory mieszka kolo moich rodzicow slyszal ostatnio RYKI mojego brata i wrzaski ojca. nie mogl sie pomylic, bo mieszka za sciana. a dzis zadzwonilam do tej mojej ciotki potwierdzic spotkanie i jak jej powiedzialam o tych wrzaskach, to ona mi za to powiedziala, ze wie od jeszcze innej siostry mojej matki, ze matka zaczela chodzic z moim bratem do psychiatry bo dziecko boi sie zostawac samo z moim ojecm w domu! przy ludziach kochany tatus, a w domu taki jak byl dla mnie taki jest dla bratka. ja tez balam sie z min zostawac i blokowalam drzwi do mojego pokoju szuflada, zeby nie wlazl do mojego jak zostawalam z nim sama

boze, jak mi szkoda tego dzieciaczka, on ma 7 lat... ja teraz jak sobie przypomne o tym jak ja sie czulam tam mieszkajac to wyje a on ma 7 lat... co ja mam zrobic?przepraszam, ze chaotycznie