Dodaj do ulubionych

Problemy rodzinne.....

IP: *.* 02.01.03, 12:15
czesc dziewczyny, pare takich postow ostatnio tu widzialam i postanowilam napisac co nieco, moze cos doradzicie...moje dziecinstwo bylo koszmarne ze wzgledu na mojego ojca furiata, choleryka, psychicznie chyba uszkodzonego, zreszta wiele jeszcze okreslen podobnych tez do niego by pasowalo. odkad skonczylam 5 lat nasze stosunki rodzinne ograniczaly sie do klotni i walk. nie bil mnie a znecal psychicznie. wiele przeroznych sytuacji, jak moj maz mowi science-fiction. wyprowadzilam sie z domu lat majac 19. przerwalam studia i poszlam do pracy, zeby zarobic na wynajecie mieszkania. mieszkajac w tym samym miescie nie widzialam moich rodzicow przez chyba rok czy wiecej. raz na pare miesiecy dzwonilam do matki, zeby wiedziala, ze zyje i tyle. z matka moje stosunki byly calkiem dobre, ale mialam do niej wielki zal, ze nie bronila mnie przed ojcem, ze nie umiala mu sie przeciwstawic. po paru latach niemieszkania z rodzicami zaszlam w ciaze. podczas ciazy widzialam moja matke moze ze trzy razy, moze cztery. w koncu synek sie urodzil i moja matka jak gdyby nigdy nic, zaczela udawac, ze mamy najszczesliwsza rodzine na swiecie i wymaga od nas spotkan z wnukiem. jak mowimy jej ze nie mozemy do niej przyjechac, albo nie bedzie nas w domu to mowi ze tak bardzo chcialaby sie zobaczyc z wnukiem, ze sie za nim stesknila itd. do tej pory nie mialam sily jej odmawiac, ale w swieta troche mnie zdenerwowala i postanowilam nie jechac do niej w drugi dzien swiat tylko spedzic go spokojnie w domu z moimi chlopakami, no i sie zaczelo. jak jej powiedzialam, ze nie przyjade jedynym argumentem, jaki uslyszalam bylo ze moj ojciec (tak, ten sam) bardzo zaluje, ze nie spotkal sie z nami w wigilie jak przyjechalismy zlozyc zyczenia i mu przykro i w zwiazku z tym moglibysmy chociaz na chwile itd. na moje stanowcze nie matka w placz. postanowilam zadzwonic do jej starszej siostry a mojej ciotki, zeby zapytac czy nie wie o co chodzi z ta matka. ciotka moja na to, ze ona z matka tez nie moze sie dogadac, ze juz prawie nie widuja sie i nie rozmawiaja (ciotka tez nie znosi mojego ojca, a jak dowiedzialam sie, matka wszedzie tylko z nim). umowilysmy sie juz z ciotka na pogaduchy, na przyszly tydzien.a teraz drugi koniec kija, ten gorszy. nie wspomnialam, ze mam brata. dziecie 7 latek ma. myslalam, ze ojciec z latkami troche zlagodnial, jak ich od czasu do czasu widywalam, to wydawalo sie ze ma z jaskiem dobry kontakt i nie wnikalam. ostatnio jednak po problemach z moja matka i lekturze ksiazki "dobra milosc" (po ktorej wszystkie urocze zdarzenia z dziecinstwa wrocily) zadzwonilam do mojej przyjaciolki jeszcze z lat szczeniecych, ktora sytuacje w moim domu dobrze znala, zeby wygadac sie i powiedziec, ze jestem dalej zla na matke, dowiedzialam sie, ze jej narzeczony, ktory mieszka kolo moich rodzicow slyszal ostatnio RYKI mojego brata i wrzaski ojca. nie mogl sie pomylic, bo mieszka za sciana. a dzis zadzwonilam do tej mojej ciotki potwierdzic spotkanie i jak jej powiedzialam o tych wrzaskach, to ona mi za to powiedziala, ze wie od jeszcze innej siostry mojej matki, ze matka zaczela chodzic z moim bratem do psychiatry bo dziecko boi sie zostawac samo z moim ojecm w domu! przy ludziach kochany tatus, a w domu taki jak byl dla mnie taki jest dla bratka. ja tez balam sie z min zostawac i blokowalam drzwi do mojego pokoju szuflada, zeby nie wlazl do mojego jak zostawalam z nim sama :fou: boze, jak mi szkoda tego dzieciaczka, on ma 7 lat... ja teraz jak sobie przypomne o tym jak ja sie czulam tam mieszkajac to wyje a on ma 7 lat... co ja mam zrobic?przepraszam, ze chaotycznie
Obserwuj wątek
    • Gość: agata25 Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 12:41
      Niebieska Linia to Jakiś sposób. Z tego co wiem dzwoniąc tam dajesz sygnał (równiez anonimowy) że coś niedobrego dzieje się w rodzinie. W konsekwencji dochodzi do "odwiedzin" kuratora i jego opieki nad nazwijmy to patologiczną rodziną. Zakładam że interweniowac chcesz anonimowo, bo z uwagi na złe stosunki z ojcem mogłyby się one dodatkowo pogorszyc. Poza tym jest wiele instytucji broniących praw dziecka, do których możesz się zwrócić. Pamietaj o tym że pomagasz bratu nie rozpatruj tego pod kątem agresji w stosunku do rodziców! Pewnie bedzie Ci kiedyś wdzięczny! A może po prostu zgłoś na Policję? Może po interwencji panów w niebieskich mundurkach "tatuś" przemyśli parę spraw i wyluzuje?? I pamietaj że znęcanie psychiczne pozostawia wielkie ślady w psychice, z resztą sama widzisz po sobie. Nie pozwól ojcu niszczyć dzieciństwa Twojego brata.... Może troche buntowniczo...........ale gorąco pozdrawiam Agata Trzymaj się ... dasz rade, na pewno!!! :)
      • Gość: lea Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 12:55
        kochanieNie pozwól na to aby Twój ojciec zniszczył Twojego braciszka !!! to bardzo małe dziecko, wszystko przed nim, a jemu już w tej chwili świat się wali !!!Nie wiem jak sobie radzisz Ty, czy pracujesz? jakie masz warunki bytowe itp. ale ja na Twoim miejscu postarałabym sie zabrać brata od rodziców. I koniecznie poinformuj o znęcaniu się ojca nad rodziną odpowiednie instytucje, tak jak wspomniała koleżanka, zadzwoń na niebieska linię - tam Cię pokieruja dalej...Jeżeli czegoś trzeba Twojemu bratu ( np. ubrania, zabawki ) daj znać. Mocno Cię ściskam i koniecznie działaj dziewczyno nie pozwól zniszczyć to dziecko !!!lea
    • Gość: ilka Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 12:57
      Skąd ja to znam? Z tym, że u mnie to moja matka była niezrównoważona psychicznie, a ojciec potulny i uległy, do tego alkoholik. W skrócie: matka znęcała się nad moim bratem i mnną psychicznie i fizycznie - tłukła nas tak, że chodziłam z fioletową pupą praktycznie bez przerwy. Ojciec prawie niegdy nas nie bronił, po cichu tylko mówił mi "daj spokój, wiesz przecież jaka jest mama". Dzieciństwo to był koszmar, dziś nie mam kontaktu z matką (tzn. spotykam się z nią, ale nie potrafię wybaczyć, nie umiem z nią rozmawiać itd.)W Twojej sytuacji jedyne co możesz zrobić to zacząć spotykać się z bratem i rozmawiać z nim na ten temat. Uświadom mu, że Ty też to przeżyłaś... Rodziców nie zmienisz. Moja mama leczyła się psychicznie, ale jej nie pomogło. Sąsiedzi wiele razy słyszeli wrzaski dochodzące z naszego mieszkania i tylko jedna sąsiadka pytałą moją mamę dlaczego ona na nas tak krzyczy bez przerwy. Nikt inny nie reagował, takie życie.Koniecznie spotkaj się ze swoim bratem, to przecież mały chłopiec, weź go do siebie na weekend (jeśli masz warunki) i okaż mu trochę miłości.
      • Gość: jl101 Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 13:35
        dzieki dziewczyny, jestescie niezawodne. z ta niebieska linia albo jakakolwiek pomoca z zewnatrz nie bedzie chyba latwo. moj ojciec jak juz pisalam, przy ludziach udaje ze jest wszystko w porzadku, wiec jakby ktos przyszedl i zaczal wypytywac to na pewno domyslilby sie, ze to ja albo ktoras z siostr mojej matki. a nie jest to spokojny czlowiek i nie wiem jak by na to zareagowal. pare razy jeszcze jak mieszkalam w domu zdarzalo mu sie wpasc w jakas taka histerie czy diabli wiedza co i ganial po mieszkaniu, wrzeszczal, ze wyskoczyz okna (pierwsze pietro, zaden z niego bohater), wciskal mi do reki noz zebym go zabila skoro tak go nienawidze i tym podobne. wiec mysle, ze przy jego chorej podejzliwosci moglby zaczac wszystkim kogo podejrzewa o "zdrade" zaczac uprzykrzac zycie w sposob trudny do zniesienia. a pare osob moglby sobie wykombinowac (czytaj: okazujacych niechec do niego jawnie). niestety on nie dziala jawnie, przeszukuje kieszenie, otwiera listy... taki typ. a propos postu lei, nie bardzo wiem jak moglabym odebrac jaska mojej matce, ktora na niego de facto nie zasluguje, skoro pozwala go tak traktowac. ja z wielka checia zabralabym go do siebie, ale my sie nawet tak na prawde dobrze nie znamy, bo jak on sie urodzil, to ja juz wlasciwie w domu nie mieszkalam. nie pisze dlatego, ze to dla mnie jakas przeszkoda, ale moze dla niego, ale widze, ze go do nas (do naszego domu) ciagnie, sam sie dopytuje, kiedy przyjada itd. tak mi w kazdym razie mowi moja matka. jesli chodzi o tzw. dobra materialne, to nic nie potrzebuje. rodzice nie cierpia na brak funduszy (znaczy moj ojciec calkiem niezle zarabia, mama pielegniarka, wiec wiadomo). jasiek ma komputer, wieze, zabawki, ubrania. mi ojciec tez kupowal rozne, czasem bardzo drogie prezenty, chyba zeby pokazac jakim jest dobrym ojcem. na razie bede przekonywala matke, zeby mi pozwolila jaska zabierac do siebie, ale nie wiem czy to poskutkuje, bo jak chcialam go zabrac ze soba na wakacje to rodzice sie nie zgodzili, mimo ze jechalam nad moze a dziecko ma problemy z oskrzelami. mam nadzieje, ze jak spotkam sie z ta moja ciotka, to cos wspolnie ustalimy, to bardzo odwazna i madra kobieta - wziela rozwod po trzydziestu latach malzenstwa. a na razie siedze i kombinuje, jak tu temu dziecku troche zycie ulatwic.justyna
        • Gość: jl101 Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 13:43
          a i jeszcze jedno. jesli nawolywania do buntu (chodzi o moja matke) przeze mnie i moja ciotke nie powioda sie, to ze tak powiem, mam niebieska linie i nie zawaham sie jej uzyc. pisze o tym, zeby juz nie bylo odwolania, miarka sie przebrala.
          • Gość: Gosia1 Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 14:23
            Justynko, nie zostawiaj tego chłopca samego...Mam takiego 7-latka przed oczami - to mój synek. I jest On jeszcze naprawdę małym chłopcem...I zupełnie bezbronnym. Naprawdę czas nagli. Bardzo prawdopodobne jest to, że Twój brat powieli obraz swojego ojca i dla swoich dzieci też może być takim katem. Koniecznie trzeba temu zapobiec. Zamiast sięgać od razu po armatę, spróbuj zbliżyć się do Niego - nałgaj rodzicom, że stałaś się nagle piekielnie rodzinna, że chcesz odzyskać kontakty, ba - nawiązać je z braciszkiem, bo "On mnie przecież w ogóle nie zna..." itd. Może mama wtedy jakoś łatwiej będzie Ci Go dawać nawet na wakacje? Na każdy weekend? Na obiady? Widzisz, chodzi o to, żeby On widział, że istnieje inny model rodziny, że jest coś takiego jak szacunek, czułość, silne więzy, które nie znikają. Musi nauczyć się ufać, płakać, cieszyć, głośno śmiać, plamić ubranie, popełniać błędy, tłuc szklankę czy drzeć spodnie bez strachu...Musi wiedzieć, że to całkiem normalne i naturalne dla chłopca w Jego wieku, i na pewno, na 100% nie karalne. Jeśli to nie poskutkuje, wtedy wyciągnij ciężką artylerię. Dlaczego najpierw to? Bo mając taką odskocznię łatwiej Mu będzie znosić to co się dzieje w domu. Rozumiesz, odetnie się od tego i już. Boże drogi, właśnie przytuliłam synka - nie wyobrażam sobie tego, nie wyobrażam...Trzymaj się kochana, nadchodzą dla Ciebie trudne dni. W razie co - pisz. Gosia
            • Gość: jl101 Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 14:48
              Gosiu, a czy myslisz, ze opowiedziec mu, ze ja tez mialam tak samo? myslisz, ze moze mu to jakos pomoc zrozumiec ta cala sytuacje? ze ja przezylam, odcielam sie i juz. nie wiem nawet jak ma mu to ulatwic mieszkanie z tyranem ale moze... tylko wlasnie nie wiem czy jest sens. z tego co ja pamietam, to wydawalo mi sie ze mam najgorzej na swiecie (ba, nawet myslalam ze to nie sa moi prawdziwi rodzice, bo jak rodzic moze tak zachowywac sie w stosunku do wlasnego dziecka), zastanawialam sie czy jak uciekne, to beda mnie szukac itd. boje sie, zeby jasiek jako chlopak w koncu odwazniejszy, nie sprobowal uciec na prawde albo nie wiadomo co jeszcze przyjdzie mu do glowy...nie wiem czy rozmawiac z nim czy po prostu byc. nie wiem tez jak rozmawiac z matka, zeby dotarlo do niej, ze robia krzywde nastepnemu dziecku. pamietam, ze zawsze moj ojciec mowil, ze ja jestem taka niewdzieczna, ze jak on bedzie stary to na pewno nie bedzie liczyl na moja pomoc, ze nic ode mnie nie chce. i bardzo dobrze, bo ja nie potrafilabym mu pomoc. smutne to, ale nie znajduje w sobie ani odrobiny wspolczucia dla niego, jedyne czego pragne to to, zeby moj brat przestal przez niego cierpiec.justyna
              • Gość: Mika_P Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 21:40
                jl101 napisała/ł:> boje sie, zeby jasiek jako chlopak w koncu odwazniejszy, nie sprobowal uciec na prawde albo nie wiadomo co jeszcze przyjdzie mu do glowy...Moim zdaniem, Gosia1 jako mądra kobieta dobrze mówi. jeśli stworzysz bratu odskocznię, bezpieczne miejsce, to nawet uciekając z domu schroni się tam, gdzie bedzie się dobrze czuł, u kogoś, komu ufa, a nie na brudnym obskurnym dworcu, czy w piwnicy u kolegi. Posłuchaj Gosi, po prostu
          • Gość: lea Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 15:15
            Kochanie....uważam, że w tej chwili to najważniejsza i pilna sprawa to jednak tel. na niebieska linię. Powiedz im jasno czego się obawiasz, jaka może być reakcja Twojego ojca...i jeszcze jedno, czy Twoi rodzice mieszkają w domku czy w bloku ? bo jeżeli w bloku to przecież każdy mógł się poskarzyć i zareagować na awantury - niekoniecznie Ty !warto też porozmawiać z wychowacą w szkole czy przedszkolu Jasia o jego zachowaniu, to też może pomóc i dowiedz się koniecznie jak wyglądałoby gdybyś zechciała zabrać Jasia do siebie, również pomogą Ci tu prawnicy z niebieskiej linii, jest tam masa ludzi, którzy Ci pomogą ( prawnicy, psycholodzy itp. itp. ) to chyba jest możliwe ??? jeżeli dziecku dzieje sie krzywda !!!trzymam za Ciebie kciuki i walcz o brata ! jesteś wspaniałą siostrą :)ciepło pozdrawiam -lea
    • Gość: aronka Re: Problemy rodzinne..... IP: *.* 02.01.03, 23:06
      Zastanawiałam się, czy odpisać na Twój post, bo nie chcę Cię dobijać. Ale może to będzie dla Ciebie dodatkową motywacją, żeby pomóc braciszkowi. Dodam, że nie miałam aż tak strasznej sytuacji w domu, ale z moim kochanym tatusiem również nie utrzymuję kontaktów. Ojciec poznał mojego męża 2 lata po naszym ślubie, na ślubie mojego brata. Naszej skromnej uroczystości nie raczył zaszczycić swoją obecnością. Ale nie chcę się o tym rozpisywać. Napiszę Ci coś innego. Nie chcę Cię broń Boże przestraszyć, ale... Otóż parę lat temu naszą okolicę obiegła wiadomość, że synek dozorcy z sąsiedniego bloku wyskoczył z 10 piętra, nawet nie w swoim bloku, a dosyć oddalonym. Chłopczyk miał chyba jakieś 10 lat i młodszą siostrzyczkę. Wszyscy byli w szoku. Wszyscy znali tę rodzinę jako porządną, taką zupełnie normalną. Widywaliśmy, jak chłopczyk wracał ze szkoły, przyprowadzał go tatuś, jeszcze tornister za nim nosił. I wyobraź sobie, po tej strasznej tragedii zaczęło się mówić, że dziecko było maltretowane, że za coś tam mamusia zamknęła go kiedyś na mrozie na balkonie itd. I nikt nie reagował, bo to przecież ich sprawy, prawda? Nie wyobrażam sobie, jak cierpi dziecko, żeby w końcu nie wytrzymać i zdecydować się na taki krok... To jest dla mnie nie do pojęcia. Bądź dzielna i nie poddaj się. Może rzeczywiście wspólnie z ciocią coś wymyślicie. To doświadczona i na pewno mądra kobieta. Pozdrawiam Cię gorąco i wybacz jeśli Cię "zdołowałam". Nie miałam takiego zamiaru. Po prostu czasem cel uświęca środki... Trzymaj się!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka