fergie1975
19.12.06, 00:27
mam przyjaciółkę, znamy się od dziecinstwa, po szkole sredniej nasze drogi
rozeszly sie. Utrzymujemy kontakt, ale rzadko sie widujemy.
Ostatnio przyjechała do mnie na tydzień załatwić interesy. Bardzo sie
cieszyłam, byłam świezo po porodzie. wiadomo cieszyłam sie na długie rozmowy
(nowy, świezy temat, tyle sie nie widziałysmy), liczyłam na to ze w dzien
pozalatwia swoje sprawy, a wieczorem nadrobimy te lata.
A ona tymczasem potraktowała mój dom jak hotel, nie jadła tego co
przygotowałam, kupowała sobie swoje jedzenie, bo się odchudza (np kiełbasę) a
ja mam tylko polędwicę i szynkę (?!). nie zmywała naczyń (**nizej
wytłumaczę), a trochę ich produkowała, nie chciała rozmawiac np o porodzie (a
sama ma dzieci) bo to ją nudzi, ani o dziecku (bo co w tym ciekawego?) ani o
pracy (bo moja jest dla niej nudna), ani o zyciu. Nie chciała recznika,
swojego nie miała (?). Wieczorami zajmowała komputer i siedziała na swoim
forum, zamiast rozmawiac ze mną. Komputer był raz potrzebny mojemu M do
pracy, byla bardzo oburzona że nie może kiorzystać. itp itd. ostatniego dnia
oznajmiała "za 5 minut ide spac to mi teraz możesz cos powiedzieć" (akurat
wyłączyli prąd).
Piszę, bo zadzwoniła że chce przyjechac w styczniu. Co ja mam zrobic? Jestem
lekko przerażona. Nie mam ochoty na wizytę, nie wiem jak jej to powiedzieć.
Czy mowic? Czy zacisnąc żeby, to znowu tylko tydzien. Nie mam pomysłu na
wymówkę.
** normlanie nie każę gościom zmywac, ale jeżeli ktoś mieszka przez tydzien i
nazywa sie przyjacielem i przyjeżdza do kogos kto ma kilku tygodniowe
pierwsze dziecko to mogłby pomóc, tak czy nie?