Ja wiem, że już nic nie powinno mnie dziwić, że wolny rynek, że każdy robi co
chce i tak dalej. Ale byłam dzisiaj na zakupach i jednak trudno mi przyjąć
to, co zobaczyłam. Chodzi o ceny zabawek.
Jakiś czas temu kupiłam na allegro zabawkę dla pewnego maluszka, zapłaciłam
50 pln. Dzisiaj pojechałam do Reduty (ch w Warszawie), wstąpiłam do
zdzierskiego - wiem to od dawna - butkiku z zabawkami i moje oko padło na ten
przedmiot o którym piszę. Zgadnijcie ile w sklepie życzyli sobie za tą
zabawkę? 60? 80? Nieee, to by było za proste. 130! Heheheeee...
Potem w Carrefourze kupiłam w promocji bobasa - przecena z 47 na 43. OK.
Jeszcze trochę później połaziłam, poszłam do SMYK-a w Blue City. Patrzę, a
tam TA SAMA lalka (przysięgam, sprawdzałam 3 razy) kosztowała... No, ile? 60?
80? Kto da więcej? Koszowała 115. Czy ktoś tu przypadkiem nie zwariował?
Nie piszcie, że każdy kupuje za tyle, ile ma, że szukają naiwniaków, ja to
wszystko wiem. Post powstał bo chcialam sie podzielić mądrą refleksją
Szukajcie, pytajcie, porównujcie, bo możecie nieświadomie przepłacić
trzykrotnie. Niesamowite!