tazesnu
03.01.07, 14:53
Od wczoraj w naszym zgranym gronie dołączyła nowa dziewczyna, przyjełyśmy ją
życzliwie i z pozytywnym nastawieniem.
Wyglądało wszystko,że współpracować będzie nam się z nią dobrze . A jednak...
Panuje w naszej pracy "nie pisana zasada", że nowa osoba przejmuje podział
godzin ustalony już wcześniej i tego się trzyma, ewentualnie dogaduje się z
jedną z nas i zamieniamy się.
Też tak było wczoraj. "Nowa koleżanka" popatrzyła na grafik i zaczeła kręcić
nosem, ze godziny pracy jej nie odpowiadają (popołudniowe do godz 16) bo nie
będzie miała czasu dla siebie (zdziwiłam się, gdy usłyszałam takie
uzasadnienie) no cóż sama oddałam jej jeden dzień godzin porannych i tu
pojawił się problem. Mam małe dziecko, które w dogodnych godzinach mojej
pracy do południa przebywa w żłobku a w nowej sytuacji cały dzień musiałby
być w tym żlobku .
Poruszyłam ten problem z "nową koleżanką" z nadzieja,że nie będzie miała
smiałości odmówic a ona powiedziała,że się nie zamieni.
Już wszystko zostało inaczej uzgodnione.
Zastanawiam się czy taka śmiałość i kręcenie nosem jest na miejscu pierwszego
dnia pracy? Tym bardziej, że to my będziemy decydować czy chcemy ją póżniej
na stałe w zespole.
Może to ja szukam problemu?
Co o tym myslicie? Bo na dzień dzisiejszy jestem anty nastawiona do "nowej
koleżanki" (może trochę nie potrzebnie) bo w rzeczywistości może okazać się
fajną dziewczyną. Sama nie wiem jak ją traktować.
Przesadzam, prawda?
__________________________________
Patryk 12.03.2006