Dodaj do ulubionych

Mąż mnie uderzył...

06.01.07, 08:12
Dziewczyny wczoraj wieczorem mój mąż mnie uderzył. Tak mocno, że dzisiaj
kuleję z opuchniętym kolanem! Rano mnie przeprosił ale ja mu nie wybaczyłam.
Na prawdę sobie nie zasłużyłam. Niedawno pisałam o tym, że on jest dobry dla
naszej rodziny, a teraz? Chce być wobec Was szczera - na dniach rozwala mi się
małżeństwo. Kocham go i chcę walczyć o związek. Jak mam się do tego zabrać?
Jak się wobec niego zachowywać? Czy w ogóle warto? Płakać mi sie chce!!! Mam
wrażenie, że to się nie dzieje, że to jakiś koszmar...
Obserwuj wątek
    • kattkak Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 08:40
      daga05 nikt nie zasługuje na bicie!
      Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że skoro raz już mąż rozwiązał w taki
      sposób swoją agresję/emocję, to przy kolejnej kłótni znowu zastosuje taki
      środek.
      A do tego jeszcze u Ciebie poczucie winy, że "nie zasłużyłam". A gdybyś
      powiedziała mu cos przykrego to co? miałby prawo do tego aby Ci podbić oko?
      Twój mąż całkiem ma dobry cios, patrząc na skutki jakie wyrządził

      Kochana, jeżeli chcesz dalej być z mężem to powinniście RAZEM przejść teriapię
      rodzinną.
      • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 09:22
        Jezeli chociaz raz Cie uderzyl,to juz jest cos bardzo nie tak.Powinnas jak
        najszybciej zareagowac np zapisac Was na terapie rodzinna.Im wczesniej,tym
        lepiej,bo za jakis czas moze byc za pozno.
        • sir.vimes Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 09:27
          Myślę, że niestety jest za póżno na terapię rodzinną. Mąż dagi dopuścił się
          względem niej przestępstwa - pobicie jest przestępstwem.
          • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 09:45
            Czyli powinna sie z nim rozstac?Chocbysmy jej to bardzo doradzaly,raczej tego
            nie zrobi.
            • dlania Semida 06.01.07, 09:52
              To straszne, ale pewnie masz rację... Tam mi jej szkoda... Ja całe życie wraz z
              siostra patrzyłam na to jak moja mama "dzwiga krzyż" (tak mówiła!), znosi bicie
              przez męża, przez co sama wpadła w alkoholizm... Myśmy błagały ja o rozwód,
              wzywałyśmy policję. A ona pudrowała posiniaczona twarz i szła z nim pod reke do
              kościoła.
              TO JEST SPRASZNE!!!!!!!
              • semida Re: Semida 06.01.07, 10:00
                Niestety tak to juz jest.Kobiety ktore maja w sumie dobrych mężów,wydziwiają i
                co chwile chcą się rozstac bo np.naczyn nie pozmywal(taki przyklad),a takie
                ktore dostaja lanie systematycznie,trzymaja sie tych swoich pseudo-chłopów jak
                rzep psiego ogona.Podejrzewam ze daga teraz mysli ze to byl tylko jeden raz,ze
                sie nie powtorzy,ze jak zobaczyl co zrobil to jest ,mu wstyd i nigdy wiecej jej
                nie uderzy.Sorry,ale jestem pewna ze uderzy.Jak nie za tydzien,to za
                miesiac,jak nie za miesiac,to za rok,ale na pewno uderzy.No bo dlaczego ma nie
                bic,skoro za pierwszym razem nie poniosl zadnych konsekwencji,a zona wybaczyla?
                Wiec lepiej lec daga na obdukcje i go postrasz,bo inaczej moze byc bardzo
                kiepsko.
                • sir.vimes Re: Semida 06.01.07, 11:29
                  Przede wszystkim wątpię, żeby wstyd bijących mężów był szczery - napewno
                  przerażająca jest perspektywa utraty obsługującej żony (na której poza tym można
                  się wyżyć w stresie).
            • kamkuba1 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 15:17
              Wam wszystkim tak latwo doradzac ciekawa jestem jak postapilybyscie na jej
              miejscu, podam przyklad sa male dzieci kobieta nie pracuje bo zajmuje sie nimi
              nie ma rodziny ktora ewentualnie zajelaby sie dziecmi gdyby poszla do pracy
              zeby sama zarobic na siebie i dzieci,nie ma dokad pojsc.Jedyne rozwiazanie to
              pod most no ewentualnie domy dla samotnych matek.
              • sir.vimes W normalnym kraju sprawca idzie pod most 06.01.07, 16:17
                A poza tym niezależnie od wszystkiego należy zrobić obdukcję i zawiadomić
                policję- od męża zależy co zrobi dalej. Nikt mu nie broni starać się o
                wybaczenie żony.
    • sir.vimes Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 09:26
      "Rano mnie przeprosił ale ja mu nie wybaczyłam.
      Na prawdę sobie nie zasłużyłam."

      Przeczytaj uważnie to zdanie - dziwne, prawda??? Zaczynasz wyjaśniać, tłumaczyć
      się, tak jakby mogła być w tym twoja wina. Pomniejszasz jego winę (zakładasz, że
      mogłabyś zasłużyć...).
      W związku, małżeństwie nie ma miejsca na przemoc. NIkt też nie może "zasłużyć"
      na karę.

      Zanim wpadniesz w rozpacz - idż , zrób obdukcję - może ci się przydać.
      Nie daj sobie wmówić, że biciem objawia się miłość, troska, że to nerwy, że
      "poniosło go".

      Trzymaj się - bądż silna, bądż dzielna. Pozdrawiam.
      • dlania Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 09:47
        Żebys mu nawet napluła w twarz to on nie ma prawa Cie uderzayć!!!! Dziewczyno,
        jeżeli zrobił to raz, to na 95%zrobi ponownie (znam to z "pożycia" moich
        rodziców) - czy tego chcesz dla siebie i dzieci? Zrób obdukcję, a potem postaw
        sprawę jasno: to był pierwszy i ostatni raz, kolejny skończy sie na policji i w
        sadzie. Albo sie przestraszy (jesli sobie z tym nie radzi to do psychologa),
        albo nie - jeśli zrobi to jeszcze raz, daj sobie spokój, masz jeszcze czas
        ułozyc sobie zycie na nowo.
        • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 09:51
          No wiesz,naplucie w twarz to tez jest jakies tam wykroczenie,ale z ta obdukcja
          to racja.Trzeba pojsc i go postraszyc
        • limonka_3 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 10:13
          Jeśli zrobisz obdukcję i/albo zgłosisz sprawę na policję - NIE BÓJ SIĘ. Jesteś
          wygrana już w 50 procentach jeśli nawet bierzesz pod uwagę możliwość takich
          działań.
          Mój ojciec nas straszył, ale pewnego dnia mój brat nie wytrzymał i : najpierw
          wzięli ojca na izbę wytrzeźwień a potem jeszcze raz przyjechałą policja i...
          już jest spokój! Oprawca nie może czuć sie bezkarny!!!!!!!

          Stop przemocy!!!!!!
    • kleonike Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 10:00
      Dlaczego to zrobil?Alkohol?Awantura?Wielkie stresy?Porozmawiaj z nim
      spokojnie,niech sie wytlumaczy.Nie chce go usprawiedliwiac ale jesli poza tym
      malzenstwie gra,niewarto wszystko skreslac?Ale jesli sie powtorzy to znaczy,ze
      macie prawdziwy problem i wtedy musisz dzialac
      • sir.vimes Bicie nie jest wystarczającym powodem???? 06.01.07, 11:31
        Myślę, że przemoc jest wystarczającym powodem do rozstania.
        • malila Jasne, że jest. 06.01.07, 11:41
          Zaraz mnie coś trafi. Porozmawiać z nim? Bo może się tak biedaczek w pracy
          zestresował? Albo jakaś recepcjonistka nie chciała z nim flirtować? Moze
          jeszcze okazać zrozumienie i przytulić do memłona?
          Odstawić gada natychmiast. Albo idzie na terapię, albo separacja. Okazywanie
          zrozumienia i branie na siebie odpowiedzialności za rozwiązanie problemów
          agresora to najlepszy sposób na utrzymanie jego agresji.
          Ale, cholera, jakoś nie wierzę w tak optymistyczne zakończenie. Daga kocha
          faceta, który ją ewidentnie krzywdzi. Daga, powiedz szczerze, co Cię przy nim
          trzyma? Przekonanie, ze na nic nie zasługujesz? Że bez niego sobie nie
          poradzisz?
      • kathee Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 13:26
        kleonike napisała:

        > Dlaczego to zrobil?Alkohol?Awantura?Wielkie stresy?Porozmawiaj z nim
        > spokojnie,niech sie wytlumaczy.Nie chce go usprawiedliwiac ale jesli poza tym
        > malzenstwie gra,niewarto wszystko skreslac?Ale jesli sie powtorzy to znaczy,ze
        > macie prawdziwy problem i wtedy musisz dzialac

        Litości dziewczyno, to jak następnym razem sobie wypije to tez moze ją uderzyć.
        Albo ja się zdenerwuje "bo zupa była za słona". To ja jak się wnerwie też mam
        prawo walnąć chłopa czyms ciężkim, albo bo właśnie sobie wypiłam.
        Powala mnie to postępowanie zgodnie ze stwierdzeniem "choćby bił, choćby pił,
        byleby był"

        do Lekarza, na policje i koniec związku, bo to się tak zaczyna, a potem będzie
        ją tłukł i dzieci.Ciągłe życie w strachu, poniżeniu.
        Terapia... jeśli naprawde mu zależy to po porzuceniu sam pójdzie i będzie
        walczył...ale mam obawy czy wytrwa i się zmieni. Jak dla mnie damski bokser
        zawsze pozostanie damskim bokserem

        Daga Ty nie jesteś niczemu winna, nie zasłużyłaś sobie!!!! Nikt nie ma prawa Cie
        uderzyć. NIKT
    • limonka_3 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 10:05
      Daga, tak się to często zaczyna sad Od jednego uderzenia sad( A właściwie nie,
      często takie osoby najpierw niszczą przedmioty w złości. I zawsze potem są
      przeprosiny. On nie miał prawa tego zrobić i dobrze że sie tym przejmujesz i o
      tym napisałaś. Nie miałby prawa nawet gdybyś mu powiedziała najgorsze rzeczy na
      świecie!
      Spróbuj znaleźć dobrego psychologa i namów męża na terapię. Mam nadzieję że Wam
      się uda! Trzymam kciuki.

      • limonka_3 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 10:08
        Jeśli nie zdecydujecie się na terapie to możeliwe że będzie to model w stylu:
        On mnie bija bo zasłużyłam, Bije bo sie nie staram wystarczająco. To częste.
        Może spróbuj zapytać o to na forum Psychologia, jak znajdę to wstawię Ci link.

        Skąd o tym wszystkim wiem? Miałam kiedyś chłopaka-oprawcę. Najpierw uderzył
        mnie w kolano. sad
      • sir.vimes Zły początek... 06.01.07, 11:33
        "Spróbuj znaleźć dobrego psychologa i namów męża na terapię"

        Czyli to ona ma zadbać o rozwalony przez niego związek????? Terapia miałaby sens
        tylko w przypadku gdy on chciałby się jej poddać i zaproponował to. Jeżeli daga
        będzie "petentem" - to jest przegrana na starcie. Proponuję obdukcję i policję -
        a jeżeli , Daga, czujesz lęk przed takim załatwieniem spprawy - to znak, że jest
        NAPRAWDĘ żle.



        • monia145 Re: Zły początek... 06.01.07, 11:48
          sir.vimes napisała:

          > "Spróbuj znaleźć dobrego psychologa i namów męża na terapię"
          >
          > Czyli to ona ma zadbać o rozwalony przez niego związek????? Terapia miałaby
          sen
          > s
          > tylko w przypadku gdy on chciałby się jej poddać i zaproponował to. Jeżeli
          daga
          > będzie "petentem" - to jest przegrana na starcie.



          Niekoniecznie. Z agresorami, alkoholikami czy narkomanami przeciez czesto jest
          tak, że na poczatku w ogóle nie widzą powodów do takiej terapii. Uważają, że
          wszystko z nimi ok. a to otoczenie jest nie w porządku i ich "prowokuje". Byc
          może mąz dagi nie widzi problemu- i to ona w tej sytuacji musi mu uświadomić,
          że ten problem istnieje, że problemem jest jego nieumiejętność radzenia sobie
          ze stresem inaczej niz przez bicie i że ona na to się nie godzi.

          >
          >
          >
          • sir.vimes Re: Zły początek... 06.01.07, 13:07
            Ale ty zakładasz , że priorytetem jest wylaczenie męża i związku. Ja zakładam,
            że priorytetem jest dobro Dagi , także bez pana i bez związku. Mąż
            alkoholik/damski bokser/narkoman czy inny taki - jak dla mnie może sobie zdychać
            na Kolskiej czy gdzieś tam.

            Jeżeli KOCHA Dagę to jest i będzie dla niego ważniejsza niż nałogi, agresja,
            "duma" nie pozwalająca mu się przyznać do błędów. Jeżeli jej nie kocha - nie ma
            sensu by ona troszczyła się o jego psychikę.

            Dla mnie alkoholizm, narkomania, przemoc jest rodzajem zdrady - i to chyba
            bardziej ponurym niż szybki numerek na rauszyku na delegacji wink)
            • monia145 Re: Zły początek... 06.01.07, 13:14
              Ja niczego nie zakładam- dostosowuje tylko odpowiedz do wypowiedzi autorki. Ona
              kocha męża i z postu wynika, że nie mysli o rozstaniu. Jeżeli chce utrzymac ten
              związek i wierzy, że jeszcze maja jakąkolwiek szansę to, rozmowa z mężem i
              nakłonienie go do terapi jest chyba najlepszym rozwiązaniem? Jeśli mąż dalej
              będzie brnął i zaprzeczał swojej winie, odrzuci pomoc terapeutyczną to
              rzeczywiście rozstanie będzie najrozsądniejszym wyjściem.
              • monia145 P.S. 06.01.07, 13:21
                Oczywiście mówiąc o rozstaniu trzeba pamiętać o realnych szansach takiego
                rozwiązania- watpię, aby daga zdecydowała się na ten krok. Jest materialnie i
                jak widac psychicznie, uzależniona od męża. Bez pomocy kogoś z rodziny czy
                zaufanego obcego, raczej dalej będzie tkwic w tym pseudozwiązku, niestety.
                • onak1 Re: P.S. 06.01.07, 13:25
                  monia145 napisała:

                  > Oczywiście mówiąc o rozstaniu trzeba pamiętać o realnych szansach takiego
                  > rozwiązania- watpię, aby daga zdecydowała się na ten krok. Jest materialnie i
                  > jak widac psychicznie, uzależniona od męża. Bez pomocy kogoś z rodziny czy
                  > zaufanego obcego, raczej dalej będzie tkwic w tym pseudozwiązku, niestety.




                  monia czytam twoje posty, ciągle czuc jad. Naprawdę. Dlaczego to robisz każdej osobie w każdym poście? nie napisałas jeszcze nic miłego odkąd czytam twoje wypowiedzi.
                  • monia145 Re: P.S. 06.01.07, 13:32
                    Nie dodałaś jeszcze, że współczujsz moim dzieciom i mężowiwink
                    • dlania Re: P.S. 06.01.07, 13:40
                      Pomijając kwestie jadu, bo osobiście go nie wyczuwam: tez mnie zastanawia to,
                      co Monię. Czy ta dziewczyna ma w ogóle kogoś, kto jej czasem powie, że jest
                      zajebista taka, jak jest, że jest po prostu super babka w całości, z wszystkim,
                      co robi, mysli i czuje - bo jest niepowtarzalną,jedyną taką osobą na świecie? Z
                      tonu jej wypowiedzi wyłania sie raaczej osoba o niskim poczuciu własnej
                      wartości - CZY TO ABY NIE MĄŻ JA DO TAKIEGO STANU DOPROWADZA?
                      I dlaczego sie nie odzywasz??????????????
    • 18_lipcowa1 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 10:17
      Kocham go i chcę walczyć o związek. Jak mam się do tego zabrać?

      O co walczyc? O faceta ktory reke na kobiete podnosci. Toz to smiec najgorszy.

      > Jak się wobec niego zachowywać? Czy w ogóle warto? P

      NIE WARTO.
      >
    • limonka_3 link 06.01.07, 10:18
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=210
    • bj32 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 10:28
      Daga, słuchaj dziewczyn i rób co mówią. Na 18_lipcową1 nie zwracaj uwagi, bo
      pewnie na bani od świtu.
    • ojejkuniu trzeba było oddać... n/t 06.01.07, 10:36

      • joasiiik25 Re: .. 06.01.07, 11:05
        Tez uwazam,ze nie warto ratowac malzenstwa w takiej sytuacji. Mnie maz uderzyl
        2 razy...na trzeci raz sobie juz nie pozwole. to ze jestesmy razem nadal o
        niczym nie swiadczy bo tak naprawde to juz dawno zabil moja milosc!!!!
        Jestem z nim ale nie wiem jak dlugo, jest na pozor dobrze ale tylko na pozor
        (obce osoby uwazaja nas za kochajace malzenstwo),ale tak naprawde to w moim
        sercu zabraklo milosci.
        Porozmawiaj z mezem na spokojnie kiedy emocje opadna, postaw swoje warunki i
        nie pozwol sie kolejny raz uderzyc
    • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 11:16
      daga05 napisała:


      > Na prawdę sobie nie zasłużyłam.

      Nikt nie ZASŁUGUJE na bicie, nikt. Czyzby to pan mąż juz wpadł na pomysł, aby w
      ten sposób usprawiedliwiać swoje postepowanie?


      Niedawno pisałam o tym, że on jest dobry dla
      > naszej rodziny, a teraz? Chce być wobec Was szczera - na dniach rozwala mi się
      > małżeństwo. Kocham go i chcę walczyć o związek. Jak mam się do tego zabrać?
      > Jak się wobec niego zachowywać? Czy w ogóle warto? Płakać mi sie chce!!! Mam
      > wrażenie, że to się nie dzieje, że to jakiś koszmar...


      Nie wiem, co Ci doradzić..jeśli, jak twierdzisz go kochasz i chcesz walczyc o
      związek to pozostaje tylko terapia..byc może facet nawet nie uświadamia sobie
      swoich porblemów, więc jego zgodę na terapię, trudno będzie uzyskać....
      Nie daj sobie zamydlic oczu wykrętami, tłumaczeniami, próbą oskarżenia Ciebie o
      to, że puściły nerwy. Nie wierz, że " to sie wiecej nie powtórzy" itd. Nie
      wierz w jałowe słowa....czyny o nas świadczą, nie słowa....
      >
    • anika772 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 11:17
      Żadna kobieta nie zasługuje na bicie, nie usprawiedliwiaj go! Ratuj się i
      pamiętaj, że sama nie uratujesz związku.Jak się zachować? Nie udawać, że nic
      się nie stało... Nic więcej Ci nie poradzę, nie wiem co po prostu. Bardzo mi
      przykro.
    • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 11:35
      Daga czytasz w ogole co my piszemy?
      • zuzanna56 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 11:49
        Ja nie mogę pojąć pewnej rzeczy. Nie tak dawno Daga opisywała że jest bardzo
        szczęśliwa w swoim małżeństwie, że mąż dobrze zarabia, że bardzo jej pomaga w
        domu a ona jest dla niego niedobra. Teraz okazuje się że pisała nieprawdę, że
        tak naprawdę jej małżeństwo się wali, że mąż ją bije. Po co pisać take bzdury?
        • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 11:55
          Zuzanno, ale ona wyraźnie napisała, że to był pierwszy raz, kiedy ją
          uderzył.....byc może juz wczesniej dawał sygnały, że " powinna coś w sobie
          zmienić", "że go denerwuje", "że zrzędzi", "że on pracuje, a jej ciagle cos nie
          pasuje" i stąd jej przekonanie, "że jest dla niego niedobra"wink

          No ale dobry był, dobry, bo w chwilach zadowolenia z żony i w kuchni i przy
          dzieciach pomógł

          Pranie mózgu dziewczyna miała pewnie juz od dawna robione.....
          • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 11:59
            Teraz doczytałam, że ona nie napisała, że to był pierwszy raz......to ja to
            sobie dośpiewałamwink
      • daga05 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 15:24
        Dopiero teraz miałam czas, żeby wejsc na neta. Przepraszam. Macie racje
        dziewczyny, ale ja będę walczyła o związek mimo waszych opini. Bo ja go kocham.
        Mój mąż da mi czas, żebym sie oswoiła z tym co się stało. On takze to przemysli.
        Na specjalistę się godzi. Sorry ale nie moge już o tym mówićsad
        • dlania Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 16:04
          Trzymaj sie i bądź dzielna! I nie szukaj winy w sobie. Powodzenia.
        • sir.vimes Mój mąż da mi czas, żebym sie oswoiła z tym co się 06.01.07, 16:19
          stało
          ????????

          Myślę, że za póżno na wszelkie rady. Smutne.
          • dlania Re: Mój mąż da mi czas, żebym sie oswoiła z tym c 06.01.07, 16:29
            Też mnie to zdanie zszokowało... Łaskawca, k...mać.
            Ale daga chyba juz nie bedzie nas słuchac, pójdzie za głosem serca, na swoje
            nieszczęście.Jak to miłośc, to ochydny terroryzm psychiczny ze strony mężusia -
            łaskawcy. A co on jej powie - Daga uwierzy.
        • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 16:34
          > Mój mąż da mi czas, żebym sie oswoiła z tym co się stało. On takze to
          przemysli
          typowe
          nie widzę niczego do przemyślenia - po prostu się NIE BIJE, koniec kropka
          w sumie możesz poczekać, aż się oswoisz - z tym, że mąż 'załatwia' problemy
          boksem; podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić
          oby ten specjalista pomógł, bo jak nie, to będziesz kupowała puder i podkład
          hurtem, żeby tuszować ślady 'załatwiania' - czego absolutnie nie życzę
        • umasumak MAŻ DA CI CZAS???? 06.01.07, 23:33
        • mamamonika Daga, on cię naprawdę w KOLANO uderzył??? 07.01.07, 00:13
          Mam wrażenie, że troszkę wyżej, i to nie raz...
    • lolinka2 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 11:46
      Nie popuścić.
      Nikt sobie nie moża zasłużyć na przemoc, no chyba że napada na kogoś, włamuje
      się mu do domu - wtedy w obronie własnej...
      Wystaw mu walizki. Pójdź na obdukcję. Zawiadom policję.
    • agnieszkamodras Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 12:44
      jak masz moliwosc to idz w tajemnicy przed nim na obdukcje. nie wiadomo co
      bedzie dalej - jak ok to wyrzucisz do kosza jak coraz gorzej to dokumenty "na
      niego" sie przydadza. nie potrafie i nie chce ci radzic w sferze uczuc, ale w
      sferze prawnej tak powinnas zrobic
    • semida A Wy byscie zostawily? 06.01.07, 13:33
      Z wypowiedzi Dagi jasno wynika ze nie zostawi męża.I bądźmy szczere:Która z Was
      zostawiłaby faceta,który ją utrzymuje,za to,że ją raz uderzył(jeśli to był raz)?
      Bo raczej dałabym jeszcze jedną szansę.
      • monia145 Re: A Wy byscie zostawily? 06.01.07, 13:41
        Dokładnie, tak.
        Doradzać rozstanie bez najmniejszych wątpliwości to ja moge pani, która jest
        wydolna finansowo, zaradna i zarówno ona i jej dzieci nie bedą skazane na
        tułaczkę po róznych instytuacjach. Natomiast w tej sytaucji to nie potrafię tak
        bezwarunkowo tego doradzić- jesli chciałaby zostawić męża, najpierw trzebaby
        poszukać jakiego zaplecza- pomocy materialnej i duchowej u rodziny, aby nie
        zostać z problemem samej. Poszukać pracy, aby uniezależnić się od agresora.

        I rzeczywiście zgadzam się z dziewczynami, które radziły zrobić obdukcję.
        Zrobić i postraszyć pana.
        • dlania Re: A Wy byscie zostawily? 06.01.07, 13:43
          Odpowiedzieć na to pytanie to ja mogłabym, gdybym sie w takiej sytuacji
          znalazła. A mam nadzieje, że nigdy sie tak nie stanie.
      • sir.vimes Ja bym zostawiła 06.01.07, 14:07
        Widziałam efekty zostawania z takim mężem i wolałabym "walczyć" z opieką
        społeczną niż zostać.
        Bo wtedy miałabym większe szanse na poradzenie sobie z własnym życiem.
        • sir.vimes Re: Ja bym zostawiła 06.01.07, 14:09
          Ale nie mogę podejmować decyzji za kogoś i doradzać rozwi.ązań , które według
          mnie są najlepsze i właściwie oczywiste. Każdy musi przeżyć swoje życie sam.
      • kawka74 Re: A Wy byscie zostawily? 06.01.07, 14:10
        zostawiłabym
        nie toleruję damskich bokserów
        ale to ja - dam sobie radę, choćbym miała wbijać zęby w ścianę, nie będę
        mieszkać pod jednym dachem z człowiekiem, który podniósł na mnie rękę, choćby
        raz
        jeśli jednak ktoś ma cierpliwość, żeby naprawiać i sklejać, i czekać, czy
        uderzy drugi raz, czy nie - nie moja to rzecz
      • mamamonika Re: A Wy byscie zostawily? 06.01.07, 14:52
        Ja bym zostawiła (inna sprawa, kto by się wyprowadził)...
        Nie jest ważne, ile razy.
        Czytałam poprzedni wątek Dagi - coś już było źle wcześniej - dziewczyna szukała
        winy w sobie a gloryfikowała męża.
        Ciekawe, czy się jeszcze odezwie...
      • kathee Re: A Wy byscie zostawily? 06.01.07, 19:57
        zostawiłabym,
        rzeczy chłopa za drzwi i zmiana zamków, wizyta na policji, zgłoszenie pobicia i
        od razu sprawa o alimenty.
        A zaraz po uderzeniu oddałabym mu czymś bardzo ciężkim, zeby wiedział na
        przyszłość że kobieta może mu oddać.
    • lukinia Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 13:55
      kochana!

      Kiedyś na początku małżeństwa mój mąż (pod wpływem alkoholu-jeśli wogóle pił-
      stawał się agresywny) ścisnął mi tak mocno nadgarstki, że zostawił siniaki. Na
      drugi dzień powiedziałam mu, że po prostu NIE POZWALAM NA TAKIE TRAKTOWANIE i
      jeśli jeszcze raz to zrobi to rano od razu może się pakować i wynosić w siną
      dal.......Nigdy więcej TEGO nie zrobił.... a też bardzo go kochałam i kocham
      nadal a jesteśmy małżeństwem 14 lat....
      • lukinia i jeszcze.... 06.01.07, 14:01
        Po prostu nie mieści mi się w głowie - jak facet może UDERZYĆ swoją
        kobietę/żonę....
        Qrna, chybabym gnoja utłukła...

        NIE POZWÓL MU NA TO, niezaleznie od powodów którymi się kierował.....
    • kra25 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 14:11
      ZOSTAW GNOJA!!!!!!!!
      • daga05 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 18:10
        Słuchajcie, ja męża nie zostawię a na obdukcję też nie pójdę. Kocham go i dam mu
        szansę. Jeżeli z tego wybrniemy to podziekuje Bogu, jeżeli nie to sobiesad
        • lolinka2 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 18:27
          daga, wszystkie bite tak mówią, a potem gliny, sądy rodzinne, opieka społeczna i
          różne ośrodki mają pełne ręce roboty.
        • sir.vimes Nie idż, nie idż. 06.01.07, 18:28
          Dobrze tu jedna forumowiczka napisała , że skończy się to podwójną dawką
          podkaładu i pudru a przede wszystkim udawaniem, że wszystko jest OK.

        • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 19:37
          nie to nie
          bierzesz słabość za siłę i możesz za to słono zabulić
          czego - jak wyżej - nie życzę
          • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 20:03
            Mam dziwne podejrzenia, że daga już żałuje, że napisała na forum...
            • sir.vimes No cóż... 06.01.07, 20:17
              jeżeli była to zmyślona histoyjka to pewnie cieszy się z popularności wątku.
              Jeżeli nie - to czego innego powinna żałować. Bo tu na forum uzyskała maksymalne
              wsparcie, jakie można otrzymać od zupełnie obcych ludzi.
              Bardzo smutny jest ten wątek.
            • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 20:26
              > Mam dziwne podejrzenia, że daga już żałuje, że napisała na forum...

              niestety - odruch dość powszechny
              zakładając, że historia jest prawdziwa (przypuszczam, że jest sad ), wołanie o
              pomoc to impuls, który kończy się najczęściej wstydem, bo dulszczyzna wciąż
              krzepko się trzyma w narodzie, a rodzinne brudy - wiadomo - pierze się w
              czterech ścianach
              ludzie nie umieją szukać pomocy, jeśli ktoś z rodziny wyrządza im krzywdę
              a potem policja ma co robić
              ta Daga to ma jakieś dzieci?
              • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 20:32
                Ma chyba jedno dziecko z tego, co kojarzę....
                Smutny ten wątek....ale rzeczywiście masz rację- niesławnie wpisuje się w
                polskie obyczajesad
                • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 20:38
                  biedne dziecko
                  jego mi żal, szczerze i uczciwie, bo ma ojca-boksera i potulną jak cielę,
                  krótkowzroczną matkę
    • mamaivcia Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 20:01
      Daga co to znaczy nie zasłużyłam?
      Nawet gdybyś narozrabiała w waszym związku to i tak _nie zasłużyłaś_ na
      bicie!!!! Nikt nie ma prawa Cię bić i tego się trzymaj kobieto. Jak sobie tak
      pozwolisz to następnym razem będzie Cię topił w kiblu? Moja koleżanka to
      przeżyła. Najpierw były policzki, potem przepraszanie, potem zaczął bić mocniej
      i mocniej. Skończyło się na topieniu w sedesie. Uciekła od niego z dzieckiem.
      Zastanów się czy Twoja miłość rzeczywiście go rozgrzesza.
    • mbwj88 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 20:07
      była awantura?uderzył a co było wcześniej?
      nam kobietom czasami nerwy puszczają i same doprowadzamy do różnych sytuacji
      nie bronię twojego męża bo na odruchami panować trzeba
      ale różne są sytuacje
      nie wiem czy twój mąż bije cię regularnie i wszyskto załatwia z pozycji siły,
      no czy po prostu tym razem ty mu garnkiem a o ci z pięści??
      może wyjedź gdzieś na parę dni , spróbuj to ocenić obiektywnie bo tylko ty wiesz
      jak było
      w życiu różnie bywa ,
      • sir.vimes Strasznie chrzanisz. Przemoc to przemoc. 06.01.07, 20:19
        Jeżeli ona uderzyła pierwsza to ona jest agresorem i do niej stosują się uwagi
        pisane o jej mężu. Jeżeli nie uderzyła ... hm... rozmawiamy o dorosłych ludziach
        a nie przedszkolakach, którym może zdarzyć się jakieś niekontrolowane machanie
        łapami, gdy nie mają argumentów.
        • mbwj88 Re: Strasznie chrzanisz. Przemoc to przemoc. 06.01.07, 20:28
          chrzanię nie chrzanię ale nie wiem o co poszło
          czy "zupa była za słona" , czy o "pietruszkę" czy rzucali w sobie wszyskim czym
          popadnie?
          może mają poważny kryzys,a moze to była głupota
          a wy to od razu pewnie rozwód
          a to nie jest tak łatwo
          mogło się zdarzyć i nigdy więcej nie powtórzy
          ona wie czy go kocha i wie też czy on ją kocha
          nie wiem czemu ale nie odbieram tego jako regularną przemoc tylko zdarzenie złe
          zdarzenie które nigdy wiecej się nie powtórzy
          • sir.vimes Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 20:36
            nie da się lekko traktować.

            Zresztą, co to niby miałaby być za sprawa, za którą WOLNO podnieść na ukochaną
            osobę rękę???? Nawet jeżeliby przepiła wszystkie oszczędności (ta hipoteza to
            rodzaj żartu, oczywiście) to i tak machanie łapami nie powinno wchodzić w grę.

            No chyba, że partner/ka bije dzieci - wtedy zrozumiałabym taką reakcję ale tutaj
            raczej nie zachodzi taka sytuacja.

            Poza tym przemoc, tak jak zdrada, nie musi być "regularna" by być powodem do
            rozwodu.
            Zresztą, rzadko przestępstwa popełniane są regularnie - chyba nie postulujesz
            karać włamywaczy dopiero po obrobieniu kilku "kwadratów" ?????

            Rozumiem, że masz bardziej romantyczną wizję małżeństwa co oznacza, że pewnie
            jesteś szczęśliwą osobą obracającą się w kręgu innych szczęśliwców. Życzę Ci ,
            by tak pozostało i pozdrawiam serdecznie.
            • mbwj88 Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 20:50
              no to będzie osobiście
              żyłam w domu gdize moim rodzicom nerwy puszczały
              od słowa do słowa zaczynali
              każde świeta, wszyskich świętych awantura jak w banku
              czasem się potłukli matka gdzieś tam lądowała
              miałam obesję że ojciec matke zabije ,a bez niej nie było by nic
              wiesz no jestem np na kolonii jako dziecko i słyszę karetke i boję się że tam
              jest moja mama
              strach
              awantura i wszyscy się trzęsiemy
              czasami myślę że to cud że mój narwany ojciec nas nie pozabijał
              nie pijak nie alkohik tylko narwaniec
              Przestałam sie bać jak zrozumiałam, że im tak dobrze

              niedawno mieli 50 rocznice ślubu matka leży obłożnie chora a
              ojciec ma Parkinsona
              i tacy szczęśliwi powiedzieli, że jakby mieli jeszcze raz przeżyc życie to
              przeżyli by go tak samo!


              • kawka74 Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 21:05
                a Ty? byłaś szczęśliwa? miałaś wspaniałe, bezpieczne dzieciństwo?
                zdaje się, że nie
                przypominam uprzejmie, że Daga ma dziecko
                jakie dzieciństwo mu da?
                • mbwj88 Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 21:10
                  nie byłam i do dziś ponoszę konsekwencje wychowania w takim domu
                  ale wierzę że w przypadku Dagi to tylko epizod i jej mąż więcej nigdy tego nie zrobi
                  gdyby jednak było inaczej to ona zdecyduje czy bedzie jej go brakowało czy też
                  się poświęci dla miłości
                  dzieci są ofiarami takiego poświęcenia
                  ale niektóre panie żyją i godza sie na nieustające wyskoki swoich mężów
                  • sir.vimes Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 21:12
                    ale niektóre panie żyją i godza sie na nieustające wyskoki swoich mężów


                    Owszem ale nic rozsądnego z tego nie wynika.
                  • kawka74 Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 21:15
                    > dzieci są ofiarami takiego poświęcenia
                    > ale niektóre panie żyją i godza sie na nieustające wyskoki swoich mężów

                    a niektóre panie nie żyją
                    nie żyją też niektórzy mężowie, których żony nie wytrzymały 'wyskoków'
                    rozumiem, że słusznym jest poświęcanie lekką rączką dobra dziecka 'w imię
                    miłości'?
                    a wiara w jednorazowość 'wyskoku' jest, wybacz, nieco naiwna
              • sir.vimes Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 21:12
                Milutko, nie ma co smile)) Jeżeli byli szczęśliwi i TY jesteś zadowolona ze swych
                wspomnień z dzieciństwa to znaczy, że taki model idealnie się u Was sprawdził. I
                dobrze. Ludzie są różni.

                Ale to jeszcze nie znaczy, ze przemoc nie jest przestępstwem.
                • mbwj88 Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 21:33
                  wcale nie
                  chodzi o to że nic nie jest jednoznaczne czarne białe
                  moi rodzice pamiętają to chcą pamiętać

                  nie bronię przemocy i jestem jej przeciwnikiem
                  ale nie uważam żeby zdarzenie opisane przez autorkę wątku
                  kwalifikowało jej związek do rozstania,
                  może sie mylę

                  • sir.vimes Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 06.01.07, 21:45
                    Nie wiem czy do rozstania - i nie mozna wyrokować o innych ludziach i ich
                    relacjach, szczególnie jeżeli nie wie się prawie nic.

                    Ale do obdukcji i zawiadomienia policji - jak najbardziej.
                  • mamamonika Re: Mam wrażenie, że przemocy w rodzinie 07.01.07, 00:28
                    Ludzie zawsze mają tendencje do wybielania przeszłości.
                    Ty chyba też
    • rene-76 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 20:59
      jesli masz gdzie isc to odejdz moj tez mnie kiedys uderzyl nic nie zrobilam
      wtedy teraz to nie moge policzyc ile razy sie to powtorzylo i to przy dzieciach
      ja narazie nie mam gdzie isc mowie ci moze byc gorzej napisz na poczte jak
      chcesz
      • marcysia51 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 22:29
        Jesli mąż cię uderzył i nadal chcesz z nim zostać,to po jaka cholerę tuatj
        żalisz się przed nami?
        Siedź cicho w domu i czekaj az tak ci przywali,że nie bedziesz w stanie dojśc
        do telefonu żeby po karetke zadzwonić.
        Życzę powodzenia i nie obarczaj nas swoimi sprawami.
        • rene-76 do marcysi51 07.01.07, 09:47
          ja wiem ze internet jest anonimowy-ale po co pisac takie rzeczy-wiesz co moja
          mama mowila:jesli ktos nie przezyl tego co ty to nigdy cie nie zrozumie-no coz
          przestane juz obarczac twoja szczesliwa glowke-bede pisala tylko na posty w
          stylu dzidziulki-pupulki i inne takie.a kto ci przepraszam powiedzial ze ja
          chce tu zostac-dziewczyno ja mam dwojke malych dzieci nie pracuje-to gdzie
          pojde?koncze bo nie chce ponownie cie obarczac-bez obrazy-przeprosilam
    • sir.vimes Daga05, zajrzyj tutaj 06.01.07, 23:06
      Myślę, że tu znajdziesz wiele ciekawych rzeczy dla siebie.

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=529
      Powodzenia.
    • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:18
      Kobiety mają jakąś dziwną tendencję do wybielania się nawzajem - "to nie twoja
      wina", "żadna z nas nie zasługuje na bicie", nita nie ma prawa cię uderzyć" i
      takie tam pieprzenie bez sensu. O winie w tym przypadku trudno orzekać, bo Daga
      nie sprecyzowała za co dostała. Uważa, że nie była winna, ale jak było naprawdę
      nie wiemy. Są takie sytuacje, że kobieta zasługuje na porzadnego plaskacza w
      dziób. Wiem, bo taką miałem. Około południa jest, ja w łazience wieszam półkę,
      którą ktoś wyrwał z kołkami ze ściany dzień wcześniej, ręce mam w zaprawie,
      Młoda (wówczas około roczna) zaczęła płakać, a moja baba nie ruszyła się z wyra
      nawet. Mówię jej żeby wstała do dziecka, bo płacze, a ona mi żebym to ja
      poszedł. I co z taką babą robić? Albo inna sytuacja, którą miał mój były
      sąsiad. Siedzimy sobie, rozmawiamy, a jego żona ciągle się o coś go czepia. I
      tak mu chodzi i kołki ciosa na glowie. On coraz bardziej traci cierpliwość, a
      ona coraz bardziej na niego najeżdża. W końcu kazał jej zamknąć mordę. A ona
      jeszcze bardziej. Jak dostała parę razy z liścia to jej pomogło i już przestała
      się czepiać. I niech mi ktoś powie teraz, że to była nie jej wina. Jak dla mnie
      to ona się wręcz prosiła o wpier. Widać to było jej do szczęścia potrzebne.

      Druga sprawa to łatwo doradzać komuś zostawienie męża, obdukcję, zgłoszenie na
      psiarni, wystawienie mężowi walizek itd. Pomijajam już to, że Daga nie napisała
      czyje jest mieszkanie, więc rada z wystawieniem walizek męża za drzwi mogłaby
      okazać się nie trafiona, bo może on mieć pełne prawo rozpieprzyć drzwi
      swojegomieszkania i wystawić jej walizki ze swojego mieszkania. Pewne sprawy
      załatwia się w rodzinnym domu i nie trzeba od razu angażować w to aparatu
      państwowego. Myslę że nie warto przekreślać malżenstwa z powodu jednego
      incydentu. Poza tym nie wiemy czy mąż Dagi był trzeźwy czy pijany, czy jego
      ciężki dzień w pracy nie zbiegł się z jej PMS (czy jak to się tam zwie). Różnie
      to mogło być i łatwo się daje tzw. dobre rady komuś. Ale jak się kocha męża to
      już jest gorzej nakablować na niego i wystawić mu walizki za drzwi.
      • fajka7 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:23
        Wiem, ze watek mega powazny, ale rozbawiles mnie do lez.
        Dokoncz proszę historie z polka w lazience, bo nie napisales jaki był final.
        Dostala z liscia? Wybiles jej zęby? A może zlamana reka?
        Nie jestem na biezaco, mój maz to fajtlapa i nie wiem, co się należy za taki
        test.
        • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:29
          Żeby była jasność - nienawidzę przemocy w rodzinie i to był jeden z głównych
          powodów mojej decyzji o rozstaniu z żoną. Wtedy powiedziałem, zeby ruszyła tą
          dupę z wyra i zajęła się dzieckiem, bo południe jest a ona dalej pierdzi w
          kołdrę. Nie pomogło. Więc ją z tego wyra wyciągnąłem za kudły i zawlokłem do
          płaczącego dziecka. To pomogło i łaskawie przebrała Młodą i ją nakarmiła.
          Zrobiłbym to sam bo mniej nerwów by mnie to kosztowało niż wykłócanie się z
          żoną, ale całe ręce miałem w zaprawie, więc nie mogłem.
          • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:33
            Ojej,pewnie jej włosy wybrudziłeś tą zaprawąsad
        • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:29
          Nie dokończył tej historii, bo może sam wtedy oberwał?smile
      • joanna35 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:25
        Jestem w szoku. Oczy wychodza mi z orbit, mózg pracuje na zwiększonych
        obrotach - może źle przeczytałam?
        • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:30
          Dobrze przeczytałaś, Acorns uwielbia byc kontrowersyjny....wink
          • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:34
            Leprze to niż polityczna poprawność. A prawda jest taka, ze kobiety również
            stosują przemoc. Fizyczną to ciężko by im było, ale psychiczną jak najbardziej.
            I są w tym 100 razy lepsze od facetów, bo prawie bezbłędnie wiedzą kiedy komu
            przysr.. i szpilę wbić.
            • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:38
              prawie bezbłędnie wiedzą kiedy komu
              > przysr.. i szpilę wbić.
              I na obdukcję nie ma co iść, bo nie ma śladów.
              Pech, qrwa, pech. Trza lać, panie tego.
      • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:27
        Oj chłopie,teraz sobie przekichałeś u koleżanek.Ja osobiście Twojego zdania
        absolutnie nie popieram.No,chyba że jak facet za dużo zrzędzi to też można mu
        przyłożyć parę plaskaczy w gębę,tak na uspokojenie.On mi odda,to ja jemu
        znowu.Ale to już chyba patologiasmile
        • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:30
          > No,chyba że jak facet za dużo zrzędzi to też można mu
          > przyłożyć parę plaskaczy w gębę,tak na uspokojenie

          Równouprawnienie jest, więc w czym problem. Wal dziada ile wlezie smile
      • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:29
        Acorns
        z tego, co się zdążyłam zorientować, na dorosłych kobietach się nie znasz, więc
        po co te elaboraty o plaskaczach?
        Twój post zgłaszam do kasacji, bo szkoda, żebyś psuł krew normalnym
        inteligentnym ludziom, którzy umieją rozwiązywać problemy w sposób właściwy
        dorosłym
        • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:32
          > z tego, co się zdążyłam zorientować, na dorosłych kobietach się nie znasz,
          > więc po co te elaboraty o plaskaczach?

          Może i nie znam się, ale jak tam siedziałem u sąsiada to przecież widziałem i
          słyszałem.

          > Twój post zgłaszam do kasacji, bo szkoda, żebyś psuł krew normalnym
          > inteligentnym ludziom, którzy umieją rozwiązywać problemy w sposób właściwy
          > dorosłym

          Co więc radzisz? Jak powinien zachować się facet, któremu żona cały czas wbija
          szpilę?
          • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:34
            Jak facetowi się żona nie podoba to niech sobie zmieni
          • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:35
            nie sprezycowałeś, dlaczego Ci wbija szpilę
            jak było naprawdę, nie wiemy
            są takie sytuacje, kiedy facet zasługuje na porządną szpilę czy wręcz plaskacza
            • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:37
              oho,jak facet zasługuje,to baba też.Facetów można bić a kobiety nie?
              • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:39
                to była parafraza
                już raz napisałam, że nikt nie ma prawa bić drugiego człowieka
                mogę napisać i drugi
                • semida Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:40
                  To napiszsmile
            • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:40
              To akurat nie mi. Moja była żona okazała się zwykłą pijaczką i meliniarą,
              podobnie jak jej siostrzyczki. Bracia są OK, a jej i jej siostrzyczek wyrzekł
              się i wydziedziczył nawet rodzony ojciec. Mnie natomiast traktuje jak syna.
              Tego, ze wpakowałem się w ten związek nie żałuję tylko ze względu na Młodą, bo
              inaczej bym jej nie miał.

              > są takie sytuacje, kiedy facet zasługuje na porządną szpilę czy wręcz
              > plaskacza

              Owszem są. Więc analizujmy fakty, a nie zakładajmy z góry, ze "to nie twoja
              wina". Bo to tylko stereotyp czyni z kobiet ofiary a z mężczyzn sprawców
              przemocy w rodzinie.
              • fajka7 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:42
                Bo to tylko stereotyp czyni z kobiet ofiary a z mężczyzn sprawców
                > przemocy w rodzinie.

                Statystyka krolowa nauk smile
                • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:58
                  > Statystyka krolowa nauk smile

                  Statystycznie to ja i koń mamy po trzy nogi smile
                  • fajka7 Re: Mąż mnie uderzył... 07.01.07, 00:22
                    statystycznie nie jestescie w jednej grupie... chyba, ze jestescie smile
                    to wiele wyjasnia smile)
                • sir.vimes Chrzanisz Acorns 07.01.07, 10:31
                  .
              • mamamonika Acorns, jakiś ty dzielny i męski 06.01.07, 23:46
                z plaskacza przylejesz, półkę zawiesisz, za kudły do dziecka przytargasz...
                Wyszło szydło z wora sad(((((((
                • acorns Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:01
                  No tak. Przecież to moja wina, że dziecko płacze, moja wina, że ktoś z gości
                  mojej żonki byłej łapał po pijaku równowagę na półce, moja wina, że w ogóle ją
                  wieszałem, moja wina, że baba wyleguje się do południa, wszystko moja wina.
                  • triss_merigold6 Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:05
                    Wrzuć na luz. Osobiście jestem w stanie zrozumieć, że człowiek w stanie
                    totalnego bezradnego w..rwu przywali, bo ręka mu sama poleci. Ale to nie jest
                    konstruktywne ani fajne rozwiązanie. Chyba, że masz do czynienia z osobą,
                    której taki model odpowiada, bo inaczej nie lubi i sobie nie wyobraża.
                    Wracając do głównego wątku, zakładam, że autorka jest w szoku i sytuacja nie
                    była przez nią sprowokowana tj nie chodziła wokół faceta drażniąc go "j...ij
                    mnie w koncu".
                  • kawka74 Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:05
                    jak się ma alkoholika w domu, to albo ten alkoholik się leczy, my też, i
                    doprowadzamy rodzinę do przyzwoitego stanu, albo się żegnamy w sądzie, albo
                    cierpimy za miliony i siedzimy cicho
                    widzisz tu gdzieś opcję 'bicie'?
                  • mamamonika Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:09
                    Ja bym zrobiła tak: leję na półkę i to co w wyrze, biorę dziecko i zmieniam
                    lokal. Podejrzewam, że osobniczka w łóżku też odsypiała imprezę (a sam chwilę
                    wcześniej deklarowałeś w takich sytuacjach bratnią pomoc, nie pamiętasz)?
                    Bardzo zniesmaczył mnie przyznam post o żonie znajomego, która dziamgotała i
                    zarobiła sad((((( Lubię się z tobą przekomarzać, ale po tym co przeczytałam
                    lubię cię jakby dużo mniej sad(((
                    • acorns Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:15
                      > Podejrzewam, że osobniczka w łóżku też odsypiała imprezę (a sam chwilę
                      > wcześniej deklarowałeś w takich sytuacjach bratnią pomoc, nie pamiętasz)?

                      Właśnie że nie odsypiała. Piła, ale nie aż tak dużo żeby mieć kaca. Zresztą nie
                      pozwalałem jej wtedy pić dużo, bo karmiła Młodą piersią i nie będzie mi
                      dzieciaka truła alkoholem. Ona ogólnie miała tak, że spała godzinę - półtorej,
                      budziła się, z łózka jej się wstać nie chciało, znów zasypiała na godzinę,
                      budziła się i tak mogła cały dzień spędzić wstając tylko na jedzenie, picie,
                      siusiu i kupę. To było lenistwo a nie kac.

                      > Bardzo zniesmaczył mnie przyznam post o żonie znajomego, która dziamgotała i
                      > zarobiła sad(((((

                      Ale tak to właśnie było. Jak już nie miała o co się przyczepić, to wywlokła
                      jakąś sprawę sprzed kilku miesięcy i zaczęła wałkować. Moim zdaniem to ona go
                      specjalnie prowokowała, zeby on jej przyłożył przy mnie. Żeby w razie czego
                      mieć świadka. Tak mi się wydaje.
                      • mamamonika Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:25
                        Wygląda na to, że z byłą żoną nie trafiłeś najlepiej - niestety się zdarza. Ale
                        sam zobacz - "plaskacze" i wleczenie za włosy nic nie zmieniły. W momencie
                        kiedy ciągnąłeś ją za włosy też byłeś menelem, niezależnie od intencji...

                        Co do drugiej sytuacji - nie pozwoliłabym w mojej obecności kogokolwiek
                        uderzyć. Mogłeś poprosić, żeby załatwiali swoje problemy w innym momencie,
                        zareagować chwilę przed tym, jak znajomy stracił nad sobą kontrolę. Jest milion
                        sposobów reakcji. Ale tobie najwyraźniej bardzo spodobało się rozwiązanie
                        znajomego, i właśnie dlatego dużo mniej cię lubię... Bo to wbrew pozorom oznaka
                        słabości, a nie siły. Nie wiem jak się zachować, jak odzyskać kontrolę - to
                        leję, używam siły, wrzeszczę. Pokazuje kto tu rządzi, a właściwie tak mi się
                        wydaję.
                        Tak jak niektórzy rodzice wobec własnych dzieci - nie wiedzą co zrobić, to
                        leją...
                        • acorns Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:33
                          > Ale tobie najwyraźniej bardzo spodobało się rozwiązanie
                          > znajomego, i właśnie dlatego dużo mniej cię lubię... Bo to wbrew pozorom
                          > oznaka słabości, a nie siły.

                          Mówiłem mu przecież żebyśmy poszli do mnie albo na ławkę. A on nie chciał. A ja
                          nie bedę się wtrącał między wódkę a zagrychę, bo oni się pobiją i pogodzą, ale
                          na mnie już się obrażą. Z takimi ludźmi to tak jak z dzieciakami, które pobiją
                          się, a za chwilę znów się razem bawią.
                          • mamamonika Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:35
                            Zgoda, tylko w takim razie dlaczego podałeś tą sytuację jako przykładową???
                            Usprawiedliwiłeś jego zachowanie, a nawet pochwaliłeś sad((
                            • acorns Re: Acorns, jakiś ty dzielny i męski 07.01.07, 00:40
                              To był przykład na to, że nie zawsze jest tak, że osoba pobita jest niewinna.
                              Uderzenie nie bierze się znikąd. Nikt po prostu nie wstaje i nie wali żonie
                              albo mężowi lewego sierpowego. Różne są sytuacje. W przypadku Dagi to jeśli
                              uderzenie było wynikiem zbiegu jej PMSa i jego ciężkiego dnia w pracy, to
                              powinni oboje iść na terapię rodzinną, a nie przekreślać wszystkiego. Ale mogło
                              być też tak, że Daga cały dzień zachowywała się jak żona mojego sąsiada i w
                              wyniku usilnych starań dostała to, czego chciała. Jak było naprawdę nie wiemy,
                              bo nam nie napisała, stąd też te wszystkie teksty typu "to nie twoja wina" i
                              rady typu obdukcja, policja, walizki za drzwi to o kant dupy rozbić.
                              • sir.vimes Za KAŻDYM pobiciem - obdukcja 07.01.07, 10:40
                                Obdukcję zrobić należy za każdym pobiciem.

                                I nigdzie nie jest powiedziane, że ludzie MUSZĄ się z TEGO powodu rozstać.
                                Jeżeli pani kocha pana, mimo, że on ją bije to czemu pan miałby nie kochać pani,
                                mimo, że ona podejmuje WŁAŚCIWE w tej sytuacji środki prawne?

                                Postulujesz po prostu, by bijący był bezkarny.
                        • sir.vimes Depresja??? 07.01.07, 10:37
                          Wygląda na to , że żona Acornsa miała klasyczną , poważną depresję - przyjemnie
                          jest w takiej sytuacji mieć męża co TYLE wsparcia udzieli, co Acorns.

                          Żałosne.
                          Gdyby mój mąż zachowywał się w ten sposób (leżał i bał się wyjść, już nawet
                          pomijam alkohol ) zmusiłabym go do wizyty i terapii u psychologa. Depresja to
                          choroba, a nie kaprys.

                          Bardzo smutne jest, że nadal traktuje się to ciężkie schorzenie jako "lenistwo"
                          lub "kaprysy".
                          • dlania Re: Depresja??? 07.01.07, 10:42
                            A tak ostatnio nas pouczał, jak to kochajacy mąż/ kochajaca żona powinni sobie
                            nieśc pomoc nawzajem. Bez względu na przyczyny dolegliwości.
                            Więc ja skacowanemu męzowi mam usługiwac, ale on swoją żone może za włochy
                            targać?
                            Acorns, może Ty sie najpierw zastanów nad spójnościa własnych pogladów, zanim
                            sie zaczniesz wymadrzać na kazdy temat!
                          • acorns Re: Depresja??? 07.01.07, 13:01
                            > Wygląda na to , że żona Acornsa miała klasyczną , poważną depresję -
                            > przyjemnie jest w takiej sytuacji mieć męża co TYLE wsparcia udzieli, co
                            > Acorns.

                            Jakoś ta "depresja" mijała jej i doznawała cudownego uzdrowienia gdy tylko na
                            stole pojawiała się wódka, piwo czy inny alkohol.
                            To była zwykła, leniwa baba, którą interesowały wyłącznie przyjemności.
                            • sir.vimes Re: Depresja??? 07.01.07, 13:05
                              Nadużywanie alkoholu zdarza się przy depresji - poczytaj trochę o tej chorobie.

                              Nikt cię nie osądza za to, że nie wytrzymałeś i nie pomogłeś - by pomóc komuś
                              wyjść z depresji trzeba być prawdziwym "kozakiem" a nie forumowym "maczo".

                              Dlania ma rację - to dziwne, że skacowany mężuś jest dla ciebie ok, a leniwa
                              (no, dajmy na to) żoneczka to już do mordobicia się kwalifikuje.

                              • acorns Re: Depresja??? 07.01.07, 13:13
                                > Nikt cię nie osądza za to, że nie wytrzymałeś i nie pomogłeś - by pomóc komuś
                                > wyjść z depresji trzeba być prawdziwym "kozakiem" a nie forumowym "maczo".

                                Czyli musiałbym z domu zrobić klasyczną melinę, żeby był syf, malaria, kilkoro
                                głodnych dzieci w zasranych i zaszczanych ciuchach, krew na ścianach i
                                zaschięte żygowiny w kącie. Niestety, aż takim "kozakiem" nie jestem. To nie
                                była żadna depresja, tylko pijaństwo, qrestwo i meliniarstwo zakodowane w
                                genach.

                                > Dlania ma rację - to dziwne, że skacowany mężuś jest dla ciebie ok, a leniwa
                                > (no, dajmy na to) żoneczka to już do mordobicia się kwalifikuje.

                                Kac mija po pół dnia albo krócej, a lenistwo nie. I taka to różnica.
                                • sir.vimes Re: Depresja??? 07.01.07, 13:22
                                  Czyli musiałbym z domu zrobić klasyczną melinę, żeby był syf, malaria, kilkoro
                                  głodnych dzieci w zasranych i zaszczanych ciuchach, krew na ścianach i
                                  zaschięte żygowiny w kącie.

                                  Nie mam pojęcia do czego to odnosisz.

                                  Psycholog by ci ścian nie zarzygał z całą pewnością.

                                  > Kac mija po pół dnia albo krócej, a lenistwo nie. I taka to różnica.
                                  Czyli jakby żonka chlała i leczyła kaca to byłbyś calutki szczęsliwy i jej
                                  napoje porankiem donosił, tak jak uczysz tego córkę.

                                  Możliwe, że twoja była żona nie była osobą ani mądrą ani porządną ale to co
                                  opisujesz to objawy klasycznej depresji. Głupi i nieporządni ludzie też chorują
                                  - także na to.
                                  Z twojej historii morał jest jeden - wspólne dziecko niekoniecznie jest powodem
                                  do małżeństwa, i tyle.



                                  • acorns Re: Depresja??? 07.01.07, 13:43
                                    > Nie mam pojęcia do czego to odnosisz.

                                    Napisałem co musiałbym zrobić, żeby pomóc żonie wyjść z depresji.

                                    > Czyli jakby żonka chlała i leczyła kaca to byłbyś calutki szczęsliwy i jej
                                    > napoje porankiem donosił, tak jak uczysz tego córkę.

                                    Jakby się raz na jakiś czas spiła, to tak. Ale jakby narąbanie i kac były jej
                                    normalnymi stanami to już nie. W końcu widać lubi ten sport.

                                    > Możliwe, że twoja była żona nie była osobą ani mądrą ani porządną ale to co
                                    > opisujesz to objawy klasycznej depresji.

                                    Depresja chyba nie bierze się znikąd. A tu naprawdę nie bylo powodu do
                                    depresji.

                                    > Z twojej historii morał jest jeden - wspólne dziecko niekoniecznie jest
                                    > powodem do małżeństwa, i tyle.

                                    W tym momencie na świecie byłby kolejny nastoletni szlauf i lachociąg. Bo jaki
                                    przykład mamusia dałaby Młodej? Młodą wychowywałaby ulica, a ja nie miałbym
                                    zbyt wiele do powiedzenia, bo "sprawiedliwość" w sądzie rodzinnym jest po
                                    stronie matek. Miałaby żelazny argument, że spłodziłem dziecko, nie chcę nim
                                    się zajmować, nie chcę ślubu, bo ona przecież chciała, a to ja nie chciałem
                                    itp. Jeszcze alimenty bym musiał płacić na jej chlanie i ćpanie. Bo Młoda by z
                                    tego nic nie miała. Matka Modej miała świetne zdolności aktorskie i na pewno
                                    zyskałaby przychylność sądu jakby odegrała jakąś szopkę.
                                    • sir.vimes Re: Depresja??? 07.01.07, 14:19
                                      Napisałem co musiałbym zrobić, żeby pomóc żonie wyjść z depresji.

                                      Czyli nie masz najmniejszego pojęcia ani o depresji ani o tym, czym jest wparcie
                                      dla drugiej osoby.
                                      Depresję sie po prostu leczy - u lekarza.
                                      Rodzina chorego musi poradzić sobie z jego chorobą między innymi po to by
                                      póżniej był zaangażowany we wspólne życie.
                                      • kawka74 Re: Depresja??? 07.01.07, 14:24
                                        proponuję skończyć ubijanie gnoju na pianę
                                        i tak nie wytłumaczysz
                                        i to nie tu jest problem
                                        Acorns będzie się mądrzył niejednokrotnie, a Daga niejednokrotnie oberwie od
                                        męża, któremu wolno bić, bo żona jest taka czy inna
                                        tak jeden, jak i drugi przypadek są raczej beznadziejne, niestety
                                    • sir.vimes Re: Depresja??? 07.01.07, 14:21
                                      Depresja chyba nie bierze się znikąd. A tu naprawdę nie bylo powodu do
                                      depresji.

                                      Co dziwne, czasmi bierze się właśnie znikąd. Powody depresji często są niejasne
                                      i dla chorego i dla otoczenia.

                                      Co do twojej oceny żony jako matki - patrzysz na nią przez pryzmat nienawiści
                                      (czego w żaden sposób nie oceniam bo to twoje uczucia.)
                                      Natomiast ja zastanawiam się jaka byłaby gdyby zaczęła się leczyć i uzyskała
                                      wsparcie.

                                      • acorns Re: Depresja??? 07.01.07, 14:52
                                        > Natomiast ja zastanawiam się jaka byłaby gdyby zaczęła się leczyć i uzyskała
                                        > wsparcie.

                                        Taka jak jej siostrzyczki. Czyli myśląca tylko o własnej dupie i kombinująca
                                        jak tu położyć łapy na majątku ojca. Być może miała depresję wynikającą z tego,
                                        że nie pozwalałem jej pić alkoholu jak karmiła piersią, jak również nie
                                        pozwalałem jej przestać karmić piersią, ponieważ mleko krowie jest dobrym
                                        pożywieniem, ale dla cielaka. Moja córka z pewnością cielakiem nie jest, więc
                                        miała się żywić mlekiem matki dopóki potrzebowała a nie jakąś chemią albo
                                        krowim mlekiem. Jak żona karmiła rzadziej, to wieczorem mogła się trochę napić,
                                        ale nie za dużo. Jeśli to było przyczyną jej depresji, to ogólnie goowno mnie
                                        to obchodzi. Kobieta w pierwszej kolejności ma obowiązki wynikające z
                                        macierzyństwa, a dopiero potem przyjemności i choćby jej gęba miała zczernieć,
                                        cycki obwisnąć i powylatać zęby, ma się wywiązać ze swoich obowiązków względem
                                        dziecka. A przynajmniej tych, których ja z przyczyn naturalnych wykonać nie
                                        mogłem. Ja nie oczekiwałem od niej już niczego. Mnie nie musiała obsługiwać, ja
                                        sobie radę dawałem i dam. Ale dziecka nie nakarmię piersią, bo takowej nie
                                        posiadam.
                                        • sir.vimes Zgłaszam ten post do kasacji 07.01.07, 15:16
                                          I mam nadzieję, że zniknie.

                                          Ok, nienawidzisz byłej żony i wiemy o tym od dawna.

                                          Ale to cię nie uprawnia w żaden sposób do mizoginicznych, pełnych zastarzałej
                                          goryczy do całego świata tekstów.

                                          Żegnam.
                                          • acorns Cenzury się zachciało? - Łukaszenka czeka 07.01.07, 15:22
                                            I z otwartymi rękami cię przyjmie. Post niech sobie znika. I tak mam zamiar
                                            wycofać się z tego forum, bo Młoda systematycznie odgrzebuje moje posty i się
                                            czepia że za dużo opisałem i że ktoś znajomy to jeszcze odgrzebie i się z niej
                                            będzie śmiał. Co najwyżej bedę się wypowiadał w tematach dotyczących wolności
                                            albo edukacji.
                                            • sir.vimes Nie cenzury - tylko K.U.L.T.U.R.Y 07.01.07, 15:32
                                              Z powodu nienawiści do byłej żony nie musisz obrażać innych kobiet i używać
                                              wulgaryzmów. I nie dopatruj się w tym wyrazów jakiejś wrogości do twojej osoby,
                                              bo ich nie znajdziesz. Więc nie musisz atakować.

                                              • acorns Re: Nie cenzury - tylko K.U.L.T.U.R.Y 07.01.07, 15:48
                                                > Z powodu nienawiści do byłej żony nie musisz obrażać innych kobiet i używać
                                                > wulgaryzmów.

                                                Ale ja żadnego dyskutanta nie obraziłem ani też nie używam wulgaryzmów. Nawet
                                                gdybym użył to i tak autocenzura wytnie.
                                                • dlania Re: Nie cenzury - tylko K.U.L.T.U.R.Y 07.01.07, 16:15
                                                  Ascorn, daj sobie spokoj z ta nienawiścia do byłej- po co Ci to?
                                                  Tobie to szkodzi, niszczy nerwy i zdrowie, a nie jej.
                                                  Chcesz żeby Twoja obecna dziewczyna usłyszała kiedyś w sprzeczce - jestes taka
                                                  sama jak tamta?!!! Nie możesz zamknąc tego rozdziału?
                                                  Nie mozna chowac w sobie gniewu - z przyczyn zdrowotnych. Jest mnóstwo
                                                  sposobów, jak sie go pozbyć: walic głowa w poduszke; wyobrazic sobie była,
                                                  opierdzielic ja i wybaczyc tak wirtualnie; pomysleć o niej, jako o chorej,
                                                  słabej, nieszczęśliwej i tak naprawde biednej i samotnej dziewczynie, do której
                                                  mozna czuć co najwyżej litośc, a nie nienawiśc.
                                                  Niezałatwiony gniew tkwi w Tobie i z czasem przerodzi sie w irracjonalna
                                                  agresje - skąd wiesz, że nie przeciwko osobom, ktore kochasz?
                                            • monia145 Re: Cenzury się zachciało? - Łukaszenka czeka 07.01.07, 16:39
                                              Acorns proszę- nie znikaj, nie wycofuj się, nie rób tego...

                                              Bo Twoje posty są tutaj potrzebne z jednego, niepodważalnego powodu- aby
                                              forumowiczkom nigdy nie przyszło do głowy, że faceci myslący tak jak Ty, to
                                              wymarły gatunek. Nawet kiedy własnie droga emamo forumujesz a twój wyjątkowy
                                              model myje naczynia lub, nie daj Boże, ukradkiem ociera łzy oglądając Titanica,
                                              nie pozwól sobie nigdy na błogostan mysli, że tak jest na CAŁYM świecie a
                                              faceci własnie ulegli przedziwnej metamorfozie. I tak juz będzie, bo świat się
                                              cywilizuje i nikt już nie widzi nic zdrożnego w równouprawnieniu.
                                              Bo widzi. Tacy ludzie jak Acorns widzą. ONI są. Żyją. I są ich tysiące......

                                              Dlatego Acorns- pisz.......smile
                                              • kawka74 Re: Cenzury się zachciało? - Łukaszenka czeka 07.01.07, 16:46
                                                sugerujesz, że błogostan z powodu posiadania normalnego, zdrowo myślącego
                                                chłopa, do którego nie trzeba się wdzięczyć jak końska dupa do bata ani hodować
                                                rzęs wielkości przeciętnego wachlarza, jest nieuzasadniony? wink
                                                • monia145 Re: Cenzury się zachciało? - Łukaszenka czeka 07.01.07, 16:54
                                                  Nie, nie...jest uzasadniony, ale nie powinien prowadzić do gnuśności naszych
                                                  wyobrażeń o otaczającym świeciesmile
                                                  Ze wszystkiego można wyciągnąć naukę- nawet z postów Acornsa.
                                              • acorns Re: Cenzury się zachciało? - Łukaszenka czeka 07.01.07, 18:43
                                                > Bo widzi. Tacy ludzie jak Acorns widza. ONI sa. Zyja. I sa ich tysiace......

                                                Mylisz się. Ja też nie widzę niczego złego w równouprawnieniu, ale tylko pod
                                                warunkiem, że będzie ono całkowite, a nie wybiórcze. Czyli.
                                                1. Kobiety uważające się za równouprawnione zrzekają się przywilejów
                                                wynikających z faktu bycia kobietą.
                                                2. Mężczyźni uważający się za równouprawnionych zrzekają się przywilejów
                                                wynikających z faktu bycia mężczyzną
                                                3. Kobiety uzyskują pełen dostęp do wykonywania zawodów określanych jako
                                                męskie - kryterium są indywidualne zdolności i predyspozycje niezależne od płci
                                                4. Mężczyźni uzyskują pełen dostęp do wykonywania zawodów określanych jako
                                                kobiece - kryterium są indywidualne zdolności i predyspozycje niezależne od płci

                                                A to że ja wolałem na spacerze dźwigać kilku lub kilkunastokilogramową Młodą
                                                niż pchać przed sobą spacerówkę to już mój wybór. Albo to, że na zakupy brałem
                                                plecak i w nim nosiłem a nie w siatach jak kobieta. Płakać na Titanicu też nie
                                                muszę, a naczynia wolę myć sam, bo przez całe życie nie wytłukłem tyle, co
                                                Młoda i moja dziewczyna przez rok.
                                          • malila Re: Zgłaszam ten post do kasacji 07.01.07, 17:36
                                            Nie, nie! Do jakiej kasacji? Gdzie ja znajdę lepsze uzasadnienie dla swojej
                                            potrzeby dania komuś z liścia?wink Jeszcze jakby Acorns posłużył adresem, to
                                            byłabym żywym argumentem świadczacym na korzyść jego teorii.
                                            • dlania Re: Zgłaszam ten post do kasacji 07.01.07, 17:41
                                              Tzn. co? Chcesz do niego pojechac i osobiście sprzedac mu tego plaszczaka?
                                              • malila Re: Zgłaszam ten post do kasacji 07.01.07, 17:58
                                                Dlaczego nie?wink Skoro sam się prosi, widocznie mu to do szczęścia potrzebnewink
                                                • dlania Re: Zgłaszam ten post do kasacji 07.01.07, 18:02
                                                  A czy ja mówie, że nie?
                                                  Daj znac, jak bedziesz jechac, moge sprzedawac wejściówki na walkęwink
                                        • mamamonika Re: Depresja??? 07.01.07, 17:08
                                          Jak szukałeś kiedyś w słowniku pojęć "instrumentalne traktowanie"
                                          i "uprzedmiotowienie" i nie znalazłeś, to w powyższym poście masz niezłą
                                          ilustrację. To co napisałeś o kobiecych powinnościach, karmieniu i waszych
                                          relacjach jest żałosne i chore.
                                          Teraz wiem, że cię naprawdę nie lubię. Przykro mi to przyznać sad((((((
                                          • acorns Re: Depresja??? 07.01.07, 18:21
                                            Nasze relacje to juz przeszłość. Były jakie były, teraz ich nie ma i dobrze
                                            jest. Ale co masz niewłaściwego w tym co napisałem o powinnościach matki wobec
                                            dziecka? W koncu to dziecko jest najważniejsze. A na pewno ważniejsze niż
                                            alkohol. Może miałem pozwolić na trucie niemowlaka alkoholem albo chemią
                                            typu "Bebiko" bo mamusia wódeczki napić się musi? Albo na nachylanie się nad
                                            niemowlakiem z petem w gębie (to akurat koleżanka mojej ex.). Wiem, byłem
                                            straszny, ale dzięki temu Młoda jest zdrowa i ma mocny organizm i dobrą
                                            kondycję a nie jak te dzieciaki tuczone na sztucznych paszach, co to przebiegną
                                            kilka metrów i się spocą, zasapią albo wiaterek powieje i już 2 tygodnie
                                            przeziębienia, cokolwiek brudnego zjedzą i sraczkę mają cały dzień albo żygają
                                            dalej niż widzą.
                                            • dlania Kolejny milusi tekst 07.01.07, 18:29
                                              Widzisz? Kipisz taka agresja, że juz nie potrafisz normalnie sie wysławiać.
                                              Moje dziecko rosńie ma Bebiku i żadnych opisanych przez Ciebie odchyłów
                                              zdrowotnych nie ma.
                                              Ty tę kobiete potraktowałes jak inkubator dla swojego genialnego (bo z Twojej
                                              krwi) dziecka. Tez bym wpadła w depresje.
                                              • acorns Re: Kolejny milusi tekst 07.01.07, 18:36
                                                > Moje dziecko rosńie ma Bebiku i żadnych opisanych przez Ciebie odchyłów
                                                > zdrowotnych nie ma.

                                                Nie od razu, miła nie od razu... Jak to Marek Grechuta śpiewał.
                                                Ale poczekaj jeszcze parę lat. Zaraz przyplączą się wszelkie choroby z
                                                przedszkola i inne atrakcje. moja matka o mnie dbała i ja w życiu świństw
                                                kupnych nie jadłem. Podobno nawert nie chciałem tego tknąć. Nic mi nie jest.
                                                Żadne wirusy mnie nie atakują, byle czym się nie struję.

                                                > Ty tę kobiete potraktowałes jak inkubator dla swojego genialnego (bo z Twojej
                                                > krwi) dziecka. Tez bym wpadła w depresje

                                                Jak się na matkę nie nadawała, to chociaż na inkubator. Zresztą ona chciała
                                                usunąć tę ciążę, ale ja zapowiedziałem, ze usunę jej wtedy łeb z kołnierzykiem
                                                i wali mnie to że pójdę siedzieć. Nie pozwolę zabić mojego dziecka. Jej ojciec
                                                mnie poparł a nie ją.
                                                • monia145 Re: Kolejny milusi tekst 07.01.07, 18:41
                                                  acorns napisał:

                                                  moja matka o mnie dbała i ja w życiu świństw
                                                  > kupnych nie jadłem. Podobno nawert nie chciałem tego tknąć. Nic mi nie jest.
                                                  > Żadne wirusy mnie nie atakują, byle czym się nie struję.
                                                  >

                                                  Stop, stop....skąd możesz wiedzieć, że " świństwa kupne" szkodzą skoro ich nie
                                                  jadłeś? To, że nie chciałeś ich jeść i nie jadłeś nie musi automatycznie
                                                  przekładać się na Twoje, godne pozazdroszeczenia, zdrowiesmile
                                                • kawka74 Re: Kolejny milusi tekst 07.01.07, 18:45
                                                  w Twoim postępowaniu przede wszystkim brak logiki
                                                  no chyba że to logika psychopaty
                                                  biedna ta Twoja żona była: ja się jej nie dziwię, że piła, ja się jej dziwię,
                                                  że nie piła bez przerwy
                                                  • acorns Re: Kolejny milusi tekst 07.01.07, 18:54
                                                    > w Twoim postępowaniu przede wszystkim brak logiki
                                                    > no chyba że to logika psychopaty

                                                    Piła jeszcze zanim się poznaliśmy. Ja postępuję zgodnie z zasadami logiki. Może
                                                    to jest logiga jakaś taka przestarzała i prymitywna według
                                                    współczesnych "cywilizowanych" standardów. Jednak jak ja z nią właziłem do
                                                    łóżka, to wiedziałem że może z tego być dziecko. Dziwne że ona nie wiedziała.
                                                    Ja mogłem stać się ojcem, ona nie mogła stać się matką. To ona zachowywała się
                                                    jak jakaś smarkula.
                                                  • kawka74 Re: Kolejny milusi tekst 07.01.07, 19:02
                                                    i kolejny minus
                                                    skoro piła, zanim się poznaliście, i potem tak Ci to przeszkadzało, to po jaką
                                                    cholerę w ogóle 'właziłeś' z nią do łóżka wiedząc, że z tego może być dziecko?
                                                    dziecko z alkoholiczką!
                                                    ech
                                                    popapranie pierwsza klasa
                                                  • acorns Re: Kolejny milusi tekst 07.01.07, 19:16
                                                    A dlaczego się nie zabezpieczyła jak nie chciała dziecka? To ona ma większe
                                                    możliwości zabezpieczania się a ja gumki nie założę bo to wtedy żadna
                                                    przyjemność jak dla mnie.
                                                  • sir.vimes Sam zachowałeś się jak smarkul puszczając się 07.01.07, 19:07
                                                    z nieodpowiedzialną osobą.

                                                    Trzeba się było zastanowić. Z tego co piszesz wynika, że dokładnie wiedziałeś ,
                                                    że na matkę się nie nadawała. To czego oczekiwałeś właściwie?
                                                  • acorns Re: Sam zachowałeś się jak smarkul puszczając się 07.01.07, 19:15
                                                    Puszczanie się to określenie na postępowanie kobiet prowadzących rozwiązły tryb
                                                    życia. Ja się z nią nie puszczałem. Ja jakoś mogłem odstawić wódkę, to dlaczego
                                                    ona nie mogła?
                                        • lolinka2 Re: Depresja??? 07.01.07, 18:08
                                          a potem jak już jej gęba zczerniała cycki obwisły i zęby powylatały ty,
                                          niedoszły wzorcu męskości, zamieniłeś ją na nowy/ młodszy/ jędrniejszy model,
                                          czy tak??
                                          gratuluję stylu życia i jeszcze jedno
                                          P.S. A co będzie gdy twoja obecna panna urodzi dziecko i gęba jej... itp itd?
                                          kolejny model???
                                          • malila Re: Depresja??? 07.01.07, 18:15
                                            Mnie bardziej zastanawia, jak on swoją córkę urządzi, jeśli ona odmówi
                                            karmienia piersią.
                                          • acorns Re: Depresja??? 07.01.07, 18:30
                                            Nie traktuj wszystkiego tak dosłownie. Macierzyństwo to obciążenie dla
                                            organizmu, więc kobieta w ciąży powinna odżywiać się właściwie, żeby chociażby
                                            uzupełnić niedobory wapnia z którego budują się kości dziecka. tak, aby nie
                                            odbywało się to kosztem jej zębów. Moja dziewczyna nie ma problemów z alkoholem
                                            i jak urodzi dziecko, to nie będzie go zaniedbywać, tak jak nie zaniedbywała
                                            swojego rodzeństwa, które miała jako najstarsza pod opieką. Dziecko będize
                                            odżywiane zdrowo (żadnych słoiczków, Gerberów, sztucznych pasz, Kubusiów,
                                            Milusiów, Pysiów i innych zagęszczanych trutek dla dzieci). Jak trzeba sok z
                                            marchwi dziecku dać, to nie do sklepu po jakiegoś Bobofruta, tylko do ogródka,
                                            marchew wyrwać, marchew umyć, marchew oskrobać i do sokowirówki.
                                            • malila A jeśli jednak 07.01.07, 18:35
                                              ciąża będzie dla Twojej dziewczyny zbyt obciążająca bez względu na sposób
                                              odżywiania i zagrożone będą nie tylko jej zęby, ale np. silna anemia, arytmia
                                              serca - to co wtedy?
                                              • acorns Re: A jeśli jednak 07.01.07, 18:38
                                                Po coś są szpitale, lekarze i cały personel medyczny. Powinni coś poradzić.
                                                Gdyby taka sytuacja nastąpiła, z konieczności byłaby to jej ostatnia ciąża.
                                                • dlania Skrobanie marcheweczki 07.01.07, 19:42
                                                  Teksty o gerberkach, marcheweczkach, ogródeczkach, sztucznych karmach itd. to
                                                  jedna z najgłupszych rzeczy jakie czytałam w życiu.
                                                  Pojęcia nie masz o czym piszesz.
                                                  I nawet Ci do Twego ziejacego nienawiścia łba nie przyjdzie, że ktos może nie
                                                  mógł karmic dziecka piersią albo nioe ma ogródeczka.
                                                  • acorns Re: Skrobanie marcheweczki 07.01.07, 21:06
                                                    > Pojęcia nie masz o czym piszesz

                                                    Mam pojęcie. Spróbuj kiedyś soku z marchwi, który sama zrobisz i zaraz po nim
                                                    napij się kupnego soku. Od rzau zauważysz różnicę.

                                                    > I nawet Ci do Twego ziejacego nienawiścia łba nie przyjdzie, że ktos może nie
                                                    > mógł karmic dziecka piersią albo nioe ma ogródeczka.

                                                    Kto nie mógł ten nie mógł. Jest różnica między tym kto nie mógą a tym kto nie
                                                    chciał lub komu się nie chciało. A jak nie ma ogródka, to w pobliżu ma pewnie
                                                    jakiś bazarek, gdzie przyjeżdżają rolnicy i sprzedają warzywa, owoce, mleko. Ja
                                                    tak kupowałem, bo przecież w Warszawie mieszkałem. I co Ty tak z tą
                                                    nienawiścią? Byłą żonę mam głęboko w d. i jest mi obojętna. Nienawidzę tylko
                                                    takiego postępowania.
                                                  • dlania Re: Skrobanie marcheweczki 08.01.07, 08:15
                                                    A ja uważam, że nienawidzisz wszystkich kobiet - a przynajmniej traktujesz je
                                                    jako gorszy gatunek. I Twojej obecnej dziewczynie tez sie predzej czy później
                                                    dostanie w łep.
                                                    Podtrzymuję, że nie znasz sie na karmieniu dzieci i ludzi.
                                                    He, he, he, marcheweczki od rolników, kupione przez nich 2 przecznice dalej na
                                                    giełdzie jarzynowej, he, he, he.
                                                    Sok marchewkowy piłam nie raz - i jakbys nie wiedział to niemowlętom nie wolno
                                                    go pić za duzo i niue rozcieńczonego, bo szkodzi na watrobę.
                                                    Miłego dnia.
                                                    Koniec rozmowy bez sensu, składu i ładu.
                                                • malila To jeszcze tylko na koniec 08.01.07, 08:04
                                                  powiedz proszę, ile dałeś za byłą żonę wielbłądów? Czy może to jej ojciec
                                                  musiał zapłacić za zamążpójście córki? Jednym słowem - jak ta transakcja
                                                  wyglądała?
                                            • iwles Re: Depresja??? 08.01.07, 08:35
                                              acorns napisał:

                                              > i jak urodzi dziecko ... (żadnych słoiczków, Gerberów, sztucznych pasz,
                                              > Kubusiów, Milusiów, Pysiów i innych zagęszczanych trutek dla dzieci). Jak
                                              > trzeba sok z marchwi dziecku dać, to nie do sklepu po jakiegoś Bobofruta,
                                              > tylko do ogródka, marchew wyrwać, marchew umyć, marchew oskrobać i do
                                              > sokowirówki.



                                              Już teraz bardzo współczuję Matce twojego dziecka .........

                                              A Ty chociaz orientujesz się, jak robi się sok z marchewki bądź jabłka dla
                                              niemowlaka ???
                                              W jakich sterylnych warunkach ???

                                              Hehehe....... dobre - marchewka do sokowirówki i soczek - siup do szklanki.


              • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:48
                parafraza
                Acorns
                to Twoje własne słowa - tylko w odwrotną stronę
                jeszcze raz (trzeci?) napiszę - nikt nie ma prawa bić drugiego człowieka
                są cywilizowane sposoby załatwiania konfliktów między ludźmi
                no, ale to trzeba być dorosłym, w dodatku cywilizowanym, żeby to wiedzieć
                • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:58
                  No to podaj mi proszę cywilizowany sposób załatwienia takiej sprawy między
                  dwojgiem dorosłych ludzi.
                  • triss_merigold6 Re: Mąż mnie uderzył... 07.01.07, 00:01
                    Olewasz to pijane coś co leży w wyrze. Zakładając, że nie da się ruszyć w
                    cywilizowany sposób tj. prośbą, apelem, namową, poczuciem obowiązku. Plaskacz
                    jest umiarkowanie motywujący.
                    • acorns Re: Mąż mnie uderzył... 07.01.07, 00:07
                      > Olewasz to pijane coś co leży w wyrze

                      Ale ona nie była pijana, ani nawet skacowana. Po prostu wstać jej się nie
                      chciało.

                      > Zakładając, że nie da się ruszyć w
                      > cywilizowany sposób tj. prośbą, apelem, namową, poczuciem obowiązku

                      W cywilizowany sposób się nie dało, ale w jaskiniowy jak najbardziej. Ja bym to
                      olał i sam do Młodej poszedł, ale nie mogę wziąść dziecka i ubrudzić go zaprawą
                      z wapnem.
                  • kawka74 Re: Mąż mnie uderzył... 07.01.07, 00:02
                    ja mam Cię uczyć dorosłych zachowań?
                    no proszę Cię...
                    • triss_merigold6 Kawka! 07.01.07, 00:06
                      Jesteś pod tel? Bo mam potrzebę podzielenia się.D
                      • kawka74 Re: Kawka! 07.01.07, 00:07
                        si, jestem smile
          • sir.vimes Acorns, jesteś jak dzidziuś 07.01.07, 10:30
            > Co więc radzisz? Jak powinien zachować się facet, któremu żona cały czas wbija
            > szpilę?

            DOROSŁY mężczyzna wie, że przemoc nie jest rozwiązaniem.
            a poza tym ani w twoim, ani w sąsiada związku nie było ani grama MIŁOŚCI.
            Może trzeba było lepiej przemyśleć decyzję o małżeństwie?????????

      • monia145 Re: Mąż mnie uderzył... 06.01.07, 23:34
        Twoje historie są urzekające...
      • dlania Acorns 07.01.07, 09:48
        To co piszesz Acorns jest po prostu obrzydliwe... Normalnie słów brak...
        Plaskacz sposobem rozwiązywania konfliktów małżeńskich? Może nie zauważyłeś,
        ale mamy XXI wiek a nie epoke kamienia łupanego.
        Ostatnio tak pieknie opisywałeś, jak to w całym mieście szukałeś lekarstwa dla
        swojej kochanej dziewczyny. A jak juz wyzdrowiała, to przyszła ochota żeby jej
        strzelić plaskacza?
        Albo jestes bardzo młody, albo bardzo głupi.
        • acorns Re: Acorns 07.01.07, 13:07
          > To co piszesz Acorns jest po prostu obrzydliwe... Normalnie słów brak...
          > Plaskacz sposobem rozwiązywania konfliktów małżeńskich? Może nie zauważyłeś,
          > ale mamy XXI wiek a nie epoke kamienia łupanego.

          Ja tak nie rozwiązuję konfliktów małżeńskich. Ja chcę mieć w domu spokój a nie
          ciągłą walkę i kłótnie o wszystko. Gdybym tłukł moją byłą żonę, bylibyśmy
          małżeństwem do dziś. Ale ja jestem na to za spokojny i dlatego się rozeszliśmy.

          > Ostatnio tak pieknie opisywałeś, jak to w całym mieście szukałeś lekarstwa
          > dla swojej kochanej dziewczyny.

          Poprzekręcałaś trochę, ale niech i tak będzie - idea pozostała niezmieniona.

          > A jak juz wyzdrowiała, to przyszła ochota żeby jej strzelić plaskacza?

          W tym wątku dałem przykład mojej byłej żony - matki Młodej. Odkąd się z nią
          rozstałem, parę kobiet było. Porównywanie mojej obecnej dziewczyny do byłej
          żony nie ma w ogóle sensu, bo to ludzie z zupelnie innej półki.
      • vharia Acorns, zgadzam się z tobą: 07.01.07, 21:41
        dobrze piszesz:

        Są takie sytuacje, że kobieta zasługuje na porzadnego plaskacza w
        > dziób. Wiem, bo taką miałem. Około południa jest, ja w łazience wieszam półkę,
        > którą ktoś wyrwał z kołkami ze ściany dzień wcześniej, ręce mam w zaprawie,
        > Młoda (wówczas około roczna) zaczęła płakać, a moja baba nie ruszyła się z wyra
        > nawet. Mówię jej żeby wstała do dziecka, bo płacze, a ona mi żebym to ja
        > poszedł. I co z taką babą robić?

        Ja ciebie rozumiem i też nie widzę wyjścia. Bo weźmy to: Jest tak coś wczesne popołudnie, sidzę w kuchni i obieram pyry. Na kuchni kipi pomidorowa, z patelini pryska tłuszcz spod schabowych, niewiem w co ręce wsadzić, taka zarobiona jestem. Naraz syn kilkumiesięczny zaczyna płakać. Więc krzyczę do męża, który zalega na wyrze i pstryka pilotem po kanałach, żeby go wziął. A on do mnie "sama go weź". Jak złapałam patelnię (bez schabowych, dwie mam), jak wyleciałam z tej kuchni, jak mu zapier**liłam ze trzy razy. Pilot mu z łapy wypadł, to jeszcze podeptałam. Poleciał w-try-mi-ga i dzieckiem się zajął. Działa? Działa! Tylko tego pilota mi trochę szkoda, bo potem miałam koszty, jak trzeba było naprawiać.



        Albo inna sytuacja, którą miał mój były
        > sąsiad. Siedzimy sobie, rozmawiamy, a jego żona ciągle się o coś go czepia. I
        > tak mu chodzi i kołki ciosa na glowie. On coraz bardziej traci cierpliwość, a
        > ona coraz bardziej na niego najeżdża. W końcu kazał jej zamknąć mordę. A ona
        > jeszcze bardziej. Jak dostała parę razy z liścia to jej pomogło i już przestała
        >
        > się czepiać.

        No więc moja przyjaciółka najlepsza ma chłopa-idiotę, co sie jej cały czas czepiał, ze ona nie gotuje tak jak jego mama. Dziewczyna to długo znosiła, raz było marudzenie, raz awantura. Jak zaczął ją objeżdżać przy znajomych, to jej wreszcie nerwy puściły. Któregoś razu nastrzelała my z otwartej chyba ze trzy razy, bo ją obgadywał do jej kuzyna z Torunia. A baba jest spora i na wku**wie pałer w łapie ma. Podziałało od razu, chłop żre nawet rosół zalany z zupek chińskich. I zawsze podziękuje i powie miłe zdanie, pochwali.
    • lila1974 Przyklejone przez moderatora 07.01.07, 12:30
      mama-paula 07.01.07, 01:39 + odpowiedz
      Witajcie,

      Rzadko właczam sie w dyskusje,częściej czytam. Droga kolezanko, pozwole
      sobie napisać na forum ogolnym, bo nie mam pewnosci czy przeczytasz poczte.
      Tak jak inne mamy wnikliwie przeczytałam twoje wszystkie posty (w
      wyszukiwarce!)i wnioskuję ze robisz sobie z nas zarty. Marnujesz czas innych
      e -mam na snucie swoich opowiastek. Kazdy stara ci sie doradzić...ale ty i
      tak wiesz najlepiej, więć niech twoja tragedia z damskim bokserem dalej toczy
      się w 4 scianach... Coż mam sie dziwic jak ty masz dopiero 20 lat,
      potrzebujesz rozrywki i bawisz sie kosztem innych opowiadając bajki. A juz
      taki fajny był klimacik na forum. Pozdrawiam wszystkie e mamy.
      Paula
      • mama-paula Re: Przyklejone przez moderatora 07.01.07, 15:07
        Nie mam zamiaru się z tobą wykłucac, bo nie o to tutaj
        chodzi.Zrobiło mi się
        Ciebie zwyczajnie szkoda, ale jak sama piszesz, nie odejdziesz od
        męża. Trzymaj
        się i jesli Cie uraziłam to przepraszam. Nie było to moim celem.
        Ps- Powiem Ci,
        tylko jedno, moja przyjaciółka była z mężczyzną który na pozór był
        idealny i
        też kiedyś był ten pierwszy raz z uderzeniem(początkowo wykręcał
        jej rece).
        Przepraszał i rok był spokój. Póżniej znów sytuacja powtórzyła
        się, bo koleś
        wiecznie był sfrustrowany.I bicie powtarzało cześciej się, a ona
        biedna zawsze
        szukała wytłumaczenia.Teraz znalazła szczęscie u boku
        innego,odważyła sie go
        zostawic i jest ogromnie szczęsliwa. Tego Ci życzę. Nie twierdzę
        ze w twoim
        przypadku bedzie tak samo. Trzymaj się.



        • daga05 Re: Przyklejone przez moderatora 07.01.07, 15:33
          Dzięki za posta i w ogóle za wszystko Wam dziewczyny dziękujesmile
    • gacusia1 Re: Mąż mnie uderzył... 07.01.07, 18:22
      Jesli zrobil to raz,a Ty chcesz ratowac malzenstwo-dajesz mu otwarta droge do
      powtorzenia czynu.
      • mamaemmy Acorns 07.01.07, 20:39
        Czy Twoja eks była Polka,czy Ukrainką?
        • acorns Re: Acorns 07.01.07, 21:03
          Rosjanką.
    • joanb333 Re: Mąż mnie uderzył... 08.01.07, 08:36
      moją siostrę mąż tak bił przez 4 lata a ona do niczego się nie przyznała. Jak
      miała sińce to tuszowała je jak mogła i nie pokazywała się nikomu z rodziny na
      oczy. a złamane żebro tłumaczyła upadkiem ze schodów a wybity ząb niefortunnym
      ugryzieniem kości przy obiedzie. Dopiero pobyt w szpitalu ujawnił wszystko.
      Obecnie wniesiona jest sprawa przeciwko szwagrowi a siostra z dziećmi mieszka z
      rodzicami. Nie wolno milczeć. Jedna agresja będzie rodzić kolejną a przeprosiny
      może i szczere będą na krótko, bo trzeba będzie znowu przepraszać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka