zuzanna322
09.01.07, 03:21
Nie cierpie jak moja tesciowa zajmuje sie moim synkiem: jak slysze jak do
niego mowi tym swoim durnowatym, dzieciecym jezykiem (cio to? cio zlobiles?
itd. itp), jak go trzyma, jak go przewija, itd., to mnie skeca w srodku. W
ogole nie lubie jej bardzo. Moze to zle o mnie swiadczy, ale uwazam ja za
prostaczke i bardzo bym nie chciala, zeby moj syn od niej nabral jakichs
glupich nawykow.
Ona nie potrafi nawet tak dobrze po polsku mowic, jest po prostu prosta
kobieta i nie przeszkadzaloby mi to, gdyby chociaz byla fajna. Ale ona jest
dziwaczna, przyglupkowata, gada od rzeczy, smieje sie glupkowato. Najgorsze
jest to, ze jest narazie jedyna kandydatka na zajmowanie sie moim dzieckiem,
kiedy wroce do pracy. Na poczatku ten pomysl nie wydawal mi sie zly, ale
teraz jestem pewna, ze nie chce go zostawiac samego z nia. Ona ma
przestarzaly sposob zajmowania sie dziecmi, boje sie, ze jesli moj syn bedzie
z nia spedzal duzo czasu, to wlasnie nabierze nawykow, kotrych nie uda mi sie
wykorzenic. Chce dla niego wszystkiego co najlepsze. Slyszalam kiedys, jak
ona mowila do innego dziecka z naszej rodziny: "Nie otwieraj piekarnika, bo
cie do niego wsadze i upieke", albo "Jak tego dotkiesz, to Cie zastrzele" i
temu podobne, uzywa jezyka moim zdaniem niestosownego do dzieci, takiego
wlasnienie prostackiego. Moze to calkiem glupie, ale ja dostaje gesiej
skorki, jak widze, jak ona go karmi, czy przebiera. Mam ochote jej go wyrwac
i uciec za drugi koniec swiata.
Nie mam sie komu z tego wyzalic. Moj maz uwaza, ze ona sie swietnie zajmuje
naszym dzieckiem. Gdybym mogla to wzielabym mojego syna i uciekla stad jak
najdalej.