Dodaj do ulubionych

Eksmisja i moi znajomi

24.01.07, 10:20
Zastanawia mnie fakt ,ze jak przyjdzie do eksmisji to wszystkich wsadzaja do jednego worka.Wiadomo ,ze jak ktos nie placi czynszu to bedzie eksmitowany ale jestem ciekawa co miasto bierze pod uwage dajac takim ludziom lokal zastepczy.Moja kolezanka nie placila czynszu poniewaz jej maz stracil prace a ona malo zarabia bodajze najnisza pensje.Co prawda miala dodatek mieszkaniowy,ale to i tak bylo 250 zl.Dla niej to prawie pol wyplaty.Niestety dlug tak urosl ze ich eksmitowano i z bloku 2 pokojowego z mezem i 2 dzieci musiala sie przeniesc do mieszkania socjalnego ktore wygloda tak:1 pokoj z piecem,kuchnia z piecem w ktorym trzeba napalic zeby cos ugotowac bo kuchenki na gaz nie ma co prawda chwilowo ale nie ma.Lokal jest na 4 pietrze a windy nie ma.Na korytarzu jest obskurna lazienka ze starym,brudnym kiblem i obrzydliwym prysznicem.Sasiedzi to mety i kazdy juz byl karany lacznie z dzieciakami, ktore sie nadaja do poprawczaka.Kolezanka jest totalnie zalamana, ze ja do takiej dzielnicy wcisli.Ja nie wiem jak ja pocieszyc bo nie wiedzialam,ze tam jest az tak zle.Zal mi jej bo to jest porzadna rodzina,ktora chwilowo popadla kilka lat temu w klopoty finansowe.To bylo wtedy jak bylo to najwiekze bezrobocie.Teraz jej maz ma prace ale splacaja dlugi po tym bezrobociu a sa nie male i za wszystkie rachunki.jeszcze komornikowi placa za debet w banku ktory zostal nie zaplacony z poprzedniej pracy meza.Ciekawi mnie czy ona jak posplaca dlugi to ma szanse na lepsze mieszkanie komunalne a przynajmniej takie jak miala bo nie moze przeciez do konca zycia siedziec w tej norze i czy dlugo bedzie musiala na nie czekac
Obserwuj wątek
    • asiak78 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 11:08
      Współczuje koleżance, ale: dlaczego wykładnikiem beznadziejności mieszkania-
      NORY czynisz piece węglowe? Ja mam właśnie pokój z kuchnią w starej kamienicy i
      w obu pomieszczeniach mam piece węglowe, w których musze napalić aby było
      ciepło. Kuchenkę gazową na butlę wprawdzie mam, ale sama ją tam wstawiłam.
      Łazienkę mam w mieszkaniu, ale oczywiście samodzielnie zrobioną w innym wypadku
      też chodziłabym na korytarz, który także jest brudny i zaniedbany. Taki jednak
      urok starych kamienic (przeważnie) O sąsiadach nie będę pisać, szkoda mojego
      czasu, domyśl się sama. Acha i mieszkamy w tym pokoiku z mężem i synkiem. I to
      był NASZ wybór. Wszędzie można zrobić sobie w miarę przyjemne mieszkanko, nie
      tylko w nowym bloku. Każdą NORĘ można ładnieprzerobić i urządzić. W przypadku
      Twojej koleżanki problemem może być tylko mała przestrzeń, reszta jest
      do "przeskoczenia" wystarczy tylko chcieć. I zazwyczaj takie mieszkania mają
      dużą zaletę: są tanie co w przypadku który opisujesz powinno mieć duże
      znaczenie.
      Więc tak na prawdę, ja nie widzę w tej sytuacji nic tak strasznego jak
      opisujesz. Jasne, każdy by wolał duże mieszkanie z kaloryferami w przyjemnej
      dzielnicy, ale nie każdy taką możliwość ma. Zastanów się nad tym. Pozdrawiam
      • petto Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:29
        asiak78 napisała:

        > Współczuje koleżance, ale: dlaczego wykładnikiem beznadziejności mieszkania-
        > NORY czynisz piece węglowe? Ja mam właśnie pokój z kuchnią w starej kamienicy
        i
        >
        > w obu pomieszczeniach mam piece węglowe, w których musze napalić aby było
        > ciepło. Kuchenkę gazową na butlę wprawdzie mam, ale sama ją tam wstawiłam.
        > Łazienkę mam w mieszkaniu, ale oczywiście samodzielnie zrobioną w innym
        wypadku
        >
        > też chodziłabym na korytarz, który także jest brudny i zaniedbany. Taki
        jednak
        > urok starych kamienic (przeważnie) O sąsiadach nie będę pisać, szkoda mojego
        > czasu, domyśl się sama. Acha i mieszkamy w tym pokoiku z mężem i synkiem. I
        to
        > był NASZ wybór. Wszędzie można zrobić sobie w miarę przyjemne mieszkanko, nie
        > tylko w nowym bloku. Każdą NORĘ można ładnieprzerobić i urządzić. W przypadku
        > Twojej koleżanki problemem może być tylko mała przestrzeń, reszta jest
        > do "przeskoczenia" wystarczy tylko chcieć. I zazwyczaj takie mieszkania mają
        > dużą zaletę: są tanie co w przypadku który opisujesz powinno mieć duże
        > znaczenie.
        > Więc tak na prawdę, ja nie widzę w tej sytuacji nic tak strasznego jak
        > opisujesz. Jasne, każdy by wolał duże mieszkanie z kaloryferami w przyjemnej
        > dzielnicy, ale nie każdy taką możliwość ma. Zastanów się nad tym. Pozdrawiam


        wspólczuję ci pieca węglowegosad przeciez jest tyle metod ogrzewania, ja bym
        wywaliła piec, to nie epoka kamienia łupanego asiak78 sad
        • asiak78 petto 26.01.07, 07:37
          Zgadzam się w 100% że jest dużo innych metod ogrzewania, ale po pierwsze piece
          wychodzą tanio, a po drugie to jest wynajmowane mieszkanie w które nie chcemy
          dodatkowo inwestować. Ale czy aż epoka kamienia łupanego??? Bez przesady wink
    • sylwia06_73 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 11:52
      Co chodzi o mieszkanie to przyznaje ci racje.Tu chodzi o to ze ona tam jest sama. nie chciala sie zintegrowac z nowymi sasiadami tzn pic z nimi alkoholu to ja traktuja jak tredowata.Dawne kolezanki jej nie odwiedzaja tylko ja ale rzadko bo to dosyc daleko.Neta narazie nie zalozy bo dopoki korzystaja z MOPSU to jej nie wolno bo socjalna zabronila.Mysle ze to jest glownym powodem jej zalamania
      • michasia24 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 11:57
        Czy ja dobrze zrozumiałam? Głównym powodem jej załamania jest to ze nie może
        założyc neta?
        • mawo84 michasia 26.01.07, 09:31
          skąd ten wniosek? ja niczego takiego nie doczytałam.. albo zwyczajnie mi umknęło smile
      • asiak78 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 12:39
        Wiesz, my sie też z sąsiadami nie integrowaliśmy wink mimo wszystko jednak
        traktują nas normalnie. Znajomi również nas odwiedzają i to często. Więc może
        to nie tylko wina miejsca zamieszkania? A co do internetu, to można bez niego
        żyć i nie jest on do życia niezbędny więc ja dalej nie rozumiem w czym
        problem???
    • burza4 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 12:48
      ma zawsze mieszane uczucia w takich sytuacjach, bo po pierwsze nieodmiennie
      wkurza mnie ta troska państwa o warunki bytowe menelstwa. Przez to m.in.
      porządni ludzie w trudnej sytuacji trafiają do slumsów.

      Niemniej jednak uwazam, że każdy jest kowalem własnego losu i wg mnie eksmisja
      to długotrwały proces, więc jest czas, żeby coś zrobić. Stracił pracę, no
      rozumiem, ale COŚ można robić, znaleźć dorywczą, sprzątać po ludziach, dorobić
      gdzieś, cokolwiek. Mieli oprócz tego dodatek mieszkaniowy - a więc i tak gmina
      pomogła, trudno żeby myśleli za nich. Gdyby wcześniej przedstawili choćby
      realny plan spłaty zadłużenia, mogliby takiego ambarasu uniknąć.

      a teraz od nich zależy czy poprawią się im warunki, a nie od gminy. Bo po
      pierwsze - lokali zastępczych nigdzie nie ma pod dostatkiem, po drugie - są one
      zazwyczaj w podobnym do obecnego standardzie, po trzecie - jest masa osób w
      gorszej sytuacji - rodziny wielodzietne, inwalidzi którzy pracy podjąć nie
      mogą. Oczekiwanie, że ktoś da pełnowartościowy lokal, komuś, kto nie jest w
      stanie zań płacić jest dość wygórowane.

    • kachwi1 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 14:05
      rozumiem, że na czynsz nie było, ale na internet owszem.
      wiem, że zaraz się posypią gromy, że xxi wiek i tak dalej.
      jak siedziałam z dzieciakiem w domu bez pracy, to mi nawet do głowy nie
      przyszedł internet.
      • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 15:22
        Net to oczywistosc, nie zaden luksus.Przydaje sie chocby przy poszukiwaniu
        pracy.
        • kachwi1 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 15:24
          jasne, ale net na pewno nie jest bardziej oczywisty niż mieszkanie, prawda? dla
          mnie paranoją jest ktoś, kto nie ma gdzie mieszkać, ale ma na internet. sorry.
          ja znalazłam pracę i bez netu.
          • joa_nnap no, sielanka to nie jest... 24.01.07, 19:21
            nie chcę wnikać w sytuację znajomych - tzn. w to, dlaczego i czy słusznie
            znaleźli się w tej sytuacji, ale jedno nasuwa mi się po przeczytaniu powyższych
            wypowiedzi - jakoś mnie zupełnie nie przekonuje gloryfikowanie starych ruder i
            argumenty "jak to przyjemnie można sobie zrobić mieszkanko w takim miejscu".
            mieszkanko może i można, ale co poza tym? szczerze to bałabym się mieć i
            wychowywać dziecko/dzieci w takim miejscu.bo faktycznie fajnie musi byc
            codziennie chodzic po zaplutych klatkach schodowych i wysłuchiwac podpitych,
            wulgarnych meneli. wiem, wiem, bywają też "normalne" stare kamienice, ale chyba
            w mniejszości, przynajmniej w moim mieście. dlatego uważam, że w obronie swoich
            jak najlepiej pojętych interesów znajomi powinni jednak zrobić wszystko, by się
            stamtąd wydostać. właśnie - "wydostać " to chyba właściwe słowo.
            • joa_nnap Re: no, sielanka to nie jest... 24.01.07, 19:45
              pisząc "stare kamienice" mam na mysli te kamienice z mieszkaniami socjalnymi.
            • sir.vimes W mniejszości to są normalne bloki 24.01.07, 21:25
              Kaminice to , wiadomo, starzy mieszkańcy, wielu od lat zadomowionych - bloki
              zawsze będą napływową zbieraniną.
              Zresztą , oprócz "fasonu" budynku liczy się też dzielnica.

              Ja wytrzymałam w blokach dwa lata - nie mogłam znieść darcia ryja blokersów;
              chamskich dzieciaków; anonimowości klatek z ponad czterema (!!!) mieszkaniami na
              piętrze; pokradzionych żarówek w windzie itp itd.

              Tylko kamienice nadają się do życia - budownictwo po 1955 r to jedna wielka
              tragedia IMHO.
              • lola211 Re: W mniejszości to są normalne bloki 26.01.07, 13:47
                Vimes, zgadzam sie z Toba, jako ze wiekszosc zycia spedzilam mieszkajac w
                kamienicy.Przez 9 lat mieszkalam w bloku, wiec mam porownanie- zbieranina
                roznego pokroju ludzi, zasyfiona klatka schodowa, pelno tatalajstwa- tak
                wyglada codziennosc w bloku.Od kiedy mieszkam w kamienicy nie słysze co
                porabiaja sasiedzi, wszyscy znaja sie z widzenia, jest po prostu kameralnie.I
                piekne, wysokie, przestronne pomieszczenia, a nie sufit nad głowa.
                • iwoniaw Wszędzie, gdzie są budynki wielorodzinne 26.01.07, 14:11
                  mozna trafić źle i można trafić fantastycznie. Widziałam bloki zasyfione
                  nieprzeciętnie i czyściutkie jak pudełeczka. Podobnie kamienice. I tu i tu
                  trafić można na "element" i niekoniecznie muszą to być bezrobotni alkoholicy w
                  mieszkaniu kwaterunkowym - często gorsze są nieźle sytuowane chamy "na swoim".
                  Zgadzam się natomiast, że w bloku (zwłaszcza z wielkiej płyty) jest to na ogół o
                  wiele uciążliwsze dla otoczenia, bo niesie się wszystko i słychać czasem nawet
                  jak cichy i bezwonny sąsiad pluje do zlewu przy płukaniu zębów. O dymie
                  papierosowym niosącym się wentylacją nie wspomnę, bo ładnych parę lat sama
                  doświadczałam - a trudno przecież mieć do kogoś pretensję, że we własnym domu
                  pali papierosa, chodzi po podłodze czy włącza radio...
                  Niestety, całkowite odizolowanie się od uciążliwości innych ludzi jest możliwe
                  wyłącznie poprzez zamieszkanie w leśnej głuszy, gdzie do najbliżeszj wsi 2 km...
                  Choć oczywiście w mieście grube ściany, dobra izolacja akustyczna i kulturalni
                  sąsiedzi też dużo dają wink
          • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:28
            Fakt- powinni zostac rowniez bez tv i radia, co by na abonamencie
            zaoszczedzic.Beda zyc jak w XIX wieku, co tam.
            • shady27 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:38
              wiele osob tak zyje, i to nie jak w XIX wieku a sredniowieczu. Wystarczy przejechac sie na jakas wioske zabita deskami.
              • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:42
                No i co z tego? To straszne, o ile to nie ich wybor.Druga rzecz, ze jesli sie
                tak zyje od urodzenia to sytuacje postrzega sie jako norme, ale jesli
                korzystalo sie juz ze zdobyczy techniki to ciezko zrezygnowac.Jakos malo kto
                przesiada sie z samochodu do tramwaju, nawet jesli bedzie mial problemy
                finansowe to najwyzej zamieni auto na tansze.
                • shady27 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:47
                  tu sie z Toba zgodze. Kiedys mialam problemy finansowe i musialam z wielu "luksusow" zrezygnowac co skonczylo sie mega derpesja. Latwiej z biedy w luksus przejsc niz na odwrot
                • iwoniaw Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:48
                  > Jakos malo kto
                  > przesiada sie z samochodu do tramwaju, nawet jesli bedzie mial problemy
                  > finansowe to najwyzej zamieni auto na tansze.

                  No, jeśli ktoś ma takie podejście, że na czynsz mu brakuje, ale woli narobić
                  długów niż przesiąść się na tramwaj, to i nie dziwota, że w końcu państwo
                  skazane jest na fundowanie mu lokalu socjalnego.
                  • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:53
                    Tramwaj nie jest za darmo, tez kosztuje.Policz ile, jesli rodzina jest 4 os.To
                    wcale nie musi byc oszczednosc.
                    • iwoniaw Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:58
                      Odpowiadałam na Twój post, gdzie ewidentnie chodziło o nieoszczędny tryb życia
                      mimo kłopotów finansowych.
                      A to, czy akurat taniej komuś tramwajem czy samochodem w aspekcie całej rodziny,
                      to chyba oczywiste, że każdy sam sobie przelicza i decyduje, na co go stać. Są i
                      tacy, co dla każdej osoby w rodzinie mają samochód, którym jeżdżą do pracy, do
                      której na piechotę mają 15 minut - ich prawo. Niemniej przysznasz, że sytuacja,
                      w której ktoś nie ma na czynsz, podstawowe rachunki, a nie rezygnuje z rzeczy,
                      bez których (kosztem pewnego komfortu, fakt, ale jednak spokojnie) można się
                      obejść, to nie postępuje zbyt mądrze?
                      • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:30
                        A bez czego mozna sie obejsc? Co jest zbytkiem? Bo tu widac roznimy sie w
                        ocenie.
                        • iwoniaw Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:36
                          > A bez czego mozna sie obejsc? Co jest zbytkiem?

                          Obejść można się bez bardzo wielu rzeczy, w sytuacji bardzo trudnej nie tylko
                          bez zbytków, ale i bez tego, co normalnie uznawane jest za standard. Nie wiem,
                          czy różnimy się tu w ocenie czy nie, bo w sumie nie pisałam nic (ani ty) o tym,
                          co uważamy za minimum normalnego życia (a są rzesze ludzi, którzy żyją za dolara
                          dziennie, tylko co z tego?). Natomiast z pewnością gdybym miała alternatywę:
                          zapłacić czynsz i chodzić na piechotę do pracy albo nie płacić czynszu i jeździć
                          autem, to _ja_ bym zapłaciła czynsz.
                          Oczywiście, że najlepiej mieć na rachunki, przejazdy i wiele innych rzeczy
                          jednocześnie. Ale jak się nie ma na _nic_, a problemem jest niemożność podpięcia
                          netu, to owszem, zdecydowanie rozmija się to z moimi priorytetami.
                          • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:42
                            Iwoniaw- ale samochod niekoniecznie musi byc wiele wart.Pozbycie sie go nie
                            uratuje cie z opresji, a wrecz przeciwnie- stracisz.Bo bedzie Ci truddniej
                            pracy poszukiwac.
                            • iwoniaw Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:58
                              Lola - skoro już trzymamy się sytuacji z samochodem: ja nigdzie nie napisałam,
                              że bez względu na okoliczności należy się pozbyć wszelkiego dobytku, skoro mamy
                              problemy finansowe. Zdaję sobie sprawę, że w b. wielu przypadkach samochód jest
                              w ogóle jedynym sposobem na dotarcie do pracy/ z innych powodów niezbędny
                              rodzinie. Ale jeśli nie mam na czynsz, a mam na benzynę (w sytuacji, gdy -
                              podkreślam: GDY - mogłabym do pracy taniej jeździć tramwajem albo w ogóle na
                              piechotę chodzić), to coś jest nie tak z priorytetami. Przynajmniej z moimi.

                              Dlatego zgadzam się z Tobą, że każdy ruch należy dokładnie przemyśleć i zrobić
                              tak, by w ostatecznym rozrachunku wyszło jak najkorzystniej. Czasem będzie to
                              rezygnacja z części rzeczy, które są miłe, ułatwiają życie, sprawiają
                              przyjemność - trudno. Z całą pewnością najmniej rozsądne jest robienie długów
                              nie mając nawet najmniejszej perspektywy ich spłacenia i równocześnie brak
                              jakichkolwiek ograniczeń w dotychczasowym stylu życia "bo przecież nie są to
                              jakieś luksusy".
                    • rita75 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:58
                      To
                      > wcale nie musi byc oszczednosc.

                      ale rower juz tak
                      • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:24
                        Nie wyobrazam sobie sytuacji, ze trace prace, wiec pozbywam sie auta i
                        przesiadam sie na rower, no sorry.Popatrz za okno, snieg, musze gdzies jechac i
                        co , wskakuje na rower? Przeciez to bez sensu.
                        • rita75 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:33
                          Popatrz za okno, snieg, musze gdzies jechac i
                          >
                          > co , wskakuje na rower? Przeciez to bez sensu.

                          fakt, zawsze nawet mozna sie do tego samochodu przeprowadzic, gdy wypier... z
                          mieszkania za nieplacenie czynszu.
                          • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 20:40
                            Pomysl, co ci da pozbycie sie samochodu, czesto wartego raptem 1000 zł.? Bo
                            jesli ktos nie ma za duzo kasy to i super fury miec nie bedzie.
      • shady27 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:37
        ja siedze z dzieckiem w domu i net mam, ale ja nie mam problemow fiannsowych...co do tej dziewczyny to masz racje, na czynsz nie miala a zalamuje sie ze neta nie ma, rece opadaja
    • iwoniaw Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:46
      > Zastanawia mnie fakt ,ze jak przyjdzie do eksmisji to wszystkich wsadzaja do je
      > dnego worka.Wiadomo ,ze jak ktos nie placi czynszu to bedzie eksmitowany ale je
      > stem ciekawa co miasto bierze pod uwage dajac takim ludziom lokal zastepczy

      A cóż miasto może tu "brać pod uwagę"? Chyba tylko przepis, że nie można rodziny
      z małym dzieckiem wywalić na bruk, więc znajomi mieli dużo szczęścia, że jakieś
      lokum się jednak znalazło.

      > .Niestety dlug tak urosl ze ich eksmito
      > wano i z bloku 2 pokojowego z mezem i 2 dzieci musiala sie przeniesc do mieszka
      > nia socjalnego ktore wygloda tak:

      Lokal socjalny wygląda tak, jak wygląda, a i tak przeważnie miasto nie ma
      możliwości zapewnić go wszystkim chętnym. Niech się koleżanka cieszy, że w ogóle
      coś się dla nich trafiło i nie muszą mieszkać np. w schronisku dla bezdomnych.

      > ie czy ona jak posplaca dlugi to ma szanse na lepsze mieszkanie komunalne a prz
      > ynajmniej takie jak miala bo nie moze przeciez do konca zycia siedziec w tej no
      > rze i czy dlugo bedzie musiala na nie czekac

      No, jak będzie siedzieć i czekać, to prawdopodobnie nie wysiedzi niczego. Jeśli
      "nie może siedzieć w tej norze" to niech zrobi wraz z mężem coś, by się stamtąd
      wynieść.
      Zdaję sobie sprawę, że opisywana sytuacja do łatwych nie należy i są aspekty, w
      których można koleżance współćzuć, ale roszczeniowa postawa pt. "muszą mi dać
      coś w lepszym standardzie", zwłaszcza w sytuacji, gdy się nie ma żadnych
      środków, by to "lepsze" mieszkanie utrzymać, to lekkie przegięcie.

      > Kolezanka
      > jest totalnie zalamana, ze ja do takiej dzielnicy wcisli.

      Jaśnie pani się okolica nie podoba? No cóż, zazwyczaj w takiej sytuacji ludzie
      zarabiają na własne lokum tam, gdzie się im podoba. A jeśli państwo/gmina daje
      komuś lokal socjalny, a ten jeszcze wybrzydza, zamiast się cieszyć, że nie
      wylądował pod mostem, to już naprawdę bezczelność.
      • lola211 Re: Eksmisja i moi znajomi 24.01.07, 19:54
        Tak, te lepsze maja dla swojakow.
    • qunegunda Re: Eksmisja i moi znajomi 26.01.07, 15:06
      niech sie cieszy, ze jej nie eksmitowali na bruk.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka