kaga-1
25.01.07, 12:26
Przed chwilą podjechał pod dom mój mąż, a ja z kuchni słyszałam jak z kimś
ostro na ulicy dyskutuje. Jak otworzyłam mu grzwi domu, to jeszcze słyszałam
końcówkę tej kłótni. Ale zacznę od początku.
Mieszkamy w domu na osiedlu domków jednorodzinnych. Obowiązuje tu
ograniczenie prędkości 20km/h, co jest wg mnie bardzo słuszne. I zawsze jak
spadnie śnieg zaczyna się ten sam problem - opiekunowie (rodzice, dziadkowie,
etc) ciągnący sanki z dziećmi.
Otóż dzisiaj mój mąż wolno! jadąc (sypie śnieg, warunki trudne) skręcił w
uliczkę przy której mieszkamy. A tu tuż za zakrętem na środku ulicy spacerują
sobie dwie babcie z wnukami na sankach. Mój mąż oczywiście zahamował, ale
grzecznie poinformował obie panie że bazpieczniej byłoby jeździć sankami po
chodnikach, bo warunki atmosferyczne są naprawdę ciężkie i ktoś (szczególnie
bez zimowych opon) mógłby nie wyhamować i tragedia. One obie na niego z
paszczą, że mają prawo jeździć po ulicy, a kierowcy mają obowiązek zachować
ostrożność i przystosować się do warunków pogodowych. Dodam, że mój mąż
dostosował się do pogody, ale na Boga, po co kusić los. W końcu chodzi tu
przecież o zdrowie/życie dzieci, a jezdnia jest wg mnie dla samochodów, a dla
ludzi chodniki.
Co o tym myślicie?