bj32
03.02.07, 03:29
Od razu zastrzegam, że nie chcę nikogo obrazić, potraktować jak głupka ani
zadne takie.
Pokazało sie kilka wątków o przemocy, biciu itd. Bywa też o tym w gazetach,
telewizji... Problem nie jest nowy.
Ja takiego problemu nie mam, więc może dlatego nie rozumiem takiej kwestii:
Czego trzeba żeby chcieć odejść od tyrana?
Zaczyna się od tego, że uderzy raz. Przeprosi. Potem znowu uderzy... No i
potem to leci. Dlaczego? Dlaczego już po pierwszym albo drugim pobiciu
dziewczyny nie idą na policję, nie proszą nigdzie o pomoc?
Jakiego stopnia zaawansowania tyranii potrzeba?
Podbite oko? Złamny nos, albo szczęka? Może żebra? Krew w moczu od ciągłego
oprawiania nerek (niektórzy panowie nie chcą zostawiać śladów)? Wstrząs
mózgu? Poronienie? Uszkodzona wątroba? A może dopiero jak "pan i władca"
bierze się za ćwiczenie dzieci?
Ja wiem, że *potem* to już nie miłość te dziewczyny trzyma przy takim
facecie. Batem nikogo się miłości nie nauczy. Ale mnie interesuje początek.
Co je (Was) na początku skłania, żeby być z kimś, kto wyzywa, grozi, bije?
Żeby od razu nie pozbyć się takiego wrzoda?
Czy ktoś może mi to wyjaśnić?