Dodaj do ulubionych

Takie mam pytanie...

03.02.07, 03:29
Od razu zastrzegam, że nie chcę nikogo obrazić, potraktować jak głupka ani
zadne takie.
Pokazało sie kilka wątków o przemocy, biciu itd. Bywa też o tym w gazetach,
telewizji... Problem nie jest nowy.
Ja takiego problemu nie mam, więc może dlatego nie rozumiem takiej kwestii:
Czego trzeba żeby chcieć odejść od tyrana?
Zaczyna się od tego, że uderzy raz. Przeprosi. Potem znowu uderzy... No i
potem to leci. Dlaczego? Dlaczego już po pierwszym albo drugim pobiciu
dziewczyny nie idą na policję, nie proszą nigdzie o pomoc?
Jakiego stopnia zaawansowania tyranii potrzeba?
Podbite oko? Złamny nos, albo szczęka? Może żebra? Krew w moczu od ciągłego
oprawiania nerek (niektórzy panowie nie chcą zostawiać śladów)? Wstrząs
mózgu? Poronienie? Uszkodzona wątroba? A może dopiero jak "pan i władca"
bierze się za ćwiczenie dzieci?
Ja wiem, że *potem* to już nie miłość te dziewczyny trzyma przy takim
facecie. Batem nikogo się miłości nie nauczy. Ale mnie interesuje początek.
Co je (Was) na początku skłania, żeby być z kimś, kto wyzywa, grozi, bije?
Żeby od razu nie pozbyć się takiego wrzoda?
Czy ktoś może mi to wyjaśnić?
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 03:42
      Czego trzeba?
      Dojścia na samo dno.
      U mnie to była złamana ręka i obserwacja faktu, jak sz.p. ojciec moich dzieci
      sikał w pijackim amoku do wiaderka, gdzie moczyły się dziecięce zaplamione ubranka.
      Szok.
      Bj, to jest tzw. syndrom ofiary. M. mnie bił nawet jak byłam w ciąży, jednej,
      drugiej. Ale to jest uzależnienie. Taka osoba idealnie powoduje poczucie winy.
      Że to wszystko sie dzieje przeze mnie, że jestem taka i owaka i to przeze mnie
      on chleje i mnie bije. I mechanizm wyparcia: najpierw jest cudownie, i pamięta
      się tylko te cudowne chwile.

      Jezu. Jak zwiałam w końcu do domu, to wyłam przez 3 tygodnie, że go potrzebuję.
      Gó.. prawda.

      Taka osoba uzależnia.

      Poza tym jest strach. Strach przed tym, że jak uciekniesz, to zatruje ci życie.
      Koczował u mnie na klatce schodowej, rozpowiadał wszystkim, że jestem dziwką
      niewartą funta kłaków.

      I naiwność. I chora miłość. I wiara w krokodyle łzy, w obietnice bez pokrycia.
      Nadzieja, że będzie dobrze, spychanie na dno podświadomości faktu, że jest źle,
      bo przecież było dobrze.

      Fak, jak dobrze, że to już za mną.

      PS. Proszę brać poprawkę na to, że jestem pijana i właśnie się popłakałam.
      • mama_kotula PS 03.02.07, 03:53
        Tak pisałam kiedyś o tym na blogu (kategoria skasowana, więc nie mogę
        zalinkować), w kontekście jednej dyskusji na forum:

        "Dziś miałam poważną awanturę z mężem. Znowu już 3 razy w naszym związku
        popychał mnie i kopnął. Nie wiem co mam myśleć."
        Co tu myśleć, Pyta Matka, sprawa wydaje się oczywista… Otóż – nie. Sprawa
        oczywista nie jest, bowiem…
        "Tzn w jakim czasie te 3x? Kopnął mocno? W co? Napisz więcej, bo to MA ZNACZENIE
        wbrew pozorom. I czy Ty w tym czasie nie kopałaś słownie? Bo tak można jeszcze
        lepiej przywalić i... sprowokować. Znaczenie ma kontekst (może nie?) -
        bo ja widzę róznicę między kopniakiem za źle podgrzany obiad a za info, że
        (wymyślam przykłady) "zdradzam Cie z Twoim bratem"."
        A to ciekawe, bo akurat Matka Różnicy Nie Widzi. Dlaczego jedne okoliczności
        usprawiedliwiają przemoc, w innych zaś jest ona niedopuszczalna? Dlaczego debil,
        który został „słownie skopany” ma być oczyszczony z zarzutów stosowania
        przemocy, ponieważ „został sprowokowany”?
        Syndrom ofiary. Syndrom ofiary ma praktycznie każda osoba, która napotyka na
        przemoc ze strony bliskich osób. Syndrom ofiary, który poprzez mechanizm
        wyparcia każe usprawiedliwiać agresora, bo „nie jest taki, że kopie za
        niedogotowany obiad (…wink przynosi czasem nawet śniadanie do łóżka, przytula, nosi
        na rękach, głaszcze, etc. Fakt, trzy razy go
        poniosło, ale która z was nie marzy o mężczyźnie który jej drzwi otwiera, nosi
        na baranach w żartach gdy nie mamy już siły iść po górach na wycieczce, czy
        śniadanko robi do lóżka tak po prostu bo kocha! która z nas nie marzy o tym by
        facet pamiętal o każdej uroczystości, a nawet bez tego przynosił kwiat, tak bo
        was kocha”.
        Otóż oJCIEC Ich Dwojga również jest takim ideałem, którego „kilka razy
        poniosło”. oJCIEC Ich Dwojga przynosi kwiaty bez okazji, sprząta dokładnie całe
        mieszkanie, gotuje obiady i wychodzi z dzieckiem na spacer, że o noszeniu na
        rękach Matka Nie Wspomni. Ot, cud-miód, brylant, z zawiści zzielenieć można.
        Tyle, że takie brylanty mają jedną zasadniczą skazę: konflikty rozwiązują
        ręcznie (bądź nożnie).
        I nie potrafią panować nad swoimi emocjami.
        Za to pięknie potrafią odegrać Teatr Jednego Aktora i są perfekcjonistami we
        wzbudzaniu poczucia winy i wylewaniu krokodylich łez.
        Z zewnątrz wygląda to również pięknie. Miły młody człowiek, i do tańca, i do
        różańca. A miłość do żony aż bucha ze słownych deklaracji i publicznych
        przytulanek, pocałunków i innych pokazów.
        Dlatego Matkę Ponosi, gdy czyta dobre rady od osób, które o tym bladego pojęcia
        nie mają, jako, iż „mają szczęście, że mają męża bez agresji”, ale radzą
        rozmawiać na ten temat, „niech wie, że zrobił okropną rzecz i póki co, nie
        będzie mu wybaczone, niech się kaja przed tobą” i koronny argument: „macie
        dziecko”.
        No i co z tego, że „macie dziecko”, pyta Matka Poirytowana? Nie ma argumentu,
        który by dosadniej przemawiał za zakończeniem takiego związku. Dla dobra dziecka
        najlepiej będzie, jeśli matka spakuje manatki i wyniesie się na cztery wiatry.
        „Można zmienić charakter, porozmawiać, dopasować się”.
        Akurat.
        Ostatnie, co można zrobić u mężczyzny, który rozwiązuje konflikty za pomocą
        kopniaków, to „zmienić charakter”. Można ewentualnie dopasować się, na zasadzie:
        „ja nie prowokuję, on nie bije”. Ratunku…
        Dlaczego kobieta, która zostaje przez swojego partnera – kochającego rzecz jasna
        - obrzucona epitetami, poczęstowana kopniakami, kobieta, która dostaje nakaz
        wypie..nia z domu – dlaczego ona ma dawać szansę, bo „on nie robi tego z
        nienawiści, on cię kocha”?
        Matka Ma W Dupie Taką Miłość"

        Tyle na ten temat smile
        Czas spać smile
    • jowita771 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 06:24
      nie znam przemocy z doswiadczenia, ale chyba potrafię sobie wyobrazić, że facet
      przeprasza, obiecuje poprawę, a kobieta wierzy (chce wierzyć) i nie odchodzi.
      teraz wydaje mi się, że ja bym odeszła, ale tak naprawdę nie wiem, ile czasu
      zajęłoby mi podjęcie takiej decyzji.
    • denea Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 07:28
      Nie doświadczyłam jak to jest ale myślę że potrafię sobie wyobrazić czym się te
      kobiety kierują, przynajmniej do pewnego stopnia.
      Rozpisywać się jednak nie będę bo Mama_Kotula napisała wszystko...

      Chciałabym żeby opamiętanie przychodziło jak najwczesniej razem z odwagą żeby
      się od kata uwolnić.
    • kawka74 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 08:46
      o, to jest długa historia - historia manipulacji, sztuczek, ograniczeń,
      naiwności, strachu i beznadziei
      gdyby mój mąż nagle, ni z tego, ni z owego postanowił mnie ukarać za pomocą
      pięści, najprawdopodobniej wylądowałby na pogotowiu ze złamanym nosem
      ale gdyby przez lata niszczył mnie jako człowieka i poddawał praniu mózgu, być
      może uwierzyłabym, że bije mnie, bo na to zasługuję, bo jestem denna, bo go
      sprowokowałam, bo to moja wina; uwierzyłabym w przeprosiny, uwierzyłabym w
      zapewnienia, że to dla mojego dobra (bo i takie tłumaczenia się zdarzają) - bo
      przecież on mnie kocha i chce dla mnie dobrze
      długo czasu zajmuje uświadomienie sobie, że facet, który jest moim mężem, to nie
      jest człowiek, który chce mi pomóc, który mnie kocha, ale mały, nikczemny, w
      gruncie rzeczy słaby frustrat, dla którego miarą jego wartości, męskości jest
      posiadanie władzy nad innym człowiekiem
    • demonii Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 08:56
      Najgorsze wg mnie jest to, że kobiety- ofiary przemocy (fizycznej albo
      psychicznej), są przeswiadczone o swojej niskiej wartości, a własciwie to o jej
      braku. Czasem trzeba wiele czasu, żeby doszło do nich że tak nie jest. Przemocy
      doswiadczyłam, fizycznej i psychicznej. Żaden z katów (ani ojciec, ani eks - ten
      mnie nie tłukł, ale wmówił mi ze jestem zerem i bardzo długo w to wierzyłam) nie
      sa w stanie sie zmienić (jedynie ojciec nie pije tyle co kiedyś) - ja sie
      zmieniłam i długo nie mogłam uwierzyć, że nie protestowałam albo moje protesty
      były mało efektywne. Kiedys spytałam mamy, dlaczego z nim - ojcem się nie
      rozwiodła, nie rozwiedzie. Odpowiedziała mi, ze to jest jej mąż, z nim brała
      ślub na dobre i na złe. Nigdy tego nie pojmę - mało jej nie zabił.
      • edycia274 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 09:05
        Wiesz ja teraz sama siebie o to pytam jak można z kimś takim byc i nie wiem jak
        to było możliwe sad
    • wegatka Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 09:33
      A poza tym wsztstkim, co już zostało napisane, ofiara często jest zależna
      finansowo od sprawcy, więc przed dejściem powstrzymuje ją lęk przed nieznanym,
      strach, że sobie bez niego nie poradzi, jest zresztą utwierdzana przez kata w
      takim myśleniu. Lepsze wydaje jej się to podłe życie, które ma, niż radzenie
      sobie bez niego i jego pieniędzy.
      • edycia274 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 09:42
        Ja już kiedyś pisałam. Powiedzmy dziewczyna nie pracuje, jest dziecko, nie ma
        wsparcia w rodzinie. Jest bita. Boi się uciec bo nie ma dokąd, nie ma środków do
        życia. Ja wiem nie tłumacze tych kobiet, ale czasami nie jest łatwo od takiego
        drania odejść. A przeważnie tragedia, powoduje, ze kobieta się decyduje odejść
        niestety.
        • malila Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 10:56
          Dodajmy, że przemoc zaczyna się zwykle wtedy, gdy kobieta rodzi dziecko. Czyli
          wtedy, gdy jest najsłabsza i zależna od mężczyzny. Tak jakby sama ta sytuacja
          wyzwalała przemoc.
    • czudna Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 10:54
      bo myślą, że to się zmieni i tylko walenie po pysku (za przeproszeniem) zaburza
      obraz wspólnej "sielanki".
      Ja zostawiłam takiego pana dopiero po 6 latach związku, ale skutki odczuwam do
      dziś (minęło chyba następnych 10 lat, ale nie chce mi sie liczyć). Jestem
      znerwicowaną wariatką, czasem nie mogę opanować swojej agresji, ale nie biję,
      oczywiście, tylko krzyczę.
      Koniec nastąpił dopiero jak dostałam przy ludziach na ulicy, było mi strasznie
      wstyd. Koleżanka była w szoku. Powiedziała: jak go nie zostawisz, to znaczy że
      się nie szanujesz i ja też ciebie nie będę szanować i zerwę kontakt! Podziałała
      też reakcja ludzi na ulicy. To była noc, wychodzilismy z knajpki,a on mnie
      traktował jak byle jaką dziwkę, szarpał, wyzywał itp. I ten sąd podzielili
      chyba przechodnie, sądząc po ich obojętnych spojrzeniach. Czułam się
      maksymalnie poniżona, tak jak chciał mój "ukochany".
      Żałuję, że zrobiłam to tak późno, bo jestem teraz z zupełnie innym człowiekiem,
      moim mężem, który nigdy nie zrobił by kobiecie krzywdy. Poznałam normalność, bo
      wcześniej to była patologia.
      Zachęcam do szybkiej decyzji o rzuceniu takiego gada. Jego deklaracje o uczuciu
      i poprawie nie mają pokrycia. A jezeli jeszcze widzą to dzieci, to już nie ma
      na co czekać. Znajoma zostawiła męża alkoholika dopiero po 14 latach. Ma nowego
      faceta, który teraz dopieszcza ją i leczy po tych wszystkich koszmarach. Ale
      jej dzieci, to niestety ruina. Syn-osiedlowy lump, córka-mała puszczalska. Nie
      mają do siebie szacunku, nienawidzą swoich starych, destrukcja, agresja, wielki
      żal.
      • aniakuz1 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 11:14
        Jest jeszcze jedna bardziej przyziemna sprawa...Często taka kobieta nie ma gdzie
        uciec, boi się, że sobie nie poradzi - finansowo, że nie będzie w stanie
        utrzymać siebie i dzieci. Nie chcą do domów samotnej matki (wstydzą się albo
        boja, że ich nie przyjmą nie wiem)W mojej rodzinie jest taki przypadek, aż się
        wierzyć nie chce, że można tak życ, udając, że wszystko jest ok.
    • rene-76 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 11:28
      sama nie wiem czego trzeba-moze tego wlasnie o czym pisalas-trzeba jeszcze miec
      gdzie sie podziac-to jest tak ze jesli takie cos zdarza sie sporadycznie od
      czasu do czasu to tak sie wlasnie zyje od klotni do klotni-a wogole to trzeba
      miec duzo sily zeby z tym skonczyc-zeby poszukac pomocy.Jesli chodzi o dzieci
      to nie wyobrazam sobie zeby pan i wladca jak napisalas mial je tknac na
      szczescie nigdy tego nie zrobil-na to napewno bym nie pozwolila-tak naprawde to
      ciezko to wytlumaczyc komus kto nie byl w takiej sytuacji.Napewno tez sprawy
      materialne wchodza tutaj w gre tymbardziej jak sa juz dzieci
    • bj32 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 17:28
      Tak sobie czasem książkę czytam S. Kiga "Rose Mader". Tam jest też dość
      dokładnie opisany ten problem. Przynajmniej w częći realistycznej.
      Tutaj mi odpowiedzi najdokładniejszk Kotula udzieliła.
      No i rozumiem, że po 6 latach, trzech, roku jest syndrom ofiary. Ale po
      pierwszym pobicu? Nie chodzi mi ot to, że po imprezce powiedzmy, oboje na bani,
      niezrozumiany żart, o jedno słowo za dużo i jeden "liść", a potem wszystko *na
      prawdę* dobrze.
      Chodzi mi o POBICIE. Pięści idą w ruch, buty... I dlaczego sprawy nie rozwiązać
      po drugim, czy trzecim pobiciu? Przecież od lat różne mądre osoby ryczą, że to
      się nie zmieni. Że gość sam do rozumu nie dojdzie, bo uważa, że to nie jego
      problem, tylko ta bita dziewczyna jest winna.
      Może ja jestem z innej gliny, ale dalej nie rozumiem, na co czekać na
      początku*, po tych pierwszych razach?sad
      • syriana Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 17:35
        > Może ja jestem z innej gliny, ale dalej nie rozumiem, na co czekać na
        > początku*, po tych pierwszych razach?sad

        bj32,
        w tak postawionym przez Ciebie problemie, łatwo można znaleźć oskarżenia tych
        maltretowanych kobiet o zupełne nieprzystosowanie do życia, ba! narażanie go z
        premedytacją

        nie zrozumiesz tego problemu, siedząc sobie w ciepłym domu, nigdy (i oby) nie
        będąc doświadczona w taki sposób

        może jesteś z innej gliny, a może nie
        nie wiesz jak byś się zachowała w takim momencie
      • mama_kotula Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 17:51
        bj32 napisała:
        > Może ja jestem z innej gliny, ale dalej nie rozumiem, na co czekać na
        > początku*, po tych pierwszych razach?sad

        Bj, ja się przez całe wcześniejsze życie zarzekałam, że jakby mnie facet chociaż
        raz uderzył, to bym go momentalnie do kryminału wpakowała uncertain
        Teoria sobie, a praktyka sobie... tyle.
      • kawka74 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 17:54
        rzadko kiedy mąż-oprawca zaczyna - bez żadnych wstępów - od pobicia
        jego ofiara zwykle jest już w jakiś sposób urobiona, wytworzony zostaje łańcuch
        jakiś - realnych albo fikcyjnych - zależności
        gdyby taki typek zaczynał znajomość z przyszłą żoną od pięści, w ogóle nie
        doszłoby do małżeństwa
      • fergie1975 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 19:22
        bo za każdym razem ci sie wydaje, że to był tylko "wypadek"
    • kasper68 Re: Takie mam pytanie... 03.02.07, 17:40
      No i w naszym pięknym kraju Jest tak, że oprawca zostaje w mieszkaniu a bita
      kobieta tuła się z dziećmi. A powinno być odwrotnie.
    • bj32 Re: Syriana 03.02.07, 17:48
      Czytałaś pierwszego posta?
      Byłam w dość podobnej sytuacji, a właściwie jestem. Tyle, że nie o partnera
      życiowego chodzi, a o jego brata i ojca, którzy tendencje do obelg, gróźb i
      wyciągania łap, szczególnie w stronę kobiet mają chyba uwarunkowane
      genetycznie. Jeden i drugi tłumaczyli się już przed policją, jako, że ze
      szwagrem wspólnie zamieszkujemy, a wieprz to nielada. Obaj zostali w MOPSie
      zgłoszeni, że mogą mi spowodować uszkodzenia fizyczne. O zachowaniu obydwu wie
      rodzina zarówno moja jak i kilku członków rodziny męża.
      Nie czekałam, aż któryś mi przyłoży. Po kilku groźbach zgłosiłam.
      I nie traktuję bitych dziewczyn jak potencjalnych samobójczych, tylko pytam. Bo
      ja reaguję inaczej.
      • syriana Re: Syriana 03.02.07, 17:57
        > Czytałaś pierwszego posta?
        tak, przeczytałam cały wątek

        > ja reaguję inaczej
        no i to jest istota całej sprawy
        Ty reagujesz inaczej, ale inne nie

        i tak samo jak ktoś.. nie wiem, głupi przykład - nie umie walczyć o swoje i całe
        życie wszyscy mogą go robić w konia, tak inny będzie "panem pełną gębą"

        ludzie są różni, ot i tyle
        i jedna kobieta nie pozwoli na powtórkę z rozrywki, a inna zupełnie nie będzie
        dostrzegała, że zapala się czerwone światło
      • kawka74 Re: Syriana 03.02.07, 17:57
        łatwiej jest zakablować ludzi de facto obcych, niż własnego męża, ojca własnych
        dzieci, głowę rodziny, człowieka, którego się kocha(?)
        inne relacje
        • bj32 Re: Syriana 03.02.07, 18:01
          No tak, nigdy tak na to nie spojrzałam. Zaczynam chyba trochę rozumieć. Dzięki.
          Powodzenia i samozaparcia Wam wszystkim życzę.
          A "Rose Mader" i w ogóle Kinga polecamsmile
        • mama_kotula Re: Syriana 03.02.07, 18:02
          kawka74 napisała:

          > łatwiej jest zakablować ludzi de facto obcych, niż własnego męża, ojca własnych
          > dzieci, głowę rodziny, człowieka, którego się kocha(?)

          Ano kocha się, kocha. Jak już pisałam, taka "miłość" to jest raczej uzależnienie
          emocjonalne. I to bardzo silne, niestety.
        • fergie1975 Re: Syriana 03.02.07, 19:23
          kawka74 napisała:

          > łatwiej jest zakablować ludzi de facto obcych, niż własnego męża, ojca
          własnych
          > dzieci, głowę rodziny, człowieka, którego się kocha(?)
          > inne relacje


          dokładnie tak

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka