erykamama
07.02.07, 14:17
To więc tak: siedzę na wychowawczym opiekując się swoim synkiem. Biorę "aż"
450zł na miesiąc. Zarabia mój mąż. Ja jednak myślę, jak cokolwiek dorobić,
ale szkoda zostawiać mi synka w domu z jakąś nianią. I raptem dostaję
propozycję pracy. Praca w domu, polegająca na obsłudze sklepu internetowego,
własny notebook z bezprzewodowym internetem, można nieźle zarobić. ale jest
to "ale"... Pracę oferuję mi facet, który ewidentnie na mnie leci. Mieszka
jakieś 200km od mojego miasta. nawet nie zapytał czy kiedykolwiek miałam
kontakt z komputerem a co dopiero o jakiekolwiek kwalifikacje czy
umiejętności. Myślę, ze gdybym ja miala swój dobrze prosperujący biznes, to
ważne by było dla mnie, by moi pracownicy nie byli "zieloni". Ale ten facet
nie, proponuje pracę właśnie mi, bo "predyspozycje personalne wyjdą w praniu"
A jeszcze przy koazji facet miał scysję z moim mężem. Mój mąż zadzwonił do
niego i ochrzanił go (bardzo łagodne stwierdzenie z mojej strony) za sms-y
zawierające propozycję spotkania ze mną (na które oczywiście się nigdy nie
zgodziłam). No i po tym wszystkim gość proponuje mi pracę. Od maja. Co byście
zrobiły na moim miejscu? Praca wymarzona, proponujący ją gość niepewny. Nie
wiem na ile jest to pic na wodę, na ile jest w tym prawdy. Bedę dziś z nim
pisac na gg, to postaram sie wyczuć.