Dodaj do ulubionych

nie jestem fanatyczką monogamii

08.03.07, 20:34
ani w męskim wykonaniu, ani w żeńskim.

i niech moje stwierdzenie nie będzie odebrane jako fakt, że z kim współżyje
mój mąz mi koło du.py lata, ale......
niewiernośc ma dłuższą i bardziej konsekwentną historię niż wierność (o ile
ta w ogóle ją ma). "z tobą na zawsze li i jedynie" - to slogan, hasło, z
którym i tak nie wszyscy się liczą. a "mój ci on/ona" to jedynie
akt "obsikania terenu", ale na ile fizycznie skuteczny?

ani kościół, ani urzad miasta, ani sąd powiatowy nie wymyśliły jak dotąd
prostej i skutecznej kary za zdradę. a dlaczego? dlatego, że to zbyt
powszechny akt i miejsc w więzieniach i tego typu przybytkach nie starczyłoby
na wszystkich. a z drugiej strony, mimo wszystko nigdy, ale to nigdy nie
będziemy w stanie od początku do końca stać się "właścicielem" drugiej osoby.

skąd więc rozpacz z powodu "mój mąż pożera ją (tą trzecią) wzrokiem", "on
pisze do niej czułe sms-y"? nie rozumiem..... powodów jego zachowania może
być mnóstwo, począwszy od tych, że się w niej zakochał, poprzez te, że
jedynie chce ją bzyknąć, skończywszy na tych, że usiłuje wzbudzić w nas
zazdrość i nic więcej. dla mnie sam fakt nie jest oburzający dopóki nie
poznam powodów, dla których stał się faktem.

wierzę w poczucie psychicznej jedności kobiety i mężczyzny i tak samo wierzę,
że może, aczkolwiek nie musi ona trwać wiecznie. i nieważne czy wina leży po
stronie kobiety, czy mężczyzny. poprostu nic co ludzkie nie jest mi obce.

i dlatego dopuszczam do łba mojego zakutego zdradę. i moją i mojego męża. ale
zdradę za którą nie idą emocje wyższe. zdradę jako efekt ryzykownej zabawy,
chwilowego poczucia braku konsekwencji i pomyślunku (za dużo alkoholu?). taki
akt oscyluje w granicach "wypożyczalni ciał" i nic więcej za tym nie idzie.

przeciwna natomiast jestem utajnionemu "podwójnemu życiu". braku szczerości w
uczuciach przede wszystkim. oczywiście obejętnie czy z mojej strony czy męża.
w tym przypadku sama z własnej woli, a w jego imieniu wniosłabym o rozwód.

tyle narazie. reszta wyjdzie w praniu

P. S.

zainspirował mnie jeden z dzisiejszych wątków.


Obserwuj wątek
    • oxygen100 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 20:40
      no wiadomo ze to zbrodna miec w zyciu tylko jednego faceta. Pomysl jak bardzo
      rozczarowana bylaby wowczas cala resztatongue_out
      • demarta Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 20:48
        pomyślałabym, a i owszem, ale.... za późno ;PPP
    • moofka Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 20:54
      trudno sie nie zgodzic wink
      natomiast konflikt matkopolkowozonowej przyzwoitosci i wiernosci z wyrywającym
      sie sercem i inną czescią ciala jest chyba gorszy niz swędzące po sumienie ;P
    • teraz_asia Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 21:35
      Ja też nie. Małżeństwo to nie transakcja kupna, i nikt potem nie nosi
      nalepki "sprzedane". Wierzę za to w lojalność i uczciwość, nie tylko w
      związkach damsko-męskich. A co do cytowanych przez ciebie wątków: mój mąż sam
      przyznaje znajomym, że trzymam go na tak długiej smyczy, że nawet zerwac mu się
      nie chcesmile I nawzajem. Wiem, ze mogę, nikt mnie nie kontroluje, ale... uważam
      moje małżeństwo za bardzo udane. Wiele pracy włożyliśmy, żeby się dograć, więc
      trzy razy się zastanowię, zanim zaryzykuję mój związek (a coś mogłoby się
      popsuć)dla krótkotrwałego skoku adrenaliny.
    • blekitnykoralik Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 21:39
      Mam ospę i jestem za monogamią, bo nie wiem, jak będę po niej wyglądać!!! wink
      Serio - przysięgłam monogamię, kiedy wyszłam za mąż. Jestem zasadnicza, mąż
      też. Nie lubię chaosu w swoim dość uporządkowanym życiu emocjonalnym. To mi
      daje siłę w innych sferach życia, a żyjemy dość aktywnie. Jeśli stwierdzę razem
      z moim M., że tak dłużej żyć się nie da, to coś będziemy myśleć =). Dla mnie
      chwila zapomnienia po alkoholu jest również niewybaczalna, ale dopuszczam do
      siebie takie myśli, bo aniołem nikt nie jest, tych szukać w niebiosach.
      Wolałabym jednak tego grzechu nie popełnić, a nawet nie mam, póki co takiej
      potrzeby. Zwłaszcza, ze mam ospę sad
      • demarta Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 21:45
        czekaj, czekaj, przejdzie ospa, przyjdzie co inksze, he he wink)
        • blekitnykoralik Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 21:51
          w końcu szatan nie śpi wink
          • dagmama Re: nie jestem fanatyczką monogamii 08.03.07, 21:54
            Monogamia to nie jest naturalna cecha ani kobiet ani mężczyznsmile
      • oxygen100 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 08:09
        koralik nie martw sie ospa to nie kila, nos Ci nie odpadnietongue_out
        • czarna.porzeczka Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 08:54
          nigdy nie wiadomo...
          • syriana Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 09:34
            hmmm..

            to że zdrada ma swoją "historię" sięgającą pewnie jaskiń Lascaux i Altamiry, ,
            niewiele dla mnie znaczy i nie jest wystarczającym powodem, żebym uznała ją za
            "naturalny element mogący występować w związku"

            myślę, że po prostu są ludzie, którym monogamia jest nie po drodze i jest to
            zupełnie ok pod jednym warunkiem - jeżeli uprzedzą o tym swojego partnera i
            partner to akceptuje

            ja tego nie akceptuję
            • monia145 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 20:58
              Syriano, ale czy myslisz, że ktokolwiek na etapie planowania satałego związku
              przejmie się deklaracją drugiej osoby:" Wiesz uważaj, bo ja nie potrafie byc
              monogamistą"?- obawiam sie , że raczej będzie to zbyte usmiechem i myslą" Nie
              trafił widocznie na swoją..przy mnie mu sie odmieni"smileP
              Z drugiej strony, lata wspólnie spedzone ze soba przynoszą weryfikacje
              niektórych, wczesniejszych zapewnień i przyrzeczeń...
        • blekitnykoralik Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 10:01
          dzięki, czuję się jak bym i kiłę miała, o szczegółach nie piszę, bo pora
          śniadania =)
    • novembre Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 09:39
      Ktos kiedys powiedzial "monogamia jest najbardziej okrutna z perwersji".
      Dobrze powiedzial..smile

      nov.
      • moofka Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 10:08
        novembre napisała:

        > Ktos kiedys powiedzial "monogamia jest najbardziej okrutna z perwersji".
        > Dobrze powiedzial..smile
        >


        ech... ;P
    • bri Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 10:02
      A przeżyłaś już zdradę swoją lub męża? Bo teoretyzować to łatwo...
    • bri Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 10:11
      Nie rozpaczam jeśli mój mąż patrzy na inne kobiety ale jakby wysyłał jakiejś
      czułe smsy to na pewno czułabym się zaniepokojona.

      Łatwo mówić, że zdrada to jednorazowa przygoda. Może być tak, że jedna z osób
      tak to potraktuje ale ta druga może liczyć na kontynuowanie znajomości, może
      się tym chwalić w towarzystwie (np. wspólnym), mogą się o tym dowiedzieć
      dzieci, ktoś może zajść w ciąże, może się zarazić groźną chorobą. Dlatego ja
      bym wolała ciała swojego męża nikomu nie wypożyczać. Poza tym nigdy nie ma
      gwarancji, że jednorazowa przygoda nie przerodzi się w coś więcej.
      • demarta Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 10:24
        bri napisała:

        nigdy nie ma
        > gwarancji, że jednorazowa przygoda nie przerodzi się w coś więcej.

        na tym polega wolność człowieka. a każdy mimo bycia w związku ma do niej prawo.
        ja wychodzę z założenia, że jeśli dobrze życzę sobie, mężowi, to nie mogę
        zabronić ani sobie, ani jemu szczęścia. a skoro okaże się, że to szczęście jest
        gdzieś poza naszą "wspólnotą", to dlaczego go zabraniać?

        jeśli chodzi o moje doświadczenia, to nie bedę wnikać w szczegóły, ale wiem o
        czym piszę smile)
        • bri Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 10:28
          Oczywiście, ja też mojemu mężowi nie mam zamiaru ani nawet możliwości zabronić
          wejścia w inny związek. Ale mogę zdecydować, że ja dalej już z nim nie będę w
          takiej sytuacji bo prawodpodobnie ja byłabym wtedy nieszczęśliwa.
        • syriana Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 10:34
          no ba! przecież nie przywiążesz, jak go przyciśnie to i tak zakosztuje tej wolności

          tylko, że w ludzkich stadłach, zakładanych z myślą o tym aby przeżyć razem jak
          najdłużej, pojawia się zasadniczy problem - dzieci

          i (tak mi się wydaje, bo sama nie mam potomstwa), że raczej przez wzgląd na nie,
          należy do pewnego momentu zawiesić przynajmniej "poszukiwanie szczęścia poza
          wspólnotą" jak to Demarta ładnie ujęła

          bo było nie było to poszukiwanie szczęścia z bardzo egoistycznych pobudek wynika

          i w układzie rodzinnym, zwykle tylko ten, który znalazł szczęście w innym
          miejscu, jest jedynym szczęśliwym osobnikiem
          • demarta Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 11:02
            ja bym tak nie demonizowała w temacie dzieci. mimo "niebycia" razem można dojsć
            do konsensusu i tak zaplanować opiekę, żeby dzieci jak najmniej to odczuły. w
            końcu jak się tworzy tą wspólnotę, to dzieci też do niej należą, a ludzie
            dojrzali emocjonalnie tak samo przejmują szczęściem swoim własnym osobistym jak
            i szczęściem dzieci.
            dla mnie źle pojmowanym szczęsciem jest pozostanie w niesatysfakcjonującym
            zwiazku dla dobra dzieci. wg mnie to nie funkcjonuje wcale tak jak powinno. juz
            nie wspomnę o tym, ze dorośli, którzy są ze sobą tylko dla dobra dzieci mogą z
            czasem nieświadomie się na tych dzieciach wyżywać i obarczać je winą za swoje
            nieszczęście.
            poza tym dzieci wcześniej czy później wyfruną z gniazda i będą egoistycznie
            poszukiwać własnych szczęść małych i dużych.....
            • bri Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 11:04
              Ale Ty piszesz właśnie o takiej sytuacji przecież. Skoro ktoś szuka przygód to
              znaczy chyba, że w małżeństwie nie jest szczęśliwy (oczywiście upraszczając).
              • syriana Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 11:09
                właśnie, ja też zrozumiałam, że dyskutujemy tu o zdradzie w stylu "pobawię się
                trochę i wrócę do rodziny" - to jest skrajny egoizm i niedojrzałość i nie ma co
                do tego dorabiać żadnych ideologii

                a to, że trwanie w związku tylko dla dobra dzieci jest niekiedy toksyczne i
                więcej szkody niż pożytku przynosi, to fakt
                tylko, że nie zawsze zdrada jest przyczyną rozpadu związku
            • wieczna-gosia Re: nie jestem fanatyczką monogamii 10.03.07, 03:07
              demarta napisała:

              > ja bym tak nie demonizowała w temacie dzieci. mimo "niebycia" razem można dojsć
              >
              > do konsensusu i tak zaplanować opiekę, żeby dzieci jak najmniej to odczuły. w
              > końcu jak się tworzy tą wspólnotę, to dzieci też do niej należą, a ludzie
              > dojrzali emocjonalnie tak samo przejmują szczęściem swoim własnym osobistym jak
              >
              > i szczęściem dzieci.
              > dla mnie źle pojmowanym szczęsciem jest pozostanie w niesatysfakcjonującym
              > zwiazku dla dobra dzieci. wg mnie to nie funkcjonuje wcale tak jak powinno. juz
              >
              > nie wspomnę o tym, ze dorośli, którzy są ze sobą tylko dla dobra dzieci mogą z
              > czasem nieświadomie się na tych dzieciach wyżywać i obarczać je winą za swoje
              > nieszczęście.
              > poza tym dzieci wcześniej czy później wyfruną z gniazda i będą egoistycznie
              > poszukiwać własnych szczęść małych i dużych.....

              oczywiscie sie zgadzam ze tkwienie w zwiazku bez wlasnej satysfakcji jest strata
              czasu. Wszystko po prostu zalezy od tego jak sprawe sie zalatwia. A ze czlowiek
              jest niedoskonaly i owszem nie jest mu super, ale pociupciac mozna i koszty
              utrzymania nizsze- czesciej sie zdradza niz najpierw zegna malzenstwo a potem
              znajduje nowy obiekt ciupciania.
    • bri Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 11:01
      A'propos. Znacie ten kawał.

      Facet budzi się rano z wielkim kacem. Pamięta tylko tyle, że wrócił do domu
      strasznie pijany. Idzie do kuchni a tam na stole stoi pyszne śniadanko, butelka
      piwa, obok niej otwieracz i karteczka od żony: "Kochanie, zjedz śniadanie.
      Jakbyś coś potrzebował to dzwoń, jestem w pracy". Mąż zdezorientowany patrzy na
      synka pytającym wzrokiem: "Co się wczoraj stało?". A synek mu odpowiada: "Nic.
      Byłeś pijany do nieprzytomności. Mama chciała Cię rozebrać ale ty ją
      odepchnąłeś krzycząc "Odwal się, ty głupia c**o. Ja mam żonę!"
    • be.em dawno już nie czytałam tak mądrego tekstu:) 09.03.07, 12:00
      mniej więcej myślę tak samosmile
    • hancik5 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 12:30
      A ja jestem fanatyczką monogamii, tra lala....
      Mój mąż to mój przyjaciel także, a przyjaciela się nie zdradza....
      Człowiek z zasadami jest naprawdę szczęśliwy i ma daleko gdzieś jakieś takie
      głupie pomysły.
      • aska2000 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 18:56
        hancik5 napisała:

        > A ja jestem fanatyczką monogamii, tra lala....
        > Mój mąż to mój przyjaciel także, a przyjaciela się nie zdradza....
        > Człowiek z zasadami jest naprawdę szczęśliwy i ma daleko gdzieś jakieś takie
        > głupie pomysły.


        Pięknie, Hancik, serio mówię, ale..wybacz pytanie osobiste- od jak dawna jesteś
        w TYM związku, o którym tak ładnie piszesz ("przyjaciel i kochanek w jednym"..)?
        Powoduje mną coś więcej niż zwykła ciekawość, stąd wdzięczna byłabym gdybyś mi
        odpowiedziała..
        • wieczna-gosia Re: nie jestem fanatyczką monogamii 10.03.07, 03:10
          mam podobnie jak hancik, a w zwiazku jestem od 15 lat. Pracuje z facetami,
          wchodze z nimi w rozne uklady, ale jakos specjalnych bolow ledzwi nie posiadam.
          Monogamia jest dla mnie stanem calkowicie naturalnym i niewymuszonym.
        • hancik5 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 11.03.07, 12:20
          Jesteśmy 10 lat po ślubie, znamy się 20 latek natomiast...
          Kocham mojego męża i uwielbiam z nim przebywać w każdym miejscu. I cieszę się
          wzajemnościa niezmiennie od wielu lat...
          Mamy swoje swoje ideały, swoje wartości, które za nic nie zamienilibyśmy na coś,
          co tylko świeci może ładnie, a puste w środku...
          • aska2000 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 11.03.07, 16:44
            hancik5 napisała:

            > Jesteśmy 10 lat po ślubie, znamy się 20 latek natomiast...
            > Kocham mojego męża i uwielbiam z nim przebywać w każdym miejscu. I cieszę się
            > wzajemnościa niezmiennie od wielu lat...

            Super! Szczerze gratuluję!

            > Mamy swoje swoje ideały, swoje wartości, które za nic nie zamienilibyśmy na coś
            > ,
            > co tylko świeci może ładnie, a puste w środku...

            Pięknie, ale pozwól,że mimo wszystko 'się czepię' wink
            Używasz liczby mnogiej z takim przekonaniem..
            Nie uważasz,że to może być jednak niebezpieczne..?

            Ja np wychodzę z założenia,że nawet i o sobie samym możemy powiedzieć (skrót
            myślowy będzie, nie da rady inaczejwink ,że 'tyle o sobie wiemy, na ile nas
            sprawdzono', a co dopiero o drugiej, choćby i najbliższej, osobie..

            ..a poza tym - to prawda,że 'nie wszystko złoto..', ale czasem i złoto świeci,
            prawda? wink

            Pozdrawiam (BTW mnie akurat błyskotki nie nęcą..dobrze to czy nie, sama nie
            wiem..;P)
            • hancik5 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 11.03.07, 20:15
              Masz rację, nigdy nie można być pewnym siebie na 100 procent. Jednak są pewne
              wartości, które pomagają przeżyć szczęśliwie życie bez łatwego ulegania błyskotkom.
              A dla mnie szczęśliwe życie to dobry partner u boku, ze dwoje dzieci, godziwe
              warunki życia, fajni znajomi, dużo poczucia humoru i wałęsanie się po świecie
              (ostatnio bardziej po Polsce)...
              I to mam, jest mi dobrze, gdyby tylko moja starsza dziecina mniej chorowała...
          • oxygen100 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 11.03.07, 17:20
            Mamy swoje swoje ideały, swoje wartości, które za nic nie zamienilibyśmy na coś,
            co tylko świeci może ładnie, a puste w środku...

            jak to puste?? na pewno po brzegi kipi ulewajacym sie nasieniem?tongue_out
    • omamamia1 Dziś "Niewierna" w polsacie o 22.15 09.03.07, 16:23
      Warto zobaczyć.
    • myelegans Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 17:04
      Demarta, jak ja Cie lubie czytac. Tez zawsze mialam problemy z monogamia i to
      zawsze dreczace pytanie "a moze jest gdzies lepszy samiec?" Nie ma nic lepszego
      niz sprobowanie jak to smakuje "przed". Ja zawsze bylam romansowa, uwielbiam
      romanse, potrafilam miec 3 w jednym czasie, problem polegal na tym, ze
      najczesciej ktorys z nich sie angazowal i sprawa sie komplikowala, a ja sie nie
      chcialam wiazac. Bylam kochliwa na krotko.

      Mnie malzenstwo zawsze przerazalo, wiec bujalam sie jako singiel dluuuuugoooo
      duuuzo po 30 i sama musialam do tego dojsc, teraz sie zastanawiam, na ile byly
      to jednak normy spoleczne, na ile biologia, a na ile psychiczna dojrzalosc.
      Malzenstwo to byla deklaracja dla mnie samej, chociaz nie powiem, zal mi bylo
      mojego starego zycia troche, bo bylo o wiele bardziej ekscytujace niz mala
      stabilizacja. Dla mnie podstawa jest szczerosc i zaufanie. Dopoki kazde pracuje
      nad zwiazkiem, jest szacunek, to zdrady nie bedzie, jednorazowy skok w bok
      moze. To jest tez kwestia dojrzalosci, gdybym spotkala swojego meza 10 lat
      wczesniej, nie dalabym mu zadnej szansy, bo wtedy zadawalam sie z podobnymi
      sobie multigamistami. To sie ma w sobie, albo do tego sie dochodzi.
      Samcze skoki w bok mnie nie ruszaja, podwojnego zycia, nieszczerosci nie
      wybaczylabym. Taka mamy umowe z malzem.
      Poza tym ja nie potrafie byc zazdrosna sad.
      Menzowi skok samczy chyba nie grozi, jest niepijacy, no i ma inne hobby. Za
      siebie, chyba do konca nie reczylabym, dalej mam pokusy, co mnie powstrzymuje,
      to to cholerne sumienie smile. Czego sobie nie odmawiam to flirt ;0).
      Podsumowuja, nie lubie monogamii, jest nienaturalna biologicznie
      • blekitnykoralik Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 20:00
        Kiedy przestaję być zazdrosna, przestaje mi zależeć, a jak mi nie zależy, to
        jest blado. Dla mnie nie ma miłości bez zazdrości. Bo co to za miłość, kiedy mi
        wszystko jedno? Może przyjaźń, może układ, ale nie ma w tym iskry. Związek musi
        być gorący =), ale nie muszę podsycać go zdradą, orgazm to orgazm, nie mam
        ochoty na obce ciała, bo mam to jedno ukochane, i życie nie ogranicza się tylko
        do bzykania. Jest mnóstwo rzeczy które chciałabym spróbować, miejsc, które chcę
        zobaczyć, rzeczy, które chciałabym mieć, seks z kimś nowym nie jest w sferze
        moich marzeń.
      • bri Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 20:05
        Wychodzi na to, że nie są fanatyczkami monogamii te, które same mają ochotę na
        skok w bok wink
    • monia145 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 20:49
      A ja jestem.....
      Zdrada to byłaby dla mnie klęska- klęska mojej współodpowiedzialności za
      związek ale tez klęska życiowa, polegająca na bardzo przykrym uswiadomieniu
      sobie, że oto stałam się posiadczka wspaniałego poroża.
      Nie oznacza to, że nie podobają mi się inni faceci. Jestem bardzo czuła na
      piękno w spodniachwinkPPPPPPPPPPPP.
      Jednak od fascynacji urodą czy tez osobowością( lub wersja 2 w1), do zdrady
      faktycznej, jeszcze daleka droga.
      Kiedys mój mąż miał koleżankę. Koleżankę, na spotkania z którą przechodził
      metamorfozę- weselał, prężył pierś, nawet szlifował dowcipwinkP
      I co miałam udawać wyrozumiałą zonę, która do problemu zdrady( byc może bedącej
      w zarodku) podchodzi z niefrasobliwością i przymróżeniem oka? Nie pytajcie skąd
      moja wiara w to, że wycieliby mi ochoczo jakiś numer....znam męża dośc długo i
      dośc dobrze, aby takie podejrzenia powziąć i im natychmiast przeciwdziałać....
      Nie poszedł na kolejne, planowane spotkanie, chciaż był w pełnym rynsztunku.
      Zrezygnował, być może widząc, że to nie żarty z mojej strony.
      Nigdy nie wrócilismy do tej sprawy a on nie zarzucał mi nigdy przewrażliwienia
      związanego z tamtą kobietą.
      I na koniec- ma wiele innych koleżanek. czasami spotyka się z niektórymi.
      Dodam, że są to jego koleżanki, nie moje. Ja w tych spotkaniach nie uczestniczę.
      Nie boje się. Nie czuję zagrożenia. Mam nadzieję, że mam powody....
      • l.e.a Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 20:59
        jestem monogamistką od 13 prawie lat i jestem bardzo szczęsliwa z mężem io
        wierzę,że mój mąż ze mną to się mniemam czuje ? wink

        chciałaby wiedzieć dlaczego ludzie szukają sobie kochanka bo ?
        • demarta Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 21:05
          no nie zawsze szukają. czasami dopiero po bywają zdziwieni, że ten kochanek się
          przygruchał.
          • l.e.a Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 21:08
            demarta napisała:

            > no nie zawsze szukają. czasami dopiero po bywają zdziwieni, że ten kochanek
            się
            >
            > przygruchał.
          • l.e.a Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 21:08
            demarta napisała:

            > no nie zawsze szukają. czasami dopiero po bywają zdziwieni, że ten kochanek
            się
            >
            > przygruchał.
          • l.e.a Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 21:08
            demarta napisała:

            > no nie zawsze szukają. czasami dopiero po bywają zdziwieni, że ten kochanek
            się
            >
            > przygruchał.


            no ale trzeba było mu zezwolić, przeca do seksowania tongue_out trza dwu osób wink
        • monia145 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 09.03.07, 21:09
          Ja myślę, że przynajmniej niektóre oznaki nadciągającego niebezpieczeństwa da
          się wychwycić...dlaczego zatem, tak wiele zdradzanych budzi się z reką w
          nocniku?
          Bo boi się zaobaczyc te symptomy- bo ich interpretacja wymaga zajęcia
          konkretnego stanowiska. Bo trzeba zrobic rachunek sumienia i przeanalizowac
          swoje grzechy. Bo trzeba przyznac sie przed sama sobą, że dokonałysmy złego
          wyboru partnera ,życiowego...bo mamy naturalna skłonnośc do oceniania naszego
          życia we dwoje przez pryzmat swojej osoby- bo jeżeli mnie jest dobrze, to i
          mojemu mężowi musi też tak być, bo jakże może byc inaczej?
          A dlaczego ludzie mają kochanków?
          Tyle odpowiedzi ile zdradzających zapewne...znałam kiedyś gościa, który
          zdradzał żonę, z która regularnie współżył..kochał ją i nie chciał rozwodu. Ona
          wiedziała o tych jego eskapadach. Jakoś funkcjonowali jako rodzina. Można więc
          i tak.
          • myelegans Re: nie jestem fanatyczką monogamii 10.03.07, 03:01
            Monia, jak bylam na studiach, to to byla bardziej regula niz wyjatek. Panowie
            mieli zony w swoich rodzinnych miastach i kochanki tam gdzie studiowali. Nikt
            sie nie rozwodzil, wszyscy zony i dzieci kochali, i zawsze do nich wracali.

            Ja nie wierze, ze mozna zdradzac bez wiedzy drugiej strony.
            A ze mezczyzni zdradzaja czesciej, bo sa mniej upupieni w domu niz zony, ale to
            sie tez zmienia. Jak czegos brakuje w malzenstwie, to szuka sie tego czegos poza.
            • bri Re: nie jestem fanatyczką monogamii 10.03.07, 13:53
              No to w końcu kochali te żony czy czegoś im brakowało?
    • blekitnykoralik Re: nie jestem fanatyczką monogamii 10.03.07, 14:39
      Człowiek ma jednak pod kopułą więcej zwojów niż suczka, czy samiec i potrafi tak
      kierować swoimi instynktami, by żyć szcześliwie. Oczywiście, tyłek często bywa
      cięższy niż dusza i życie zaczyna być przyziemne. Dlatego jeśli w związku coś
      nie tak, za szaro i nudno, to lepiej pomyśleć o tym, czy duchowo się nie
      wypaliliście, bo jak oxygen kiedyś pisała, złoty pył spod jajek nikomu nie wyleci.
      Jednak chyba łączenie się w pary na całe życie ma dłuższą historię niż zdrada...
      Wprawdzie ilość ślubów spada, ale jest wiele związków nieformalnych. Większość
      wciąż jednak dąży do znalezienia partnera na całe życie.
      Ludzie są generalnie zwolennikami monogamii, a jak się nudzą w życiu, to im
      energia w inne miejsce przechodzi.
      Też o tym kiedyś myślałam... smile I stanęło na monogamii.
      Tak sobie teraz leżę z tą ospą i myślę, że jakbym miała kochanka, a mąż tak tu
      przy mnie biega, recepty załatwia, patrzy na mnie taką zakrościałą z
      czułością... Jednak moja dusza wciąż czysta i doopa mi nigdzie nie odlatuje.
    • demarta a czytałyście to? 10.03.07, 14:48
      ciekawa jestem waszych spostrzeżeń.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=58777187
      • blekitnykoralik Re: a czytałyście to? 10.03.07, 14:53
        właśnie stamtąd wróciłam, składałam wpis pod Twoim postem, demarto =)
      • syriana Re: a czytałyście to? 10.03.07, 14:56
        ja czytałam, odpisałam ale nie widzę specjalnego związku z Twoim wątkiem

        tzn. widzę Twój tok rozumowania - uważasz, że to jedna z takich sytuacji, gdy
        monogamia unieszczęśliwia tą dziewczynę, która cierpi bez seksu
        tak?

        ja myślę, że to bardzo spłaszcza ten problem, bo:
        a). autorka tamtego wątku napisała, że kiedyś (przed dzieckiem) seks był super,
        a przecież to normalne że w tej dziedzinie są przypływy i odpływy uczuć

        b). no wybacz, ale stawianie na jednej szali swojego zaspokojenia seksualnego i
        jakiegoś dowartościowania swojej kobiecości, a na drugiej szczęśliwego w sumie
        życia, ułożonej rodziny, wspólnego domu, jest mega egoizmem

        c). tak jak tam napisałam - do rozwiązania takiego problemu są inne drogi (np.
        wizyta u specjalisty), skok w bok to pójście na dużże skróty i wcale nie
        gwarantujący efektu - jakim chyba ma być szczęśliwy, również w dziedzinie seksu
        związek
        • demarta Re: a czytałyście to? 10.03.07, 15:03
          syriana napisała:

          > tzn. widzę Twój tok rozumowania - uważasz, że to jedna z takich sytuacji, gdy
          > monogamia unieszczęśliwia tą dziewczynę, która cierpi bez seksu
          > tak?

          nie do końca. nie jestem zdania, że jest skrajnie unieszczęśliwiona. bardziej
          wiedzie satysfakcjonujące życie, a ewentualne niedogodności, to kwestia seksu.
          a ponieważ nie ma w życiu większych problemów na seksie skupia swoją uwagę i
          może trochę bardziej dotkliwie ją ten seks, czy też jego brak gniecie.
          ale dla mnie to kolejna sytuacja, w której może (aczkolwiek nie musi!!!!) się
          coś stać. i to jest jedna z kobiet, które twierdzą większosć swojego życia, że
          monogamia tytlko i wyłącznie, sama nawet nie przypuszczając, ze kiedyś opowie o
          checi posiadania kochanka. takie sytuacje nas kobiety zmieniają. ja osobiście
          wierzę, że zycie koleżanki znów nabierze rumieńców i obejdzie się bez
          doświadczeń ekstremalnych.... jeśli mają ją unieszczęśliwić, to nie tędy droga.
          • bri Re: a czytałyście to? 10.03.07, 15:12
            Demarta - ja wiem prawie na 100%, że mój mąż i ja będziemy kiedyś mieli ochotę
            na kogoś innego. Ale ja po prostu nie mam zamiaru iść za tym pragnieniem. I
            mam nadzieję, że mój mąż podobnie. I to miałam na myśli mówiąc, że nie biorę
            zdrady pod uwagę. Przecież sama chęć na to, żeby mieć kochanka/kochankę nie
            musi jeszcze oznaczać, że zdradzisz. Oczywiście to też może się zdarzyć, nie
            wiem co życie przyniesie. Ale przynajmniej w tej chwili nie ma we mnie
            przywolenia na to.

            Wyszalałam się za młodu i żadna z przygód nie niosła za sobą =na tyle
            niesamowitych przeżyć, żeby mogłyby mi one zrekompensować naprawdę dobre życie,
            które mam teraz.
          • syriana Re: a czytałyście to? 10.03.07, 15:14
            > ale dla mnie to kolejna sytuacja, w której może (aczkolwiek nie musi!!!!) się
            > coś stać

            pewnie, że tak
            zresztą przecież ta dziewczyna napisała, że już już "był w ogródku i witał się z
            gąską" wink

            > i to jest jedna z kobiet, które twierdzą większosć swojego życia, że
            > monogamia tytlko i wyłącznie, sama nawet nie przypuszczając, ze kiedyś opowie
            > o checi posiadania kochanka. takie sytuacje nas kobiety zmieniają.

            wiesz, ja też mówię że monogamia tylko i wyłącznie
            ale mam trochę wyobraźni, żeby wiedzieć, że nie wiem tak naprawdę jak to jest po
            np. 15 latach małżeństwa
            ba! nie wiem jak to jest być w sytuacji autorki tamtego wątku (parę lat
            związku+dziecko), kiedy mogą różne myśli się kosmacić

            ale moje założenie "tylko i wyłącznie monogamia" znaczy, że postaram się zrobić
            wszystko, żeby w razie jakiegoś dołka w związku, wyjść na prostą
            jeśli uznam, że związek nie ma szans, skończę go i wtedy będę się mogła
            rozglądać na boki wink
          • blekitnykoralik Re: a czytałyście to? 10.03.07, 15:38
            też jestem zdania, że jak w związku niedobrze się dzieje, to jest to sytuacja,
            w której może się coś stać. Co nie znaczy,że nie jestem zwoleniczką monogamii.
            Bo nie fanatyczką... Partii Ludzi Niezdradzających nie zamierzam zakładać = ),
            już jedna w tym klimacie istnieje.
        • bri Re: a czytałyście to? 10.03.07, 15:06
          Jak coś takiego czytam to wygląda mi to na usprawiedliwanie się. Tym bardziej,
          że Autorka sama się przyznaje, że do zdrady prawie już doszło. Przedstawia
          swoją sytuację jako w zasadzie bez wyjścia. Prosiła męża ale on ją ignoruje,
          ona potrzebuje dużo czułości a on nie chce jej dać - oczekuje od komentujących,
          że powiedzą: "Nie dziwię Ci się, sama bym na Twoim miejscu zdradziła".
          • demarta bri 10.03.07, 15:14
            a wiesz co mi przychodzi do głowy?
            że gdyby w jej związku, życiu stało się coś co urosło by do rangi naprawdę
            poważnego problemu (czego jej absolutnie nie życzę!!!! dywaguję jedynie) nie
            wiem poważna choroba, duże problemy finansowe, to wtedy problem seksowy odszedł
            by na plan dalszy, tudzież przestałby być problemem w ogóle. a wręcz powróciła
            by więź, razem z partnerem znów stanęli obok siebie w boju o poprawę sytuacji i
            wiem, to brzmi idiotycznie, ale to mogłoby ich postawić po jednej stronie
            barykady, zawalczyli by znów o coś ważnego dla siebie obojga i może namiętność
            powróciła by na łono rodziny?
            nie odbieram tego postu jako powszechnego przyzwolenia na seks pozamałżeński.
            • syriana Re: bri 10.03.07, 15:18
              też tak myślę

              więc co?
              problemy ze zdradą mają tylko te związki, które się nie scementowały? w których
              partnerzy nie pokazali tak na prawdę sobie nawzajem, że w ogień za sobą pójdą?
              • demarta Re: bri 10.03.07, 15:20
                a może stała gotowość do walki i ciągłe problemy na horyzoncie to recepta na
                udany i niezachwiany związek???

                kretyńskie co? wink)
                • syriana Re: bri 10.03.07, 15:25
                  > kretyńskie co? wink)

                  ano wink
                  ale to jest łopatologiczne wyjaśnienie antropologiczno-socjologicznej przyczyny,
                  dlaczego ludzie łączą się w pary na całe życie - potrzebują się nawzajem,
                  potrzebują opieki, jedzenia, ognia, pracy, ubrania

                  seks nie jest niezbędny do życia i dlatego gdy są tzw. poważniejsze problemy,
                  schodzi na drugi plan
              • syriana Re: bri 10.03.07, 15:22
                czyli - zdradzają się ludzie, którzy nie przykładają się do związku, nie dają
                sobie nawzajem możliwości pokazania w 100% swojego charakteru, nie dbają o
                rozwój relacji tylko jadą na jednym ślizgu "jest wygodnie, nie trzeba nic
                zmieniać" ?
                • demarta Re: bri 10.03.07, 15:23
                  na to wygląda.... trzeba stale doprowadzać do sytuacji, w której "goni się
                  króliczka". bo jak juz się go złapie, to następuje chwila radości, oddechu
                  i....następuje stagnacja.
                  • blekitnykoralik życie samo niesie takie sytuacje 10.03.07, 16:05
                    czułe sms do wspólnej koleżanki, które skłoniły Cię do założenia wątku... I ta
                    stagnacja jest czasem potrzebna, żeby potrafić odróznić od niej chwilę radości.
                    Wiecie co, piękny wątek się z tego zrobił...smile
                  • monia145 Re: bri 10.03.07, 17:28
                    Ale czy to jest możliwe?
                    Ile lat mozna tego króliczka gonić?
                    Zadyszka podczas takiego biegu, tez relacjom nie sprzyja...gdzies podświadomie
                    pragniemy takiej stagnacji, poczucia bezpieczeństwa, ostoi ciepła i wygodnych
                    kapci na nogach...
                    Może najgorsze nie jest złapanie takiego króliczka tylko nieumiejętne z nim
                    postepowanie?winkP
                    • demarta Re: bri 10.03.07, 19:30
                      ale można go gonić etapami. chodzi o wyznaczanie sobie co raz to nowych wyzwań,
                      celów do osiągnięcia i realizowanie ich WSPÓLNIE. najpierw chcemy mieszkania,
                      jak już mamy to może pomyślimy o domku za miastem? a później może zmieńmy
                      pracę, albo wyjedźmy do innego miasta - coś takiego mam na myśli.
    • demarta dziewczyny 10.03.07, 15:18
      muszę przyznać, że bardzo miło sie z wami rozmawia. trochę się obawiałam walki
      na słowa, impertynencji, dyskusji połączonej z wydrapywaniem oczu.......
      cieszę się, że na bądź co bądź kontrowersyjny temat potrafimy rozmawiać
      spokojnie, odrzucajac negatywne emocje.

      chyba was nie doceniałam wink)))
      • syriana Re: dziewczyny 10.03.07, 15:26
        no weź
        z Oszszin przecież tu nie rozmawiasz... wink
        • l.e.a Re: dziewczyny 10.03.07, 15:58
          Przeczytałam tamten post i dopisałam się, nie wiem czemu podałaś link do
          niego ? Uważasz, że taki problem typowo kobiecy jest powodem do zdrady ?

          My kobiety dopatrujemy się problemów tam gdzie mężczyźni ich nie dowidzą.
          • demarta Re: dziewczyny 10.03.07, 16:12
            l.e.a napisała:

            > Przeczytałam tamten post i dopisałam się, nie wiem czemu podałaś link do
            > niego ? Uważasz, że taki problem typowo kobiecy jest powodem do zdrady ?

            nie, myślę, że nie ma typowego powodu. i nie ma dwóch takich samych zdrad.
            każda zażyłość damsko-męska i ta na całe życie i ta na godzinkę mają w sobie
            coś, czego nie sposób powielić. każda daje satysfakcję? dół psychiczny?
            poczucie niezaspokojenia? świadomość, że seks jest przereklamowany?..........
            ile historii tyle motywów, powodów, doświadczeń i ocen. myślę.... smile)
            • l.e.a Re: dziewczyny 10.03.07, 16:18
              Co osóbka to inne przemyślenia jednak smile Dla mnie, nie istnieje powód do
              zdrady, ona nie rozwiąże problemu w związku.

              Jeżeli chodzi o moją osobę, zdrada nie ma miejsca w moim życiu
    • mbwj88 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 10.03.07, 16:18
      no i właściwie trudno się z tobą niezgodzić
      a w życiu pełno jest przypadków i seksu dla seksu (tzw chwilowe zapomnienie) i
      podwójnego życia
      w podwójnym życiu cierpią wszyscy zaangażowani
      apropo
      "niech moje stwierdzenie nie będzie odebrane jako fakt, że z kim współżyje
      > mój mąz mi koło du.py lata, ale......"
      współżyje jak współżyje ale na kasę wydaje ?
      • demarta mbwj88 10.03.07, 17:17
        nie do końca rozumiem o co chciałaś zapytać.
        • mbwj88 Re: mbwj88 10.03.07, 19:40
          zdradzający mąż nie tylko z kimś sypia ale także niestety z reguły robi temu
          komuś prezenty zaprasza na obiady kawki i inne wyjazdy czyli wydaje domową kasę
          w ten sposób okrada swoje dzieci i swoją żonę
          a to ze względów ekonomicznych może być bardziej dotkliwe i trudne do zniesienia
          niż zdrada fizyczna
          tak sobie myślę
          • demarta Re: mbwj88 10.03.07, 21:27
            no to już zależy jak się umawiamy co do wydawania wspólnej kasy. nie wiem jak
            to jest u innych, ale u mnie są dosyć jasne, niepisane reguły. właściwie same
            się ustaliły. na moją korzyść oczywiście wink)
      • roszpunka7 Re: nie jestem fanatyczką monogamii 10.03.07, 17:25
        Demarta, ja sie z Tobą bardzo bardzo zgadzam, tzn, w sferze uczuć, bo jestem katoliczką i holercia nijak mi się to z moim swiatopogladem nie klei.
        miotam sie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka