magdalenkaaa78
16.03.07, 09:06
Miałam pewne problemy z dostępem do logopedy w przedszkolu. Ponieważ
wczesniej dyrektorka nie spotykala się z taką sytuacją jak moja i nie do
końca wiedziała, co i gdzie załatwiać, wpadła, na jak wtedy sądziłam, dobry
pomysł.
Jako że kuratorium jest organem nadrzędnym i nadzorującym merytorycznie
przedszkole pomyślałam, że tam znajdę kompetentną osobę, ktora rozwieje moje
watpliwości i wyjaśni mi zawiłe przepisy.
Tymczasem w kuratorium spotkalam się nie tylko z brakiem zrozumienia i odmową
pomocy ( "co się pani tym interesuje, pani ma czekać na odpowiedż dyrekcji )
a także potraktowaniem mnie jak natreta, ale i z czymś gorszym. Zaznaczam :
nie przyszłam na skargę, byłam grzeczna i spokojna, pod niebiosa wychwalałam
przedszkole dopytywalam się tylko o zakres pracy logopedy. Panie z kuratorium
powiedziały, że wobec tego to one zadzwonią do dyrektorki przedszkola i
zapytają, na jakim etapie stoi sprawa. Byłam zdecydowanie przeciwna.
Uspokoiły mnie, że nie będą wspominać o mnie i absolutnie nie wspomną co ja
mówiłam tylko zapytają o wyniki starań dyrektor.
I... Następnego dnia łapie mnie zdenerwowana dyrektor pytając mnie, po co ja
w ogole posłałam dziecko do ich przedszkola ( syn ma autyzm
wysokofunkcjonujący i pani dyrektor wiedziała o tym w momencie przyjmowania
dziecka ) skoro obok jest integracyjne. Mało tego, słowo w slowo powtórzyła,
co powiedziałam o logopedzie. To była wyjątkowo przykra rozmowa. Szczególnie,
że przedszkole sprawdza się w swojej roli, czego nie da się powiedzieć o
sąsiednim integracyjnym , gdzie nie zdecydowałam się synka posłać. Rany,
gdybym sądziła, że najlepsze dla mniego jest integracyjne to by do niego
chodził! ( synek ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego w
przedszkolu masowym, ogolnodostepnym a nie integracyjnym )
Dziś załatwiałam sprawę w budynku gdzie mieści się kuratorium i na schodach
natknęłam się na urzędniczkę, z ktorą poprzednio rozmaiwałam, I mowię jej, że
jest mi bardzo przykro, że to, co powiedziałam, mimo moich próśb dotarło do
dyrekcji, ze mi obiecaly. A ona do mnie z mordą, wręćz krzyczała, że co ja
sobie wyobrażam, że nie powiedzą? Ze ona musiała powiedzieć....