Dodaj do ulubionych

równi i równiejsi

08.05.07, 15:41
Niedawno dowiedziałam się od siostry,że rodzice powinni bardziej pomagać
najmłodszym dzieciom, co Wy na to?!
Oczywiscie nie muszę wspominać ,ze to ona jest tym młodszym dzieckiem,
nauczonym ,że wszyscy powinni sie nad nią pochylać, ja jestem
najstarsza,samodzielna od dawna, nie miałam innego wyjscia,matka wielokrotnie
mi powtarzała,że muszę sama dawać sobie radę...
Mnie irytuje w tej całej historii,że nie dość ,ze ludzie tak postępują ,to
jeszcze otwarcie głoszą tego typu bzdurne teorie.
Obserwuj wątek
    • anik801 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 15:56
      No tak to już niestety jest.Wiem to na swoim przykładzie.Jestem najstarsza(mam
      troje rodzeństwa).Mama wiecznie trzęsie się nad najłodszym(choć chłopak ma już
      18lat).Ja mając lat 20 byłam już całkiem samodzielna.Mój brat twierdzi,że
      będzie siedział u mamy ile się tylko da.Oczywiście mieszkanie też mu się należy.
      Ja jestem osobą,która zawsze daje sobie ze wszystkim radę,więc nie trzeba mi
      pomagać.Jeszcze niedawno moja mama pisała za mojego brata wypracowania.Mi w
      sumie to nie przeszkadza.To sprawa rodziców.
      • poziomkowa1 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 17:15
        anik801 napisała:


        > Ja jestem osobą,która zawsze daje sobie ze wszystkim radę,więc nie trzeba mi
        > pomagać.


        o to to, moja matka też sobie tak to tłumaczy,a co mam zrobić jak wiem ,że
        MUSZE sobie ze wszystkim poradzić sama,że z ulgą wycięła mnie jak ropiejący
        wrzód na d..., od dłuższego czasu nie liczę już na żadna pomoc,wsparcie, na nic,
        zyję tak jakbym nie miała na miejscu rodziny
      • lidia23 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 21:59
        Ja mam to samo. Chyba tak już jest że najstarszy ma przerąbanesmile
    • cosmolinka Re: równi i równiejsi 08.05.07, 16:00
      A ja uważam, że pomagać powinni każdemu, tylko... No właśnie czasem jest tak, ze
      to młodsze dziecko jest bardziej samodzielne i potrzebuje mniej pomocy niż to
      starsze, a czasem odwrotnie. Reasumując: pomagać każdemu, tylko nie wszyscy
      potrzebują dokładnie tyle samo pomocy.
    • iwoniaw Re: równi i równiejsi 08.05.07, 16:00
      Wydaje mi się, że to się częściej zdarza w rodzinach, gdzie jest duża różnica
      wieku (tzn. kilka lat co najmniej) między starszymi a najmłodszym dzieckiem.
      W sumie może to być dla tych starszych przykre, ale sądzę, że w ostatecznym
      rozrachunku ci samodzielniejsi wychodzą na tym lepiej. Mamusia i tatuś nikogo do
      emerytury opieką nie będą otaczać, zatem to większe wspomaganie (a w wielu
      przypadkach nadopiekuńczość) może się okazać niedźwiedzią przysługą tak naprawdę.
      • poziomkowa1 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 17:22
        iwoniaw napisała:


        > W sumie może to być dla tych starszych przykre, ale sądzę, że w ostatecznym
        > rozrachunku ci samodzielniejsi wychodzą na tym lepiej.

        też tak uważam, poza uszczerbkiem emocjonalnym jestem osobą samodzielną,
        dojrzałą, dobrze zorganizowaną...i mam nadzieję,że mając na uwadze swoje
        dzieciństwo będę lepszą matką dla właśnego dziecka(dzieci),że dam to czego sama
        pragnęłam a nie dostałam od rodziców


        Mamusia i tatuś nikogo do
        > emerytury opieką nie będą otaczać, zatem to większe wspomaganie (a w wielu
        > przypadkach nadopiekuńczość) może się okazać niedźwiedzią przysługą tak naprawdę.
        >

        niestety taki sposób wychowania prowadzi do nianczenia przez rodziców do ich
        śmierci, uczy totalnej bezradności,nieporadnosci życiowej,roszczeniowego
        stosunku do innych

    • net79 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 16:13
      często jest tak, że rodzice poprostu pomagają tym dzieciom co sobie nie radzą,
      albo były chorowite w dzieciństwie imiały problemy, bo wciąż tkwią w swej
      nadopiekuńczości i poczuciu większej krzywdy dziecka. Mi trudno powiedzieć, u
      mojego faceta rodzice najchętniej pomagają środkowemu dziecku, ale tez mają z
      nim najlepszy kontakt emocjonalny (obustronny),a u mnie trudno powiedzieć. mam
      brata o 12 lat młodszego, lekko upośledzonego, normalne, że ojciec będzie go
      wspierał, zwłaszcza, że proces wychowawczy sięjeszcze nie zakończył. To o niego
      będzie się martwił i jasne jest, że młody dostanie chatę po nim, a ja będę
      musiała się jeszcze koło rachunków kszątać, bo wie, że ja z trójką dzieci nawet
      na wynajętym sobie poradzę... nie mam żalu, rozumiem i nie przeszkadza mi to.
      • poziomkowa1 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 17:35
        net79 napisała:

        > często jest tak, że rodzice poprostu pomagają tym dzieciom co sobie nie radzą,


        IMo częściej pomagają tym o których myślą, że sobie nie poradzą, niekoniecznie
        pokrywa się to z obiektywną sytuacją...bo te dzieci ,które są tak naprawdę poza
        zainteresowaniem rodziców choćby obiektywnie były w ciężkiej sytuacji ,rzadko na
        pomoc i wsparcie mogą liczyć, bo rodzice wypierają fakty i uspokajają swoje
        sumienie ,ze on(ona) sobie przecież poradzi, bo musi, bo zawsze sobie radzi etc.



        ,a u mnie trudno powiedzieć. mam
        > brata o 12 lat młodszego, lekko upośledzonego, normalne, że ojciec będzie go
        > wspierał, zwłaszcza, że proces wychowawczy sięjeszcze nie zakończył. To o niego
        > będzie się martwił i jasne jest, że młody dostanie chatę po nim, a ja będę
        > musiała się jeszcze koło rachunków kszątać, bo wie, że ja z trójką dzieci
        nawet na wynajętym sobie poradzę... nie mam żalu, rozumiem i nie przeszkadza mi to.


        w przypadku gdy któreś z dzieci jest przewlekle chore, czy uposledzone to
        zrozumiałe, że zainteresowanie rodziców, troska jest głównie na nim skupiona,
        ale mimo wszystko nie powinno to prowadzić IMO do odsunięcia się emocjonalnego
        rodziców od trosk i spraw pozostałych dzieci , do braku wsparcia dla nich
    • gania76 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 16:19
      Ja też mam ten problem.
      Moja mama wciąż się trzęsie nad moją młodszą siostrą, która ma 26 lat. Kiedy siostra jedzie 150 km do miasta, w którym pracuje, to mama zaraz dzwoni do niej, czy dojechała. Ja na studiach jeździłam 400 km nocnym pociągiem i pies ze złamaną nogą nie zainteresował się tym, czy dojechałam. Bez przerwy pomaga jej finansowo i traktuje jak małą dziewczynkę. Mnie też pomaga, bo czasami zajmuje się moimi dziećmi, ale traktuje mnie inaczej. Jak mi sama kiedyś powiedziała, "ty sobie w życiu poradzisz, a ona nie". Efekt - moja siostra wciąż wisi na mamie, boi się zmierzyć z prawdziwym życiem, nałogowo siedzi w internecie...
      Mam o to wielki żal do mojej mamy. Nie o to, że traktuje mnie inaczej. O to, że z mojej siostry robi ofiarę życiową.
    • poziomkowa1 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 17:57
      a najśmieszniejsze jest to ,że ta konkretna rozmowa z wnioskiem przytoczonym w
      pierwszym poście dotyczyła finansów nieformalnej tesciowej siostry,partner
      siostry tez jest najmłodszym chołubionym przez rodziców dzieckiem i juz "dzielą"
      majątek i boja się ,zeby za mało nie dostali...ja niewpadłabym na to ,żeby
      wypowiadać się nt. finansów teściów, czy też tego co powinni robić ze swoim
      majątkiem(zaznaczę ,ze nie pomagają nam wcale tak jak moi rodzice, takze to nie
      jest tak ,ze wymądrzam się i teoretyzuje , a tak naprawdę szerokim strumieniem
      przyjmuję pomoc tesciów),na nic nie liczymy, nie zastanawiamy się nad takimi
      kwestiami, zajmujemy się we własnym zakresie, tempie i w miarę mozliwości
      zaspokajaniem swoich planów i potrzeb... i juz nie wiem czy jestem taka
      zdziwaczała i niedzisiejsza ,ze gorszy mnie takie zachowanie jak ich?!

    • anik801 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 18:08
      To nie jest tak,że moja mama ma mnie gdzieś,że się mną nie interesuje.Ja bardzo
      lubię jeździć do swojej mamy i dogadujemy sięsmilePo prostu nie poświęcała i nie
      poświęca mi tyle uwagi co reszcie(zwłaszcza bratu).Może uznała,że ja tej uwagi
      w takim stopniu nie potrzebuję.Ja nie wymagam od niej pomocy.Jestem dorosłą
      osobą i dla mnie to naturalne być samodzielną.Kiedyś jak byłam młodsza było mi
      przykro,ale teraz jakoś tego nie odczuwam.Mam swoją rodzinę i sama jestem matką.
      Nie potrzebuję już rozczulania się nade mną mamy.Fakt jednak pozostaje faktem-
      najstarszy ma najgorzejwink
    • mamamonika Re: równi i równiejsi 08.05.07, 22:01
      U mnie tak było od kiedy sięgam pamięcią, ale to chyba ja wszystkich
      przyzwyczaiłam do swojej niezależności i efektywności. Młodszy brat jest
      dotowany i dopieszczany, zawsze mu trzeba pomóc. Nie ma znaczenia płeć i wiek,
      tylko charakter wink)
    • mathiola Re: równi i równiejsi 08.05.07, 22:40
      Ale dlaczego najmłodszym??
      I dlaczego w ogóle pomagać jesli dorosłe une są, te dzieci?? Bo nie wiem??
      Ale ja najstarsza jestem... to może dlatego taka mało tolerancyjna...
      • anik801 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 22:53
        Co do pomagania.To indywidualna sprawa rodziców.Jeśli chcą pomagają,jeśli nie
        to ich sprawa i prawo.Ja będę pomagała swojej córce nawet jak będzie dorosła.Co
        nie oznacza,że sama oczekuję pomocy.
        • arienne07 Re: równi i równiejsi 08.05.07, 23:50
          A u mnie trochę inaczej, to moja starsza siostra(jest najstarsza z trójki) ma
          najwięcej maminej uwagi, mama dokładała jej do studiów, sponsorowała egzaminy
          na prawo jazdy(7)- ja wszysko musiałam sama. Siostra jest ciągle chwalona i
          uwielbiana, mama się wszystkim zachwyca co jej dotyczy. Nie mam do mamy żalu,
          bo radzę sobie dobrze, tylko poprostu tak czasem przykro jakoś mi się robisad
      • poziomkowa1 Re: równi i równiejsi 10.05.07, 23:57
        mathiola napisała:

        > Ale dlaczego najmłodszym??
        > I dlaczego w ogóle pomagać jesli dorosłe une są, te dzieci?? Bo nie wiem??



        przez pomoc rozumiem też wsparcie psychiczne, dobre słowo,życzliwe
        zainteresowanie etc. a nie tylko dawanie kasy jak to niektórzy interpretują
    • chipsi Re: równi i równiejsi 09.05.07, 08:54
      Róznie to wygląda w różnych rodzinach.

      Jestem najstarsza (nie licząc niepełnosprawnej siostry, która najbardziej
      wymaga oczywistej pomocy). Rodzice widzą że się staram więc mi pomagaja jak
      mogą. Dla średniego brata tez dużo poświęcali do niedawna. Brat ma wszystko
      gdzieś więc kranik przykręcili. Najmłodzy jeszcze zasmarkaty.

      Rodzice męża każdemu coś "skapneli" i już czują się wolni. Tu akurat
      najbardziej pomogli starszym córkom: jedna dostała dom, drugiej dom pomogli
      zbudować. Synowie z założenia "powinni sie bogato ożenić" smile
    • elag3 Re: równi i równiejsi 09.05.07, 09:05
      Dziwna teoria - rodzice nie muszą pomagać nikomu a jak chcą to należy to robic
      po prostu mądrze - dawać wędkę a nie rybę. obrzydliwe jest nadużywanie pomocy
      rodziców czy to w kwestii finansowej czy to np opieki nad dziećmi bo często
      funkcja niańki przypada babciom niejako z urzędu.
    • koza_w_rajtuzach Re: równi i równiejsi 09.05.07, 09:32
      Moja siostra jest równiejsza ode mnie. Jest psychopatką (lubi znęcać się nad
      zwierzętami, kota nie raz z balkonu wyrzucała), nie potrafi zachować się w
      towarzystwie, ciągle wszystkich obraża, ma prawo szarpnąć moim dzieckiem,
      wyklinać do niego (mama udaje, że nie widzi), ma prawo mnie uderzyć bez powodu,
      pastwić się nade mną psychicznie, a ja w takich sytuacjach nie mam żadnych
      praw. Jak warknę do niej albo ją pogonię, to potem mama rozpowiada, że jestem
      agresywna.
      Siostra ma 10 lat i nigdy nawet nie uslyszała słowa "nie wolno". Zawsze jak
      zwracam jej uwagę na jej zachowanie, to wtedy mama podchodzi do niej obejmuje
      ją, całuje i coś szepcze do ucha.
      • anik801 koza_w_rajtuzach 09.05.07, 09:53
        A ile Twoja mama ma lat?Mam koleżankę,którą mama urodziła bardzo późno.Gdy ona
        przyszła na świat jej brat był już dorosły.Mama trzęsie się nad nią do dziś
        (choć dziewczyna ma już 27lat).Ona nigdy nie dostała od mamy nawet klapsa.Matka
        wszystko za nią załatwiała.Kupiła jej mieszkanie,opłacała studia na prywatnej
        uczelni,kupiła super auto,załatwiła pracę,wysyłała na kursy językowe po całym
        świecie.Do dziś wydzwania do niej dwa razy dziennie,a każdy chłopak jest "za
        głupi" dla jej "księżniczki".Dziewczyna jest bardzo fajna i bardzo ją lubię.
        Niestety bez mamy nic by nie osiągnęła.Tak była traktowana od dnia narodzin-jak
        królewna.A wszystko przez fakt,że jej mama późno ją urodziła(wcześniej miała
        kilka poronień)i większość ciąży leżała w szpitalu.Dlatego ta dziewczyna jest
        dla niej cudem.Jej mama ma teraz ponad 60l.Może u Was też tak jest?
        • marina2 Re: koza_w_rajtuzach 09.05.07, 09:57
          tak oto w dzieciństwie rodzice rozdają karty nieświadomi??to jest przecinanie
          więzi -straszne.bardzo staram się ,zeby moje dzieci nie czuły,ze kóreś jest
          róniejsze.oby się udało
          • anik801 marina2 09.05.07, 10:12
            Dlatego właśnie w tak wielu domach widać ciągłą rywalizację między rodzeństwem.
            Ja osobiście nie widziałam naprawdę kochajkącego się rodzeństwa.Ciągle ktoś ma
            do kogoś pretensje i żal.Rodzice nawet nie wiedzą,że ich nadopiekuńczość
            względem jednego dziecka zaważy na całym jego życiu.Znam też rodziny,w których
            nawet nie było to ukrywane.W pewnej rodzine dziewczynki zawsze były naj i nic
            nie musiały,syn natomiast był traktowany jak parobek i piąte koło u wozu.
            Naprawdę straszne to jest.Ja się tylko zastanawiam-jak można jedno dziecko
            kochać bardziej niż drugie?
            • mamakasienki1 do autorki 09.05.07, 12:27
              A ja jestem najstarsza z rodzeństwa (było nas 5) i nie czuję się gorsza od
              swojej o 9 lat młodszej siostry.
              Mama ze wszystkich sił starała się po równo nam wszystko dawać, kupować czy
              dzielić, nawet najmłodsze nie było wyróżniane.
              Pochodzimy z biedniejszej rodziny i dzięki bardzo ciężkiej pracy mojej mamy i
              pomocy dziadków skończyliśmy wszyscy studia (przepraszam, najmłodsza dwójka
              jeszcze studiuje).
              Z kolei w rodzinie mojej mamy, jej starsza siostra była zawsze wyróżniana,
              miała wszystko lepsze i jej się zawsze wszystko należało, teraz ma już prawie
              60 lat i nadal jest na utrzymaniu rodziców (moich dziadków), nie ma pracy,
              męża, dzieci ani nikogo.
              Więc w sumie taka nadopiekuńczość robi dziecku więcej szkody niż pożytku.
            • marina2 Re: marina2 09.05.07, 12:30
              Tak naprawdę z każdym dzieckiem ma się inną relację.tego uniknąć się nie da.ale
              można próbować być sprawiedliwym.można.to jest naprawdę bardzo przykre jak
              dorośli ludzie rodzeństwo nie potrafi ze sobą żyć w zgodzie.jeśłi dożyję takiej
              sytuacji,jeśli będę patrzyła na moje skłócone dzieci za dzieścia lat-uznam to
              za porażkę.teraz wiem,że się staram ale jaki będzie wynik?
        • lola211 Re: koza_w_rajtuzach 09.05.07, 12:30
          >Ona nigdy nie dostała od mamy nawet klapsa.

          No, to przerazajace.Wszak klapsy naleza sie dziecku jak psu micha.Nie dajesz
          klapsów- nie wychowasz normalnego czlowieka.
          • anik801 lola211 09.05.07, 14:03
            Ale to nie chodzi o to,że jestem za biciem dzieci.Może niezbyt jasno to
            przedstawiłam.Ja też nigdy nie dostałam od mamy klapsa,ale moje pozostałe
            rodzeństwo również nie.Natomiast jej brat był wychowywany nieco inaczej-
            tzw. "żelazną ręką",a ona nie dostała nawet głupiego klapsa.Nie wiem,czym jest
            klaps dla Ciebie?Dla mnie jest klepnięciem,które w ogóle nie boli i w sumie
            nikt nie wie czemu służy.Coś co boli,dla mnie jest już porządnym laniem(ale to
            oczywiście moja definicja).Więc ona nie dostała nawet takiego klepnięcia.I nie
            chodzi o to,czy to dobrze,czy źle tylko o inne traktowanie dzieci rozumiesz?
            Jednym klapsy się daje,a drugim nie.
        • koza_w_rajtuzach Re: koza_w_rajtuzach 09.05.07, 17:44
          anik, moja mama urodziła moją siostrę jak miała 34 lata, więc nie była jeszcze
          aż taka wiekowa wink.
          Moja mama tłumaczy to w ten sposób, że gdy ja byłam mała to kazała być mi
          grzeczną, a ja się jej słuchałam. Byłam bardzo nieśmiałym, posłusznym i
          zakompleksionym dzieckiem, które prawie w ogóle się nie odzywało i którego
          prawie nie było słychać. Inne dzieci często mi dokuczały, wykorzystywały mnie,
          a ja nawet nie potrafiłam tupnąć nogą, bo przez bycie grzeczną chciałam by mama
          zwróciła na mnie uwagę i mnie doceniła (niestety tak nigdy się nie stało).
          Siostrę mama chciała wychować tak by nie była taka jak ja. Miała być przebojową
          panną, z wysokim poczuciem własnej wartości. Mama twierdziła, że nie chce jej
          stłamasić w żaden sposób. Przegięła i to ostro, ale w drugą stronę niż w
          wychowaniu mnie.
          Siostra urodziła się z dużym temperamentem i sposób jej wychowywania nie był do
          niej odpowiedni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka