Ale mam tydzień. Poniedziałek i wtorek ryczałam, załamałam się. Dziecko chore, marudne. Pracuję w domu więc mam ogromny ból głowy z jęczacym dzieckiem.
Z jednej pracy dzwonia, że wszystko źle zrobiłam. Z drugiej pracy dzwonia, że mam jechać do biura i poprawiać.
Telefony urywaja się. Padam na pysk.
Myślę sobie, ok, powolutku to nadrobię. Nie mam czasu bo dowalaja mi roboty. W końcu nie śpię cała noc i jakoś wychodzę na prosta.
Dzisiaj szefowa dzwoni że mam gdzies pojechać, mówię, że nie mogę bo jestem uziemiona z goraczkujacym dzieckiem. Ona mówi że mnie zwolni.
Z drugiej pracy dzwonia że za mało zrobiłam i nic mi nie zapłaca, he he. Zaczynam się śmiać.
Czuje się osaczona przez pracodawców. Czuję się jak g...o.
Mało tego, rozmawiam ze znajomym, on nie wie o co chodzi i awantura.
W domu wszystko mi wypada z rak, wylewa, tłucze itp.
Jeszcze 4 ciężkie dni przede mna... Optymistyczna wersja koszmarnego tygodnia

Ktoś mi dorówna?