nieznajoma1231
05.06.07, 18:20
wiec tak - sorry rozpisze sie troche moze byc chaotycznie ale potrzebuje czyjejs perspektywy.
poznalam go 3 lata temu , majac juz wtedy 2 letnia corke. Milosc wybuchla gwaltowna, Pan
przeprowadzil sie do mnie zza wielkiej wody, zmienial cale swoje zycie zeby byc ze mna.
Po paru miesiacach, pracujac z Pana komputera zauwazylam iz jest tam e-mail ktory zaczyna sie
slowami "wiem, kochales ja i wciaz ja kochasz, a jestes z xxxxx tylko po to aby zapomniec, przestan
juz rozmyslac nad tym dlaczego twoja byla byla tak oschla i zajmij sie tym co masz" . Email traktowal
dlaczego Pan powinien zapomniec o bylej a skupic sie na obecnej . Na co Pan odpisuje: "dziekuje za
dobre rady" Nie zaprzecza ze juz tamtej nie kocha.
Pokuszona tymi informacjami zadecydowalam sie dalej szukac informacji jako iz Pan spal skacowany
a ja mialam niczym niezaklocony dostep do komputera. Okazalo sie iz kiedy juz 9 miesiecy bylismy
razem, Pan zadecydowal iz jego zerwanie nie bylo przyzwoite i zadecydowal sie zaprosic swoja byla
na lunch aby jej wszystko wyjasnic, po przyjacielsku. To byloby jak najbardziej do przyjecia bo sama
mowilam ze to nieladnie tak brzydko mowic o bylej.
Nie do przyjecia natomiast byl fakt ze klamal, wiele razy, bo pytalam sie czy sie z nia widzial. Zawsze
zaprzeczal.
Pozniej okazalo sie ze swieta bozego narodzenia, na ktore mnie i corki nie chcial zabrac spedzil u
ojca wraz z siostrzenica macochy z ktora sie seksil pare miesiecy zanim mnie poznal. Po czym
zaprzeczal iz tam byla, oraz zaprzeczyl ze sie z nia widzial. Po paru miesiacahc znalazlam zdjecia z
grudnia , ich dwojka, wino , swiece, na kanapie, cala rodzinka, rodzinka sie okazalo bylana niego
wk.. bo swieta zepsul tej dziewczynie , do 3 dni przed swietami nie wiedziala o moim istnieniu i
czekala na niego , zakochana.
Po odkryciu tegoz to wszystkiego, bylam oczywiscie wsciekla, chcialam od razu zrywac, Pan calowal
mnie po stopach, plakal, mowil ze nigdy sie juz to nie powtorzy i zawsze bedzie szczery
Pozniej, na przestrzeni wielu miesiecy natykalam sie na maile ( wiem, bardzo zle z mej strony ze
sprawdzalam mu korespondencje, ale Pan sam sie sabotazowal skaczac na ekran komputera i
zaslaniajac go kiedy wchodzilam do pokoju) od bylych d***dajek ktore flirtowaly z nim
najprawdopodobniej nie wiedzac w ogole o moim istnieniu.
Wsciekla, zamiast pogonic w 3 dpy zamknelam sie w kolku paranoji zadajac jego hasel dostepu. Pare
razy odpisalam paniom w jego imieniu ze ma kogos i ze jest szczesliwy, oczywiscie na darmo
oczekujac odpowiedzi.
Pan w koncu zmienil hasla , zaprzestal korespondencji z bylymi, podejrzewa tylko dlatego iz go
terroryzowalam.
Powiedzcie mi, czy gdyby wasz partner klamal, ukrywal maile, prowadzil tajna korespondencje
potrafilybyscie przejsc do porzadku dziennego nad tym wszystkim? Czy ja naprawde mam paranoje
ze w nic teraz nie wierze???