eilian
19.06.07, 23:19
Co rusz na forum pojawia sie watek w stylu: jaka to ja mam wredna tesciowa,
nie moge sie dogadac z rodzicami, itp. i w wiekszosci tych przypadkow osoby te
mieszkaja z rodzicami. I zawsze sie w takich razach zastanawiam jak to sie
dzieje, ze ludzie, decydujac sie na malzenstwo, dzieci, decyduja sie
jednoczesnie na mieszkanie z rodzicami. Przeciez to jest jasne jak slonce, ze
beda konflikty! Czy to nie jest oczywiste, ze kazda rodzina powinna miec swoj
wlasny kat?! Zastanawia mnie tok myslenia takich osob, tzn. co, biorac slub
zakladaja, ze po tym slubie beda mieszkac z rodzicami (moze jeszcze na ich
garnuszku)? W ogole sobie tego nie wyobrazam: mlode malzenstwo, musza sie
poznac, dotrzec, nacieszyc sie soba a tu tesciowa za sciana... brrr. Tak sobie
mysle, ze skoro kogos nie stac na wynajecie nawet jakiejs marnej kawalerki, to
nie powinien myslec o zalozeniu rodziny. Bo rodzina to jest odpowiedzialnosc i
nie mozna jej przerzucac na rodzicow (a potem jeszcze psioczyc jak to z nimi
zle pod jednym dachem). Jesli jest sie doroslym, to trzeba sobie samemu w
zyciu radzic. A Wy jak myslicie?