Właściwie nie proszę o radę, chciałam się tylko wyżalić, już nie mam
siły

Niedziela, a ja piorę, syf totalny. Wróciliśmy wczoraj od
znajomych, byliśmy w domku nad jeziorem. W piątek posprzątałam
wszystko na glanc, żadnego okrucha, a dziś jeden wielki bałagan. Jak
mam gdziekolwiek wyjść, kiedy sprzątać?Jestem pedantką i wkur...mnie
jak jest coś ociapane, a jest na okrągło, moje dziecko jest cały
czas brudne, na dodatek robi taki bałagan, że tylko pozostaje mi już
machnąć ręką na to wszystko. Mąż też nie lepszy, wczoraj o północy
zachciało mu się usmażyć udko, więc powiedziałam ok, usmaż sobie,
wstaję rano i co zastałam?Brudne z tłuszczu ściany, podłoga,
patelnia na kuchence przypalona i talerz, nie umyte, zaschnięte. A
on wstaje, robi kanapeczki i do pracy, a ja latam ze ścierką. Małemu
zrobiłam śniadanie, parówki, jajko, chlebek z masłem. Nie chciał
jeść, bo go chciałam nakarmić widelcem (ma 14 mies). No więc jadł
sam, palcami, był szczęśliwy ale nie ja. Ręce miał tłuste, jajko
porozrzucane po całej kuchni i rozdeptane na dywanie, z chleba
zrobił okruchy, masło roztopiło mu się w rękach i jak go wyjęłam z
krzesełka aby umyć, to zanim doszłam do łazienki ociapał ścianę,
podłogę i mnie. Siedzę i ryczę. Tak jest codziennie!
Na spacerach podobnie, jeśli sucho i bez deszczu, maluch jest tylko
trochę brudny, głównie z ziemi i piachu, uwielbia zbierać kamyki,
pety, wszystko co znajdzie bierze do rąk. Jeśli spadnie trochę
deszczu spacer zamienia się w koszmar bo niby chodniki suche, ale
ziemia mokra, w wózku nie chce już siedzieć, więc pozwalam mu biegać
po chodniku, ale on ciągnie do kałuży, drze się, krzyczy, piszczy,
bo chce się pobrudzić, pociapać. W domu tylko czycha na to aby
wziąźć do ręki krem, wylać cokolwiek. Niedawno wysypał cukier, który
strącił z półki, sam wszedł na krzesło, siedział cichutko w kuchni,
maczał ręce w cukrze i maźgał po całej buzi. Tak jest ze wszystkim.
Uff, zasnął przed chwilą, mam spokój aby dokończyć pranie, bo
wszystko brudne, Jeszcze zanim zasnął "prał" ze mną. Najgorsze jest
to, że muszę te rzeczy prać w rękach w szarym mydle, żadne vanishe
nie pomogą na plamy z błota i owoców. Maluch wrzucał mi do czystej
wody brudne ścierki i skarpetki męża. Sajgon!
Od tego wszystkiego boli mnie już kręgosłup od schylania się i
sprzątania i nie wiem czy długo pożyję.