lila1974
21.08.07, 12:55
Udzielalam informacji telefonicznej, gdy do mojego okienka podeszła
jakaś pani i o coś zaczęła mnie pytać. Nie słyszałam o co, bo
rozmówca w słuchawce był dość głośny, koleżanka obok również
rozmawiala przez telefon, a panią ode mnie oddzielała ogromna szyba
(kobieta nie mówila do mikrofonu).
Spojrzałam na nią, gestem wskazałam telefon i przeprosiłam wzrokiem,
że nie mogę od razu się nią zająć.
Nagle zza szyby dobiegły mnie odgłosy jej niezadowolenia. Ponieważ
pani rzucała się na tyle skutecznie, że nie byłąm w stanie
kontynuować telefonicznej rozmowy, przeprosiłam pana z słuchawki i
poprosiłam, by chwilę poczekał.
Zapytałam podkurzoną osobę zza szyby w czym mogę pomóc, ale
odpowiedzi się nie doczekałam. Pani głośno i mało grzecznie
uświadomiła mi, ze jestem beznadziejna i w ogóle nie powinnam tu
pracować. Ona przecież mogłaby trupem paść, a ja nawet bym nie
zauważyła pochłonięta telefoniczną pogawędką.
I tu diabli mnie wzięli. Zamiast ponownie zapytać niezmieszana, jak
to mam w takich sytuacjach w zwyczaju, w czym mogę jej pomóc,
pozwoliłam sobie na nie miłą uwagę.
"Proszę sobie wyobrazić, że nie umawiam się z koleżanką na kawę, a
udzielam informacji pacjentowi. Nie jest pani najważniejsza na
swiecie i nie zamierzam rzucać słuchawki w pół słowa, bo pani ma
takie wymagania".
Zdarza się Wam z premedytacją zachować nieprofesjonalnie?