Dodaj do ulubionych

moi tesciowie...tragedia...

09.09.07, 22:16
zero zainteresowania!
oczywiscie nie o mnie chodzi ale o ich jednego , jedynego wnuka!
pomijajac to ze byli u nas na mieszakniu moze 3 razy.
nigdy nic nie kupia dziecku, a jak juz coś mu dadza to ubranko uzywane, a na
brak kasy nie narzekają.

ostatnio moj mąż sie pyta: " no to keidy przyjedziecie?"
a moja tesciowa: "lepiej wy przyjedzcie. ja nie przyjade, bo bym zajrzała
tylko na 3 godzinki i nie chce sobie smaka robić" (przy. chodzi o bycie z małym).

a jak juz my tam jedziemy na weekend, to oni mp. jada na dwa dni na rowery w
bieszczady.

szkoda. przykro mi. moi rodzice ubostwiaja malego. az chyba nie dobrze ze go
tak rozpieszcajasmile
Obserwuj wątek
    • kasiulkkaa Re: moi tesciowie...tragedia... 09.09.07, 22:26
      > pomijajac to ze byli u nas na mieszakniu moze 3 razy.> ostatnio moj mąż sie
      pyta: " no to keidy przyjedziecie?"
      A ty się dziwisz, że tylko 3 razy. "No to kiedy przyjedziecie" to ma być
      serdeczne zaproszenie rodziców przez męża czy jakaś farsa?

      > nigdy nic nie kupia dziecku, a jak juz coś mu dadza to ubranko uzywane, a na
      > brak kasy nie narzekają.
      I wszystkim tak zaglądasz do portfela? Może skup się na swoim.

      Dziwisz się, że teściowie mają cię w d...? Bo ja ani trochę.
      • mama.macieja Re: moi tesciowie...tragedia... 09.09.07, 22:39
        no kasiulka... no to mi pojechałaś!

        to powiem ci tak: zaproszenia gołebiem pocztowym w złotej kopercie im chyba nie
        musze wysyłas, prawda? za kazdym razem i ja i moj maż zapraszamy ich do nas na
        obiad, albo na spacer.. no ale dla nich szkoda na paliwo(120 km), albo maja inne
        plany- np grill u znjomych.

        a co do portfela... to nikomu nigdzie nie zagladam, bo niekidy nie potrzeba.
        moze jestem inaczej wychowana, ale moim zdanie gdy przyjezda sie na urodziny do
        wnuka to nie daje sie uzywanych rzeczy!!!

        uwazasz ze tesciowie maja mnie w dupie..?!
        mnie moga miec, ale SZKODA ze dziecko też.
        • kasiulkkaa Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 09:20
          ale moim zdanie gdy przyjezda sie na urodziny do
          > wnuka to nie daje sie uzywanych rzeczy!!!
          No tak, co tam, że dziadkowie przyjechali. Ważne, żeby prezent dali...

          > a co do portfela... to nikomu nigdzie nie zagladam, bo niekidy nie potrzeba.
          > moze jestem inaczej wychowana
          No faktycznie, zupełnie nie zaglądasz.
          • zemfira_ Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:00
            taaa... rozumiem, ze jak wybierasz sie do kogos z rodziny na
            urodziny to tez bez prezentu? no bo w koncu najwazniejsze ze
            przyjechalas hehe
            • croyance Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:30
              Ekhm tak, mnie sie zdarzalo. Co wiecej, do mnie tez ludzie
              przychodza bez prezentow, mnie jest wszystko jedno. Niedlugo bedzie
              nasz slub, i juz zapowiedzialam, ze nikt ma sobie nie zawracac glowy
              prezentami, najwazniejsze, zeby byli, a nie, zeby jakies garnki
              kupili czy inne bzdety. Czekoladki moga byc albo ksiazka, ale to
              wszystko. Jak ktos przyjdzie bez, tez ok.
              • zemfira_ Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:44
                Mmie tez sie zdarzalo, ale tylko wtedy gdy nie mialam pieniedzy.
                Jezeli mam kase zawsze cos kupuje. Nawet jezeli jest to jakis
                drobiazg albo kwiaty. Nie lubie isc na impreze typu urodziny z
                pustymi rekami.
                • croyance Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 12:10
                  Ja tez zawsze kupuje, ale moja rodzina jest oderwana od
                  rzeczywistosci, ze nikt na takie rzeczy nigdy nie zwracal uwagi. Nie
                  mowie, ze to lepiej - ale po prostu jestem w stanie zrozumiec, ze
                  niektorzy po prostu inaczej mysla i pewne rzeczy nie przyjda im do
                  glowy.
                  Np., nie kupilam zadnego prezentu mojemu bratu, kiedy sie zenil. Nie
                  pomyslalam o tym zupelnie, jakos nie zobaczylam zwiazku.
                  Uswiadomilam to sobie chyba ze dwa lata pozniej. Powiedzialam mu. A
                  on; o, naprawde? Nie zauwazylem.
                  (IMHO, prawda jest, ze nie przewidzi sie, z czego dzieci sie
                  uciesza; kiedy ostatnio pojechalam do Polski, przywiozlam prezenty
                  dla mojej siostrzenicy: zabawki, cuda wianki etc. A ona w szal
                  radosci wpadla z powodu kamienia z Loch Ness, i opowiadala
                  wszystkim, ze ciocia kupila jej piekny kamien. No, zwyczajny, szary,
                  kamien po prostu)
                  • croyance Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 12:17
                    IMHO problem autorki watku to nie tyle zachowanie tesciow, ale to, w
                    jaki sposob ona je interpretuje i jakie jemu przypisuje motywy.
                    Dla niej prezenty to oznaka zanteresowania, milosci - i jesli ich
                    nie ma, ona czuje, ze dziecko jest zaniedbywane. Slusznie wiec, z
                    jej perspektywy, jest jej smutno.
                    I nie mowie, ze nie ma racji, bo moze ma. Ale to wcale nie jest
                    jednoznaczne!
          • karola1008 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:10
            Kasiulkkaa, litości, dziecko może kochać dziadków ponad życie i
            wariować ze szczęścia, że przyjeżdżają, albo mówić, że jego dziadek
            jest lepszy niż Piast Kołodziej, bo najlepiej na świecie gotuje
            (kazus mojego syna), ale prezenty dla małego dziecka też są bardzo
            ważne. I nie chodzi o Bóg wie co, za grube setki, ale naprawdę
            cokolwiek, byle płynące z serca. Mojemu dziecku większą radość
            sprawił czołg zrobiony przez dziadka z pudełek niż kupiony przez
            wujka samochód z bajerami. Ja mam wrażenie, że Mamie Macieja chodzi
            o to, że dziadkowie po prostu nie okazują wnukowi ciepła i miłości,
            zawsze mają ważniejsze sprawy na glowie niż wnuk. Oczywiście można
            tez powiedzieć, że dziadkowie własne dzieci wychowali mają swoje,
            życie i mogą z niego korzystać ile wlezie. Tylko potem niech nie
            mają pretensji, że wnuk nie będzie ich odwiedzał.
            Mamo Macieja, a może zaproście teściów wprost: przyjedźcie do nas
            tego i tego dnia. A jeśli chodzi o te nieszczęsne uzywane prezenty,
            to po pierwsze, może teściowie nie mają tak wesolej sytuacji
            finansowej jak Tobie się wydaje. Poza tym taki prezent też może
            dziecku wiele frajdy sprawić. Mój synek odstał od brata mojego męża
            na urodziny jego stary woreczek ze skarbami-kapsle, orzełki z czapek
            wojskowych, odrapaną figurkę piłkarza. BYł zachwycony, naprawdę.
            Jeśli dziecko jest zadowolone, to naprawdę nie ma znaczenia, czy
            prezent jest nowy, czy używany.
        • sir.vimes Czyli powinni być zawsze do dyspozycji? 10.09.07, 10:16
          Jak wam się akurat zbierze na wizyte przyjaciele powinni iść w odstawkę? A może
          w ogóle powinni skupić sie jedynie na czekaniu na was?
    • i.bog Re: moi tesciowie...tragedia... 09.09.07, 22:30
      Ale czy twoi teściowie muszą być zakochani w waszym synku tak jak wy?
      Czego (kogo) ci szkoda?
    • majmajka Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 08:48
      A ja Ci powiem,ze popatrz na to z drugiej strony:masz swiety spokoj z tesciowa.Ja Ci powiem,ze nie wiem co lepsze:miec tesciow non stop u siebie,czy miec ich raz na rok.W wiejszosci przypadkow;raz na rok-okazuje sie lepsza opcja.A co do urodzin itd.-nie przejmuj sie,niektorzy sa poprostu skapi i zdecydowanie wola wydawac swoje pieniadze na siebie i swoje potrzeby,a ze to przykre?Pewnie przykre,ale znajdz dobre strony w tym wszystkimsmile
    • kicia031 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 09:40
      Ciesz sie, ze buraki sie trzymaja z dala od was i ze nie beda
      dziecku prezentowac zlych wzorcow.

      Jak beda starzy i niedolezni, to wtedy proponuje, zeby wnuk zawiozl
      im w prezencie do domu starcow jakas stara szmate.
      • wi0la Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 09:49
        nie wiem czy mamy wspólnych tesciów?
        moi tak samo,maja jedynego wnuka,a kupuja mu ubranka(wczesniej
        spiochy a teraz szlafroki) w lumpeksach.co mnie bardzo wkurza bo
        wiem ze stac ich na to zeby kupili cos nowego.I juz wole jak nic nie
        kupują i wielokrotnie razy prosilam by nie robili w lumpeksach zakup
        ów dla synka,ale to nie trafia do nich.
        teraz 2.10 synek ma drugie urodziny i wszyscy przyjezdzaja,tzn moi
        rodzice ,chrzestni a oni qr... maja problem.bo to taki odlegly
        termin,bo oni chcieli gdzies wyjechac ,bo sramto i owamto.
        w zeszlym roku tez mysmy ustalili "termin"urodzin prawie miesiac
        wczesniej i co sie okazalo,ze tesc ZAPOMNIAL,i musial byc wtedy w
        pracy bo jakis konkurs mial.no i przyjechali wczesniej a cala reszta
        wtedy kiedy mialy byc urodziny.
        ehhhh
        • sir.vimes No rzeczywiście tragiczne 10.09.07, 10:17
          "w zeszlym roku tez mysmy ustalili "termin"urodzin prawie miesiac
          wczesniej i co sie okazalo,ze tesc ZAPOMNIAL,i musial byc wtedy w
          pracy bo jakis konkurs mial.no i przyjechali wczesniej a cala reszta
          wtedy kiedy mialy byc urodziny."
          • wi0la Re: No rzeczywiście tragiczne 10.09.07, 10:27
            no wyobraz sobie ze to nie byle miłe,nie tragiczne.Bo po pierwsze
            przyjechali z kuzynem meża,po drugie musiałam robić dwie imprezy
            (jedną osobno dla tesciów a druga dla moich rodziców i chrzestnych)i
            wszystko zamawiac podwójnie.
            A tragiczne jest to że dziadek zapomnial o urodzinach i to
            pierwszych swojego wnuka.
            • sir.vimes Re: No rzeczywiście tragiczne 10.09.07, 10:30
              Czyli koszta cię bolą?

              Szczerze mówiąć jeżeli ten konkurs w pracy teścia był istotny, to nie dziwę się,
              że zapomniał o całym świecie. A o wnuczku pamiętał, przyjechał - to, że nie w
              terminie uważam za detal.
              • chicarica Re: No rzeczywiście tragiczne 10.09.07, 10:35
                No nie wiem. Organizacja imprezy to nie tylko koszty, ale też i wysiłek - jak
                już robisz dużą imprezę, to nie wiem czy miałabyś chęć robić jeszcze jedną np.
                tydzień wcześniej czy później, bo panu dziadkowi się tak przywidziało.
                Ja nie zapominam o czyichś urodzinach. Jakoś przez 29 lat mojego życia mi się
                udało. A pierwsze urodziny dziecka to w niektórych rodzinach wielkie święto.
                Jeśli ktoś o nim zapomina, to niech się potem nie dziwi, że w dzień dziadka czy
                babci do drzwi zastuka tylko listonosz...
                • sir.vimes Gdyby się coś dziadkowi przywidziało 10.09.07, 10:54
                  to byłabym wściekła.

                  Ale gdybym wiedziała, że miał bardzo istotna sprawę to rozumiałabym czemu
                  zapomniał o rodzinnym obiadku. Jak widać - do wnuka przyjechał. Czyli o nim
                  pamiętał.
                  • chicarica Re: Gdyby się coś dziadkowi przywidziało 10.09.07, 10:56
                    Ale dziewczyna sama opisuje, że teść ten konkurs w pracy sam wymyślił i sam
                    ustalił datę. A konkurs raczej średnio ważny. Dla mnie - jasna sprawa. I ja się
                    nie dziwię że była wściekła.
                    • sir.vimes Re: Gdyby się coś dziadkowi przywidziało 10.09.07, 11:01
                      Z późniejszych p[ostów Wioli widać , ze teść nie bardzo sympatyczny i nie bardzo
                      w porządku.

                      Ale ja, jako antyfanka obiadków i urodzinek jakoś staram się zrozumieć , że ktoś
                      może zapomnieć o spędzie rodzinnym a niekoniecznie o samym dziecku. Bo to, że
                      jednak o dzieciaku tak naprawdę pamiętał i do niego przyjechał- wydaje mi się
                      ważniejsze niż termin tego przyjazdu. Dziecku w końcu wisi czy dziadek
                      przyjedzie w niedzielę , sobotę czy w czwartek.
                      • chicarica Re: Gdyby się coś dziadkowi przywidziało 10.09.07, 11:06
                        To zależy. Są tacy ludzie, którym wiecznie coś nie pasuje - a to termin, a to
                        miejsce... Ale jak już przyjeżdżają, to oczekują gość w dom Bóg w dom i
                        przyjęcia z honorami.
                        Jasne, mogą przyjechać kiedy chcą. Jednak w takim przypadku postawiłabym na
                        stole paluszki, herbatniki i - ewentualnie - tort z cukierni, ze słowami "bo
                        przyjęcie urodzinowe było wtedy i wtedy, no ale skoro tatuś z mamusią nie
                        mogli..." - i tyle. Jak ktoś ma zlewcze podejście, to tego samego może oczekiwać
                        w zamian.
                        • sir.vimes Re: Gdyby się coś dziadkowi przywidziało 10.09.07, 11:15
                          No chyba ktoś kto przyjeżdża niezapowiedziany nie oczekuje przyjęcia... To
                          byłoby bezczelne. Ja w ogóle ograniczam jak mogę "obiadki" - wole pogadać przy
                          dobrj kawie i kupnym cieście niż harować pół dnia w kuchni. Czasami owszem -
                          pękami i wtedy robię 100 potrawwink, dekoruje mieszkanie itp itd. Ale coraz
                          rzadziej. A co do dziecka, bo ono jest tu najważniejsze - dziecka kompletnie nie
                          obchodzi czy tort (którego roczniak i tak nie je) został kupiony, upieczony czy
                          tez w ogóle go nie ma.

                          > Jasne, mogą przyjechać kiedy chcą. Jednak w takim przypadku postawiłabym na
                          > stole paluszki, herbatniki i - ewentualnie - tort z cukierni, ze słowami "bo
                          > przyjęcie urodzinowe było wtedy i wtedy, no ale skoro tatuś z mamusią nie
                          > mogli..." - i tyle.
                          • chicarica Re: Gdyby się coś dziadkowi przywidziało 10.09.07, 11:24
                            Ja to zrozumiałam tak, że rodzina męża zażądała oddzielnego przyjęcia
                            urodzinowego, bo termin tego pierwszego im nie pasował.
                            • sir.vimes Re: Gdyby się coś dziadkowi przywidziało 10.09.07, 11:30
                              A ja zrozumiała, że po prostu pojawili się w innym terminie a Wiola czuła się
                              zobowiązana przyjąć ich jakos specjalnie. Ja bym się nie czuła. Z uśmiechem
                              podałabym herbatę w codziennych kubkach i zagoniła dziadków do zabawy z wnuczkiem wink
              • wi0la Re: No rzeczywiście tragiczne 10.09.07, 10:38
                bolały trochę koszta,bo mieszkalismy w niemczech wtedy.ale to nie o
                to chodzi.
                Tesc sam jest szefem w pracy i SAM ustalil termin konkursu na ten
                dzien akurat.a konkurs dla dzieci byl o ekologii(bo tesc do lesnik
                jest).To nie wiem czy taki istotny..
                w gruncie rzeczy moi tesciowie nie naleza do okropnych ,ale jesli
                jestesmy razem z nimi i tesc rozpoczyna swoj monolog(bo tesc nie
                umie rozmawiac)a obok niego stoi moje dziecko i wola dziadzia
                dziadzia a dziadzia nie slyszy a jak uslyszy to pyta co chcesz
                gowniarzu.to co szlag by Cie nie trafił na miejscu?
                takie drobne sprawy jak przyjechanie w innym terminie na urodziny
                niz planowane,kupowanie ciuchow uzywanych to nic,ale jak polaczysz
                wszystko razem to źle mi sie robi..
                • chicarica Re: No rzeczywiście tragiczne 10.09.07, 10:50
                  Wiola, wiesz co, ale po co Ty masz się tym denerwować?...
                  Tak jak napisałam, a niech sobie dziadkowie robią co chcą, tylko niech się nie
                  dziwią, że w dzień babci i dziadka będą siedzieć sami jak palec, bo wnuczki
                  zapomną.
                • sir.vimes Re: No rzeczywiście tragiczne 10.09.07, 10:55
                  "i tesc rozpoczyna swoj monolog(bo tesc nie
                  umie rozmawiac)a obok niego stoi moje dziecko i wola dziadzia
                  dziadzia a dziadzia nie slyszy a jak uslyszy to pyta co chcesz
                  gowniarzu.to co szlag by Cie nie trafił na miejscu?"

                  A to jest inna sprawa - i rzeczywiście trafiłby mnie szlag.
    • mychaeasy Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 09:45
      Pociesze Cie. Mam podobna sytuacje. Mam tylko tesciowa. Mieszkamy w jednym
      miescie. Jest u mnie raz w roku na urodzibnach synka. I to raptem pół godziny.
      Nie dzwoni, nie interesuje sie wnukami. My jezdzimy 2 razy w tygodniu. A ona nie
      ruszy tylka. Nawet jak bylam chora i lezalam w szpitalu, nawet jak rodzily sie
      jej wnuki, nawet jak wnuk lezal w szpitalu. Nie odwiedzi, nie zadzwoni , nie
      interesuje jej nic. Zadnych wyzszych uczuc!
      • jodi20l Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 09:55
        u mnie to samo. leżałam z córką wtedy niespałne dwuletnią w
        szpitalu, zapalenie płuc. nie zadzwonili, nie odwiedzili kompletnie
        nic. mieszkamy w tym samym mieście jakieś 8 min drogi pieszo od
        siebie. 2 tygodnie temu urodziłam kolejną córcię. teściowa z wielkim
        trudem wpadła na godzinkę, teściu jeszcze maleństwa nie widział. jak
        były małej urodziny to sama musiała sobie do nich po prezent pójść
        bo przecież tak by się poniżyli gdyby to oni do niej przyszli.
        szkoda gadać. dobrze że syna wychować potrafili
        • mychaeasy Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:05
          moj synek starszy tez ostatnio musial isc sam po swoj urodzinowy prezent. a jak
          urodzilam drugie dziecko to tesciowa stwierdzila, ze nie musi do nas przyjechac
          bo i tak w koncu kiedys przyjedziemy pochwalic sie malenstwem tym bardziej, ze
          zblizaly sie swieta. ale sie zdziwila, jak wyslalam meza samego, a ja pierwszy
          dzien swiat przez nia musialam spedzic sama
          • chicarica Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:09
            > zblizaly sie swieta. ale sie zdziwila, jak wyslalam meza samego, a ja pierwszy
            > dzien swiat przez nia musialam spedzic sama

            Jak to, MUSIAŁAŚ? Przez nią?
            • mychaeasy Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:15
              zawsze w swieta jezdzimy do moich rodzicow i tesciowej. Dlaczego maz z dzieckiem
              mieli siedziec w domu skoro ja sie uparlam, ze niew pojade i koniec? Uwazam , ze
              to tesciowa powinna przyjechac zobaczyc wnuka a nie ja mam jezdzic i jej pokazywac
              • chicarica Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:22
                Jakby mąż miał odrobinę jaj, to wyjaśniłby teściowej, że nie zostawi żony samej
                z malutkim dzieckiem w święta i nigdzie by nie pojechał. Może jak raz teściowa
                posiedziałaby sama w święta, to by skojarzyła że wypadałoby Was w końcu
                odwiedzić, a nie tylko czekać aż sami przyjedziecie.
                BTW: u mnie w domu teściowie bywają raz na dwa-trzy miesiące, ja u nich może ze
                2x na miesiąc przez godzinę-dwie... i dobrze jest. Nie jestem specjalnie
                rodzinna, w niedziele mam ciekawsze zajęcia niż przesiadywanie na rodzinnych
                obiadkach, poza tym oboje z mężem pracujemy w ciągu tygodnia i mamy mało czasu
                dla siebie nawzajem, więc weekendy są nasze. Moich rodziców też zresztą nie
                odwiedzamy co drugi dzień, bo oni też mają swoje zajęcia.
                Pomyśl sobie tak: przez pierwsze tygodnie po narodzinach dziecka powinnaś mieć
                spokój, a korowody gości temu nie sprzyjają. Jeszcze zależy jaka jest Twoja
                teściowa, bo jeśli to osoba, która przybywając w gości zasiada na kanapie i
                trzeba ją obsługiwać, to może lepiej niech za szybko nie odwiedza wink
                • mychaeasy Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:33
                  Uspokoje Cię. Mąż nie chciał jechac. To ja go właściwie siłą wygnałam. Chciałam,
                  zeby pojechal, bo to w końcu jego mama. a starszego syna babcia. Synek nic nie
                  rozumie z tej sytuacji a jak mam mu wytłumaczyc dlaczego nie może tam jechac.
                  Niech jedzie i sie oderwie od płaczącego w domu noworodka. I mi przydało sie
                  pobyć w domu samej , chociaż mogłam sie w spokoju wyplakac. A co do odwiedzin po
                  porodzie tez jestem przeciwna. Ale babcie uwazam ze nie tylko moga ale powinny
                  pzyjsc, nawet nie po to tylko, zeby podziwiac wnuka ale pomóc mi w nowej
                  sytuacji, tym bardziej, ze cale dnie bylam z dwojka dzieci sama w domu a mąż w pracy
                  • chicarica Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:45
                    Nie, no rozumiem Cię - ale uważam, że niepotrzebnie wysłałaś męża do teściowej,
                    jeśli nie chciał jechać. Widocznie miał powód, a teściowej może dałoby to do
                    myślenia.
                    Co do pomocy ze strony babć - ja nie mam jeszcze dziecka, ale wiem na 100% że
                    mam zapewnioną pomoc mojej mamy, bo o tym rozmawiałyśmy. I wiem, że mama będzie
                    chciała też zająć się dzieckiem kiedy będę wracać do pracy, bo też o tym
                    rozmawiałyśmy. Natomiast od teściowej - bardzo sympatycznej, życzliwej i w
                    dobrych ze mną stosunkach - nie oczekuję pod tym względem niczego. To nie jest
                    moja matka, jakoś nie wyobrażam sobie żeby mi się krzątała po domu i w ogóle. Z
                    moją własną matką wiem na 100%, że jak coś powiem np. że ma mi ugotować obiad
                    albo zrobić zakupy i przywieźć do domu bo nie mogę się wyrwać np. z chorym
                    dzieckiem, to nie będzie w żaden sposób na mnie krzywo patrzeć ani nic. Poza tym
                    jest zmotoryzowana, a ja mieszkam w odległej od centrum dzielnicy i będzie jej
                    łatwiej niż teściowej. Wizyty teściowej jednak zawsze mają trochę cechy
                    "wizytacji" - tzn. mamusia ocenia czy odpowiednio dbasz o jej syna i wnuka itp.
                    Twoja własna matka patrzy na Ciebie jak na zmęczoną, ciężko pracującą kobietę -
                    swoją córkę, a teściowa - że sobie kiepsko radzisz czy coś i że jej synek jest
                    zaniedbywany i biedny, bo musi wykonywać domowe obowiązki. Na mnie teściowa,
                    mimo całej sympatii, na pewno patrzy trochę jak na osobę wygodnicką, bo gotuję
                    na kostkach rosołowych, używam półproduktów typu pierożki czy mieszanki
                    przypraw, korzystam z malaksera zamiast robić surówki ręcznie, w nowym
                    mieszkaniu będę mieć zmywarkę, a jej synka gonię do prac kuchennych i
                    sprzątania, czego w domu rodzinnym nie musiał robić. Teściowa z kolei jest
                    zarówno w kuchni, jak i w pracach domowych bardziej tradycyjna. Dlatego ja
                    jednak wolę, żeby to mama mi pomagała. A Ty zastanów się, czy Twoja teściowa na
                    pewno jest osobą, która by Ci faktycznie pomogła, czy tylko patrzyła na Ciebie i
                    oceniała.
                    • mychaeasy Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:51
                      Ja bym tylko chciała, zeby tesciowa wzieła starszego na kilka godzin do siebie.
                      Bylabym bardzo szcześliwa i odciążona. Nawet teraz musze zaprowadzic go do
                      zerówki a niemowlak chory. Nie pomoże mi a jaka to filozofia ruszyć d..., żebym
                      ja mogla sie zajac chorym dzieckiem!!!
                      • chicarica Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:52
                        Poproś swoją mamę albo np. zgadaj się z jakąś mamą innego dziecka z zerówki, czy
                        nie mogłaby wpaść po drodze bo masz problem.
                        Teściowa - cóż... widocznie nie chce mieć kontaktu z wnukami, a poza tym pewnie
                        jeszcze by Cię obgadała że sobie nie dajesz rady czy coś.
                        • chicarica Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:54
                          Aha, i jeszcze jedno: teściowa nie ma obowiązku Ci pomagać. Dzięki temu Ty też
                          nie będziesz miała obowiązku jej pomagać, kiedy przyjdzie na to czas. To
                          wszystko działa w dwie strony...
                        • mychaeasy Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:58
                          moja mama pracuje. tata przewlekle chory. a mieszkam na prawie odludziu, zadne z
                          dzieci z syna klasy w poblizu nie mieszka. jestem skazana tylko na siebie.
                          A co najlepsze kazde urodziny, imieniny, ja lece do niej z zyczeniami i
                          prezentami. zawsze tak uwazalam, bo to przeciez mama mojego meza. ale czas to
                          zmienic. jeszcze bedzie potrzebowala mojej pomocy...
                          • chicarica Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:02
                            No to nie leć! Widocznie teściowa nie potrzebuje takich zażyłych kontaktów.
                            Zacznij się cieszyć tym że nie odwiedza, bo przynajmniej masz spokój. Nie lataj
                            na każde skinienie, wykręć się od imienin i urodzin.
                            Możesz mieć problem, jeśli teściowa jest z tych bardziej tradycyjnych, co
                            uważają, że one nic nie muszą, że to ich dzieci mają zabiegać o kontakty, a one
                            ewentualnie udzielają łask. Ale czy to faktycznie Twój problem? To ona będzie
                            musiała przewartościować swoje poglądy...
                            Ja bym się na Twoim miejscu wyzbyła wściekłości na nią, przyjęła postawę pt.
                            "jestem oazą spokoju" i po prostu wyluzowała z kontaktami. Skoro mamusia nie
                            chce, to nie, nie będziesz jej zawracać głowy swoją osobą. Męża też możesz nie
                            namawiać, bo i po co?
                    • nadin Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 13:42
                      Święte słowa
      • burza4 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:52
        mychaeasy napisała:

        > Pociesze Cie. Mam podobna sytuacje. Mam tylko tesciowa. Mieszkamy
        w jednym > miescie. Jest u mnie raz w roku na urodzibnach synka. I
        to raptem pół godziny. > Nie dzwoni, nie interesuje sie wnukami. My
        jezdzimy 2 razy w tygodniu. A ona nie > ruszy tylka.

        a po co jeździcie, bo nie rozumiem? nie dzwoni, nie przyjeżdża, nie
        interesuje się - chyba dość wyraźnie dała do zrozumienia, że z
        jakichś względów nie ma ochoty za zażyłość?
        • mychaeasy Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:00
          ona ma ochote tylko jest na to za leniwa. ja juz poczynilam pierwsze kroki. nie
          bylam tam 2 tygodnie i jeszcze dlugo nie bede
          • burza4 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:43
            przepraszam cię serdecznie, ale jakby mi się ktoś zwalał na głowę 2
            razy na tydzień, to na pewno nie czułabym ciśnienia na rewizyty...

            ty się dziewczyno, za bardzo starasz, w dodatku nie wiem za bardzo
            po co, bo najwyraźniej teściowej nie lubisz. Po co ta cała
            hipokryzja, wizyty, prezenty?

            na marginiesie - moja mama ostatnio była u mnie na Wigilię, a
            mieszka w tym samym mieście. Jakoś nie mam pretensji...
    • anol Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:15
      znam ten bol.
      moja tesciowka na swieta w tamtym roku nie przyjechala bo niby nie
      ma czym. ale my to mamy przeciez autobus w wigilie jak samochodem
      nie moglismy. (oczywiscie mialy to byc wigilia 1 i 2 dzien swiat),
      na roczek wnuka nie przyjechala(po 2 miesiacach lizaka mu
      przywiozla) bo oczywiscie tez nie ma czym, o chrzcinach juz nie
      wspomne(czekolade dostal ale, tata zjadl bo maly mial 3 m-c). ona
      niema nigdy czym przyjechac. obok niej mieszka brat z synami kturzy
      sa codziennie w moim miescie. ale do nich nie pojdzie zeby
      przywiezli bo oni tu za dlugo siedza (3-4godz) i ona musi obiad
      robic. na ta wigilie zapraszala juz w maju zebysmy przypadkiem do
      mojej mamy nie poszli. zapraszala nas na wakacje (wiazalo sie z tym
      ze pomozemy jej fiansowo bo pozyczke brala). dzwonila moze z 10 razy
      odkad jestesmy malzenstwem. rozmowy tez za dlugo nie trwaly. 5 min
      to max. ale jak maz dzwoni to do 40 min ciagnie.
      wnuk sie juz tesciowki boi ucieka, na kolanach nie chce siedziec.
      a ona taki tekst: jeszcze kiedys przyjdziesz do babki.
      moi rodzice tez za maly przepadaja. rozpieszczany jest na kazdym
      kroku. nie ma tygodnia zeby czegos od dziadkow nie dostal. chetnie
      chodzi tam spac chociaz ma dopiero 19 m-c.
      ale sie rozpisalam.
    • poccnr Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 10:38
      daj spokój!
      nie masz przecież źle!
      Moja teściowa nie wychodzi z domu od 6 lat,ani raz u nas nie była!
      Teraz jest problem z wymianą dowodu osobistego...
      Moja matka dwa dni temu na roczek wnuczka przyszła na.....więc
      wiesz.....skończ narzekać!
      Pozdro
      Sorry za wulgaryzmy...ale szlag mnie trafia,że mój synuś jest
      tak....lekceważony!
      sad
      • mama.macieja Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:21
        no to widze ze nie tylko ja mam taka"kochaną"rodzinke.

        a ty kasiulka strasznie zgorzkniała jestes. wspólczuje twoim wnukom, bo marna
        babcia bedziesz!

        wiecie zczym kojarza mi sie dziadkowie- z rodzinnym ciepłem, z milościa. ja
        takich miałam i wiem ile radosci z tego wyniknęło.

        dlatego chciałbym tego samego dla mojego dziecko, to chyba zrozumiałe!

        • kasiulkkaa Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:31
          > a ty kasiulka strasznie zgorzkniała jestes.
          A ty głupia, roszczeniowa, kłótliwa baba, jeśli już mammy oceniać ludzi;ppp

          wspólczuje twoim wnukom, bo marna
          > babcia bedziesz!
          Dziękuję, przekażę w odpowiednim momencie.

          > wiecie zczym kojarza mi sie dziadkowie- z rodzinnym ciepłem, z milościa. ja
          > takich miałam i wiem ile radosci z tego wyniknęło.
          A twoja matka tez była taka roszczeniowa i rozliczała dziadków z prezentów? I
          zapraszała ich słowami "to kiedy wpadniecie"? No to podziwiam dziadków.
        • ada9611 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:39
          Mama macieja,znam ten bol,strasznie sie wsciekalam,teraz syn ma
          juz12 lat ,i widze ze z tesciowa we wszystkim sie nie
          zgadzaja,dlatego on jest zawsze najgorszy,ale jak kuba bogu tak bog
          kubie,zawsze te inne wnuki sa wyrozniane,ale przyjdzie
          kiedys ,.zwracac uwage w przypadku mojej tesciowej nawet nie ma
          sensu,maz stwierdzil bo ja to po prostu wali.syn musi sie
          przyzwyczaic ze ona miloscia do niego nie paja,ale to boli,i mnie i
          jego ,i meza
        • adi1311 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 11:49
          zadzam sie z mamą macieja , dziadkowie sa dla wnuków , nie
          pamiętacie juz jak było u was no chyba ze ktoś miał pecha jak np
          moje dzieci ,moja mama to nowoczesna babcia i uważa jest jest ok , a
          teściowa uwielbia dzieci siostry męża ,z nim spedza wigilie a z
          nami nawet opłatkiem się nie dzieli ,mimo zaproszenia zawsze jedzie
          do teściów siostry , zawsze mężowi jest przykro , zazdroszcze
          sąsiadce widze jak jest u niej jej mama , tata ,lub teściowie
          dzieciaki sie cieszą , wiem co czujesz moja tęściowa jak kacperek
          dał jej laurke na dzień babci to nawet herbaty nam nie zrobiła bo
          jej sie spieszyło a wizyta zapowiedziana była , jedynie mój tata sie
          sprawdza jako dziadek ,kacper jest bardzo za nim i to mnie cieszy
          bardzo , myśle że do rodziców to specialnych zaproszeń nie trzeba ja
          tego wymagać nie będe napewno , a zachowanie twoich teściów z
          wypadem na rowerach to wstrętne , ciekawe czego będą oczekiwać bo na
          szacunek i miłość to trzeba zapracować

          • mama.macieja kasiulkka... 10.09.07, 11:57
            wiesz...wszystkie twoje wypowiedzi swiadcza o Tobie-jaka jesteś.
            potrafisz tylko cytować i szmacić czyjeś wypowiedzi.
            poczytaj moze wypowiedzi innych Mam na forum, to zobaczysz jakie powinno byc
            wyobrazenie o roli dziadków.

            zreszta twoje słownictwo i poglady sa dla mnie prymitywne. wiec koncze z Toba
            dyskusje.
            Szkoda moich i Twoich nerwów.

            P.S pewnie chciałbys kiedyś dostać laurke na DZien Babci...
            Hehe..Życze ci tegosmile
            • kasiulkkaa Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:08
              > potrafisz tylko cytować i szmacić czyjeś wypowiedzi.
              Wybacz, ale nie można zeszmacić czegoś, co juz jest szmatą.

              > poczytaj moze wypowiedzi innych Mam na forum, to zobaczysz jakie powinno byc
              > wyobrazenie o roli dziadków.
              Mamo.macieja, uporządkuj swoje relacje z teściami, może twój wnuk będzie miał
              dziadków. Odwiedzanie napuszonej synowej z fumami, zaglądającej do portfela to
              żadna przyjemność.

              > P.S pewnie chciałbys kiedyś dostać laurke na DZien Babci...
              > Hehe..Życze ci tegosmile
              Uważaj, bo kiedyś dziecko w domu cię nie przyjmie bez prezentu. Czego ci NIE
              zyczę, ale tak może sie skończyć przy tym modelu "wychowania", ktory reprezentujesz.
              • mama.macieja Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:14
                oj Dziewczyno, dziewczyno...

                pomysl czasem, zanim cos wyklikasz.

                uczepiłaś sie mnie, oceniasz a nie masz podstaw.

                lubisz sie tak kłócić na forum???
              • adi1311 Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:17
                sorki ze się wtrące ale mam pytanie , jakią forme według ciebie
                kasiu ma mieć zaproszenie teściów na wizyte , czy kiedy wpadniecie
                jest za mało wylewne , a moze na piśmie , prosze napisz jak to
                wzorowo robisz ?
                • mama.macieja Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:23
                  chyba moj mąż moze pozwolic sobie na mniej oficjalne podejscie do swoich
                  rodziców pytaniem" kiedy wpadniecie?

                  czy w tym jest cos złego? to co ma im pismo urzedowe wysąłć z zaproszeniem....
                  • kasiulkkaa Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:44
                    > chyba moj mąż moze pozwolic sobie na mniej oficjalne podejscie do swoich
                    > rodziców pytaniem" kiedy wpadniecie?
                    A dziadkowie nie mą już mniej oficjalnie odwiedzić wnuka BEZ prezentu?

                    > czy w tym jest cos złego?
                    No właśnie? Jest w tym coś złego?

                    >to co ma im pismo urzedowe wysąłć z zaproszeniem....
                    Może zwyczajnie zaproponować chociaż konkretny dzień.
              • anol Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:35
                kasiulkka!! skoro babcia sie nie interesuje wnukiem to po co pchac
                sie na chama na rogi?? mam wrazenie ze bylas krzywdzona w
                dziecinstwie. przyznam sie szczeze ze ja z tesciowka nie mam o czym
                rozmawiac. jak wspomne o wnuku to ona odrazu wyjezdza z tekstami
                oooooo a moja pegi su juz w 10 m-c chodzila, 13 miesiecy miala to
                sama juz jadla, 4 juz siedziala.... jakie to jej dzieci nie byly
                genialne i takie piekne blondyneczki.
                nie uslyszalam zadnej pochwaly na temat wnuka. a skoro tesciowke
                stac na futerko to widac jaki ma portwel. no chyba ze wyszla ze
                sklepu nie placac.
                • kasiulkkaa Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:42
                  > stac na futerko to widac jaki ma portwel.
                  Gdybyś w młodości zadbała o swoje wykształcenie, może teraz nie musiałbyś innych
                  rozliczać z zawartości portFela.

                  mam wrazenie ze bylas krzywdzona w
                  > dziecinstwie.
                  Tak, byłam okropnie krzywdzona w dzieciństwiesmile)). Jesteś usatysfakcjonowana?

                  przyznam sie szczeze ze ja z tesciowka nie mam o czym
                  > rozmawiac. jak wspomne o wnuku to ona odrazu wyjezdza z tekstami
                  > oooooo a moja pegi su juz w 10 m-c chodzila, 13 miesiecy miala to
                  > sama juz jadla, 4 juz siedziala.... jakie to jej dzieci nie byly
                  > genialne i takie piekne blondyneczki.
                  Może czasami po prostu spróbuj porozmawiać na inne tematy niż twoje dziecko...
                  Chyba że każdy temat powyżej pieluch jest poza twoimi możliwościami.

                  > nie uslyszalam zadnej pochwaly na temat wnuka.
                  O matko, współczuje. Traumę musisz mieć nieziemską.
                  • anol Re: kasiulkka... 10.09.07, 12:49
                    po przejzeniu forum i twoic wypowiedzi wynik jaki mi wyszedl wwoje
                    wyksztalcenie konczy sie na listopadzie klasy "0". kobieto wyrazy
                    glebokiego wspolczucia dla twojej rodziny.
                    • kasiulkkaa Re: kasiulkka... 10.09.07, 13:03
                      Spróbuj je przejRZeć ;ppp

                      kobieto wyrazy
                      > glebokiego wspolczucia dla twojej rodziny.
                      Klasyka tego forumsmile) Dziękuję, przekażę.
                      • mama.macieja mocna w gębie:) 10.09.07, 13:09
                        ehhhh..Zyleta z ciebie!
                        dobra jestes w pyskowaniu!
                        jak taki maly piesek, szczeka i warczy na kazdego!

                        w takim razie napisz jakie ty masz relacje z tesciami!
                        • kasiulkkaa Re: mocna w gębie:) 10.09.07, 13:15
                          > w takim razie napisz jakie ty masz relacje z tesciami!
                          A nie zeżresz mnie z zazdrości?;p

                          Bardzo dobresmile

                          > jak taki maly piesek, szczeka i warczy na kazdego!
                          Mogłabym napisać, że jesteś jak suka, ale po co. Nie obrażajmy samic psów;p
                          • mama.macieja Suka...ojjojjjj! nie ładnie! 10.09.07, 13:18
                            ło jezuuu KObieto!

                            skoro ty mnie na forum nazywasz SUKą to juz chyba lekka przesada.

                            nie skomentuje tego... bo nie warto wogoel dalej z toba dyskutować.
                            • kasiulkkaa Re: Suka...ojjojjjj! nie ładnie! 10.09.07, 13:22
                              > skoro ty mnie na forum nazywasz SUKą to juz chyba lekka przesada.
                              Czytaj ze zrozumieniem;ppp Fakt, porównywanie kogoś do małego, szczekającego
                              pieska świadczy o wysokiej kulturze.

                              > nie skomentuje tego... bo nie warto wogoel dalej z toba dyskutować.
                              Już skomentowałaś, chociaż nie wiesz co.
                            • sir.vimes Nikt nie nazwał cię suką 10.09.07, 13:22
                              za to ty nazwałaś rozmówczynie psem.

                              Nie dość, że obrażasz, to jeszcze z gramatyką coś nie teges.
    • burza4 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 13:08
      uświadomiłam sobie własnie, że ja byłam takim dzieckiem, które dla
      jedych dziadków było ukochaną wnuczką, dla drugich - nie istniałam w
      praktyce.

      I wiecie co? jakoś nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie to
      obchodziło. Więc może nie dramatyzujcie z powodu urojonych cierpień
      swoich dzieci, bo być może - im to nie robi najmniejszej różnicy.
      Przekładacie na dzieci SWOJE odczucia, one nie muszą - i
      najprawdopodobniej - nie będą czuć tego co wy.
      • sir.vimes Burza ma rację 10.09.07, 13:21
        A na dodadek opowiadanie dziecku/ przy dziecku , że babcia zła bo daje kiepskie
        prezenty to świetny sposób by wychować materialistę , niezdolnego do oceniania
        ludzi po czyms innym niż portfel. Dziecku bardziej zależy na PRAWDZIWYCH
        relacjach niż obiadkach i prezentach. Super prezenty, urodzinki w knajpach,
        koperty na komunię - to bardzo często są tylko fasady, pozory relacji, pozory
        miłości. Prawdziwa babcia i dziadek ma do zaoferowania o niebo więcej niż taki
        czy owaki prezent - siebie i swoja miłość.
        • mama.macieja Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:27
          Zgadzam sie .

          tu nie chodzi o kase, koperty itd. ale o czas spedzony razem, o wspolne zabawy,
          spacery.

          moi tesciowie nie maja na to czasu, mimo iz wiedza ze ptzyjedziemy, bo
          zapowiadamy sie tydzien wczesniej, jada sobie na rowery, jak wróca to fuczą, ze
          za wczesnie przyjechali, ze mogli wrocic pozniej bo i tak maly nie chce isc do
          nich na rece.

          no i co? to sa te prawdziwe relacje, tak?

          a kto powiedział że Ja opowiadam dziecku ze babcia jest zła bo daje kiepskie
          prezenty? Moi rodzice nie musza niczego kupowac zeby moj syn ich lubil.

          czasem wystarzcy tylko odrobina checi.
          • kasiulkkaa Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:31
            Moi rodzice nie musza niczego kupowac zeby moj syn ich lubil.
            >
            > czasem wystarzcy tylko odrobina checi.
            Zapomniałaś o jednym istotnym szczególe w swojej łzawej opowieści. Mieszkasz z
            rodzicami, więc nic dziwnego, ze twój syn zna ich lepiej niż drugich dziadków.

            > Zgadzam sie .
            >
            > tu nie chodzi o kase, koperty itd.
            No popatrz, a w pierwszym poście piszesz zupełnie o czymś innym. 60 postów
            wystarczyło, żeby zmienić poglądy? Siła forum to jednak potęga...
            • anol Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:40
              no i kasiulkkaa ma czasami serce.
            • sir.vimes Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:48
              Mieszkasz z
              > rodzicami, więc nic dziwnego, ze twój syn zna ich lepiej niż drugich dziadków.

              O, nie zauważyłam tego detalu. A to bardzo istotne - IMo utrudnia drugim
              dziadkom "wpadanie" i integrowanie się z wnukiem. Bo nie tylko z wnukiem się
              integrują ale też z teściami syna. Jasne, że wolą by wnuk przyjeżdżał do nich.
              • kasiulkkaa Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:52
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=68789568&a=68798058
                Bo to zupełnie nieistotne w obliczu tego, że teściowie nie chcą wpadać do nich
                "na mieszkanie".
                • sir.vimes Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:57
                  Jak dzieci... Tylko "ja, ja, ja" - przeciez to jasne, że sytuacja nie jest dla
                  rodziców męża najbardziej komfortowa... Większość ludzi nie "wpada" do teściów
                  męża.
          • sir.vimes Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:36
            Oto twoja wypowiedź, pełna nawoływań o częstsze zabawy i troskę dziiadka i babci ;/:

            "nigdy nic nie kupia dziecku, a jak juz coś mu dadza to ubranko uzywane, a na
            brak kasy nie narzekają.
            ostatnio moj mąż sie pyta: " no to keidy przyjedziecie?"
            a moja tesciowa: "lepiej wy przyjedzcie. ja nie przyjade, bo bym zajrzała
            tylko na 3 godzinki i nie chce sobie smaka robić" (przy. chodzi o bycie z małym).
            a jak juz my tam jedziemy na weekend, to oni mp. jada na dwa dni na rowery w
            bieszczady."

            Ani słowa o tym, że chciałabyś , by z dzieckiem się więcej bawili. Ani słowa o
            uczuciach. Prezenty i wizyty w dogodnym TYLKO dla ciebie terminie (bo pasję
            rowerową dziadków kompletnie lekceważysz).

            Ile twój Maciej właściwie ma lat, miesięcy?
            Nie każdy potrafi bawić się z niemowlęciem - nie każdy też wpycha się z pomoca
            (która może byc przez mamę odebrana jako wścibstwo). Zapraszanie w stylu "kiedy
            wpadniecie" nie jest bardzo zachęcające...
            Mam wrażenie, że po prostu nie lubisz teściów.
            • mama.macieja Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:44
              pewnie, a ty bys tak zrobiła?
              masz zapowiedzianych gosci i jedziesz sobei na wycieczke. pasja pasja, ale pewne
              sprawy mozna przelozyc na inny termin.

              wiec uwazam, ze jezeli jedzie sie do kogos to wypadałoby chociaż aby zastac ich
              w domu.

              • kasiulkkaa Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:46
                > wiec uwazam, ze jezeli jedzie sie do kogos to wypadałoby chociaż aby zastac ic
                > h
                > w domu
                No wypadałoby. Więc czemu tak się nieładnie zachowaliście i ich nie zastliście?
                Kobieto, popracuj trochę nad językiem polskim.
              • sir.vimes Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:49
                Jeżeli zapowiedzieliscie się tak, jak zapraszacie czyli "wpadniemy" jasne, że
                nie czekałabym od bladego świtu z kanapeczkami i kawiorem.
                • mama.macieja Re: Burza ma rację 10.09.07, 13:57
                  bardzo interesujaca ta dyskusja,ale do czego prowadzi?
                  do tego aby omawiać temat: jak elegancko zaprosic lub byc zaproszonym?

                  mysle kazdy ma prawo wyrazic własne zdanie.

                  ja to zrobiłam. wy rowniez.

                  juz i tak zbyt długo drąże temat.
                  wielu rzeczy powiedziec sie nie da, oceniac czyjegos zachowania po kilku postach
                  także.

                  pewnie Wy byscie sie dogadały z moimi tesciamismile

                  poki co, zegnam czule, mam nadzieje ze podyskutujemy jeszce przy ciekawym temacie.
                  • kasiulkkaa Re: Burza ma rację 10.09.07, 14:01
                    > bardzo interesujaca ta dyskusja,ale do czego prowadzi?
                    > do tego aby omawiać temat: jak elegancko zaprosic lub byc zaproszonym?
                    Może do tego, że zanim zaczniesz wymagać od innych, popracuj nad sobą.

                  • sir.vimes Re: Burza ma rację 10.09.07, 14:01
                    > bardzo interesujaca ta dyskusja,ale do czego prowadzi?
                    > do tego aby omawiać temat: jak elegancko zaprosic lub byc zaproszonym?

                    Między innymi tak. I warto byś wyciągnęła jakieś sensowne wnioski bo to nie
                    kwestia "swojego zdania" tylko kultury osobistej. Nie mieszkasz u siebie - tylko
                    u rodziców. Teściowie mogą nie mieć ochoty "wpadać" i np. przeszkadzać twojej
                    mamie; moga czuć się niekomfortow wiedząć, że są "na terenie" drugiej babci i
                    drugiego dziadka. jako dorosła osoba, matka, mogłabyś o tym pomysleć.
                    • mama.macieja Re: Burza ma rację 10.09.07, 14:06
                      nasze mieszkania łaczy tylko sufit, osobne wejscie, osobne pomeiszcenia.
                      niczemu to nie przeszkadza aby odwiedzali nas goście.

                      Pozatym nie rozumiecie podstawowej kwestii... trzeba checi! a ich tu nie widac.
                      jezeli nawet nie chca odwiedzać mnie, to maja tu jeszce syna i wnuka.

                      i dziekuje za te piekne morały płynace z waszych wypowiedzi...
                      są bardzo pouczajace.
                      • sir.vimes Re: Burza ma rację 10.09.07, 14:28
                        "> Pozatym nie rozumiecie podstawowej kwestii... trzeba checi! "

                        To ty nie masz ani odrobiny chęci rodziców męża zrozumieć, polubić , ułatwić im
                        cokolwiek. Odnoszę wrażenie, że chciałabyś po prostu odbierać ich hołdy a nie
                        próbować tworzyć z tymi ludźmi rodzinę.
                        Nie lubisz ich - masz prawo. Ale nie oczekuj, że będą traktować cię jak udzielną
                        księżną.
                    • konwalka mamo macieja 10.09.07, 14:12
                      jak ja ci zazdroszczę smile)))))
    • wieczna-gosia Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 14:15
      zarowno moi tesciowie jak i moi rodzice daja dziecim duzo prezentow z okazji
      wszelkich mozliwych rocznic. Moja tesciowa oprocz tego uwielbia sie z nimi
      bawic, zajowac sie nimi, chetnie wlacza sie do naszego zycia rodzinnego. W tym
      roku w wakacje mialam 2 tygodnie do zagospodarowania- nie mialam co zrobic z
      maluchami, tesciowa jechala na wakacje. Zadzwonilam wiec do mamy, ktora miala 6
      tygodni urlopu, czy moze nie przechowalaby wnuczek i wnuczka, gotowa bylam nawet
      sie do nich przeprowadzic by nie dowalic jej roboty. MOja mama? To moze ja
      zafunduje dziewczynkom jakis oboz a Mlodemu nianie?

      Koniec koncow wziela dziewczynki na tydzin, a w miedzy czasie do mlodego
      odezwala sie niania nasza ukochana ze jednak jest w miescie.

      I CO Z TEGO ze byla gotowa wywalic grube tysiace (bo zdaje sobie sprawe ile to
      kosztuje) by mi pomoc. Miala okazje poprzebywac z wnukami, ktore widuje raz na
      2-3 miesiace. One widza roznice pomiedzy jedna babcia a druga i strasznie chca u
      tej drugiej babci (czyli mojej mamy) bywac, jakby chcialy jej dac szanse, by tez
      mogla pokazac jaka jest swietna babcia.

      moja mama umie pomagac, umie sie interesowac, natomiast czyni to w sposob
      wylacznie finansowy. Doprowadzila do tego ze gdy pyta mnie czy mi w czyms nie
      pomic ja zaczynam sie zastanawiac co moze mi zaplacic, zeby sobie dylematow ujac.

      I to jest tak: wiem ze mam w porzadku stosunki z rodzicami. Wiem ze nie maja
      obowiazku mi pomagac, ale to robia, ja tez im pomagam, a coraz wiecej jest
      okazji itd. I fajnie. Ale tak zwyczajnie po ludzku jest mi smutno, ze moja mama
      nie umie ofiarowac ani mi- swojej corce, ani swoim wnuczkom nic ponad
      gratyfikacje finansowe. Coz mamy inne charaktery- ja to wszystko rozumiem, nei
      bede jej na sile zmieniac- ale bywa mi smutno.

      Mysle ze jesli ma sie spolaryzowane babcie- to jednak czlowiekowi jest
      niewyraznie. Bo milo- moim zdaniem- po prostu tworzyc pewna spolecznosc.
    • marlenka1981 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 16:46
      Znam ten ból. Mieszkamy osobno już ponad 2 lata a byli u nas może z 5 razy.Gdy
      zdecydowaliśmy się na dziecko usłyszeliśmy, że jesteśmy gó..arzami( ja-25,
      mąż-27), a oni są za młodzi na dziadków( oboje 52 lata). Synka przywiezli tylko
      ze szpitala i tyle ich widzieli. Teść zawsze wymawia się pracą, a teściowa woli
      polatać po sklepach w wolnych chwilach. Czas dla wnuka ma zawsze po 16-17 a
      Jasie ma kąpiel ok 19, więc czasami nawet nie opłaca się do niej jechać.
      Najśmieszniejsze jest to, że opowiada wszystkim jakiego to ma wspaniałego wnuka,
      którego nawet nie zna.Żal mi tylko mojego męża, który musi wysłuchiwać jej żali
      kiedy nie chce nam się tam jechać.
      • adi1311 Re: moi tesciowie...tragedia... 10.09.07, 16:57
        to i tak nieżle moja mama ma czas w pierwszą i ostatnią sobote
        miesiąca od 16.00 do 16 .30 , teraz to żartuje ale też wiecznie
        zajeta , tak by chciała ale nie żałosne , moja teściowa ma tyle
        wolnego czasu i nic do roboty ,i cały dzień sie żle
        czuje ,zostawiajac u niej chłopaków słysze tylko wróć szybko bo ja
        zaraz zemndleje lub wylewu dostane itp , a jak ona jest u nas to
        zaraz musze iść bo ziemniaki na gazie zostawiłam i takie tam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka