Dodaj do ulubionych

jestem wściekła.....

14.10.07, 13:01
Cześć dziewczyny!Muszę sie wygadać,a może przy okazji coś mi
doradzicie.Mianowicie mój mąż oświadczyl mi 2 dni temu,że jego firma
organizuje impreze w najmodniejszej dyskotece w miescie i on
oczywiście sie na nia wybiera oczywiście sam bo to impreza dla
pracowników.Pytam się go no i co w takim razie,a on mi na to,że
mówi mi bo nie wie czy go puszczę.Dodam,że to nie 1-sza impreza
na ,która idzie sam tak sie składa,ze jego tak poprzednia i obecna
firma organizuja takie imprezy i chociaż doskonale wie,że jestem
temu przeciwna jest mi przykro,że jak zwykle zostaję w domu z
dziećmi to nie zdarzylo sie żeby nie poszedł.I to jego bezsensowne
pytanie skoro niezaleznie od tego co powiem i tak pójdzie.Razem nie
wychodzimy prawie nigdzie.te jego wyjścia zawsze mnie wkurzaly,ale z
biegiem czasu wkurzają mnie coraz bardziej od momentu kiedy mi o
tym powiedzial po prostu wszystko we mnie wrze i nie wiem co robic
jesli kategorycznie powiem nie to po 1-sze nie wiem czy to cos da,a
po 2-gie przy kazdej okazji bede slyszec jaka jestem jedza,i że na
nic nie pozwalam.w naszym malzeństwie od ponad roku nie dzieje sie
dobrze nie ma czułosci miłych gestow malo ze soba rozmawiamy co w
tym przypadku jest ewidentna winą mojego meża ponieważ jest
malomowny ja przez lata próbowałam to zmienić ,ale jak zaczynalam
mowić on byl znudzony i poglasniał telewizor bo zawsze bylo coś
ciekawszego od zony ostatnio wlasciwie ze sobą nie sypiamy od ponad
2 m-cy.Z tego co nieraz słysze to zazwyczaj facetowi bardziej
brakuje sexu,a mojemu mezowi nie zauwazylam zeby brakowalo.ostatnio
często zadaje sobie pytanie czy ja go jeszcze kocham i nie umiem na
nie odpowiedziec.jestem jednoczesnie wściekłaale i zalamana cala ta
sytuacją i mam tego dosć.Nie wiem czy ja przesadzam szukam dziury w
calym,ale wydaje mi sie ,ze żonaty facet ojciec 3 dzieci nie
powinien sam bywać w dyskotekach czy ja naprawde go ograniczam
ponieważ jestem temu przeciwna?Dodam,ze kocham taniec tańczylam
kiedys w zespole rockendrola sportowego i chetnie poszlabym
potańczyć o czym moj m doskonale wie,ale nigdy nie zaproponowal
abyśmy razem gdzies wyszli jeśli zdarza sie nam czasem (niezmiernie
rzadko) gdzies wyjśc mam na mysli impreze lub spotkanie ze znajomymi
jest to zawsze moja inicjatywa.dziewczyny napiszcie czy pozwalacie
meżom samotnie imrezowac bo ja już nie wiem co myslec.pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • bsl Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:06
      a Ty sama nie wychodzisz ??
      ja nie mam z kim zostawić dzieci, wiec dzielimy się raz on raz ja a
      jak dzieci są u swojego ojca wychodzimy razem , nie ma problemu
      czasami trzeba zawalczyc o swoje
    • e_r_i_n Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:06
      Moj maz wychodzi sam, wyjscia/wyjazdy sluzbowe ma czesto.
      Ja tez sama wychodze, wiec uklad prosty.
      Jak maz nigdzie nie chce z Toba chodzic, to umow sie z kolezankami.
      • bsl erin , która z nas była pierwsza ?:) 14.10.07, 13:08

      • kasiakosiba14 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:20
        Zdarzyło mi sie kilka razy wyjsć samej on nie robil z tego
        problemu,nie wiem czy to kwestia zaufania on wie że może mi ufać bo
        nigdy bym go nie zdradzila,a ja mu nie ufam głównie dlatego,że sam
        kiedys sie przyznal,ze gdyby mial okazję to by z niej skorzystal....
        • e_r_i_n Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:22
          kasiakosiba14 napisała:

          > Zdarzyło mi sie kilka razy wyjsć samej on nie robil z tego
          > problemu

          Powinnas w takim razie odwdzięczyc sie tym samym.

          > nie wiem czy to kwestia zaufania

          Mysle, ze jednak przede wszystkim normalnego podejscia do zwiazku.
          A okazja moze sie zdarzyc nie tylko na imprezie - ograniczenie wyjsc niczego
          wiec nie zmienia.
        • aluc Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:22
          kasia, zmiłuj się, samotne wyjścia to "on nie robił z tego problemu"
          i kwestia zaufania?????
          jakbyś się chciała bzyknąć to byś się bzyknęła i powiedziała, że
          byłaś w sklepie, ale niczego nie było, dyskoteka do tego niepotrzebna
    • aluc Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:12
      impreza jest pracowa
      pracowe imprezy bardzo często odbywają się bez osób towarzyszących,
      bo mają na celu zintegrowanie pracowników, a nie małżeństw
      pracodawca ma prawo ustalić takie warunki imprezy, jakie mu się
      podobają
      impreza pracowa wcale nie musi być rozrywką, czasem bywa
      obowiązkiem, i wtedy nie mozna ot tak sobie nie iść (stary właśnie
      został w domu, chociaż miał w planie trzydniową imprezę integracyjna
      BEZ ŻON I DZIECI na Mazurach, nie pojechał, bo młodszy się
      rozchorował i starszy byłby uziemiony w domu, a od tego wszyscy by
      oszaleli, pojechać zaś powinien, bo jest wspólnikiem w firmie i jego
      nieobecność będzie fatalnie wyglądać, chociaż wcale nie był
      zachwycony perspektywą wyjazdu)

      jedyne, co możesz IMHO zrobić, to powiedzieć mężowi, że wolałabyś,
      żeby nie szedł, bo a i b i c

      jego decyzja, puszczać na imprezę to można dziesięciolatka
    • l.e.a Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:13
      Nie widzę nic złego w tym,że mąż ma ochote wyjść sam ale tylko w
      przypadku ,że i Ty masz możliwośc od czasu do czasu wyjśc jezeli
      masz na to chęć. Ja mam męża domatora, któty nie cierpi wychodzić z
      domu i unika jakichkolwiek imprez. Ja natmoiast potrzebuje od czasu
      do czasu gdzieś wypaść, odreagować się i mój mąż o tym wie. Dlatego
      raz na jakiś czas wyjeżdżam ( np raz na pół roku ) do Watrszawy aby
      sotkac się z moimi przyjaciółkami i koleżankami z forum , do domu
      wracam uśmiechnięta i z wielką radością wracam do męża i synka smile
    • 18_lipcowa1 szukasz dziury w calym 14.10.07, 13:15
      maz ma prawo isc na sluzbowa impreze
    • fajka7 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:20
      Zonaty facet ojciec 3 dzieci jak najbardziej moze bywac na firmowych
      dyskotekach dla pracownikow, a zona nie ma tu nic do pozwalania, to
      nie Twoje czwarte dziecko tylko partner zyciowy.
      Skoro on sie Ciebie pyta czy mu pozwolisz, a Tobie sie wydaje, ze
      naprawde masz prawo pozwalac lub nie, to juz wyraznie widac, ze cos
      u Was niehalo w zwiazku.
      Tez mam malomownego meza introwertyka totalnego, ale nie majstruje
      przy tv, gdy do niego mowie. Nie wierze, ze brak komunikacji u Was,
      to wylacznie wina Twojego meza. Zastanow sie co do niego mowisz, w
      jaki sposob to mowisz i jak on to rozumie, co od Ciebie slyszy.
      • kasiakosiba14 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:38
        No teraz juz wszystko jest jasne biedny ten mój cudowny maz ze ma
        taka żone najlepiej jak ja zmieni na bardziej normalną.A swoją
        droga,czy uwazacie,że zostawienie żony samej na 10 dni w 6 m-cu
        zagrożonej ciązy lezacej plackiem i wyjazd do odleglego o 250 km
        miasta i spotykanie sie z była dziewczyną tez jest w porzadku?
        Dodam,ze nie byl to wyjazd slużbowy tylko rozrywka.
        • bsl Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:53
          no to przepraszam już wtedy wiedziałaś z kim się związałaś , bardzo
          mi przykro ale ponosisz konsekwencje zlego wyboru
        • luxure Re: jestem wściekła..... 15.10.07, 08:46
          No ale Kochana...do kogo masz o to pretensje? Do nas? Niektóre z nas
          wychodzą za facetów a inne za dupków. Tobie najwyraźniej trafił się
          ten drugi, ale to był Twój wybór.
          Co do imprez firmowych to zarówno mąż jak i ja chodzimy na imprezy
          firmowe bez "przyległości". Impreza firmowa integruje pracowników a
          nie małżeństwa, więc Twoje oczekiwania, że mąż pownien zabrać Cie ze
          sobą są conajmniej na wyrost. Idź do pracy bedziesz miała imprezy
          integracyjne. Wybrałaś karierę kury domowej w domu z 3 dzieci to
          ponosisz tego konsekwencje.
    • lila1974 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 13:34
      Kwestie do rozpracowania są dwie. Ważniejsza od imprezy wydaje mi
      się ta, która dotyczy Waszych wzajemnych relacji.

      Musisz poszukać przyczyny stanu rzeczy w jakim się znaleźliście. I
      wykazac się przy tym szukaniu niesamowitym obiektywizmem. Czyli nie
      zakładać z góry, że cała wina leży po stronie męża, tylko poszukać
      jej również w sobie. Musisz również odpowiedzieć sobie na pytanie,
      dlaczego wogóle zostaliście małżeństwem. Jakie uczucia i
      okoliczności Was złączyły i co się z nimi stało.

      Mam taką prywatną opinię, że wpłynąc na faceta można tylko wówczas,
      gdy mu na jego żonie ZALEŻY. Jesli jest z nią z przyzwyczajenia, to
      choćby się chodziło na rzęsach, to on i tak tego nie doceni.

      Koniecznie równiez musisz odpowiedzieć sobie na pytania "co ja do
      niego czuję?", "jakiego życia dla siebie i dzieci pragnę?", "jakie
      sa nasze priorytety?" itp.

      Musisz wiedziec dokładnie czego chcesz, by móc sensownie rozmawiać z
      mężem.


      2.
      W kwestii wyjść.
      Czy inicjujesz je sama? Czy tylko czekasz aż on to zrobi? Czy
      powiedziałas mu kiedyś o swoich oczekiwaniach będąc w jego
      ramionach, podczas miłęgo wieczoru, czy raczej odbywa się to na
      zasadzie wnoszenia żali i pretensji?

      Może nie wychodzicie, bo macie problemy logistyczne? Może kiedyś
      chciał Cie zabierac a Ty wymawiałaś się dziećmi i koniecznością
      opieki nad nimi?

      I oczywiście, ze masz prawo wychodzić, więc poinformuj go, że od
      czasu do czasu potrzebujesz wyjść SAMA, by móc przewietrzyć umysł i
      uwolnić się od dzieci. Ale tez nie stawiaj go bezwzględnie pod
      murem, ale ustal co i jak. Z tego prawa jednak nie rezygnuj.


      Co do moich reakcji na wyjścia mojego męża. Generalnie nie mam nic
      przeciwko, choć gdy jest ich jakaś większa ilość na przestrzeni
      krótkiego czasu, to mój poziom frustracji nieco wzrasta. jednak
      ewentualne uwagi nie są kierowane pod adresem męża, a firmy. Ja
      sobie mogę wówczas popyszczyć i powydziwiac, a mąż nie czuje presji,
      że go nie chcę puścić.

      Z drugiej jednak strony, mąż okazuje mi swoje zainteresowanie, więc
      nie jestem tak rozgoryczona jak Ty.

      W tej konkretnej sytuacji ugryź się w język i pokaż mu, że jestes
      ponad to. A jak już będzie po fakcie to porozmawiaj z nim, ale na
      prawdę z dużą rozwaga.
      • kasiakosiba14 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:09
        Dzieki lila za te slowa ja naprawde jestem daleka od obarczania wina
        wylacznie meza mialam na mysli tylko brak rozmow doskonale zdaje
        sobie sprawe,że wina zwykle leży pośrodku ja też aniolkiem nie
        jestem.brakuje mi z jego strony dbalosci o nasz zwiazek ja naprawde
        staralam sie go pielegnować robiić miłe gesty np.niespodzianke na
        jego urodziny czy rocznice ślubu,ale on tego nie odwzajemnia z
        okazji moich urodzin zlozyl mi życzenia,a lilka dni pozniej przy
        okazji jakichs zakupow mowi,że może wybralabym sobie prezent ,a
        nigdy nie zdarzyło sie żebym byla nie zadowolona z prezentu,ktory od
        niego dostalam i ciesza mnie 1000 razy bardziej niz te ktore
        wybieram sama bo wiem,ze musial w to wlozyć troche energi i trudu i
        że sie staral tyle,że od dawna tego nie robi.widze,ze nie liczy sie
        ze mna czuje sie gorsza.ostatnio stwierdził,że mam rzucić
        prace,prace,ktorej dlugo szukalam i co do,której wspolnie
        podjelismy decyzję,że powinnam ja podjać ponieważ wiązala sie z
        tym,że mala bedzie musiala pojsc do przedszkola miałam troche obaw
        bo wiadomo,że dzieci na poczatku chorują,a my nie mamy nikogo kto by
        w tej sytuacji pomogl,przerabialismy to kiedy synowie byli w wieku
        przedszkolnym wiec wiedzielismy czego sie spodziewać teraz kiedy
        mała choruje mam ot tak rzucic prace,ktora zdobylam z niemalym
        trudem ,i jak na razie to ja biorę dni wolne kiedy mala jest chora
        bo maż mowi,ze nie może choć inaczej się umawialiśmy,a ja zdaje
        sobie sprawę,że nie przedłuzą ze mną umowy jeśli tak dalej będzie.
        • lila1974 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:23
          Domyślasz się, co leży u podstaw tego stanu uczuć między Wami?
          Długo jesteście małżeństwem?
          Jesteście sami z dziećmi, bez wydatnego wsparcia rodziny?
          W jakich modelach rodzinnych funkcjonowaliście przed ślubem?

          Może to jest zmęczenie materiału? A może, oby nie, kogoś ma? Byłabyś
          skłonna poradzić sobie z tego rodzaju powodem?

          Z pracy nie rezygnuj, jeśli córa dobrze znosi przedszkole (choroby
          pomijam). Może rozejrzyj się za właśnie za taką babcią-sąsiadką, o
          której wspominam w innym wątku? Byłoby to jakieś wyjście z sytuacji.

          Praca jest wartością samą w sobie, a skoro dodatkowo źle sie dzieje
          w Waszym małżeństwie to nie możesz wykluczyć, że któregoś dnia
          staniesz przed perspektywą samotnej mamy, a wówczas praca będzie Ci
          po prostu NIEZBĘDNNA.

          Jesli mąz naciska, byś zrezygnowała, to w rozmowach z nim pomiń
          kwestię swoich "ambicji" a skup się na potrzebie, emeryturze,
          doświadczeniu zawodowym itp., zeby dodatkowo nie zaogniac sytuacji.
          • kasiakosiba14 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:48
            z pracy nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować nie wiem tak do
            konca dlaczego jest tak jak jest myslę,ze ma na to wpływ wiele
            sytuacji,ktore miały miejsce to postępuje powoli.tak naprawde to
            zaczęło się dawno 11 lat temu kiedy zaszłam w druga ciąże mąż był z
            tego bardzo niezadowolony tak jak gdyby on udziału w tym nie brał w
            kazdym razie to ja byłam winna tym bardziej,że nie zgodzilam sie
            ciąży usunąc.przez 9 m-cy i póżniej nie mialam wsparcia ,a tylko
            zlość i pretensje(teraz syn jest jego dumą i oczkiem w
            głowie),potrafił być na mnie zly za to,ze kiedy lezalam w szpitalu z
            zagrożoną ciaza i mialam anemię musial mi kupić witaminy z
            wyrażnychzaleceń lekarskich.Chyba wtedy jeszcze bardzo go kochalam i
            nie docierało to do mnie,ale z czasem po kolejnych sytuacjach powoli
            zaczely otwierać mi się oczy az doszlo do obecnego stanu
            rzeczy.oczywiscie było tez dużo szcześliwych miłych chwil i to się
            jakoś tam rownoważylo,ale w pewnym momencie tych miłych momentow
            bywalo coraz mniej.....Odpowiadajac na Twoje pytanie jestesmy 16 lat
            małzeństwem.
        • purpurowa_komnata Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:41
          Wyrażę tylko swoje zdanie- jeśli uważam coś za słuszne to bez
          względu na sprzeciwy robię swoje-zawsze po jakimś czasie
          słyszę"jednak dobrze zrobiłaś".Nie mam na myśli własnego wygodnictwa
          oczywiście...Wydaje mi się również,że nie o wyjście tu chodzi-
          raczej o relacje między Wami. Wydaje mi się,że rzucenie przez Ciebie
          pracy spowoduje jedynie Twoje rozgoryczenie i poczucie krzywdy. A
          poza tym to wolałabym chodzić w jednych butach- a pieniądze
          przeznaczyć na opiekunkę w razie choroby dziecka.Jesteś dorosłą
          pełnosprawną umysłowo osobą - więc pozostaje Ci jedynie rozmowa z
          mężem a nie ciche podporządkowywanie się Jego woli. Oczywiście ten
          mechanizm działa w obie strony....
          • purpurowa_komnata Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:42
            oczywiście odpowiadałam założycielce wątku wink
    • kotbehemot6 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:14
      Idz z nim na impreze,będziesz sie super czuła, wszystkich znając i narazając się
      na drwony ze to zonka co mężusia samego nie puszcza.Moze troche więcej luzu???
      Wybacz ale skoro często robisz z igły widły to nie dziwię się ,ze woli telewizor.
    • petto [...] 14.10.07, 14:44
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • bsl Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:48
        bardzo sympatyczna odpowiedź ;/
      • l.e.a Petto ??? 14.10.07, 14:48
        Wypiłaś coś ?? Twoja odpowiedź to jakiś jeden wielki bełkot...
        Naprawdę uważasz,ze trzeba się często sexić aby mieć 3 dzieci ?
        • petto Re: Petto ??? 14.10.07, 15:00
          l.e.a napisała:

          > Wypiłaś coś ?? Twoja odpowiedź to jakiś jeden wielki bełkot...
          > Naprawdę uważasz,ze trzeba się często sexić aby mieć 3 dzieci ?
          >
          >
          uważam ze kobieta która się zabezpiecza i zachodzi w ciąże to znaczy
          ze bardzo czesto wspólżyje(nawet więcej niż raz dziennie) a jeśli
          się nie zabezpiecza to też rzadziej tego nie robi, bo żeby zajśc w
          ciąze z męzem 3 razy to nie sądzę zeby to robiła tylko 3 razy.Bo ja
          się nie zabezpieczam i od 4 lat nie zaszłam, a mam jedno
          dziecko.Tylko ze ja na nic chora nie jestem, a zachodzenie w ciąze
          nie jest możliwe bo współżyje raz , 2 w tyg. Więc za rzadko.
          • sir.vimes ??? 14.10.07, 15:01
            ".Bo ja
            się nie zabezpieczam i od 4 lat nie zaszłam, a mam jedno
            dziecko.Tylko ze ja na nic chora nie jestem, a zachodzenie w ciąze
            nie jest możliwe bo współżyje raz , 2 w tyg. Więc za rzadko."

            ????????
            • petto Re: ??? 14.10.07, 15:03
              dziwne? jakbym tak kilka razy dziennie na koniu ujeżdzała to bym
              zapewne zaszła już ze 4 razy i miała razem 5-cioro dzieci.
              • jagniatko Re: ??? 14.10.07, 15:22
                Matko i córko wink A wpadki to się niby skąd biorą? No właśnie od takiego 'jednego
                razu' ;] To, że Ty nie zaszłaś seksząc się co 2 tygodnie, to nie znaczy, że inne
                mają tak samo. Z relacji znajomej mi osoby, wiem, że może się to zdarzyć i przy
                seksie raz na miesiąc wink
              • bsl Re: ??? 14.10.07, 15:24
                no widzisz petto bo robić dzieci trzeba umieć
              • l.e.a Re: ??? 14.10.07, 15:27
                Petto, to że Ty nie zachodzisz w ciążę po 4 latach nie jest normalne
                i jeżeli miałaś komplet badań włącznie z drożnoscia jajników itp
                uważam,że problem masz prawdopodobnie psychiczny alebo cos jestnie
                tak ze zdrowiem Twojego partnera.

                Para, która stara się o dziecko ponad 12 miesięcy bezskutecznie,
                jest zaliczana do par z problemem zdrowotnym i szuka się wówczas
                przyczyny nie zachodzenia w ciążę.

                Kuzynka po odstawieniu pigułek zaszła w ciążę za 1 razem, drugie
                dziecko poczęło się po 2 miesiącach prób i napewno nie intensywnego
                sexu, jej mąż wraca do domu z pracy tylko na wekeendy.

                Kobieto nie porównuj innych do siebie - tragedia uncertain
                • petto Re: ??? 14.10.07, 15:30
                  l.e.a napisała:

                  > Petto, to że Ty nie zachodzisz w ciążę po 4 latach nie jest
                  normalne
                  > i jeżeli miałaś komplet badań włącznie z drożnoscia jajników itp
                  > uważam,że problem masz prawdopodobnie psychiczny alebo cos jestnie
                  > tak ze zdrowiem Twojego partnera.
                  >
                  > Para, która stara się o dziecko ponad 12 miesięcy bezskutecznie,
                  > jest zaliczana do par z problemem zdrowotnym i szuka się wówczas
                  > przyczyny nie zachodzenia w ciążę.
                  >
                  > Kuzynka po odstawieniu pigułek zaszła w ciążę za 1 razem, drugie
                  > dziecko poczęło się po 2 miesiącach prób i napewno nie
                  intensywnego
                  > sexu, jej mąż wraca do domu z pracy tylko na wekeendy.
                  >
                  > Kobieto nie porównuj innych do siebie - tragedia uncertain
                  >
                  >
                  >
                  nie słoneczko, ja robię badania co pół roku, ale współżyje widocznie
                  nie w okresie tym co powinnam, bo rzadko.Zdrowa jestem jak byk.
                  • lila1974 Re: ??? 14.10.07, 15:35
                    No to sama sobie odpowiedziałaś. Autorka wątku mogła współżyć trzy
                    razy w zyciu i to wystarczyło, byle wstrzeliła się w odpowiedni
                    moment cyklu, prawda?
                  • l.e.a Re: ??? 14.10.07, 15:35
                    petto napisała:

                    > nie słoneczko, ja robię badania co pół roku, ale współżyje
                    widocznie
                    > nie w okresie tym co powinnam, bo rzadko.Zdrowa jestem jak byk.
                    >

                    Zaprzeczasz sama sobie. W takim razie nie rozumiem po co robisz
                    badania skoro wiesz,że jesteś zdrowa. Skoro chcesz dziecko to
                    powinnaś wiedzieć kiedy jest odpowiedni moment. Widocznie nie chcesz
                    dziecka. Bo gdybyś chciała, uprawiałabyś sex z partnerem w dniach
                    jajeczkowania, a jeżeli uprawiacie, a w ciąży nie jesteś to o czymś
                    to świadczy prawda ?
                    • petto Re: ??? 14.10.07, 15:56
                      l.e.a napisała:

                      > petto napisała:
                      >
                      > > nie słoneczko, ja robię badania co pół roku, ale współżyje
                      > widocznie
                      > > nie w okresie tym co powinnam, bo rzadko.Zdrowa jestem jak byk.
                      > >
                      >
                      > Zaprzeczasz sama sobie. W takim razie nie rozumiem po co robisz
                      > badania skoro wiesz,że jesteś zdrowa. Skoro chcesz dziecko to
                      > powinnaś wiedzieć kiedy jest odpowiedni moment. Widocznie nie
                      chcesz
                      > dziecka. Bo gdybyś chciała, uprawiałabyś sex z partnerem w dniach
                      > jajeczkowania, a jeżeli uprawiacie, a w ciąży nie jesteś to o
                      czymś
                      > to świadczy prawda ?
                      >


                      zaprzeczam sobie? badania robię bo trzeba robić kontrolne, nic nie
                      zaprzeczam, napewno autorka nie wpadła z męzem i 3 razy w życiu
                      seksiła się. Napewno niezły jej mąz w te klocki, bo taka ilośc
                      dzieci to tak jest. Inaczej nie ma dziewczyno.
                    • petto Re: ??? 14.10.07, 15:58
                      l.e.a napisała:

                      > petto napisała:
                      >
                      > > nie słoneczko, ja robię badania co pół roku, ale współżyje
                      > widocznie
                      > > nie w okresie tym co powinnam, bo rzadko.Zdrowa jestem jak byk.
                      > >
                      >
                      > Zaprzeczasz sama sobie. W takim razie nie rozumiem po co robisz
                      > badania skoro wiesz,że jesteś zdrowa. Skoro chcesz dziecko to
                      > powinnaś wiedzieć kiedy jest odpowiedni moment. Widocznie nie
                      chcesz
                      > dziecka. Bo gdybyś chciała, uprawiałabyś sex z partnerem w dniach
                      > jajeczkowania, a jeżeli uprawiacie, a w ciąży nie jesteś to o
                      czymś
                      > to świadczy prawda ?
                      >
                      uprawiam seks ale niestety nie trafimay na te dni, bo maz np pracuje
                      akurat, albo ja.Zrozum ze nie możemy uprawiac seksu kiedy chcemy,
                      tylko wtedy kiedy jest na to czas. Jakbyśmy mogli to byśmy i kilka
                      razy w codzinnie, to wtedy bym zaszła.
                      • l.e.a Re: ??? 14.10.07, 16:06
                        co pół roku robisz przepustowośc jajników, kontrolne USG w dniach
                        jajeczkowania i poziom wszystkich hormonów ??? szok

                        ... zazdroszczę ginekologa, moja znajoma z Dąbrowy Górniczej ma
                        problem doprosić się badania poziomu hormonów od ponad roku czasu,
                        bo limit wyczerpany, gdzie takie badania mozna robić co pół
                        roku ??? uncertain
                        • petto Re: ??? 14.10.07, 16:20

                          wszędzie, płacisz i masz.
                        • petto Re: ??? 14.10.07, 16:21
                          l.e.a napisała:

                          > co pół roku robisz przepustowośc jajników, kontrolne USG w dniach
                          > jajeczkowania i poziom wszystkich hormonów ??? szok
                          >
                          > ... zazdroszczę ginekologa, moja znajoma z Dąbrowy Górniczej ma
                          > problem doprosić się badania poziomu hormonów od ponad roku
                          czasu,
                          > bo limit wyczerpany, gdzie takie badania mozna robić co pół
                          > roku ??? uncertain
                          >
                          >

                          jak chodzisz państwowo to pewnie i cytologi nie robisz raz na rok,
                          współczuję.
                          • l.e.a Re: ??? 14.10.07, 16:23
                            Nie piszę o sobie- pisałam o kolezance z Dabrowy Górniczej, ja sobie
                            płacę ubezpieczenie w Czechach - jestem w Czeszką i cytologię mam
                            robioną co pół roku - dostaję zaproszeni na maila ale poziom
                            hormonów już co 3 mies. dlatego wiem o czym piszę po leczę PCO i w
                            Polsce nie miałabym takiej możliwości.
                            • petto Re: ??? 14.10.07, 16:27
                              l.e.a napisała:

                              > Nie piszę o sobie- pisałam o kolezance z Dabrowy Górniczej, ja
                              sobie
                              > płacę ubezpieczenie w Czechach - jestem w Czeszką i cytologię mam
                              > robioną co pół roku - dostaję zaproszeni na maila ale poziom
                              > hormonów już co 3 mies. dlatego wiem o czym piszę po leczę PCO i
                              w
                              > Polsce nie w polsce sa możliwości jak masz pieniadze, wiem bo ja
                              obecnie nie chodze państwowo, szkoda czasu.
                      • agamama123 Re: ??? 20.10.07, 17:48
                        To ja widać też curiosum jestemsmile
                        Pierwsze dziecko - fakt, po pół roku starań ale drugie i trzecie - jednorazowe
                        podejście do sprawysmile
                        Żeby mieć dziecko nie trzeba bzykac się jak króliczeksmile
    • fajka7 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 14:53
      Mozliwe, ze sie zle dobraliscie, ale widze tez, ze latwo sie unosisz
      i nie przykladasz wagi do tego, zeby sluchac. Widze to w Twojej
      odpowiedzi na moj poprzedni post, ktora nijak sie ma do tego, co
      napisalam.
      Ja nigdzie nie stwierdzilam, ze jestes mniej lub inaczej normalna.
      To jest to, co Ty chcialas uslyszec. Nadal twierdze, ze masz lub
      macie oboje problem z komunikacja. Czyli nie umiecie ze soba
      rozmawiac.
      Twoim zdaniem maz za malo sie stara- to mozliwe. Ty sie starasz
      wiecej i tymi staraniami chcesz przekazac mu komunikat jakie
      standardy staran Cie interesuja. A to najwyrazniej nie dociera.
      Moze zamiast tak starac sie o niego i mu udowadniac rozmaite rzeczy
      na kazdym kroku, po prostu zacznij bardziej starac sie o siebie?
      Zajmij sie soba wiecej, swoja praca.
      Czujesz sie gorsza, a to znaczy, ze brak Ci pewnosci siebie, bo
      obiektwnie z pewnoscia gorsza nie jestes.
      A to nie jest tak, ze Ty pokazujac mezowi jak sie o niego starasz
      udowodnisz mu jaka sama jestes wspaniala. Najpierw musisz uwierzyc,
      ze naprawde jestes wspaniala, wcale niegorsza i nie musisz tego
      udowadniac smile Zeby to pokazac ludziom trzeba najpierw pokochac
      siebie, uwierzyc w swoja wartosc, nie zachowywac sie jak czlowiek
      gorszy, a wtedy inni beda sie o nas starali. Co prowadzi do prostej
      konkluzji, ze aby cos zmienic u innych, musimy zaczac od siebie smile
      • wiola19714 dziwny jest twoj facet kasiu! 14.10.07, 15:04
        Dziwny jest troche ten wasz zwiazek Kasiu.Ja jestem po slubie 18 lat
        i jakos tak sie sklada ze zawsze z mezem gdzies chodzilismy albo
        wcale.Nigdy ani mi ani tym bardziej mezowi nie przyszlo na mysl zeby
        isc gdzies na impreze samemu.Dwa razy przez te 18 lat zdarzylo sie
        ze moj moz pojechal; sam z dziecmi na wakacje do swoich rodzicow ale
        to tylko dlatego ze ja nie moglam jechac.Ale tesknilismy do siebie
        bardzo i dzwonilismy co dzien rozmawiajac dlugie godziny.Zreszta
        tesknimy za soba nawet jak jestesmy w pracy.Tak bylo rok po slubie
        tak bylo piec lat i tak jest teraz.Nie rozumiem twojego meza jak
        moze sobie tak spokojnie jechac wiedzac ze cie to rani.Mysle ze
        osoba ktora kocha druga osobe i jesli liczy sie z jego uczuciami
        nigdy tak nie postapi niezaleznie czy jest to urlop czy dyskoteka
        czy wyjazd sluzbowy.Jesli musi tam jechac to zabralby tez ciebie
        jesli zalezaloby mu troszke na zwiazku ale z tego co piszesz on ma w
        nosie to co czujesz.Takich facetow tylko w kosmos chociaz kobiety
        tez sie takie zdarzaja
        • lila1974 Wiolu 14.10.07, 15:24
          Pozwolę sobie zaprotestować.
          Wyciągasz zbyt pochopne wnioski.
          Znasz przysłowie "nigdy nie mów nigdy"?

          Jestem 7 lat po ślubie, 9 w związku. Kocham i czuję się kochana, a
          jednak zdarza mi się iść lub wyjechać samej, czego mąż nie poczytuje
          mi za brak uczuć. W druga stronę jest podobnie, choć mąż wychodzi
          zdecydowanie częściej niż ja.

          To nie owo "wychodzenie" jest tu sprawa nadrzedną, tylko ogólna
          atmosfera związku.

          Jestem świeżo po spotkaniu z przyjaciółmi, którzy mają zasadę, ze
          nie wychodzą razem i co? Nie wiedzie się im, tak jakby chcieli, a to
          założenie już nie raz im bokiem wyszło.
        • e_r_i_n Re: dziwny jest twoj facet kasiu! 14.10.07, 20:32
          wiola19714 napisała:

          > Mysle ze osoba ktora kocha druga osobe i jesli liczy sie z jego
          > uczuciami nigdy tak nie postapi niezaleznie czy jest to urlop czy
          > dyskoteka czy wyjazd sluzbowy.Jesli musi tam jechac to zabralby
          > tez ciebie

          Wyjazd sluzbowy to czesc pracy. Rozumiem, ze sfochowaną zone nalezy
          tez zabrac dobiura, jesli przeszkadza jej rozstanie na 8 godzin w
          ciagu dnia?
          Chyba jednak wole swoj model malzenstwa (nienormalny, wg Ciebie) -
          gdzie kazdy zostawia drugiemu troche przestrzeni.
          • wiola19714 Re: dziwny jest twoj facet kasiu! 14.10.07, 23:49
            nienapisalam ze taki model jest nienormalny.Kazdy jest normalny
            jesli pasuje obu stronom ale jesli nie pasuje jednej ze stron to
            mysle ze trzeba brac to pod uwage i sie z tym liczyc.Jesli jest
            inaczej to po co wychodzic za maz?Praca w biurze jest czyms innym
            niz wyjazd wiec ja nie wrzucalabym tego do jednego worka

      • lila1974 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 15:17
        Mało tego starając się o niego w tej sytuacj i uczysz go, że on nie
        MUSI się starać. Taki paradoks. Podajesz mu coś na tacy, więc on się
        do tego przyzwyczaja do tego stopnia, że w końcu uważa, że mu się to
        NALEŻY.

        Jestem wielką zwolenniczką ROZMÓW, ale na rozmowę trzeba miec czas,
        więc nie może to być połajanka między myciem zębów a śniadaniem, czy
        w przerwie meczu.

        W naszym domu staramy się rozmawiac w miarę na bieżąco, ale ROZMOWY
        raczej tocza się nocą, kiedy wiem, że już nic nam nie przeszkodzi.
        Oczywiście stroną inicjującą jestem ja, bo mój mąż nawet jesli ma do
        mnie jakieś "ale" to mi zawsze daruje. Ja jemu jednak nie, bo
        poprzedni związek mnie nauczył, że niektóre "ale" trzeba
        zaakcentować, by nie stało się ono kością niezgody.

        Życzę Ci więc żebyś umiała przeprowadzić z mężem mądra rozmowę i
        znalazła na nią odpowiedni czas oraz, by mąż okazał sie godnym
        Ciebie rozmówcą.
        • fajka7 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 16:23
          Jak wspomnialam moj jest rowniez introwertykiem i w zasadzie
          najchetniej nie odzywalby sie wcale do nikogo smile Nie jest to
          najlatwiejszy typ, no ale taki juz jest. Te prawdziwe malzenskie
          oczyszczajace rozmowy zdarzaja sie nam niezwykle rzadko, bo ja
          rozumiem, ze on nie lubi filozofowac /nie to co ja smile)/, wiec go tym
          nie zadreczam na codzien, a jedynie w sprawach najwyzszej wagi,
          czyli gdzies raz na rok smile) No i oczywiscie ja je inicjuje smile
          Ale tak naprawde wazne jest to, co sie dzieje na codzien, drobna
          wymiana komunikatow rutynowych, ton, skladnia, jezyk ciala itd. Te
          przyslowiowe "pierdoly" buduja caly nastroj. I mysle sobie, ze jesli
          wlasnie na codzien ludzie nie traktuja sie jak wrogow, nie usiluja
          rywalizowac, bog wie czego udowadniac, nie szukaja zaczepki i nie
          czyhaja na bledy drugiej strony, to i nie ma potem powodu do
          podejmowania wielkich trudnych dialogow na sile i w beznadziejnej
          atmosferze.
          Ale to takie luzne wynurzenia. W ogole to uwazam, ze od tego jest
          psycholog i po to wymyslono ten zawod, zeby ludziom w tarapatach
          pomagal. Dobry specjalista rozpyka takie niejasnosci i nawarstwienie
          pretensji w kilka sesji. A takie tam rady i pomysly amatorow nie
          maja w sumie wielkich szans na zaistnienie w praktyce, bo to ani
          czas, ani miejsce. Pogaduszki do poduszki.
          Bo mozna radzic ile wlezie, ale zeby rady zastosowac, trzeba by
          najpierw wyjasnic szczegolowo te wszystkie mechanizmy i emocje,
          ktore nami rzadza, a to musialby zrobic ktos, kto jest choc troche
          autorytetem w dziedzinie i naprawde sie zna.
          • lila1974 fajka7 14.10.07, 16:33
            Musisz mi tu kochana z taką konkluzją wyjeżdżać, gdy ja się
            rozkręcam w wywodach terapeutycznych? tongue_out

            Muszę Ci przyznać, że twój mąż ma z Tobą lekki żywot, mojego
            pogadanki umoralniające spotykają raz na kwartał smile
            • fajka7 Re: fajka7 14.10.07, 16:55
              Lila, nie wierz w ani jedno slowo, to tylko forum, a ja moge byc
              trollem wink
              Nie no wiesz, ja tez lubie powiedziec, co mysle, nawet w tym watku
              jakies przypuszczenia wysnuwam. Ale to tak dla sportu w sumie. Jakos
              poradnictwo netowe z przymruzeniem oka traktuje. Ale wiesz, z
              drugiej strony pisac trzeba, bo otoz jak mi milo, gdy Cie czytam, ze
              wszystkim sie zgadzam i potem mysle sobie: oj jaka ja madra jestem,
              tez tak mysle jak lila big_grin
              A na powaznie juz zupelnie, to zawsze jakies tam ziarno zostaje
              zasiane, inny punkt widzenia itd. smile
              • lila1974 Re: fajka7 14.10.07, 17:02
                Patrz pani smile
                Niedalej jak wczoraj mówiłam do jednej z forumowych koleżanek, że
                jestes dla mnie kimś wyjątkowym, wespół z panią kryniakkk. Kimś kogo
                szanuję za życiową mądrośc i dystans do siebie.
                Ale ja Ci to już chyba kiedyś mówiłam, nie? smile
                • fajka7 Re: fajka7 14.10.07, 17:47
                  <rumieniec>

                  smile

                  ps. a komu?? smile
    • vibe-b Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 18:08

      Jest impreza i impreza.
      Co innego firmowy obiad czy grill.
      Dyskoteka to jakby za wiele.
    • blekitnykoralik Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 18:59
      Ja rozumiem Twoją wściekłość.

      Ktoś powyżej napisał, że facet idący na taką imprezę z żoną narażony
      byłby na pośmiewisko. No to o czym to świadczy? O jego tchórzostwie.
      Dla mnie facet, który bierze na imprezę swoją żonę, wbrew aktualnie
      panującym zwyczajom, właśnie ma jaja.
      Pokazuje w ten sposób calej firmie (bo uważam, ze zapraszanie jednak
      na DYSKOTEKĘ tylko męża jest nietaktem ze strony firmy), jakie są w
      jego życiu priorytety.

      No ale, wiadomo, stawianie na pierwszym miejscu rodziny nie jest
      aktualnie modne (chyba, ze na okładkach kolorowych pism). Na fali
      jest niezależność, nawet z obrączką na palcu - można sobie choć
      niezależnego (-ną) przez chwilkę na imprezce firmowej poudawać.

      Jeśli facet naprawdę kocha kobietę, nie zostawia jej w domu idąc na
      tańce, kiedy widzi, że jest jej przykro.
      Ale żonę z trójką dzieci się zostawia, bez mrugnięcia okiem.



      • wiola19714 brawo blekitnykoralik 14.10.07, 19:25
        BRAWO blekitnykoralik zgadzam sie z toba w 100%
      • fajka7 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 19:30
        bla bla bla
        Rownie dobrze mozna napisac, ze jesli kobieta kocha faceta, to mu
        ufa i nie robi scen, a takze nie stawia go w idiotycznej sytuacji,
        gdy ma stawic sie na firmowej imprezie sam, bo tak zadecydowal szef
        i akurat do tego celu wybral dyskototeke.

        Mozna sie tylko domyslac jakie bylyby wpisy, gdyby to ktoras z Was
        napisala, ze idzie na dyskoteke firmowa, a maz furczy w domu, ze ma
        zostac z dziecmi. To by dopiero bylo: alez idz oczywiscie, baw sie,
        odpocznij, oderwij, nalezy ci sie itd. itp. I nie mowcie mi, ze to
        co innego, bo nie lykne smile

        Jak w malzenstwie nie ma problemow, to nie powstaja one z powodu
        takiej sluzbowej okazji. Czepilyscie sie niektore tej dyskoteki
        jakby to byl co najmniej striptiz w wykonaniu pracownikow firmy i
        nie widzicie, ze ta para sie ze soba nie dogaduje od jakiegos czasu
        i to przeddyskotekowego.
        • blekitnykoralik Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 20:09
          a takze nie stawia go w idiotycznej sytuacji,
          > gdy ma stawic sie na firmowej imprezie sam, bo tak zadecydowal
          szef
          > i akurat do tego celu wybral dyskototeke.

          ma stawić
          w dyskotece?

          Sorry, ale to firma ma mu czas wolny oraganizować? "Stawić się"?
          Może zaproponować, co najwyżej i z pełnym zrozumieniem podejść do
          tych, którzy wolą ten czas spędzić w inny sposób.

          Był tu kiedyś facet na forum, którego żona ciągle gdzieś latała i
          też mu to nie pasowało. To nie jest teraz kobiecy problem.
          Dziewczyny na imprezkach szaleją jeszcze bardziej smile I nie mówi mi,
          że nie, bo widziałam wiele takich "przypadków".

          Jeśli w małżeństwie są problemy, to dlatego, że nie rozumieją swoich
          potrzeb. Jak gościu pójdzie na imprezkę, to następny minus w jej
          oczach, co doskonale rozumiem.

          I to jest tak, że ona powie "idź", bo nawet gdyby kategorycznie się
          postawiła, nie poczułaby się lepiej. Ona chce, żeby on popwiedział:
          "pójdziesz ze mną? Co tam kumple, niech widzą, ze mam super żonę i
          jej w domu nie zostawiam"
          Każda kobieta by chciała coś takiego usłyszeć.
          A szczególnie ta, która dawno u boku swego męża się nie bawiła,
          urodziła mu trójkę dzieci i czuje się w takiej sytuacji
          beznadziejnie.

          • demarta Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 20:21
            blekitnykoralik napisała:

            Ona chce, żeby on popwiedział:
            > "pójdziesz ze mną? Co tam kumple, niech widzą, ze mam super żonę i
            > jej w domu nie zostawiam"
            > Każda kobieta by chciała coś takiego usłyszeć.
            > A szczególnie ta, która dawno u boku swego męża się nie bawiła,
            > urodziła mu trójkę dzieci i czuje się w takiej sytuacji
            > beznadziejnie.
            >


            a ja uważam, że główniejszym problemem jest właśnie to, że się
            ogólnie mówiąc ze sobą nie bawią. a jak się ze sobą nie bawią, to z
            czegoś to wynika. no i skoro prywatnie się ze sobą nie bawią, to po
            co ma ją tym bardziej brać na imprezkę służbową?

            prywatnie u nich jest nie halo. a ta nieszczesna impreza jest tylko
            powodem do narzekań i ubolewania. ta firmowa imprezka bardziej
            współpłaczące nad losem autorki wątku odnaleźć pomoże. i płacz
            odbywać się będzie z powodu przykrywki. bo co pod nią siedzi wie
            sama autorka i jej mąż. i jak sobie z tym nie poradzą, to już zawsze
            wszędzie będą chodzić osobno.
          • lila1974 Jedyne rozwiązanie jakie dopuszczam 14.10.07, 21:17
            to takie, ze ona na tę imprezę po prostu nie pójdzie, bo zabranie na
            nią żony, gdy wszyscy są bez będzie dla niego najgorszym z możliwych
            rozwiązań.

            Czy Ty rozumiesz w jakim świetle postawilabyś swojego męża? Ma to
            dla Ciebie jakieś znaczenie, czy najważniejszy się wlasny komfort
            psychiczny?

            Oczywiście, że firma nie może rządać obecności na takich
            nieoficjalnych spotkaniach, ale z drugiej strony nieintegrowanie się
            z zespołem zapewne byłoby źle odbierane.

            Osobną kwestią jest również nastawienie męża do tych spotkań i
            obecności na niej żony. Mogłabym mieć pretensje do męża, gdybym
            widziałą, ze leci na te spotkania jak na skrzydłach i nawet nie
            pokusi się o refleksje, że mnie może być przykro. Gdy siedzi na nich
            do ostatniego dzwonka i wraca nabombany w trzy dupy, ale jeśli
            widzę, ze lubi ze mną przebywać, organizujemy sobie wlsne imprezy i
            dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, to po co się wkurzać o te
            służbowe wyjścia. Dla zasady?
      • e_r_i_n Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 20:30
        blekitnykoralik napisała:

        > No ale, wiadomo, stawianie na pierwszym miejscu rodziny nie jest
        > aktualnie modne (chyba, ze na okładkach kolorowych pism).

        Co ma piernik do wiatraka? Fakt, ze rodzina jest na pierwszym
        miejscu, nie oznacza, ze wszystko inne przestaje istniec.
        Ja stosuje prosta zasade: nie czyn drugiemy, co robie niemile.
        Jesli ja zabronilabym mezowi meskich wyjsc czy stroiła fochy, gdy ma
        isc na bankiet/gale/pokaz/jechac na integracyjne spotkanie firmowe,
        to on mialby prawo stroic fochy przy moich wyjsciach/wyjazdach.
        A takiego czegos bym nie strawila, bo za bardzo cenie swoja
        niezaleznosc. Co nadal nie zmienia faktu, ze rodzina jest
        najwazniejsza. A raczej rownie wazna, jak ja sama.
        Dziewczyna mowi, ze ona wychodzi sama i nie ma problemu - nie jest
        to wiec kwestia nie stawiania rodziny na pierwszym miejscu przez
        meza. Nie ma wlasnie tego podzialu, o ktorym tutaj pare madrych
        dziewczyn (Fajka, Lila wink) napisało.

        A jesli chodzi o imprezy firmowe, na ktore zapraszani sa pracownicy
        bez partnerow (co nie jest rzadkoscia, raczej norma), to poza
        sprawami juz wymienionymi (integracja wspolpracownikow), dochodzaca
        chociazby prozaiczne sprawy finansowe - zaproszenie pracownikow z
        partnerami oznacza dwa razy wieksza liczbe osob. Tak wiec mowienie
        tutaj o jakichs nietaktach jest nie na miejscu.
        • blekitnykoralik Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:07
          Widzisz, każdy potrzebuje niezależnosć w różnych sferach życia
          Ja cenie sobie to, że nie muszę na takich imprezkach bywać, a jeśli
          już to mogę bywać z mężem.

          W tym momencie erin piernik do wiatraka coś ma, bo facet wychodząc,
          robi przykrość żonie

          A propoagowany aktualnie styl życia niestety sprzyja rozwodom, a nie
          umacnia związki, i tu mnie nie przekonasz, bo statystyki mówią same
          za siebie, i chyba nie muszę ich szukać w necie smile

          To, ze rodzina jest na pierwszym miejscu, znaczy dokładnie tyle, ze
          wszystko inne jest na drugim. I czasem ipreza firmowa też.

          Gdybym chciała być całkowicie niezależna, byłabym sama
          gdyby mężowi moje wyjazdy sprawiały przykrość, na pewno zrobiłabym
          wszystko, żeby przestały sprawiać i nie zastanawiałabym się, co
          myślą o tym kolezanki z pracy.

          Poszłabym sobie na każdą imprezę, nie patrząc na jego "muchy w
          nosie", gdyby mi na nim już kompletnie nie zależało

          a firma zaoszczędzi, jak w ogóle nie zorganizuje dyskoteki, a krótką
          kolację
          no ale imprezki sa teraz modne smile
          • e_r_i_n Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:31
            blekitnykoralik napisała:

            > Ja cenie sobie to, że nie muszę na takich imprezkach bywać, a
            > jeśli już to mogę bywać z mężem.

            Wiesz, pracowac tez nikt nie musi.

            > To, ze rodzina jest na pierwszym miejscu, znaczy dokładnie tyle,
            > ze wszystko inne jest na drugim. I czasem ipreza firmowa też.

            Ja w tym przypadku jednak tego 'czasem' nie widze z jednego prostego
            powodu - dziewczyna uwaza, ze ona ma prawo wychodzic, bo maz jej
            moze ufac, a ona mezowi nie. Nie jest to wiec kwestia priorytetow,
            tylko chec stosowania roznych zasad wobec siebie i meza.

            > Gdybym chciała być całkowicie niezależna, byłabym sama
            > gdyby mężowi moje wyjazdy sprawiały przykrość, na pewno zrobiłabym
            > wszystko, żeby przestały sprawiać i nie zastanawiałabym się, co
            > myślą o tym kolezanki z pracy.

            Nie pisalam o calkowitej niezaleznosci. Dla mnie malzenstwo to
            zwiazek dwojga ludzi, nie jedność. I te dwie osoby maja prawo do
            indywidualnych znajomosci, zainteresowan i czasu tylko dla siebie.
            I nie chodzi o to, co powiedza kolezanki, tylko co powie szef. I pal
            licho, jak jest to impreza firmowa czysto integracyjna (chociaz przy
            okazji tak sprawdza sie na przyklad dyspozycyjnosc pracownika). Ale
            jesli to na przyklad szkolenie z impreza, to juz wybrzydzac nie
            mozna.
            • blekitnykoralik Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 23:17
              e_r_i_n napisała:

              > blekitnykoralik napisała:
              >
              > > Ja cenie sobie to, że nie muszę na takich imprezkach bywać, a
              > > jeśli już to mogę bywać z mężem.
              >
              > Wiesz, pracowac tez nikt nie musi.

              Praca nie powinna polegać na przymusowym bywaniu na dyskotekach, tak
              jak w tym przypadku!

              Widzisz bywałam na szkoleniach z meżem, po prostu wynajmowaliśmy
              osobny pokój, ja miałam do załatwienia akurat w tym miejscu swoje
              interesy i była okazja na oderwanie się od domu
              nikt w jego firmie z tego problemu nie robił, wszystkich ludzi z
              jego pracy znam, on zna moich pracowników. Dlaczego nie mamy
              wykorzystywać tego czasu, skoro to jest jego prywatny czas zabierany
              przez firmę? My go tak chętnie nie oddajemy smile



              >
          • lila1974 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:39
            Ależ żadna z nas, któe dopuszczamy samotne wyjścia męża, nie
            twierdzi, że potrzebuje ABSOLUTNEJ I NICZYM NIE SKRĘPOWANEJ wolności.

            Mój mąż i jego dobre samopoczucie jest sprawą niezwykle istotną.
            Podobnie odczuwam ja, że mój komfort jest dla mojego męża ważny.

            Stąd ja mu nie czynię wymówek, jeśli mi zapowiada, że tego i tego
            dnia, o tej i otej godzinie wybywa z chałupy. Jesli mi już się
            bardzo sprzykrzą jego wyjścia
            • lila1974 c.d ... 14.10.07, 21:45
              poprzedni mi urwało w pół słowa.

              Jesli mi już się bardzo sprzykrzą jego wyjścia, to zasugeruję, że
              byłoby mi miło, gdyby tym razem przedłożył moje fanaberie nad
              fanaberie szefa. Podejrzewam, że włąsnie przez wzgląd na fakt, że
              nie jestem mocno czepliwa, mąż potrafi się dostosować ... choć bywa,
              że nie bez żalu tongue_out

              Czasami musimy sobie ponarzekać wówczas, ale wszystko ma jakieś
              granice przyzwoitości.

              Natomiast absolutnie sobie nie wyobrażam stawiania sprawy na ostrzu
              noża i szantażowania męża swymi uczuciami i podważaniem jego.
      • aluc Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 20:55
        traktujesz impreze służbową wyłącznie w kategoriach dobrej zabawy, a
        często bywa ona dodatkowym obowiązkiem pracowniczym, w dodatku poza
        normalnymi godzinami pracy

        o kosztach już ktoś pisał

        a na miejscu faceta wolałabym sobie nogę złamać specjalnie niż iść z
        żoną na pracową imprezę bez żon, chyba, że jest prezesem albo i tak
        wszystko mu wisi
        • blekitnykoralik Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:18
          a co się robi na dyskotece?

          Jeśli to nie jest zabawa, to może jakaś nowa moda nastała?
          Może jest to nowa forma obserwacji pracowników, kto z kim zatańczy,
          a kto za dużo wypije? Już jakiś czas nie w temacie imprezek jestem.

          no, proszę cię...
          własnie takie obowiązki pracownicze są dla mnie żenujące.
          Pewnie, że trzeba mieć odwagę przyjść z żoną (oczywiście dodatkowo
          za nia zapłacić), to nawet taki współczesny romantyzm wink Ale
          dlaczego nie?





          • aluc Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:33
            koralik, w temacie imprez pracowych byłam przez jakieś 11 lat jako
            uczestnik zasadniczy, od trzech wyłącznie jako osoba towarzysząca
            (najcześciej nietowarzysząca, na szczęście) i mam mdłości na samą
            myśl

            jest to zwyczaj wyjątkowo durny IMHO, więc należy to odwalić
            możliwie bezboleśnie i wrócić do domu, bez narażania się na
            dodatkowe straty z powodu unoszenia się odwagą czy innym romantyzmem
            i zachować sobie odwagę i romantyzm na ważniejsze w życiu momenty

            chyba, że mąż autorki sam aż się rwie, zeby szybko do domu nie
            wracać, ale wtedy to nie jest kwestia imprezy pracowej jako takiej
            • e_r_i_n Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:37
              aluc napisała:

              > jest to zwyczaj wyjątkowo durny IMHO, więc należy to odwalić
              > możliwie bezboleśnie i wrócić do domu

              Ja to sie chyba ciesze, ze nie pracuje w korporacji jakiejs, tylko z
              grupa fajnych ludzi, bo wyjscie z nimi jest czyms naprawde
              przyjemnym wink.
              • aluc Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:21
                a wiesz, że na tych moich pracowych imprezach rzeczywiście jakieś
                fatum ciążyło, bo bez korporacyjnego przymusu się spotykaliśmy z
                przyjemnością i nadal się spotykamy smile
                • e_r_i_n Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:32
                  Ale powiem jeszcze - moj maz tez ma imprezy przymusowe czasami, ale
                  sa one na tyle fajne i w gronie fajnych ludzi, ze tez nie jest to
                  katorga. Chyby wszystko sie rozbija tak naprawde o to, z kim sie
                  pracuje.
            • blekitnykoralik Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:27
              podpisuję się pod tym co napisałaś
              tu autorka ma problem w ogóle z mężem i impreza jest tylko następnym
              punktem zapalnym

              ale też uważam, że powielany teraz często i narzucany przez firmy
              styl życia (mało czasu dla siebie, osobne i coraz bardziej
              wypełniające porywatny czas zabawy), sprzyjają rozpadaniu się
              całkiem fajnych z pozoru par, które jeszcze nie zdążyły się umocnić,
              albo były w trakcie jakiegos problemu. Widziałam, jak problemy na
              imprezach, między innymi, rozwiązywały się same, razem z
              małżeństwami i to szło lawinowo, niestety sad I to nie chodzi o same
              imprezy, ale o taki właśnie styl życia wokół tego "nikt mi nic nie
              będzie narzucał, inni się bawią, to ja też, jestem ja ja ja"

              firmowe imprezy umacniają jakieś tam wzory zachowań
              jak ktoś ma "porządek na strychu", to mu żadna impreza nie namiesza,
              ale ludzi uporządkowanych w tych sprawach jest coraz mniej (widać po
              ilości rozwodów)

              dlatego buntownik jestem w kwestii samotnych imprez i stylu "on
              (ona) się bawi i nie zwraca na ciebie uwagi, to Ty też się baw i
              miej go gdzieś, przecież nic złego nie robicie" , nie tędy droga.




    • denea Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 19:51
      Kasiu, na pewno jesteś rozgoryczona, ale nie wiem, czy potrzebnie...
      Mąż widać liczy się z Twoim zdaniem, skoro pyta co myślisz o jego
      wyjściu. Pomyśl, mogłabyś wypłakać, żeby nie szedł, tylko po co ? On
      potem pójdzie do pracy i będzie słuchał tych różnych "a
      pamiętacie..." "a cośtam cośtam, ale było !" itd. Nie obawiasz się,
      że mógłby mieć żal do Ciebie ?
      Co do zazdrości to naprawdę nie tylko na dyskotece czy innej
      imprezie można zdradzić, nie jesteś w stanie upilnować dorosłego
      faceta jak dzieciaka.
      Imprezy firmowe zazwyczaj są bez par, u nas się mówiło że "bez
      krzeseł" - i ja chodzę i mój mąż też, każde na swoje oczywiście. Nie
      widzę w tym nic złego.
      A jak masz ochotę potańczyć to zorganizuj wspólne wyjście jeśli
      macie możliwość załatwienia opieki nad dziećmi albo umów się z
      koleżankami smile Nie oglądaj się na to, że inicjatywa wychodzi zawsze
      od Ciebie, może Ty bardziej masz taką potrzebę, może bardziej lubisz
      takie wyjścia niż mąż. W końcu nie ważne, kto zaproponuje, ważne,
      żebyście poszli i się dobrze bawili smile
    • kalendarzowa_wiosna Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 20:16
      nie czytałam innych wypowiedzi, więc może się powtórzę

      Rozdzieliłbym dwie sprawy:
      jedna to samotne wyjście męża na imrezę z pracy
      druga: to co się dzieje w Twoim małżeństwie

      W pierwszym przypadku: odpowedź brzmi tak, facet jak najbardziej ma
      prawo iść na imprezę sam, Twoje "ale" będzie tylko i
      wyłącznie "strojeniem fochów".

      W kwestii Twojego małżeństwa: masz sygnał, że wkradła się w wasz
      związek rutyna, proza życia codziennego i warto coś z tym zrobić.
      Doskonale Cię rozumiem, bo sama mam w domu takiego "milczka" bez
      inicjatywy... Jak mi się chce, to wyciągam go do jakiegoś życia
      towarzyskiego, a jak nie, to siedzimy kilka miesięcy w domu, bez
      żadnych zabawowych fajerwerków. Niestety, tu niewiele poradzę, taki
      typ i tyle... Natomiast nie wiedzę powodu żeby nie zabawić się
      samej, we własnym towarzystwie. Mąż nie zawsze jest potrzebny do
      zycia towarzyskiego smile
    • moninia2000 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:35
      Ok, ja powiem tak:dziwne jest dla mnie sformulowanie 2bo nie wie czy
      ja go puszcze"...
      Nie wyobrazam sobie, abysmy sie z mezem gdzies musieli "puszczac" (
      w obydwu ego slowa znaczeniach hehe), bo jak ktos chce to idzie i
      sie bawi, nawet osobno. Maz w sumie woli ze mna, ja czasem lubie sie
      oderwac niewinniesmile
      Nieraz sie zdarzalo, ze zmuszalam Go prawie na jakas kolacje z
      kumplami z pracy, potem wracal zadowolony, ale ogolnie jest
      introwertykiem i ciut Go kosztuja relacje miedzyludzkie, choc
      chlopak do rany przylozsmile
      Warto zastanowic sie nad Waszym zwiazkiem, ale...miedzy Wami. Fajne
      winko, swiece, dobry nastroj, wolny wieczor i...rozmowa.
      To nie tylko kwestia zaufania takie samotne wyjscie, ale i jakby
      wskaznik tego, ze w zwiazku jest OK i partnerzy rozumieja swoje
      potrzeby. Nie zawsze przeciez ma sie ochote byc z Twa polowka
      wzedzie.
      • ledzeppelin3 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 21:55
        Najpierw pobiegaj- z pięć kilometrów albo zatańcz wściekły samotny
        taniec do ostrej muzyki, żeby wypocić wściekłość
        A potem spróbuj BEZ PRETENSJI, ze zrozumieniem, współczuciem,
        miłością pogadać z mężem. Powiedz mu, co czujesz, a nie co uważasz,
        i nie zaczynaj zdania od "a bo ty zawsze... a bo ty nigdy..."
        Powqiedz mu o swoich wątpliwościach, że nie czujesz się bezpiecznie
        wobec jego stwierdzeń, że gdyby miał okazję, toby z niej skorzystał.
        Takie stwierdzenia są w związku (o ile nie są głupią przechwałką po
        kielichu) znakiem, że coś się dzieje złego. Co do imprezy- takie
        pracowniane imprezki sa niestety zwykle tylko dla pracowników i nic
        na to nie poradzisz, więc odradzam pchanie się tam za nim. Nic tym
        nie udowodnisz. Ale powiedz mu, że tęsknisz do wypadów razem, tylko
        we dwoje, ze ci tego brak.
        A potem idźcie w końcu do łóżka!!!
    • fajka7 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:10
      Pragne dodac, bo widze, ze niektore z Was nie rozumieja, ze istnieja
      firmy, w ktorych impreza firmowa jest jak najbardziej czescia pracy,
      jest obowiazkowa, w terminie nieuzgodnionym z pracownikiem i
      obwarowana scislymi wymogami- jak nie ma byc zon, to znaczy, ze na
      takiej imprezie nie bedzie ani jednej zony, ani pol zony, ani kurka
      wspomnienia o zonie.
      Ja nie pochwalam takiego cyrku, ale sama pracowalam w fimie, gdzie
      sie pracowalo wylacznie w delegacji, wiec do domu wylacznie na
      weekend sie przyjezdzalo. A jak byla impreza firmowa na przyklad
      swiateczna, to sie odbywala w siedzibie firmy, czyli w berlinie,
      oczywiscie w weekend i oczywiscie tylko dla pracownikow, a zeby bylo
      taniej to bilety tak kupowali, ze prosto z tej pozal sie boze
      wigilii wracalo sie w poniedzialek do hotelu w miejscu projektu.
      Ja juz tam nie pracuje m.in. z powodu poczucia przedmiotowosci, ale
      niestety czestokroc jeszcze tak w firmach bywa.
      I tu nie ma gadki niech wezmie zone, niech ma jaja czy cokolwiek. To
      w zasadzie trzeba miec tyle jaj, zeby od razu zaczac szukac nowej
      pracy,a nie kazdy je ma.
      • edycia274 mnie były nie puszczał 14.10.07, 22:32
        Na imprezy pracownicze , imprezy studenckie, miałam siedziec w domu i tak parę
        dobrych lat wiele straciłam. Teraz ja puszczam mojego on mnie, teraz jedziemy an
        3 dniową wycieczkę do Zakopanego z mojej firmy, sama bym nie chciała jechać.
        Puść swojego, daj na luz.
      • demarta Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:33
        a ja dodam tylko, że czułabym się nad wyraz idiotycznie, gdyby się
        okazało, że na rzeczonej imprezie obecni są sami pracownicy, w
        pojedynkę, bez swoich życiowych partniorów, a ja jestem jedyną osobą
        spoza kręgu, do tego nieproszoną, wręcz niechętnie widzianą.
        spaliłabym się ze wstydu!
        • fajka7 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:36
          No ale Ty demarta jestes niesmiala, zamknieta w sobie, wycofana,
          niezaradna i przepraszasz, ze zyjesz, to wiadomo, ze bys sie
          wstydzila, nie?
          smile
          A sa tacy, co by sie nie wstydzili, ci z jajami smile
          • edycia274 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:40
            Demarta zacznijmy od tego,że ty chłopa na łańcuchu trzymasz smile
            • demarta Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:48
              taaaa, na tak zwanym krowiaku tongue_outPP
          • demarta Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 22:49
            a ja do tej pory myślałam, że brak jaj to u mnie biologiczna
            norma... no człowiek każdego dnia się uczy czegoś nowego...... smile
            • edycia274 Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 23:02
              demka a co puściłabyś chłopa na taka imprę? chyba z GPS tongue_out
              -
              Historia Niki - proszę zajrzyj
              1% dla Nikoli nie tylko raz w roku
              • demarta Re: jestem wściekła..... 14.10.07, 23:12
                ja bym mu nieba uchyliła.... żeby tylko zechciał pójść..... na dwa
                dni wink
                • edycia274 Re: jestem wściekła..... 15.10.07, 00:02
                  to go wywal ja tam wiem gdzie on by polazł smile))))
                  • demarta Re: jestem wściekła..... 15.10.07, 00:18
                    edycia, no ty wiesz, ino on sam nie wie, gdzie się podziać...... tongue_outPP
                    • edycia274 Re: jestem wściekła..... 15.10.07, 00:21
                      kup mu bilet . smile
                      • demarta Re: jestem wściekła..... 15.10.07, 00:26
                        ta on dzień i godzinę zapomni!!
    • cyborgus Re: jestem wściekła..... 15.10.07, 08:51
      a ja nie rozumiem tej mody na imprezy firmowe w takim miejscu jak
      dyskoteka. Wiekszosc ludzi ktorzy sa w powaznych zwiazkach na takie
      imprezy chodzi razem, bawi sie razem, a nie z kolezanka/kolega.

      u mnie i mojego meza imprezy firmowe maja na ogol charakter
      rodzinny, albo jest piknik, albo grill u kogos, obaid w restauracji
      o okazji Swiat. Imprezy integracyjne sa za to w godzinach pracy - np
      teraz jada wszyscy od meza z pracy na jakis lokalny jesienny
      festiwal.
      • ledzeppelin3 Re: jestem wściekła..... 15.10.07, 12:49
        Cudownie, tylko ze co firma to inny zwyczaj i nic się na to nie
        poradzi.
        • kasiakosiba14 Re: jestem wściekła..... 20.10.07, 17:35
          Cześć dziewczyny!Trochę co prawda po czasie,ale chciałabym cos
          jeszcze wtrącić od siebie poniewaz tak się zlożylo,że przez kilka
          dni mnie tu nie bylo i dopiero teraz przeczytalam to co
          napisałyscie.Chcialabym sprostować troche rzeczy bo jak na razie
          wyszło na to,ze jestem jakąś strasznie zazdrosna żoną trzymajaca
          meza na łancuchu.a tak nie jest.Moj m naprawde wiele razy chodził na
          rożne sluzbowe imprezy własciwie to nie tyle slużbowe co
          pracownicze.Firmaw ktorej obecnie pracuje zatrudnia setki osób tylko
          w naszym miescie wiec nie będzie raczej kameralnej atmosfery.Jego
          wczesniejsze firmowe wyjscia to byly np.grile na prywatnej dzialce,a
          wiec wcale nie oficjalne imprezy,wyjazdy sluzbowe do innego miasta
          gdzi jak sam mowil wiecej bylo rozrywki i picia alkoholu niż
          slużbowych zajęć.Były też imprezy w roznych lokalach prawie do
          rana,ale ja nigdy nie byłam na żadnej z nich i isć nie zamierzam,a o
          to bylam tu podejrzewana.Emocje już nieco opadly i juz nie jestem
          wsciekla,jest mi już tylko przykro,ze czasem moj mąż nie zaproponuje
          mi tego,abysmy gdzieś razem wyszli,że nie zależy mu już na mnie choć
          w połowie tak jak kiedys.Uważa,ze skoro jestem jego zoną to juz nie
          musi się starac.Jest mi zle nie dlatego,że idzie sam tylko
          dlatego,że chodzi tylko i wylacznie sam.pewnie,że ja tez moge
          chodzić sama tylko,ze chyba tu nie o to chodzi.Moje zdanie jest
          takie,że malzonkowie powinni bywac czasem gdzieś osobno,ale powinni
          tez bywac razem.w tym konkretnym przypadku najbardziej razi mnie
          lokal,w którym owa impreza jest organizowana swego czasu słynna
          Frytka chwalila się,że tam najczesciej sie bawi.Zgadzam się z
          wypowiedzia ktorejs z was,ze dyskoteka to trochę dziwne miejsce na
          słuzbowe spotkania.Co do zachodzenia w ciązę,a częstotliwosci sexu
          to powiem tylko tyle,ze roznica wieku między moimi dziećmi
          wynosi;miedzy 1 a 2 6 lat, natomiast miedzy 2 a 3 7 lat.To na tyle
          jesli chodzi o sprostowania,teraz podziekowania dla wszystkich z was
          ktore miały dla mnie dobre słowo ,a najwieksze dla Ciebie denea i
          obiecuję,ze się odezwę pozdrowionka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka