mateoeasy
04.11.07, 12:18
pisze do was i ciagle jeszcze placze.a wszystko zaczelo sie od
pewnej sasiadki..moja kolezanka ma sasiadke-rozwodka,dziecko lat 7 a
ona jest ok trzydziestki.ladna,zgrabna no niczego jej nie
brakuje.odkad zamieszkala obok mojej kolezanki,to jej maz normalnie
glowe stracil dla tej sasiadki.przywozil zakupy,odbieral dziecko ze
szkoly ,a jego zonka zakupy dzwigala sama,no w ogole szkoda
slow.troche bylo mi jej zal,nie,bardzo bylo mi jej zal.ona jednak
odpowiadala,ze sie przyzwyczaila do jego wybrykow .trwalo to tak ok
4 miesiecy i moja kolezanka znalazla sobie prace i postanowila kupic
sobie auto.i tak pomalu sie usamodzielnia,a jej maz troche
przystopowal.i tu zaczyna sie moj problem.nadmienie ze moj maz
krytykowal ten "romans"z kazdej mozliwej strony.ale teraz zaczyna
zajmowac ow miejsce co maz mojej kolezanki.a na pytanie czemu to
robi dowiedzialam sie,ze przeciez sasiadka taka biedna,nie ma
faceta,co by jej pomagal w zyciu-a ja mam(tylko ze mam tez 3 dzieci)
no i nie ma w tym nic zlego zeby na tej pomocy sie tylko
skonczylo,ale ostatnio dowiedzialam sie ze byl pare razy u niej na
kawie i nic mi nie powiedzial,a zapytany o to stwierdzil ,ze nie
mialam wiedziec.malo mnie nie roznioslo.boje sie ze to posunie sie
dalej.moze jestem za bardzo zazdrosna,ale nie chce grac te drugie
skrzypce.boli mnie to ze musze radzic sobie z trojka dzieci a taka z
jednym ma kazdego na kiwniecie.poradzcie mi cos.nie chce stracic
meza,myslalam zeby dac mu nauczke,ale zupelnie nie mam sily.dzis
powiedzial ze jestem zalosna i poszedl do sasiadki.