wegatka
07.01.08, 00:36
W piątek moja 10-letnia córka po powrocie ze szkoły oznajmiła, że dyrektorka ogłosiła przez megafony, iż dziewczęta z włosami do ramion, oraz dłuższymi od poniedziałku mają je nosić spięte. Jednym słowem zakaz chodzenia do szkoły z rozpuszczonymi włosami.
Prawdę mówiąc najpierw myślałam, że to żart, no bo jak można umotywować wydanie takiego nakazu? Co jest niestosownego w noszeniu takiej fryzury? Rozumiem wprowadzenie mundurków, które dzieci zresztą noszą bez protestów, ale czepianie się fryzury, która nijak nie wygląda ekstrawagancko, bo większość dziewczynek nosi opaski albo po prostu luźno puszczone gładkie włosy.
Wydawało mi się, że za moich czasów w szkole był większy rygor, bo obowiązkowo trzeba było chodzić w granatowych fartuchach i bez żadnej biżuterii, ale fryzur nikt się nie czepiał, no chyba, że ktoś sobie irokeza strzelił, to owszem.
No i powiedzcie mi, czy ja się słusznie czepiam, że pomysł pani dyrektor jest całkiem poroniony, czy może jednak taki nakaz ma jakiś sens, którego ja jeszcze nie dostrzegłam.
W środę wybieram się na zebranie i zamierzam zaprotestować przeciwko takiemu pomysłowi. Chyba się nie wygłupię, co?