Mieszkam z chłopakiem i współlokatorką. Mamy jedną, małą łazienkę i jedną
pralkę. Problem jest następujący. Współlokatorka (osoba bardzo pedantyczna)
trzyma swoje brudne ubrania w pralce. Kiedy ja chcę zrobic pranie, muszę te
jej rzeczy z pralki wyjąc. My mamy na ubrania kosz w pokoju. Ostatnio miała do
mnie pretensje, że wyrzucam jej rzeczy z pralki na podłogę, na co powiedziałam
jej, że przecież pralka jest wspólna i nie musi tam tych rzeczy trzymac. Ona
na to "ja nie mogę trzymac brudnych rzeczy w pokoju bo nie chcę żeby u mnie
tak śmierdziało jak u was"

No i teraz jest konflikt, ja uważam, że powyższa uwaga jest strasznie chamska
i mnie obraża, a ona twierdzi, że "mówi co myśli". Przede wszystkim u nas nie
śmierdzi! (opinia nasza i znajomych). Po drugie nawet jeśli jej coś tam nie
pasuje to uważam, że nie ma prawa mówic, że u nas śmierdzi, bo to jest po
prostu chamskie, tak samo jak mówienie komus, że jest gruby, ma głupią
rodzinę, czy brzydki dom.
Ja wiem, że problem jest infantylny i błahy, ale po prostu zastanawiam się,
czy to faktycznie ona przegięła, czy też ja jestem przewrażliwiona.
--
I nikomu nie wolno sie z tego śmiac