Dodaj do ulubionych

dawca organow

23.01.08, 19:26
Dlugo myslalam przed podjeciem tej decyzji, ale dzisiaj podpisalam
oswiadczenie, ze w razie mojej naglej smierci chce, aby moje organy zostaly
przekazane do transplantacji. Co o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • driadea Re: dawca organow 23.01.08, 19:31
      Ja myślę, że takie oświadczenie nie jest konieczne. Każdy, kto nie oświadczył,
      że nie życzy sobie pobrania organów, automatycznie zgadza się na ich pobranie.
      Tyle teorii, a w praktyce wygląda to tak, że w razie śmierci nikt nie patrzy na
      oświadczenia, tylko pytają rodzinę.
      • jowita771 Re: dawca organow 23.01.08, 20:52
        ale nie pytają, czy rodzina się zgadza, tylko, czy wie, jakie było zdanie
        potencjalnego dawcy na ten temat.
        • adrianka00 Re: dawca organow 23.01.08, 22:38
          nie zawsze. nas pytali, czy rodzina sie zgadza. mysmy akurat wiedzieli jaka byla
          wola, ale nie pytano nas o to absolutnie. tylko, czy my (jako najblizsi)
          zdecydujemy sie.
    • driadea Re: dawca organow 23.01.08, 19:32
      Aha - ja nie myślałam długo, to oczywiste, że chciałabym pomóc, mnie się w końcu
      moje martwe organy raczej nie przydadzą smile
      • e_r_i_n Re: dawca organow 23.01.08, 19:33
        Mam tak jak Driadea. W ogole sie nad tym nie zastanawialam.
        Dodatkowo poinformowalam rodzine (w sensie meza i rodzicow), ze
        chce, zeby nie wyrazali sprzeciwu.
    • mama_zulika Re: dawca organow 23.01.08, 19:40
      Wiem, ze polskie prawo stanowi, ze mozna pobrac organy, jesli sie nadaja, bez
      pytania o zgode kogokolwiek. I jak slusznie zauwazylas w praktyce pyta sie o
      zgode rodzine i szanuje sie jej wole. Ja zastanawialam sie tak dlugo, nie ze
      wzgledu na osobiste przekonania, bo tez wiedzialam, ze chce pomoc. Hamowala mnie
      tylko mysl przed reakcja najblizszych. Czy to nie przspozy im zbyt wiele bolu.
      Takie tam etyczno - religijne dyrdymaly (jak dla mnie oczywiscie), ktore jednak
      szanuje i sie z nimi licze.
      • driadea Re: dawca organow 23.01.08, 19:52
        Oczywiście, ja to rozumiem i szanuję.
        Ja po prostu nie mam takich dyrdymałów, moja rodzina też nie, ale może dlatego,
        że ja też kiedyś miałam przeszczep, jest więc oczywistym, że się, w razie czego,
        że tak powiem, zrewanżuję smile
        • mama_zulika Re: dawca organow 23.01.08, 19:58
          Wiem, ze moj maz, kiedy mu to powiem, przyjmie moja decyzje spokojnie, moze
          nawet poprze, nie wiem... Probowalam z nim o tym rozmawiac na ten temat, ale bez
          wymiernych rezultatow, mimo, ze nie jest religiny, przynajniej pozornie..., kto
          wie co sie kryje w drugim czlowieku... Z rodzicami nigdy na ten temat nie
          rozmawialam, a oni sa religijni. Ale poza tym rozsadni...
        • guderianka Re: dawca organow 23.01.08, 19:59
          jeśli wyrazasz na to zgodę i czujesz taką potrzebę to ok

          ja potrzeby takiej nie czuję, za to czuję się bardzo związana z
          moimi organami i nie uśmiecha mi się myśl oddania ich komukolwiek
          obcemu. No z rodziny mogą sobie wziąć
          • driadea Re: dawca organow 23.01.08, 20:04
            A jak za jakiś czas okaże się, że bez przeszczepu zostało ci parę tygodni życia,
            ale niestety nie znajdzie się dla ciebie odpowiedni organ, bo nikt nie wyraził
            kretyńskiej zgody i zabrał ze sobą do piachu swoje wnętrzności, bo, uwaga! - był
            z nimi związany i sobie po prostu umrzesz..? Tam pal sześć ty, ale na przykład
            twoje dziecko?
            Nie życzę, rzecz jasna, ale z daleka widać, że nigdy nie czekałaś na cud...
            • ibulka Re: dawca organow 23.01.08, 20:54
              driadea napisała:

              > A jak za jakiś czas okaże się, że bez przeszczepu zostało ci parę tygodni życia
              > ,
              > ale niestety nie znajdzie się dla ciebie odpowiedni organ, bo nikt nie wyraził
              > kretyńskiej zgody i zabrał ze sobą do piachu swoje wnętrzności, bo, uwaga! - by
              > ł
              > z nimi związany i sobie po prostu umrzesz..? Tam pal sześć ty, ale na przykład
              > twoje dziecko?
              > Nie życzę, rzecz jasna, ale z daleka widać, że nigdy nie czekałaś na cud...


              driadeo, bez kitu, nie można się złościć na kogoś tylko dlatego, że nie chce
              oddawać swoich narządów po śmierci innej osobie... to prywatna decyzja, powodów
              może być milion...
              • driadea Re: dawca organow 23.01.08, 21:50
                Nie no, ja się nie złoszczę. Apeluję jedynie o rozszerzenie horyzontu, o
                spojrzenie na życie z nieco innej strony. Bo życie bywa przewrotne...
            • guderianka Re: dawca organow 23.01.08, 21:10
              a gdy ja wyrażę zgodę dasz mi gwarancję że organ się znajdzie?tongue_out

              każdy działa wg własnego uznania i sumienia-a zgoda lub jej brak nie
              jest kretyństwem-ale wolną wolą
              • guderianka jeszcze 23.01.08, 21:13
                na temat mówienia kto z pewnością czekał na cud a kto nie to ty
                lepiej sie nie wypowiadaj-bo duchem świętym nie jesteś

                zgłosiłam się do fundacji urszuli jaworskiej, czekam na badanie. Za
                życia mogę oddać krew, nerkę męzowi, wątrobę dziecku, szpik obecmu.
                Ale po smierci-NIE
                • ibulka Re: jeszcze 23.01.08, 21:17
                  guderianka napisała:

                  > na temat mówienia kto z pewnością czekał na cud a kto nie to ty
                  > lepiej sie nie wypowiadaj-bo duchem świętym nie jesteś
                  >
                  > zgłosiłam się do fundacji urszuli jaworskiej, czekam na badanie. Za
                  > życia mogę oddać krew, nerkę męzowi, wątrobę dziecku, szpik obecmu.
                  > Ale po smierci-NIE


                  z ciekawości - dlaczego za życia tak, po śmierci nie?
                  przecież za życia wycięcie sobie ważnego organu to stos wyrzeczeń, po śmierci
                  już wszystko lata ci koło tyłka smile
                  • guderianka Re: jeszcze 23.01.08, 21:20
                    ibulko-ba, żebym to ja wiedziała

                    za życia mam kontrolę nad tym co czynię , co robię, mogę świadomie
                    przeżywać ból i radość z pomocy drugiej osobie, mogę oddać część
                    siebie i nadal cieszyć sie życiem. Myśl o śmierci jest dla mnie mimo
                    wszystko abstrakcyjna-nie mogę sobie wyobrazić, że nie żyję, że
                    serce nie tłoczy krwi, że mój umysł nie pracuję. Czuję integralny
                    związek duszy z ciałem i jakoś dziwnie mi się wydaje że żywot duszy
                    oznacza żywot ciała-a co za tym idzie-ból i pustka po pobraniu
                    narządu..głupie co ? uncertain
                    Podziwiam ludzi, którzy potrafią się wyzbyć materialnej powłoki i
                    wurazić zgodę na pobranie narządów. Może z czasem ja też nauczę sie
                    tak myśleć
                    • e_r_i_n Re: jeszcze 23.01.08, 21:27
                      To ja mam zupelnie odwrotnie - kwestia krwi i szpiku nie rusza mnie,
                      moge oddawac. Natomiast balabym sie operacji i ewentualnych powiklan
                      przy oddaniu nerki czy kawalka watroby (chociaz pewnie w obliczu
                      decyzji chec pomocy najblizszym wygralaby ze strachem). Po smierci -
                      rybka mi, co sie ze mna stanie. Skoro moge pomoc, to nie ma sprawy,
                      moga mnie ciac.
                    • kali_pso Re: jeszcze 23.01.08, 22:51
                      guderianka napisała:


                      > Podziwiam ludzi, którzy potrafią się wyzbyć materialnej powłoki i
                      > wurazić zgodę na pobranie narządów.


                      Biorąc pod uwagę, że ci od których będzie się te narządy pobierać
                      juz niczego nie czują, rzeczywiście Twoje projekcje są dla mnie
                      niezrozumiałe.
                      Co do swojego ciała- żadnych objekcji nie posiadam.
                      Jest mi obojętne czy do Krainy Wiecznych Łowów odholuja mnie z
                      watrobą czy bez niej. Nie przesadzam równiez z żadnymi uniesieniami
                      na temat "Ile dobra mogę wyrządzić po smierci". Cieszyć sie powinni
                      Ci, których zycie przedłużyłoby się dzięki mojemu narządowi. Oni i
                      ich rodziny.
                      Natomiast usiłuje rozumieć rodziny, które nie chcą zgodzic się na
                      pobranie narządów od ich bliskich. Fakt, że zgoda na pobranie równa
                      się ostatecznemu zaakcptowaniu tego, że najbliższa osoba nigdy już
                      sie do nich nie uśmiechnie, nie pocieszy, nie przezyja juz niczego
                      wspólnie, często stanowi powód odmów. Człowiek jest tylko
                      człowiekiem- niechęć do pogodzenia sie z czymś bolesnym i
                      nieuniknionym czasami jest silniejsza niz zdrowy rozsądek czy miłość
                      bliźniego.
                • driadea Re: jeszcze 23.01.08, 21:52
                  Nie zrozumiałaś mnie, ale mniejsza o to.
                  Rób ze sobą co tylko chcesz, to twoja sprawa. I oby tak zostało.
              • sir.vimes opinia społeczna 24.01.08, 09:12
                Poparcie społeczne, pozytywne spojrzenie w kwestii oddawania organów zwiększa
                szansę każdego z nas na znalezienie się dawcy.

                Jeżei większość osób w społeczeństwie bedzie uznawać, że oddawanie po smierci
                organów za normalna praktykę - dawców bedzie więcej , każdy biorca będzie miał
                wieksze szanse.

                Ty też jesteś częścią społeczeństwa - tym samym wyrażając zgodę na pobranie
                swoich organów bierzesz udział w promowaniu tej postawy. Czyli zwiększasz swoje
                szanse na organ.

      • denea Mamo_Zulika 24.01.08, 08:59
        Twoi rodzice są Świadkami Jehowy, tak ?
    • mika_p Re: dawca organow 23.01.08, 20:13
      A wiesz, że i za życia możesz oddawac organ? Krew się nazywa smile Jako kobieta
      możesz 4 razy do roku, nie wiecej - a w praktyce raczej mniej, bo sie ciężko
      zsynchronizowac z wlasnym cyklem i brakiem przeziębień smile
    • dirgone Re: dawca organow 23.01.08, 20:16
      Znam kilka osób po przeszczepach. Żyją tylko dlatego, że ktoś inny był tak miły,
      że się się podzielił z nimi nerką bądź płucami.

      Ja akurat mam wyjątkowo szczodre podejście do tych spraw - krew oddaję chętnie
      (choć niechętnie ode mnie biorą), szpik chciałam, ale mnie wygonili. Jak umrę,
      to niech biorą, co im się żywnie podoba. Nawet skórę z twarzy, a co mi tam! Byle
      tylko mnie w całości nie położyli do trumny.
      Rodzina wie, zresztą oni też mają takie samo podejście do tych spraw. Za moją
      nerką, wątrobą czy sercem to tylko robaki będą tęsknić. Reszta może iść do badań
      medycznych.
      Jedyne, czego bym nie chciała, to pokazywania mnie muzealnie, jak to robi ten
      koleś od preparowania zwłok. To jest akurat dla mnie nie do przyjęcia zupełnie
      • sir.vimes Dirgone, mam tak samo. 24.01.08, 09:16
        Jako preparat w muzeum stać bym nie chciała - ale reszta opcji? Dowolnie -
        według potrzeb. Za życia - gdybym mogła i gdyby była taka potrzeba też
        podzieliłabym się nerką itp.

        Krew oddaję, oczywiście. Z wielką satysfakcją - bo kilka lat nie mogłam.

        Rodzina ma dokładnie takie samo podejście.
    • jkk74 Re: dawca organow 23.01.08, 20:18
      Ja jestem za za. Mąż wie, ze jakby co ma się zgodzić na pobranie ode mnie i od
      dzieci. Sam też wyraził zgodę. Moi rodzice wiedzą i akceptują, sami takiej
      decyzji by nie podjęli ale jakby co potwierdzą moją wolę.
      Uważam, że jeśli moja śmierć może uratować czyjeś życie to warto.
    • mama_zulika Re: dawca organow 23.01.08, 20:22
      Wiem, ze za zycia moge i czynie. Ze szpikiem nie probowalam, ale moze najwyzszy
      czas...
      • jowita771 Re: dawca organow 23.01.08, 20:58
        na pobranie próbki do banku szpiku jestem już zaproszona. zgłosiłam się kil;ka
        lat temu, ale nie było wieści tak długo. krew też oddaję.
    • jowita771 Re: dawca organow 23.01.08, 20:54
      parę lat temu powiedziałam mamie, a niedawno mężowi, że chcę, zeby moje organy
      jeszcze się komuś przydały, jeśli to będzie możliwe.
    • emilka.wroclaw Re: dawca organow 23.01.08, 20:58
      No to ja zadam pytanie trochę inaczej - to do tych, które nie chcą oddać komuś
      swoich organów, albo nie chcą, żeby ich bliscy oddali.

      Jest sytuacja: Wasz mąż/ojciec/matka/siostra ktokolwiek! umiera, i jego organy
      mogą uratować życie chłopcu, który jest w wieku waszych dzieci. Powiedzmy, że
      zmarła osoba za życia była raczej przychylna do oddania organów. Wy nie
      jesteście za bardzo do tego nastawieni pozytywnie - wiecie, że bez tych organów
      dziecko umrze. Zgadzacie się? Wbrew sobie? Dla ratowania życia innego dziecka?
    • martaad Re: dawca organow 23.01.08, 21:30
      od trzech lat noszę taką zgodę przy dowodzie w portfelu. nie
      zabiorę swoich narządów do nieba, tu na ziemi przydadzą się
      bardziej.
    • mama_misi Re: dawca organow 23.01.08, 22:28
      Powiem tylko - to wspaniałe, że tylu ludzi deklaruje chęc oddania
      swoich organów...
      Każdy ma prawo do decydowaniu o sobie. Często decyzję zmieniamy gdy
      ktoś nam bliski czeka na przeszczep dlatego nie warto nigdy mówic
      nigdy... Jest tylu potrzebujących...
    • dirgone Re: dawca organow 23.01.08, 23:27
      Zawsze się zastanawiam, czy ci, którzy krwi "to nigdy, bo to takie okropne" nie
      oddają i na pobranie narządów "nigdy, bo się do nich przyzwyczaiłam" nie
      wyraziliby zgody, deklarują się też jako tacy, co "nigdy, bo to przecież takie
      obce" narządów i krwi nie przyjmą. No bo żeby przyjąć, to ktoś musi im dać. A
      jeśli sami nie dają, to niby dlaczego ktoś ma mieć inny pogląd na ten temat?

      Moja szefowa bardzo się wczoraj dziwiła, że znowu polazłam krew oddać (a po co
      ci to, a się potem będziesz źle czuła, a że się nie boisz?), a jak jej mąż przed
      miesiącem dostał dobrych kilka jednostek podczas wycięcia migdałów (dostał
      krwotoku dużego), to jakoś żadnych obiekcji nie miała (a przecież na tych kilka
      jednostek to się kilka osób pewnie złożyło). Może myślała, że to jakaś krew
      sztuczna, kosmiczna bądź przerabiana z wina lub barszczu czerwonego?

      Ja wierzę, że w razie czego tej krwi lub organu dla mnie nie zabraknie, bo to,
      co posłałam w świat, do mnie wróci. Że jak ja albo ktokolwiek znajomy zachoruje
      na białaczkę, zostanie ciężko poparzony lub niechcący poderżnie sobie gardło
      (jak mój kolega) to nie umrze tylko dlatego, że lodówka z krwią będzie pusta.

      Tak mnie na to natchnęło, bo jak wczoraj byłam w szpitalu u dziadka lubego, to
      rodzina kolesia leżącego obok strasznie się oburzała, że lekarz ich prosił o
      oddanie krwi dla chorego (czekał na operację).No bo jak to, przecież im się należy!
      Gdyby moja kota ważyła 4 kilo, to też by poszła oddać.
      • sir.vimes Oburzona rodzina 24.01.08, 09:22
        Dirgone, dla swojego nie chcieli oddać? To już trudno uwierzyć...

        "Tak mnie na to natchnęło, bo jak wczoraj byłam w szpitalu u dziadka lubego, to
        rodzina kolesia leżącego obok strasznie się oburzała, że lekarz ich prosił o
        oddanie krwi dla chorego (czekał na operację).No bo jak to, przecież im się należy!"
        • dirgone Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 09:39
          No niestety...
          Przy lekarzu pochylili głowy i powiedzieli, że jak TRZEBA, to oddadzą. A jak
          tylko ten wyszedł, to zaczęli tak najeżdżać na służbę zdrowia, na to ile oni
          płacą składek i w ogóle. I kto w takim razie pójdzie, bo to przecież tak daleko
          i czy jedna osoba aby wystarczy i że pewnie lekarz chce, żeby mu w łapę dać,
          dlatego o tej krwi mówił.
          No rosłam tam po prostu...
          Ale nie pierwszy raz się z tym spotkałam, więc dałam se siana i nie wtrącałam
          się. Lubego wujek też powiedział, że nie odda, bo on widoku krwi nie lubi. Dla
          własnego ojca nie oddał, bo "jak wy daliście, to ja po co?"
          A mnie aż nosi, bo koleżanka pracuje w szpitalu i z tego co wiem, to czasami
          jest po prostu tragicznie, jeśli chodzi o krew.
          • sir.vimes Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 11:56
            Cos niesamowitego.


            Może oni myslą, że chory powinien dostać krew sztuczną a zwykłą służba zdrowia
            daje z oszczędności?

            Swoja drogą oddanie krwi to godzinka zalediwe - nie umieć poswięcić tego czasu
            dla WŁASNEJ rodziny to już horror.

            bo on widoku krwi nie lubi

            Koszmarny typ.
            • braat1 Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 11:59
              > Swoja drogą oddanie krwi to godzinka zalediwe - nie umieć
              poswięcić tego czasu
              > dla WŁASNEJ rodziny to już horror.


              Z ta godzinka to roznie bywa... Jak oddawalem krew, czas trwania
              calej procedury bardzo mnie irytowal. Bez zadnych kolejek potrafilo
              to trwac 2 godziny...
              • sir.vimes Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 20:15
                No dobra, nawet trzy godziny z kolejką itp ... versus kilka lat życia kogos
                bliskiego.
            • dirgone Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 12:07
              Naprawdę jesteś taka zdziwiona?
              Pamiętam, jak na studiach moja koleżanka zorganizowała karetkę, w której można
              było krew oddać (taki punkt wyjazdowy). Na roku było osób naprawdę baardzo dużo.
              Zgłosiło się AŻ 10. I nie dlatego, że nie wiedzieli - po prostu większość
              uciekała najdalej, jak mogła. A powody czasami podawali takie, ze ręce opadały
              (bo jak raz się odda, to już zawsze trzeba, bo będę tydzień w łóżku leżał).
              Najchętniej szły zaś dziewczyny mojej postury i wagi (czyli często nie
              spełniające norm).

              Moja własna matka, jak pierwszy raz krew poszłam oddać, wpadła w panikę i łzy
              lała straszne. Żadne akcje tu nic nie pomagają, bo społeczeństwo jak było
              niedoinformowane, tak jest. Tyle, że jak kiedyś więcej osób oddawało, to i
              więcej wiedziało, z czym się to je.

              A teraz koronny argument przeciwko oddaniu krwi, to "bo ONI wszystkie przywileje
              zabrali". Koniec kropka. No bo to przecież te przywileje najważniejsze.
              A nad tym wujkiem to ja sama ręce załamałam, bo w życiu bym się tego po nim nie
              spodziewała.
              • ciociacesia o to to! 24.01.08, 16:55
                ja norm nie spełniam niestety i tuczenie nic nie daje smile

                ale kiedys tam faceta swojego namówiłam coby ze mna oddał - był
                własnie taki autobus. mnie odrzucili jego wzieli. jakka jazda byla w
                domu u niego kiedy se matka dowiedziala skad ta czekolada. łzy lała,
                jak on tak mogl bez konsultacji z nia i w ogole czy on serca nie ma?
                co za baba.
              • mika_p Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 17:38
                E, jakie wszystkie przywileje zabrali?
                Od podatku można sobie odpisać darowiznę, zdrowy chłop ponad 350 zł rocznie, po
                litrze oddanej krwi jest zniżka 50% na komunikację miejską (w Płocku) przez pół
                roku.
                Order można dostać po 20 litrach.
                Wolny dzień od pracy można dostać - z czego korzysta młodzież szkolna w piatki i
                poniedziałki, ta pełnoletnia smile
                No i ta czekolada smile 800 gramów czekolady, no kto to zje sam?
                • dirgone Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 18:09
                  No właśnie dla mnie to przywileje duże są, ja większych nie potrzebuję. Ale
                  podobno kiedyś było o wiele lepiej, tylko Wałęsa to cofnął. Co było - tego nie
                  wiem, ale chyba złote góry jakieś, bo z takimi emocjami to wspominają.
              • sir.vimes Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 20:18
                No, naprawdę jestem - bo ludzi , którzy "brzydzą się " i "nigdy w zyciu" znam -
                ale zawsze mniemałam, że RODZINY i PRZYJACIÓŁ to zastrzeżenie się nie tyczy ...

                > Moja własna matka, jak pierwszy raz krew poszłam oddać, wpadła w panikę i łzy
                > lała straszne.

                No, ale to normalne, ze niektórzy się tym bardzo denerwują. Przed klasówkami w
                szkole też niektórzy płacząsmile))

                • dirgone Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 21:23
                  A tyczy, tyczy, niestety. Dlatego, że krew, którą się oddaje, nie oddaje się
                  bezpośrednio choremu - wiadomo, że krew szereg zgodności musi mieć. Więc chory i
                  tak najprawdopodobniej dostanie krew od kogoś innego, czyli "i tak przecież nie
                  dostanie mojej konkretnej krwi".

                  Poza tym operacja nie jest uzależniona od tego, czy krew się odda, czy nie.
                  Chory tę krew i tak dostanie, tylko po prostu lekarze proszą, żeby w miarę
                  możliwości również oddać. No to od razu "po co ja mam oddawać, przecież i tak
                  dostanie". No bo po co sobie tyłek zawracać, jak przecież i tak będzie operacja,
                  i tak.

                  No a ostatni argument to "ty oddałaś, to po co mam ja? wystarczy przecież". I tu
                  żadne słowa o tym, że chory przy najmniejszej operacji może dostać ponad litr
                  krwi, opornego nie przekonają. Bo przecież KTOŚ już dał, więc on się czuje
                  zwolniony z obowiązku.

                  Gdyby to było tak pięknie, że przy każdej operacji rodzina chorego (ta zdolna do
                  oddania krwi) od razu by leciała i dawała po 450 ml, to niedoborów pewnie by nie
                  było. A ludzie nie chcą nawet dla siebie tej krwi oddawać, jak są młodzi, piękni
                  i zdrowi, ale muszą sobie coś planowo zoperować.
                  • sir.vimes Re: Oburzona rodzina 24.01.08, 21:26

                    > A tyczy, tyczy, niestety. Dlatego, że krew, którą się oddaje, nie oddaje się
                    > bezpośrednio choremu - wiadomo, że krew szereg zgodności musi mieć. Więc chory
                    > i
                    > tak najprawdopodobniej dostanie krew od kogoś innego, czyli "i tak przecież nie
                    > dostanie mojej konkretnej krwi".

                    No ale bez przesady - naprawdę można takie głupoty rozważać w obliczu
                    potencjalnej śmierci bliskiej osoby? Mieć jakiś dylemat?
                    Uważać, ze "ktoś inny" powinien oddać? przecież ta możliwośc jest też
                    pocieszeniem - ze jest cokolwiek, choćby taki drobiazg maleńki, który można dla
                    tego przyjaciela czy krewnego zrobić...
            • protozoa Re: Oburzona rodzina 25.01.08, 08:34
              A jednak tak bywa. Potwierdzam. I często mówi sie lekarzowi, żeby
              szukał dawcy.
    • 18_lipcowa1 Re: dawca organow 23.01.08, 23:46
      jestem za - a po co mi moje zdrowe organy jak juz nie bede zyla...
      a komus zycie uratuja
    • karola1008 Re: dawca organow 23.01.08, 23:48
      Od dawna noszę w potrfelu kartkę ze zgodą na pobranie moich organow
      do przeszczepów po mojej śmierci. Szczerze mówiąc, nie bardzo
      rozumiem obiekcje w takim wypadku, ale każdy niech robi, co u w
      duszy zagra. Mój synek urodził się z zapaleniem mięśnia sercowego i
      temat przeszczepu jako możliwości na wypadek gdyby sprawy poszły źle
      był z lekarzami przerabiany. Cud się zdarzył-choroba minęła bez
      najmniejszego śladu, ale spędziłam kilka nocy modląc się, by w razie
      czego jakaś matka, która straciła dziecko miała w sobie tyle siły,
      szlachetności i dobroci, by serce swojego maleństwa podarować
      mojemu. Nie znaczy to oczywiście, bym życzyła śmierci innemu
      dziecku.
    • melmire Re: dawca organow 24.01.08, 00:14
      Mam karte dawcy w portfelu, maz wie o moich planach posmiertnych, co pewien czas
      mu przypominam.
      Dzisiaj wlasnie widzialam reportaz o ludziach czekajacych na organy, czesc
      bohaterow sie doczekala (min. 3 letnia dziewuszka-nerka), czesc niestety nie
      (min. matka innej 3 letniej dziewuszki-pluco).
      Wiec temat jeszcze wroci na tapete, bo nie wiedzialam ze decyzja musi byc
      podjeta tak szybko, organy maja date waznosci zaledwie 6 godzin, a czesto jada
      na drugi koniec kraju.
    • minerallna Re: dawca orgaząnow 24.01.08, 00:36
      Przyznaję sie,czytałam tyko początek wątku.
      I jesli chodzi o jakiekolwiek moje organy to zawsze mówiłam,ze wszystko co po mojej śmierci ostanie się a innym potrzeba i pasuje to-BRAĆ!
      Po co mi w grobie np:nerki,serce,wątroba,itd?Na nic,oddać chcę.
      Wszyscy bliscy wiedzą,zawsze o tym mówię,a jakby doszło do takiej sytuacji,że ...nie żyję to,mają się zgodzić.Ja już na ich zdanie nie będę mieć wpływu.

    • hratli Re: dawca organow 24.01.08, 08:08
      od dluzszego czasu nosze w portfelu podpisane oswiadczenie o
      mozliwosci pobrania organow po smierci, moj maz rowniez. nie
      wyobrazam sobie innej opcji.
    • weronikarb Re: dawca organow 24.01.08, 08:53
      Moi najblizsi wiedza o tym jak postapic po mojej smierci.
      Jednak dla pewnosci nosze zgode w portfelu, aby nie tracic czasu na
      szukanie najblizszych tylko brac co sie da :0

      Reszta co sie ostanie ma byc skremowana i chce byc pochowana nie pod
      kamieniem a miec nad soba trawe i tylko informacje kto lezy pod
      spodem smile

      Mam zbyt ciezkie kamienie za zycia po smierci che miec lekko smile
      • karola1008 Re: dawca organow 24.01.08, 09:08
        weronikarb napisała:

        > Moi najblizsi wiedza o tym jak postapic po mojej smierci.
        > Jednak dla pewnosci nosze zgode w portfelu, aby nie tracic czasu
        na
        > szukanie najblizszych tylko brac co sie da :0
        >
        > Reszta co sie ostanie ma byc skremowana i chce byc pochowana nie
        pod
        > kamieniem a miec nad soba trawe i tylko informacje kto lezy pod
        Też chcę mieć taki grób smile))). Trawka i tabliczka, skremowana
        ostatecznie być nie muszę. Byle tylko nie granitowy tapczanik.
        > spodem smile
        >
        > Mam zbyt ciezkie kamienie za zycia po smierci che miec lekko smile
    • denea Re: dawca organow 24.01.08, 09:03
      Ja też jestem ZA - jeśli tylko coś się przyda, to niech biorą,
      lepiej uratować komuś życie niż sprawić używanie robalom wink
      Mąż zna moją wolę, ale jeszcze rzeczywiście podpiszę oświadczenie do
      noszenia w portfelu
    • mama_zulika do Denea 24.01.08, 10:02
      Moi rodzice sa katolikami. Wiem, ze KK popiera przeszczepy, namawial do tego Jan
      Pawel II. Te etyczno - religijne dyrdymaly, o ktorych pisalam nie sa zwiazane z
      istota pobrania narzadow po smierci. Chodzi o to, ze organy do przeszczepow moga
      byc pobrane wlasnie po smierci. Chrzescijanstwo definiuje smierc jako
      oddzielenie sie duszy od ciala. Jest to jedyne kryterium smierci w rozumieniu
      chrzescijanskim. Sa jednak jeszcze metody medyczne stwierdzajace smierc. Gdy
      nastepuje smierc stwierdzona na podstawie objawow krazeniowych i oddechowych
      tzn. ich braku, sytuacja jest jasna. Jednak od jakiegos czasu metody
      stwierdzajace smierc przestaly sie skupiac na ww. objawach. Smierc stwierdza sie
      rowniez, gdy nastepuje calkowite i nieodwracalne ustanie aktywnosci mozgowej.
      Nawet ci ze zwolennikow przeszczepow, ktorzy sa dalecy od jakiejkolwiek religii
      przyznaja, ze kryteria smierci (neurologicznej) byly definiowane wiecej niz raz.
      Obowiazujace kryteria zostaly zaakceptowane i sa stosowane praktycznie bez
      dyskusji w swiecie medycznym. Aby dzialanie bylo etyczne i zgodne z
      chrzescijanstwem, to kryteria stwierdzenia smierci musza byc rygorystycznie
      stosowane. Nalezy miec tzw. pewnosc moralna, aby rozpoczac pobieranie organow.
      Inaczej godzi to zgodnie z nauka w godnosc czlowieka. Dla mnie jesli przestanie
      mi bic serce - jestem martwa, jesli ustanie dzialanie mozgu - jestem martwa. Ale
      jak to jest z punktu widzenia np. katolika, kiedy oddziela sie ta moja dusza od
      ciala?
      Jesli ktos nie potrafi uszanowac tego, ze ze wzgledu na moich rodzicow
      zastanawialam sie nad tymi kwestiami, probowalam sie czegos na ten temat
      dowiedziec przed podjeciem ostatecznej decyzji, to juz trudno...
      • braat1 Re: do Denea 24.01.08, 10:35
        Ja tez jestem calym sercem za oddaniem organow na przeszczepy, ale
        mam jeda niepewnosc. Co w przypadku śmierci mózgu? Sa przypadki, ze
        jednak ludzie z takich przypadkow wracali do zdrowia (rzadko,
        alejednak). Wtedy oddanie organow to zgoda na smierc, a mozna
        jeszcze czekac i wierzyc w cud. Nie wiem co zrobic w takiej sytuacji.
      • denea Re: do Denea 24.01.08, 16:39
        mama_zulika napisała:

        > Moi rodzice sa katolikami. Wiem, ze KK popiera przeszczepy,
        namawial do tego Jan Pawel II.

        No właśnie dlatego pytałam. Bo wiem, że kościół nawet namawia
        wiernych do takich działań, jako że dar życia jest darem najwyższej
        miłości.
        Natomiast Świadkowie Jehowy nie akceptują przetaczania krwi, czyli
        przeszczepów chyba również ? I zastanawiałam się dlaczego.

        > Jesli ktos nie potrafi uszanowac tego, ze ze wzgledu na moich
        rodzicow
        > zastanawialam sie nad tymi kwestiami, probowalam sie czegos na ten
        temat
        > dowiedziec przed podjeciem ostatecznej decyzji, to juz trudno...

        Absolutnie nic takiego nawet mi nie przyszło do głowy ! Nie chciałam
        Cię nijak urazić !
        A decyzji przyklaskuję, zaimponowała mi Twoja rozwaga i namysł smile Ja
        mam chyba łatwiej, nie przeżywam takich dylematów, w zasadzie mam
        wrażenie, że u mnie to proste jak drut - ktoś mi kiedyś uratował
        życie (akurat to krew była, ale zasada jednaka) - mam obowiązek
        podać to dalej. Póki co krew właśnie, a jeśli się kiedyś da, to i
        organy smile W sumie chyba z lenistwa umysłowego nigdy się nad tym
        głębiej nie zastanawiałam, może szkoda...
        • mama_zulika Re: do Denea 24.01.08, 17:06
          Poczulam sie zaatakowana, przepraszam, ze nieslusznie. Probowalam przed
          podjeciem decyzji dowiedziec o aspektach etycznych dotyczacych przeszczepow w
          roznych kulturach i religjach. Po to, aby lepiej zrozumiec. Swiadkowie Jehowy
          nie dopuszczaja transfuzji krwii, ale od lat 80 dopuszczaja przeszczepy, wazne
          by podczas ich dokonywania nie bylo dokonywanej transfuzji krwi. A podobno w
          Japonii jest takie prawo, ze w przypadku smierci mozgu osobe uznaje sie za
          zmarla lub zywa w zaleznosci, jaka wyrazil wole odnosnie przekazania swoich
          organow do przeczczepu. Jesli sie zgodzil, to jest uznawany za zmarlego, jesli
          nie, to za zywego. Ale to tylko jako ciekawostka, nie do konca potwierdzona, bo
          nie dokopalam sie do zadnych, ze tak sie wyzaze zrodlowych zrodel. Moze ja z
          kolei za bardzo sie przejelam tym wszystkim, ale u mnie nigdy nic nie bylo
          proste i oczywiste. Moze tez czasami niestety.
    • babsee Re: dawca organow 24.01.08, 10:29
      Mam dokladnie taki pogląd jak Guderianka.Za życia-prosze bardzo,
      bierzta i krew i szpik,i nerke nawet.Ale po smierci mowy nie ma.Mam
      w portfelu zgode tylko dla najblizszej rodziny.
    • kitty4 Re: dawca organow 24.01.08, 10:33
      Ja już w 2006 roku wydrukowalam i wysłałam do Poltransplantu swój
      sprzeciw przeciwko pobraniu moich narządów po mojej śmierci. Po
      jakimś czasie dostałam od nich potwierdzenie wpisania mnie na listę
      oob , które to zastrzegły. Kartkę co prawda zgubiłam i nie noszę jej
      ze sobą. Mój mąż wie o mojej decyzji i nawet gdybym umierała nagle i
      nie zdążyłby np. djechać do szpitala, to zawsze sprawdzają w
      Poltransplancie nazwisko chorego/umierającego i moje tam już jest. I
      nikt nie pobierze ode mnie moich narządów.
      Takie jest moje zdanie i uwazam , że inni powinni je
      uszanować. A co do postu powyżej której z mam na temat umierających
      dzieci bez przeszczepów - gdyby ktoś z moich bliskich zmarł (uchowaj
      Boze) i padło by ze strony lekarza pytanie o pobranie narzódów np.
      dla tej trzyletniej dziewczynki, rownież bym odmówiła. I wiem
      dlaczego. I niech to zostanie tylko moim powodem.
      • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 12:10
        Ok, to twoje poglądy i ja je szanuję. Rozumiem, że nigdy byś się też nie
        zgodziła na przeszczepienie nerki swojemu dziecku, tak? I sama też byś odmówiła,
        gdyby ci jakiś organ siadł? Tak się tylko upewniam.
    • wobbler Re: dawca organow 24.01.08, 14:53
      Ja zrobiłam zupełnie odwrotnie niż Mama_zulika.Wysłałam do Centrum
      Transplantologii BRAK zgody na pobranie narządów ode mnie,małża i córy.Nie będę
      ryzykowała w kraju,gdzie korupcja kwitnie,że ktoś mnie albo córkę dodusi,bo
      będzie potrzebował np.wątroby za pozyskanie której wziął w łapę.
      Ksero potwierdzenia zgłoszenia braku zgody mam w portmonetce.
      • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 15:02
        Tak jak wyżej - czy nosisz też BRAK zgody na przeszczepienie tobie serca lub
        nerek? I dla córki i dla męża? Upewniam się tylko.
        • wobbler Re: dawca organow 24.01.08, 15:18
          Ja nikogo nie krytykuje,ani nie dyskutuje.Przedstawiam swój punkt widzenia.
          Nie ma w nim miejsca na:"co by było gdyby..."
          • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 15:27
            Ja też nie krytykuję, tylko się dopytuję. Jeśli nie zgadzasz się na pobranie
            swoich organów, to nie zgadzasz się również na ich przyjęcie? No bo dla mnie to
            równoznaczne.
            • gryzelda71 Re: dawca organow 24.01.08, 15:40
              Pewnie to działa tylko w jedną stronę:zakaz pobrania moich organów.
              Co do przyjęcia nie byłoby wątpliwosci na tak.
              • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 15:48
                To ja zmieniam swoje podejście - moje organy mogą iść TYLKO do tych, którzy mi
                by dali. No taka jestem po prostu. Zaraz wyślę do Centrum Transplantologii
                oświadczenie, że moje organy mogą iść TYLKO do tych, których oni w bazie nie
                dających nie mają.
                Nie dający ode mnie też nie dostanie nawet paznokcia.
                Podły humor dzisiaj mam, więc nie będę się dzisiaj z takimi dzieliła moją
                wątrobą ani nerą. Bo tak. Zabieram je z piaskownicy i spadam do domu.
            • wobbler Re: dawca organow 24.01.08, 15:49
              No co za dziewczyna uparta...smile
              Generalnie to ja nie mam nic przeciwko temu żeby moje,czy moich bliskich organy
              uratowały czyjeś życie.Ale po rzeczywistej śmierci.Mój protest nie wynika ze
              sknerstwa czy jakichś przekonań,ale z całkowitego braku zaufania do służby
              zdrowia i moralności ludzkiej.Nie chcę przedwcześnie zejść z tego świata
              dlatego,że akurat będzie sowicie opłacone zapotrzebowanie na coś,co mam w środku.
              Podobnie w drugą stronę-wolałabym umrzeć,niż zgodzić się na przeszczep organu
              pozyskanego poprzez zaniechanie leczenia dawcy.
              Krew oddaje również wyłącznie w przypadku,kiedy wiem konkretnie dla kogo.Bo nie
              godzę się z sytuacją,ze pacjent dla którego nikt krwi nie oddał,musi później
              płacić za krew uzyta do operacji,chociaż ta krew byłem darem np.od Ciebie.To
              spekulacja i zwykłe k....stwo służby zdrowia.Jeżeli każą sobie za krew płacić,to
              niech również krwiodawcom płacą.
              • gryzelda71 Re: dawca organow 24.01.08, 15:52
                Płaciłas za krew zuzyta przy opracji?
                • denea Ejże ?? 24.01.08, 16:58
                  Płacą ?? Serio ? Czy ktoś mógłby to potwierdzić ?
                  Ja dostałam w okresie masakrycznych niedoborów, co kilka dni były
                  apele w mediach, że brakuje krwi. Darmo dostałam tyle ile
                  potrzebowałam smile Jedyna forma rekompensaty to była prośba ze strony
                  szpitala, żebyśmy znaleźli osoby, które oddadzą w moim imieniu i
                  tyle.
                  A co do płacenia krwiodawcom to u nas dostaje się 8 czekolad,
                  batonik i napój energetyzujący na dodatek, hehe smile Niezależnie od
                  grupy. Może to zależy od województwa i Wojewódzkiej Stacji ?
              • haja197222 Re: dawca organow 24.01.08, 15:55
                Ależ nam płacą, 6 czekolad dostajemy wink
                • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 15:56
                  Ja dostałam 8 smile
                  • haja197222 Re: dawca organow 24.01.08, 16:00
                    Bo Twoja krew pewnie niebieska i dlatego 8 smile
                    • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 16:10
                      Heh, arystokratyczna jednym słowem.
                      Dookoła wszyscy mówią, że ja po oddaniu to od razu milsza dla ludzi jestem i
                      mniej się denerwuję, więc mi złą krew upuszczają. Może za tę złą więcej płacą smile
              • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 15:55
                Każą płacić za krew?
                Prawdę mówiąc pierwsze słyszę o czymś takim, ale jestem widocznie
                niedoinformowana. No ale jak dawcy oddają za kasę...
                Według twojego myślenia to całe społeczeństwo powinno powysyłać do Centrum
                Transplantologii oświadczenia i wtedy już nie byłoby żadnych przekrętów. I
                przeszczepów też.
                • wobbler Re: dawca organow 24.01.08, 16:15
                  Niech wysyłają.Nie mam nic przeciwko temu.To prywatna sprawa każdego człowieka.
                  Możecie śmiało mówić,że jestem aspołeczna,nieobywatelska itd.Moją rolą jest
                  chronić siebie i moich bliskich.Dbać o innych mogę kiedy będzie mnie na to stać
                  i będę wiedziała na co moja pomoc będzie przeznaczona.
                  • dirgone Re: dawca organow 24.01.08, 16:26
                    Ok, twoja sprawa.
                    No ale rozumiem przez to, że jak twoja córka by potrzebowała przeszczepu nerki,
                    to również byś się o to nie ubiegała i pokornie przyjęła słowa lekarza, że "nie
                    ma". Kolejkę do nerki opuścicie z podniesioną głową i pójdziecie w swoją stronę.
                    Tak?
                    No bo według mnie jeśli już, to miejsce w kolejce zawsze powinnyście mieć
                    ostatnie, po mnie, po mojej rodzinie, po moich znajomych, aż wyczerpią się ci,
                    którzy zgodę na pobranie organów dali. Ja właśnie tak dbam o siebie i najbliższych.

                    Jeśli tak, to odpuszczam dyskusję i więcej nie męczę smile
                    • protozoa Re: dawca organow 25.01.08, 08:32
                      A ja chętnie wysłąłabym na jeden(!) dzień takich ludzi do ośrodka
                      dializ.Niech popatrzą na tych ludzi - dorosłych i dzieci. Niech
                      popatrzą na zawiedzione nadzieje, na walke o kązdy dzień zycia.
                      A posądzenie o to, że ktokolwiek bierze pieniądze za uznanie
                      człowieka za zmarłego, aby pozyskac jego narządy są podła, paskudna,
                      wredną insynuacja, pomówieniem i kłamstwem, a także nieznajomościa
                      procedur.
                      Żaden lekarz leczący i zainteresowany przeszczepem nie bierze
                      udziału w komisji kwalifikującej dawcę.
                      Są to obcy lekarze. Neurolog ( lub neurochirurg), anestezjolog,
                      chirurg i czasem internista.
              • gryzelda71 Re: dawca organow 25.01.08, 08:26
                wobbler napisała:
                wolałabym umrzeć,niż zgodzić się na przeszczep organu
                > pozyskanego poprzez zaniechanie leczenia dawcy.

                To tak działa?Zabija sie kogoś (bo to opisałaś)by żyć mógł ktos?
                Ciekawe jak twoje dziecko będzie potrzebowało organu to tez powiesz,ze nie dziękuje bo nie wiem czy nie zaniechano leczenia w celu jego pozyskania?
      • sir.vimes Do pobrania wątroby nie trzeba dusić 24.01.08, 21:37
        wystarczy uśpić - obudzisz się z dziwnym uczuciem braku połowy watroby.

        Lepiej nie zgadzaj się na zabiegi w narkozie - nawet u dentysty - a bo to
        wiadomo kto czeka za parawanem?

        Swoja drogą - nie oglądaj juz więcej Monty Pythona.
    • joanna515 Re: dawca organow 24.01.08, 15:30
      my z mężem mamy takie specjalne małe paseczki przyklejone na dowody osobiste z
      wyrażoną zgodą na pobranie w razie co, ale my motocyklami jeździmy wink)
      • haja197222 Re: dawca organow 24.01.08, 15:32
        Krew oddaję w miarę regularnie, organy też pewnie oddam kiedy nie będą mi już potrzebnesmile
        • joanna515 a co do muzeum 24.01.08, 15:44
          to czegoś nie rozumiem, jest Wam rybka co po śmierci ale już wisieć jako
          eksponat to nie rybka ? wink
        • boberek27 Re: dawca organow 24.01.08, 16:09
          ja też jestem całym sercem za. W ubiegłym roku zaczęłam oddawać
          krew i mam zamiar to kontynułować. Organy po śmierci też mi nie
          będą potrzebne więc niech biorą wszystko co chcą, moja rodzina zna
          moje zdanie. A jeśli chodzi o strach przed celowym uśmierceniem...
          wolę myśleć, że żyję w świecie, gdzie takich ludzi nie ma i już!
          I naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć osób, które chcą wszystko
          do grobu zabrać!! No może chociaż robaki się najedzą.
          Jeśli kogoś obraziłam to przepraszam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka