Dodaj do ulubionych

do mam wierzących

01.03.08, 15:51
Chcę Was zapytać: czy lubicie się modlić? Nie pytam, czy się
modlicie, czy czujecie taki obowiązek, ale czy to lubicie? Czy jest
to dla Was taka rozmowa jak z Przyjacielem? Jak z kims bliskim?
Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: do mam wierzących 01.03.08, 15:55
      No jak juz to monolog,a nie rozmowasmile
      • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 01.03.08, 15:57
        no, przepraszam, modlitwa jest definiowana jako "rozmowa z Bogiem".
        • gryzelda71 Re: do mam wierzących 01.03.08, 16:01
          Przeprosiny przyjętesmile
    • wobbler Re: do mam wierzących 01.03.08, 16:15
      Dla mnie modlitwa to czasem jest obowiązek,a czasem nie.
      Dziś np.jechałam tramwajem na zakupy i odmawiałam sobie Zdrowaśki.Bez żadnej
      intencji.Ot tak-dla przyjemności.
      Wiem,na pewno niejedna pomyśli:"Głupi moher"...Ale co mi tam.
      Poza wszystkim modlitwa wycisza u mnie różne emocje dnia codziennego i pomaga
      się "zresetować" i nabrać dystansu do wielu spraw.
      • purpurowa_komnata Re: do mam wierzących 01.03.08, 16:30
        Co do mohera to mam śliczny moherowy zimowy sweterek- ale żeby od
        razu głupi? wink a co do modlitwy to to najlepsza wg mnie -
        przestrzeganie przykazania miłości Boga i bliźniego.
        • gardeniaa Re: do mam wierzących 01.03.08, 16:40
          lubię to robić, ale po swojemu
          nie tradycyjny pacierz, lecz takie swoje rozważania we własnej głowie i naprawdę
          w różnych miejscach, niekoniecznie na kolanach i przed krzyżem
        • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 01.03.08, 16:52
          purpurowa_komnata napisała:

          a co do modlitwy to to najlepsza wg mnie -
          > przestrzeganie przykazania miłości Boga i bliźniego.

          O, to według mnie też. Ale jednak pod pojęciem "modlitwa" rozumie
          się coś innego
          • purpurowa_komnata Re: do mam wierzących 01.03.08, 17:04
            To było ogólnie- szczegółowo to wg mnie przebywanie w obecności
            sacrum. Rozmowa- odczuwanie relacji czasem z przyjacielem- czasem z
            Stwórcą i Panem. Generalnie nie lubię takich ogólnoforumowych
            wynurzeń bo to dla mnie tak jak rozbieranie się przy dużej ilości
            świadków... ale skoro chciałaś wiedzieć wink
            • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 02.03.08, 20:40
              Jasne, że lepiej byłoby porozmawiać w przytulnym pokoju, przy
              herbacie.
              Pytam, ponieważ dla mnie modlitwa zawsze była raczej obowiązkiem.
              nie kojarzę tego z przyjemnością
      • mma_ramotswe wobbler 01.03.08, 16:50
        Rozumiem, że modlitwa może wyciszać, pomaga się zdystansować,
        przemyśleć wiele spraw. Ale to może sprawić jakakolwiek forma
        relaksu.
        Chhodzi mi raczej o to, czyt podczas modlitwy nawiązujesz
        kontakt/więź z Bogiem i czy podtrzymywanie tej więzi sprawia Ci
        przyjemność? Jak rozmowa z przyjacielem?
        • wobbler Re: wobbler 01.03.08, 17:30
          Tak,nawiązuje więź i jest to dla mnie przyjemne.Czuję się wtedy bardzo
          bezpieczna i spokojna.
          Tylko okoliczności do tego muszą być odpowiednie-cisza,spokój.Choćby przechadzka
          po parku,niekoniecznie kościół.
          W tramwaju nie bardzo daje się tą więź uzyskać.
    • kotbehemot6 Re: do mam wierzących 01.03.08, 16:55
      Lubię porozmawiać z Panem Bogiem-coś jak Tewie Mleczarz ze Skrzypka na
      dachu-taka rozmowa z elementami "rachunku sumienia.Za klepaniem modlitw nie
      przepada,m zwłaszcza litanii wszelakich ,ale czasem zamiast klepać ,pomyślę nad
      wypowiadanymi słowami modlitwy ..to mam o czym myśłećsmile)
      • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 01.03.08, 16:56
        Rozumiem. Właśnie chciałam wiedzieć, cyz modlitwę można lubić.
        A jak się nie chce, albo jak się nie ma nastroju, to trzeba się
        modlić?
        • kotbehemot6 Re: do mam wierzących 01.03.08, 17:02
          Przyznam,ze nie wiem czy trzeba. Wydaje mi się,ze w ramch przykazań kościelnych
          jest obowiązek modlitwy porannej i wieczornej ale głowy nie dam. Zreszta jak sie
          wierzy ,mdlitwa przestaje byc obowiązkiem, jest wtedy przyjemnością-jak rozmowa
          z przyjacielemsmile
          • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 02.03.08, 20:46
            kotbehemot6 napisała:

            >Wydaje mi się,ze w ramch przykazań kościelnych
            > jest obowiązek modlitwy porannej i wieczornej ale głowy nie dam. >

            Nie dawaj!
            nie ma, nie masmile
        • wobbler Re: do mam wierzących 01.03.08, 18:12
          Nie wiem czy trzeba,ale mimo to warto spróbować.
          Czasem dzień potrafi się od tego odmienić. smile
          • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 02.03.08, 20:44
            Chodzi mi o sytuacje, w których jest tak źle, że nie ma się ochoty
            na modlitwę i w ogóle ma sie jakiś żal do Boga. Czy wtedy mimo
            wszystko TRZEBA się modlić?
            • zonka77 Wydaje mi się 03.03.08, 13:42
              że ktoś kto pyta o to czy modlić się trzeba nie do końca rozumie co to znaczy
              być wierzącym i mieć relację z Bogiem. Nie chcę tutaj obrażać NAPRAWDĘ tylko coś
              przekazać - oczywiście MÓJ punkt widzenia więc błagam nie obrażajcie się smile

              Jeśli jesteś wierząca to gorąco polecam czytanie Biblii. Wiara nie polega na tym
              że wiesz lub przypuszczasz że gdzieś jest Bóg i albo masz ochotę się do Niego
              zwracać albo nie. Ew zwracasz się bo tak Ci mówią przykazania kościelne. Wiara
              to żywa relacja z Bogiem. Pewność że jest. Właśnie modlitwa. Powierzenie Bogu
              swojego życia. Poznawanie Go (studiując Biblię) i można to robić będąc
              katolikiem - nie ma to znaczenia. Jeśli wierzysz w Boga naprawdę i rozumiesz
              istotę bycia wierzącym to nie będziesz pytać czy musisz.
              Wiem że zaraz się odezwą głosy że nie mam prawa oceniać - oczywiście że nie mam.
              Wystarczy jednak zajrzeć do Biblii i tam znajdziecie wszystko dokładnie opisane.
              M.in co to znaczy być wierzącym a co to znaczy wyznawać tylko ustami ale sercem
              już nie. Dla mnie to takie oszukiwanie siebie - klepanie od czasu do czasu
              formułek (acz niechętnie) pójście do kościoła i spełnienie podstawowych
              KOŚCIELNYCH przykazań - a w sercu pustka i pytania "czy MUSZĘ się modlić"
              Nie musisz - przecież nie ma przymusu wiary. Mamy wolną wolę.

              A z gniewaniem się na Pana Boga jest tak - nie wiesz nic o Jego planie, Jego
              mądrości. Podnosisz swoje malutkie myśli i sądzisz że masz prawo gniewać się na
              kogoś kto cię stworzył. Czasem myślę jak Bój jest łaskawy że nie odpłaca pięknym
              za nadobne. Bo myślę że gdyby zechciał odpowiedzieć Ci swoim Bożym gniewem to
              nie byłoby co zbierać...
              Jeśli się gniewasz - poznaj Go. Jak możesz się gniewać jeśli nie zwracasz się do
              Niego - skoro modlitwa to zło konieczne. Nie rozumiem ludzi którzy żyją tak
              naprawdę z dala od Boga ale jak coś jest nie tak i nie mają wsparcia to się
              gniewają na Boga.
              Uff - wiem że może wyszło ostro. Jednak takie dyskusje nie mogą być łagodne bo
              nie da się napisać "wszystko jest cacy" kiedy się uważa że nie jest.
              Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i nie chcę atakować - tylko wyraźnie
              przedstawić inny punkt widzenia smile
              • mma_ramotswe alez oczywiście 03.03.08, 17:39
                zonka77 napisała:

                > że ktoś kto pyta o to czy modlić się trzeba nie do końca rozumie
                co to znaczy
                > być wierzącym i mieć relację z Bogiem.
                Zonko, własnie tak jest. Pytam, bo nie tylko "nie do końca",a le
                wręcz wcale nie rozumiem, oc to znaczy mieć relację z Bogiem. Dla
                mnie to czysta abstrakcja. Rozumiem, co znaczy żyć według wymogów
                etycznych, rozumiem, co znaczy kochać ( i z miłości starać się być
                dobrym), natomiast jakakolwiek relacja z Bogiem jest dla mine nie do
                pojęcia.


                >
                > Jeśli jesteś wierząca to gorąco polecam czytanie Biblii.
                Jestem wierząca w tym sensie, że wierzę, że Bóg istnieje. Biblię znam

                Wcale nie czuję się zaatakowana.
                Zapytałam czy lubicie sie modlić. Nie pytam o to,czy modlitwa jest
                potrzebna, czy z wiarą jest tak czy siak (choć chętnie czytam Wasze
                wypowiedzi). Pytam o to, czy modlitwa to tylko obowiązek, cyz też
                przyjemność. Jak pójście do ciotki, którą trzeba odwiedzać, bo stara
                i samotna, no i z rodziny, ale ciężko u niej wytrzymać

    • nasyceni Re: do mam wierzących 01.03.08, 19:40
      owszem modlitwa sprawia mi przyjemnosc,po niej czuje sie
      bezpieczniej,pewniej wraca mi chec do zycia
      • guderianka Re: do mam wierzących 01.03.08, 20:00
        do wierzących czy do katoliczek ?

        Moja modlitwa to rozmowa, sprawia mi przyjemność
        • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 02.03.08, 20:43
          guderianka napisała:

          > do wierzących czy do katoliczek ?

          Zastanowiło mnie Twoje pytanie. Chyba do chrześcijanek


          >
          > Moja modlitwa to rozmowa, sprawia mi przyjemność
          OK, dzięki
          • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 09:58
            Nie jestem chyba chrześcijanką-chociaż zgadzam się z wieloma
            moralnymi wytycznymi tego wyznania
            • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 11:54
              CHYBA? smile
              A ochrzczona?
              • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 12:47
                Jestem ochrzczona bo zadecydowali o tym moi rodzice ale nie wyznaję
                tej wiary

                To jestem czy nie ?wink
                • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 12:51
                  jak dla mnie to jesteś. Chyba, że zostanie stwierdzone coś
                  przeciwnegosmile
                  • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 12:55
                    Sam fakt ochrzecznia świadczy o tym, że jestem chrześcijanką? Nic
                    więcej nie potrzeba?
                    Przecież nawet po wypisaniu z KK akt chrztu nadal będzie faktem
                    • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:10
                      dlatego napisałam, że dopóki nie zostanie stwierdzone co innego
                      • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:19
                        a kto może stwierdzić coś innego ?
                        • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:20
                          ten, do którego zwrócisz się oficjalnie, z prośbą o wypisanie, czy
                          jak to tam nazwać
                          • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:25
                            No ale jeśli np. kuria wyrazi zgodę i zostanę "wypisana" to nie
                            zmieni to faktu że trzy dziesiątki lat temu dokonany został akt
                            chrztu (i fizycznie -lanie wody, namaszczenie i duchowo, i
                            materialnie-wpis do ksiąg)
                            • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:27
                              tak, wiem. A dodatkowo wierzy się, że chrzest wyciska piętno na
                              duszy i to nieusuwalne. Tak więc przerąbane: chrześcijanką jesteś na
                              zawsze.
                              Ale chyba już zapomniałam, o co pytamsmile)))
                              • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:29
                                Hehe smile
                                Ty zapomniałaś a ja zyskałam wiedzęwink-jestem chrześcijanką-musze
                                mężowi zakomunikować jak z pracy przyjdzie wink
                                • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:30
                                  może mu patykiem na błocie rybę narysujsmile
                                  • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:37
                                    coś ty, nie zaczai, to agnostyk wychowany w niewierzącej rodzinie
                                    jeszcze by pomyślał, że sie do niego nie odzywam i w ten sposób
                                    komunikuję się odnośnie obiadowego menu wink
                                    • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:07
                                      i jak mąż? Dał się zaprosić na śledzika?
                                      • guderianka Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:40
                                        niestety nie miałam okazji bo dopiero wrócił uncertain
                                        w ferworze zdawania relacji z całego dnia zgubiłam gdzieś tę
                                        zimnokrwistą
                                        • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 09:15
                                          a w ogóle to przecież piękna scena z lektury obowiązkowej, więc
                                          nawet ateista powinien znać
                                          • guderianka Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:38
                                            Nie czytał lektur

                                            Ale poinformowałam wczoraj przy kolacji
                                            I powiedział,że :
                                            " To dobrze że urzędowo jesteś chrześciajanka. Jak nadejdą czasy,że
                                            rządzić będą Zydzi, Muzułmanie czy inni i będą chcieli mordować
                                            innowierców to ja wtedy zapiszę się do obowiązującego wyznania i
                                            będziesz miała względy"
                                            wink
                                            • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:43
                                              nie czytał lektur!!!!!
                                              • guderianka Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:49
                                                Nie czytał
                                                Matka polonistka też nad tym ubolewała

                                                Zraził się na dobre, gdy przeczytał o spaleniu siostry Antka
                                                • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:50
                                                  to jak zdał maturę? Na brykach?
                                                  • guderianka Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:53
                                                    Nie wiem
                                                    Spytam i napiszę Ci wieczorem
                                                    Ale zdał na 4+, mimo że jest dyslektykiem (nie miał zaświadczenia )
                                                  • guderianka Re: do mam wierzących 05.03.08, 10:06
                                                    Pytałam
                                                    Zdał na 2 (mierny) a ustną na 4+
                                                    Zdał bo "jakieś tam pojęcie miał"
                                                  • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 05.03.08, 10:58
                                                    Mierny jest już wystarczającą karą za nieznajomość sceny z Ligią
                                                    rysującą rybę na ziemi.
                                                    Pozdrowienia dla Twojego Prywatnego Ateusza
                                                  • guderianka Re: do mam wierzących 05.03.08, 22:57
                                                    Zgadzam się!
                                                    p.s. ja miałam z j.polskiego 5 i 6 (matura 4 )-ale Qo Vadis nie
                                                    czytałam. Nie cierpię Sienkiewicza
    • selavi2 Re: do mam wierzących 02.03.08, 10:26
      Ja "przechrzta" od roku jestem - z katolicyzmu (Odnowa w Duchy sw.)-16 lat
      poszukujaca - na protestantyzm.
      Modle sie caly czas. A przynajmniej staram sie jak umiem. Jest to kwestaia
      wyrobienia w sobie nawyku. Jesli mi sie to udaje, to daje mi to poczucie
      bezpieczenstwa i bycia kochana. Ma ta modlitwa forme ciaglego powierzania
      swojego zycia i dzialania - woli Boga, wiec rowniez jest to dialog. Taki jest
      moj swiadomy wybor, zwlaszcza wtedy, kiedy mam znizke nastoju i brak mi ochoty
      na cokolwiek.
      • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 02.03.08, 20:42
        ale czy LUBISZ się modlić?
        • isma Re: do mam wierzących 03.03.08, 09:53
          Ale tu trudno mowic o lubieniu. To tak, jak by ktos pytal, czy sie
          lubi oddychac wink)). Dla mnie to jest naturalny sposob
          funkcjonowania.

          Pytalas, co wtedy, jak sie nie chce. No, jednym z moich duuuuzych
          odkryc, jako doroslej nawroconej na katolicyzm ;-O bylo, ze Pan Bog
          wcale nie oczekuje, zebym byla idealem. Ze jest ze mna takze wtedy,
          kiedy mi sie nie chce, kiedy mam dosc i kiedy szlag mnie trafia.

          Poniewaz ja sie modle brewiarzem (czyli, najkrocej mowiac,
          psalmami), to po prostu rano w tramwaju sobie mowie-czytam te
          jutrznie, i wiem, ze razem ze mna tymi samymi slowami modli sie
          Kosciol. Ze nawet jak mnie nie wystarcza w ktoryms dniu uwagi czy
          zapalu, to to jest modlitwa wspolnoty, ktora potrafi czasem poniesc
          tego, co sam nie daje rady.

          A oprocz tego sobie rozne pogawedki z Panem Bogiem przy roznych
          okazjach uskuteczniam. Czasem one dosyc burzliwe sa, jak np.
          rachunek sumienia wieczorem wypada zrobic wink)).
          • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 11:53
            isma napisała:

            > Ale tu trudno mowic o lubieniu. To tak, jak by ktos pytal, czy sie
            > lubi oddychac wink)). Dla mnie to jest naturalny sposob
            > funkcjonowania.
            Rozumiem, choć nie rozumiemsmile Tzn: rozumiem, co piszesz, ale nie
            rozumiem w sensie autopsyjnego doświadczenia.
            A jeżeli to jak oddychanie... Miałam nadzieję, że to jak rozmowa z
            Przyjacielem - to zdecydowanie lubię. A w trudnych chwilach tym
            bardziej chcę. A oddychać muszę - nawet jeśli bym bardzo nie
            chciała. Czyli zero wolności


            Pan Bog
            > wcale nie oczekuje, zebym byla idealem. Ze jest ze mna takze
            wtedy,
            > kiedy mi sie nie chce, kiedy mam dosc i kiedy szlag mnie trafia.
            A nie, to dla mnie nie byłoby odkrycie. Oczywiste, że Bóg nie chce,
            bym byłą ideałem, bo mnie stworzył i mnie zna - wie, że to
            niemożliwe. Tak że tego stresa nie mam. A że jest ze mną TAKŻE
            wtedy...Najpierw trzeba by wierzyć, że jest kiedykolwiek, no nie?



            >
            • isma Re: do mam wierzących 03.03.08, 12:18
              Wiesz co - z tymi przyjaciolmi to, ekhm, ja akurat nie bardzo. Bo ja
              sie nie umiem przyjaznic, znaczy nie tak, jak to wiekszosc ludzi
              robi, ze do najglebszego sekretu i do grobowej deski. Owszem, bywam
              blisko z roznymi osobami - ale jednak to sa tylko chwilowi
              towarzysze drogi (oczywiscie, zazwyczaj to ja nawalam i zostawiam
              kogos na poboczu). Natomiast z Panem Bogiem to nie te numery wink)).

              W trudnych chwilach - no, tak, tylko pytanie brzmi, czy my wtedy nie
              traktujemy tego przyjaciela (Przyjaciela) instrumentalnie, jako
              srodek do poprawiania sobie samopoczucia...?

              Napisalas o wolnosci - no, coz, tak bywa w relacjach z osobami.
              Trace czesc wolnosci, wychodzac za maz. Trace czesc wolnosci, rodzac
              i wychowujac dziecko. Ale ta czesciowa utrata wolnosci - z mojego
              wlasnego wyboru przeciez, w wolnosci dokonywanego - jest powiazana z
              tym, ze moje zycie sie zmienia. Wiec, jesli Bog jest Osoba, to ta
              relacja ma rowniez wlasciwa sobie dynamike, rowniez wprowadza w
              zycie zmiane. To nie jest "zero wolnosci" ale, istotnie, jest to
              uznanie nadrzednosci dobrowolnie przyjetej relacji nad autonomia
              woli.
              • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:09
                isma napisała:

                > Wiesz co - z tymi przyjaciolmi to, ekhm, ja akurat nie bardzo.
                A ja bardzosmile

                Bo ja
                > sie nie umiem przyjaznic, znaczy nie tak, jak to wiekszosc ludzi
                > robi, ze do najglebszego sekretu i do grobowej deski.
                Normalne, że jedni mają tak, inni inaczej. Dla mnie więzi
                międzyludzkie są bardzo ważne

                Owszem, bywam
                > blisko z roznymi osobami - ale jednak to sa tylko chwilowi
                > towarzysze drogi (oczywiscie, zazwyczaj to ja nawalam i zostawiam
                > kogos na poboczu)
                Dzięki za szczerość, nie oferuję Ci więc mojej przyjaźnismile)
                \

                > W trudnych chwilach - no, tak, tylko pytanie brzmi, czy my wtedy
                nie
                > traktujemy tego przyjaciela (Przyjaciela) instrumentalnie, jako
                > srodek do poprawiania sobie samopoczucia...?
                Mam nadzieję, że nigdy nie traktuę nikogo instrumentalnie. Natomiast
                nie widzę nic złego w tym, że umawiam się na kawę z przyjaciółką i
                wypłakuję się jej w rękaw na przykład dlatego, że córce zdarzyły się
                wagary. i nie wiedzę nic w tym złego, że od tego wypłakania sie w
                rękaw poprawił mi się nastrój. Czy to jest traktowanie
                instrumentalne?



                >
                > Napisalas o wolnosci - no, coz, tak bywa w relacjach z osobami.
                > Trace czesc wolnosci, wychodzac za maz. Trace czesc wolnosci,
                rodzac
                > i wychowujac dziecko. Ale ta czesciowa utrata wolnosci - z mojego
                > wlasnego wyboru przeciez, w wolnosci dokonywanego - jest powiazana
                z
                > tym, ze moje zycie sie zmienia.
                Tak, tak, dotknęłaś ważnej sprawy - jeden wybór pociąga za sobą inne
                niewybory. Ale jaki mój wybór lezy u podstaw tego, że muszę
                oddychać? Owszem - wybierając życie, wybieram również - jako
                konsekwencję - oddychanie. Ale czy ja sie na ten świat pchałam?

                Wiec, jesli Bog jest Osoba, to ta
                > relacja ma rowniez wlasciwa sobie dynamike, rowniez wprowadza w
                > zycie zmiane. To nie jest "zero wolnosci" ale, istotnie, jest to
                > uznanie nadrzednosci dobrowolnie przyjetej relacji nad autonomia
                > woli.
                Przykro mi, że jednak odbieram to tak, że zero wolności. Bo na samym
                początku wyboru mi nie dał. Piszesz, że jesteś osobą nawróconą - a
                więc podjęłaś pewną decyzję w pełni świadomie i z wiedzą o
                konsekwencjach (przynajmniej niektórych). Czyli -
                powiedziałaś: "chcę żyć", więc wiesz, że oddychać musisz.
                Ale czy Bóg pyta, czy ktoś chce zyć? Mogę być katoliczką, a mogę być
                buddystką, ale nie mogę się z własnej woli nie narodzić.

                >
                • isma Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:25
                  No jak to, czy pyta. Mozna powiedziec Panu Bogu "nie". Mozna nie byc
                  ani katoliczka, ani buddystka. I mozna tez sobie zalozyc torbe
                  foliowa na glowe, jak komus sie oddychanie znudzi wink)).
                  Roznica jest tylko ta, ze o ile z torba bywa, ze sprawy zrobia sie
                  nie do odkrecenia ;-(((, o tyle Pan Bog, no, mlosierny jest wink)).
                  I "robotnicy jedenastej godziny" sa mile widziani.

                  A co do przyjaciol. Ja nikogo nie osadzam. Wiele z naszych ludzkich
                  relacji przezywamy w dobrej wierze. Ale poniewaz jestesmy tylko
                  ludzmi, to chyba jednak gdzies tam tli sie jakas - moze malo
                  swiadoma - odrobina "jest MI to potrzebne". Stawianie wymagan. Zal,
                  jesli ktos zawiedzie. To ludzkie jest, i zazwyczaj nic w tym "zlego"
                  nie ma.
                  Ale jednak relacja z Panem Bogiem ma troche inny charakter, i takiej
                  miary "ludzkiej przyjazni" do niej przykladac sie zawsze nie da.
                  • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:30
                    isma napisała:

                    > No jak to, czy pyta. Mozna powiedziec Panu Bogu "nie". Mozna nie
                    byc
                    > ani katoliczka, ani buddystka. I mozna tez sobie zalozyc torbe
                    > foliowa na glowe, jak komus sie oddychanie znudzi wink)).
                    No właśnie o tym mówię. Że można sobie wybrać wyznanie. Można wybrać
                    męża, sukienkę na bal i zupę w menu. Ale nie można wybrać tego co
                    najważniejsze: czy w ogóle chcę się urodzić?!!!




                    >
                    > A co do przyjaciol. Ja nikogo nie osadzam. Wiele z naszych
                    ludzkich
                    > relacji przezywamy w dobrej wierze. Ale poniewaz jestesmy tylko
                    > ludzmi, to chyba jednak gdzies tam tli sie jakas - moze malo
                    > swiadoma - odrobina "jest MI to potrzebne".
                    Oczywiście, że przyjaźń jest interesowna. A wiara to niby nie? To
                    życie wieczne na końcu tunelu?

                    • isma Re: do mam wierzących 03.03.08, 13:32
                      Ohooooooo. To zupelnie nie do mnie pytanie. Na zycie wieczne jakos
                      tak... eee... malo licze. To nie ode mnie zalezy ;-P.
                      • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 16:11
                        isma napisała:

                        > Ohooooooo. To zupelnie nie do mnie pytanie. Na zycie wieczne jakos
                        > tak... eee... malo licze.

                        zupełnie Ci nie wierze
                        • isma Re: do mam wierzących 03.03.08, 16:32
                          A wyobraz sobie, ze nie ma to dla mnie wiekszego znaczenia wink)).
                          • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:06
                            nie chcesz być przez całą wieczność z kimś, kogo kochasz?(czyli z
                            Bogiem)
                            • isma Re: do mam wierzących 04.03.08, 08:27
                              Jeszcze raz, skoro nie zrozumiala: to nie ode mnie zalezy.
                              • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 09:16
                                zrozumiała, nie jestem aż tak tępa. Jasne, że zbawienie nie od
                                Ciebie zależy, ale to nie znaczy, że Tobie na nim nie zależy.
                                I nie obrażaj mnie proszę
                                • isma Re: do mam wierzących 04.03.08, 09:22
                                  No, to skoro wszystko jasne... wink)).
    • zebra12 Modlitwa regułkowa - nie 02.03.08, 13:04
      Modlitwa w sensie odmawiania wyuczonych regułek nie sprawia mi przyjemności i
      trudno się na niej skoncentrować.
      Natomiast modlitwa polegająca na rozmowie z Bogiem - tak. I tylko taką praktykuję.
      • mma_ramotswe Re: Modlitwa regułkowa - nie 02.03.08, 20:41
        dziękuję za odpowiedź
      • wobbler Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 10:09
        Uważasz Ojcze Nasz za modlitwę regułkową?
        • mma_ramotswe Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 11:48
          myślę, że autorka postuu miała na myśli modlitwy pamięciowe (bo nie
          wiem, jakie regułki mogłyby być zawarte w modlitwach), czyli Ojcze
          Nasz także
          • isma Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 12:22
            No tak, tylko ze po co wtedy w swoim czasie:

            (Łk 11, 1-4)
            Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją,
            rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i
            Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy się
            modlicie, mówcie:

            Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje
            królestwo!
            Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień
            i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam
            zawini;
            i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»."
            • mma_ramotswe Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:09
              to chyba nie do mnie?
              • zonka77 modlę się bardzo często! 03.03.08, 13:27
                Ok - wywnętrzę się bardzo ale uważam że to ciekawy temat.
                Modlę się po kilka razy dziennie. I nie jestem dewotką. Jestem wierząca i już
                jakiś czas temu powierzyłam swoje życie Bogu - więc teraz przed każdą istotną
                decyzją się modlimy z mężem, z każdym problemem się zwracamy...to jest tak
                naturalne że nawet nie myślę o tym, "rozmawiam z Bogiem" kilka razy dziennie.
                Zwłaszcza jak zrobię coś nie tak - postępuję wg słów Biblii - wyznaję Bogu
                grzech i wiem że On mi go odpuszcza w imieniu Jego Syna.

                Modlę się sama, modlimy się z mężem, czytamy Biblię, modlę się z córką
                codziennie wieczorem, modlimy się z nią kiedy ma jakiś problem.
                Modlimy się o znajomych kiedy o to proszą, o sprawy rodziny.
                Modlitwa jest częścią naszego życia jak oddychanie czy jedzenie.

                Nie modlę się formułkami (protestanci nie mają żadnych formułek poza Ojcze nasz
                w wersji Biblijnej które czasem jest wspólną modlitwą)

                Wyraźnie też czuję kiedy moja modlitwa nie jest skuteczna (kiedy od Boga
                oddziela mnie grzech w sercu)

                Modlitwa przynosi mi ulgę, zrozumienie, radość, pewność - i ogromnie wierzę w
                wielkie działanie szczerej modlitwy.
                • mma_ramotswe Re: modlę się bardzo często! 03.03.08, 16:14
                  zonka77 napisała:

                  > Modlę się po kilka razy dziennie. I nie jestem dewotką.
                  A skąd wiesz? (tzn nie skąd wiesz, że sie modlisz, tylko skąd wiesz,
                  że nie jesteś dewotką?)

                  Jestem wierząca i już
                  > jakiś czas temu powierzyłam swoje życie Bogu - więc teraz przed
                  każdą istotną
                  > decyzją się modlimy z mężem, z każdym problemem się zwracamy...to
                  jest tak
                  > naturalne że nawet nie myślę o tym, "rozmawiam z Bogiem" kilka
                  razy dziennie.
                  > Zwłaszcza jak zrobię coś nie tak - postępuję wg słów Biblii -
                  wyznaję Bogu
                  > grzech i wiem że On mi go odpuszcza w imieniu Jego Syna.

                  no dobrze, rozumiem. Ale czy to lubisz? tak zwyczajnie, po ludzku


                  >
                  > Wyraźnie też czuję kiedy moja modlitwa nie jest skuteczna (kiedy
                  od Boga
                  > oddziela mnie grzech w sercu)
                  ooo, nieskuteczna?? co to znaczy? Bóg nie słucha?



                  >
                  > Modlitwa przynosi mi ulgę, zrozumienie, radość, pewność - i
                  ogromnie wierzę w
                  > wielkie działanie szczerej modlitwy.
                  dziekuje za wypowiedz
                  • zonka77 Re: modlę się bardzo często! 03.03.08, 21:19
                    tak bardzo lubię.
                    nie jestem dewotką ponieważ nie modlę się na pokaz ani po to żeby poczuć się
                    lepszą ani nie po to aby wypełnić jakieś obowiązki tylko z potrzeby serca smile

                    Co do nieskuteczności to jest tak (nie wg mnie a wg Biblii - Bóg jest święty.
                    Nie znosi grzechu. Jeśli grzech oddziela nas od Boga to połączenie jest
                    utrudnione smile

                    Jako protestantka nie biegam do spowiedzi co chwilę tylko kiedy wiem (czuję) że
                    grzech mnie od Boga oddziela to mu ten grzech wyznaję w imieniu Jego syna i wiem
                    ze mam odpuszczone (jeśli wyznanie jest szczere i żałuję że zgrzeszyłam)
                    • mma_ramotswe tak z ciekawości 03.03.08, 21:35
                      kto beiga do spowiedzi co chwilę?

                      A całą reszta - nic tylko pozazdrościć wiary
                      • zonka77 źle to ujęłam 04.03.08, 12:16
                        - u nas nie ma spowiedzi w ogóle smile
                        Chodziło mi o to że ja często grzeszę i wyznaję Bogu swoje grzechy tak jak jest
                        napisane w Biblii (nie potrzeba pośrednika ludzkiego w postaci księdza czy pastora)
                        • mma_ramotswe Re: źle to ujęłam 04.03.08, 13:45
                          Czasem mam wrażenie, że spowiedź uspokaja coś co nie powinno być
                          uspokojone. Wyspowiadał się i do widzenia.

                          A co do Ciebie - wszystko robisz tak jak jest napisane w Biblii?
                          (Skoro już zahaczyłaś o to, że ma nie być pośrednika w wyznawaniu
                          grzechów)
                          • zonka77 Re: źle to ujęłam 04.03.08, 15:05
                            Staram się żyć wg tego co pisze w NT - stare prawo mnie nie obowiązuje - jestem
                            Chrześcijanką.

                            I nie wiem co ma pośrednik w postaci księdza.
                            W NT jest wyraźnie napisane że jeśli ktoś zgrzeszy ma to wyznać Bogu a Bóg ten
                            grzech wybaczy (zakryje)
                            W końcu na tym polega zbawienie - dzięki śmierci Jezusa jeśli w niego wierzysz
                            to nie będzie kary za Twoje grzechy (On już ją na siebie wziął) Więc jeśli
                            jesteś wierzący/wierząca to jesteś zbawiony/zbawiona. To że człowiek wierzący
                            stara się żyć coraz lepiej to konsekwencja nawrócenia, nie warunek zbawienia czy
                            wybaczenia grzechów. Zbawienie to łaska - tak samo jak wybaczenie grzechów. Na
                            zbawienie nie można sobie zasłużyć. Jeśli ktoś mówi ze jest zbawiony a żyje w
                            grzechu i nic sobie z tego nie robi to prawdopodobnie jego wiara jest wątpliwa -
                            aczkolwiek ocenia to tylko Bóg.

                            Oczywiście że nie robię wszystkiego idealnie - wiesz co w NT znajdziesz wiele
                            miejsc mówiących o tym że człowiek jest człowiekiem i ma naturę grzeszną. Nawet
                            jest napisane że każdy kto twierdzi że nie ma grzechu jest kłamcą - nie istnieje
                            człowiek który nie grzeszy.
                            Tylko kiedy człowiek wierzący grzeszy to mu doskwiera - chyba że robi coś
                            nieświadomie. Żałuje tego - prosi Boga o wybaczenie i stara się tego nie
                            powtarzać. Jedne grzechy bardzo szybko są zwalczane, z innymi człowiek zmaga się
                            latami. Ale chodzi o to aby się starać, rozwijać, poznawać Boga i "uświęcać"
                            W końcu Pan Jezus umarł za wszystkie grzechy - i te już popełnione i te które
                            dopiero popełnimy.

                            Pełnię doskonałości osiągniemy dopiero w niebie smile


                            "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
                            niemożliwe"
                            • mma_ramotswe Re: źle to ujęłam 04.03.08, 16:41
                              zonka77 napisała:

                              > Staram się żyć wg tego co pisze w NT - stare prawo mnie nie
                              obowiązuje - jestem
                              > Chrześcijanką.

                              Rozumiem w takim razie, że obowiązuje Cię również i to:
                              "Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi
                              swoją głowę; wygląda bowiem tak, jakby była ogolona. Jeżeli więc
                              jakaś kobieta nie nakrywa głowy, niechże ostrzyże swe włosy! Jeśli
                              natomiast hańbi kobietę to, że jest ostrzyżona lub ogolona, niechże
                              nakrywa głowę! "
                              >


                              > I nie wiem co ma pośrednik w postaci księdza.
                              W jakim sensie: co ma?


                              > W końcu na tym polega zbawienie - dzięki śmierci Jezusa jeśli w
                              niego wierzysz
                              > to nie będzie kary za Twoje grzechy (On już ją na siebie wziął)
                              no chyba nei tak do końca. Załóżmy, że w Niego wierzę, pójdę i
                              zamorduję szefa, to nie będę miała kary? (nei mówię o karze
                              nałożonej mi przez system penitencjarny, mówimy tutaj o sensie
                              religijnym)





                              Mówimy ogólnie, bo wWięc jeśli
                              > jesteś wierzący/wierząca to jesteś zbawiony/zbawiona.
                              A jeśli nie jestem wierząca, to nie będę? Czy nie wiadomo?


                              To że człowiek wierzący
                              > stara się żyć coraz lepiej to konsekwencja nawrócenia, nie warunek
                              zbawienia cz
                              > y
                              > wybaczenia grzechów.
                              Myślisz, że niewierzący nie stara się żyć dobrze?

                              A co to jest grzech?
                              Ale chodzi o to aby się starać, rozwijać, poznawać Boga i "uświęcać"
                              Ale po co? Czy każdy musi być zainteresowany Bogiem?



                              > W końcu Pan Jezus umarł za wszystkie grzechy - i te już popełnione
                              i te które
                              > dopiero popełnimy.
                              no. I bez mojej wiary umarł
                              (choć słowo daję: nie rozumiem, co to za Bóg, który robi coś takiego
                              swojemu Synowi)



                              >
                              > Pełnię doskonałości osiągniemy dopiero w niebie smile
                              jeśli tam trafimy?
                              • zonka77 Re: źle to ujęłam 04.03.08, 17:28
                                hehe, pierwszy cytat to przedmiot sporu - spotkasz w kościołach protestanckich
                                kobiety z nakrytymi głowami podczas modlitwy (prorokowanie raczej się nie
                                odbywa) i z odkrytymi.
                                Żeby zrozumieć sens tego fragmenty trzeba się odwołać do całego NT.
                                Tutaj raczej chodzi o pokorę - tradycyjne nakrywanie głowy jedni praktykują a
                                inni nie. Ponieważ w NT jest również napisane że każdy powinien w tego typu
                                sprawach (co wolno a czego nie - w sensie "przepisów" - postępować wg własnego
                                uznania. Biada temu kto uważa że coś jest złe a mimo to robi to coś. Jest wręcz
                                napisane że nie ma czegoś takiego co samo w sobie jest grzeszne - grzechem jest
                                wtedy kiedy ktoś kto to robi uważa to za grzech.
                                Podkreślam że tutaj chodzi o takie sprawy typu "co wolno jeść a czego nie" albo
                                "w co się ubierać a co nie"
                                Nie chodzi mi o to grzechy jasno określone po wielokroć typu kłamstwo,
                                morderstwo, obgadywanie, gniew i dziesiątki innych.

                                Teraz kobiety miewają krótkie włosy a mężczyźni długie i sądzę że to może być
                                problem dla osoby słabej w wierze. Dla nas nie ma zakonu (prawa) poza zakonem
                                miłości. Ci słabsi potrzebują więcej "przepisów". Ale powiem Ci że jeśli kogoś u
                                mnie w zborze gorszyłaby moja odkryta głowa to narzuciłabym chustkę podczas
                                modlitwy. Mnie nie gorszy bo swoją pokorę wobec Boga znam.

                                > > I nie wiem co ma pośrednik w postaci księdza.
                                > W jakim sensie: co ma?

                                aa, tu mi się zjadło kawałek tekstu, przepraszam.
                                miało być I nie wiem co ma pośrednik w postaci księdza do postępowania wg Biblii.
                                Ale już rozumiem o co Ci chodziło.

                                Załóżmy, że w Niego wierzę, pójdę i
                                > zamorduję szefa, to nie będę miała kary? (nei mówię o karze
                                > nałożonej mi przez system penitencjarny, mówimy tutaj o sensie
                                > religijnym)

                                Moja droga, jeśli jesteś wierzącą osobą to nie pójdziesz i nie zamordujesz ot
                                tak bo masz ochotę. No chyba że zrobisz to w afekcie, nie panując nad sobą, w
                                jakimś szaleństwie, np pod pływem choroby, rozpaczy, leków, alkocholu - Bóg
                                wybaczy każdy grzech. Ale nie chodzi o to ze ty po prostu sobie zabijasz i nic z
                                tego powodu sobie nie robisz. Albo że możesz sobie zaplanować że pójdziesz
                                zabijesz a potem przeprosisz. Przecież Bóg zna każde serce i wie kiedy wiara
                                jest prawdziwa a kiedy nie. I wielu jest i będzie takich którzy do niego Wołają
                                a on się do nich nie przyzna.
                                Zrozum że jeśli się nawracasz i oddajesz życie Bogu to nie potrafisz działać w
                                taki sposób - to teraz sobie nagrzeszę a potem przeproszę i będzie ok. Jeśli
                                grzeszysz i przepraszasz dla zasady ale nie z przekonaniem i Cię nie gryzie że
                                grzeszysz to myślę że takie przeprosiny możesz sobie darować smile

                                bierzesz odpowiedzialność za siebie. To nie działa tak - wyspowiadam się, ksiądz
                                mi da rozgrzeszenie i będzie ok.

                                Bóg widzi serce i powiem Ci że jeśli zabiłabyś tego szefa w jakiejś bezrozumnej
                                furii ulegając grzechowi to owszem poniosłabyś zapewne konsekwencje grzechu w
                                swoim życiu ale jeśli NAPRAWDĘ będziesz żałować i "pokutować" - wyznawac ten
                                grzech Bogu i szczerze błagać o przebaczenie to owszem, przebaczy Ci. Każdy
                                grzech. Ale nie jeśli robisz coś z premedytacją i potem niby przepraszasz a w
                                rzeczywistości nie żałujesz.


                                > A jeśli nie jestem wierząca, to nie będę? Czy nie wiadomo?

                                No wg Biblii jasno i wyraźnie - nie będziesz.
                                To nie mój wymysł. Tak jest wyraźnie napisane. W wielu miejscach.


                                > Myślisz, że niewierzący nie stara się żyć dobrze?
                                o nie, sądzę ze bardzo wielu się stara. Nie o to mi chodzi, chodzi mi o to że
                                zbawienie jest z wiary nie z uczynków.


                                > A co to jest grzech?
                                > Ale chodzi o to aby się starać, rozwijać, poznawać Boga i "uświęcać"
                                > Ale po co? Czy każdy musi być zainteresowany Bogiem?

                                oczywiście że nie. I nie każdy będzie zbawiony. Po to mamy wolną wolę. Możemy
                                powiedzieć "nie" a potem przyjąć konsekwencje.


                                > no. I bez mojej wiary umarł
                                > (choć słowo daję: nie rozumiem, co to za Bóg, który robi coś takiego
                                > swojemu Synowi)

                                Bóg nie zrobił tego Swojemu Synowi. To Syn dobrowolnie oddał swoje życie z
                                miłości do ludzi.

                                > > Pełnię doskonałości osiągniemy dopiero w niebie smile

                                Tak, jeśli tam trafimy. Ja akurat nie mam wątpliwości gdzie trafię. M.in dla
                                tego że rozumiem i wierzę w to co jest napisane jasno i wyraźnie w Biblii wiele
                                wiele razy: że zbawienie jest z łaski przez wiarę. Nie z uczynków. Nie z naszych
                                starań. Tylko przez przyjęcie Jezusa do serca i przez wiarę. Dobre uczynki,
                                "uświęcanie się:, wyznawanie grzechów - to tylko konsekwencja wiary, owoce
                                wiary, widoczne oznaki wiary.

                                I nie nie można sobie założyć - no to wierzę i żyję sobie jak chcę i moge
                                wszystko i nie muszę się martwić. Wtedy to nie jest wiara tylko obłuda - kpina z
                                Boga. Wszystko zalezy od tego co jest w sercu. Czy upadasz ze słabości i
                                żałujesz tego czy robisz coś z premedytacją nie czując wyrzutów (chodzi mi o złe
                                uczynki)
                                Ludzi można oszukać - Boga już nie.

                                Przeszłam przez wiele etapów życia, uważam ze moje początkowe nawrócenie się
                                było powierzchowne, byłam bardzo słaba w wierze czego konsekwencją było bardzo
                                dużo grzechów i niewłaściwych decyzji. Jednak myślę że właśnie takiej drogi
                                potrzebowałam zeby dojść do tego gdzie jestem dzisiaj - nawrócenie to decyzja,
                                ale potem jest długi proces dorastania w wierze. Najpierw jesteś niemowlęciem i
                                przyjmujesz najprostsze zasady i potykasz się często. Ale parę lat potem już
                                rozumiesz więcej i jesyeś mocniejszy/mocniejsza. Chociaż odbywa się to różnie -
                                Biblia jasno mówi że są mocniejsi i słabsi w wierze. Ci mocniejsi mająpomagać
                                tym słabszym. Ważne tylko żeby serce było szczere. A upadamy wszystcy - jedni
                                częściej inni rzadziej. Jednak jesli wiara jest prawdziwa Bóg nas nie zostawia i
                                stajemy na nogi. Naszą odpowiedzialnością jest żeby się rozwijać i starać w
                                miarę danych nam możliwości. Będą tacy (wg Biblii) którzy będą zawstydzeni ale
                                zbawieni a będą tacy którzy swój skarb i nagrodę odbiorą w niebie. Jednak każdy
                                kto szczerze uwierzy sercem i przyjmie Ewangelię będzie zbawiony. Oczywiście to
                                wszystko traci sens jeśli nie wierzy się w Biblię, wtedy można sobie mówić że
                                gdzieś tam jest jakiś Bóg i jeśli nie będę w życiu zła to może po śmierci znajdę
                                się w jakimś lepszym miejscu. Wg chrześcijan to niestety złudne myślenie ale na
                                to nie ma rady - jak pisałam każdy wybiera sam i nie ludziom to oceniać smile Ja
                                bym się nie ważyła - nie chcę osądzać bo nie chcę żeby mnie osądzano. A byłoby
                                za co osądzać i mnie. Ja tylko piszę jak to wygląda wg Biblii i w moim życiu na
                                tyle na ile potrafię opisać (nie jestem znawczynią ani wielce mądrą osobą, wiem
                                tyle ile potrafię zrozumieć na dzień dzisiejszy)
                                • mma_ramotswe Re: źle to ujęłam 04.03.08, 18:41
                                  zonka77 napisała:


                                  > Żeby zrozumieć sens tego fragmenty trzeba się odwołać do całego NT.
                                  > Tutaj raczej chodzi o pokorę - tradycyjne nakrywanie głowy jedni
                                  praktykują a
                                  > inni nie. Ponieważ w NT jest również napisane że każdy powinien w
                                  tego typu
                                  > sprawach (co wolno a czego nie - w sensie "przepisów" - postępować
                                  wg własnego
                                  > uznania.
                                  A dlaczego "tego typu" można traktować według swojego uznania, a
                                  innych nie? Co to znaczy "tego typu"?


                                  Biada temu kto uważa że coś jest złe a mimo to robi to coś.
                                  No jasne, ale to nie dotyczy tylko protestantów. powiem więcej: to
                                  nie dotyczy tylko wierzących.


                                  Jest wręcz
                                  > napisane że nie ma czegoś takiego co samo w sobie jest grzeszne -
                                  grzechem jest
                                  > wtedy kiedy ktoś kto to robi uważa to za grzech.
                                  eeee, no co Ty. Są rzeczy, które same w sobie i zawsze są złe. Gdzie
                                  takie coś jest napisane???


                                  > Podkreślam że tutaj chodzi o takie sprawy typu "co wolno jeść a
                                  czego nie" albo
                                  > "w co się ubierać a co nie"
                                  No cóż, nie uważam, żeby dla Pawła było to mało istotne, skoro o tym
                                  napisał. A Ty uważasz, że to mniej istotne niż np. wyznanie grzechów
                                  przed Bogiem w obecności księdza. Nie myśl, że jestem jakąś
                                  fanatycznką spowiedzi (nie, nie jestem nawet jej zwolenniczką),
                                  tylko interesuje mnie skąd ta niespójność interpretacji




                                  > Teraz kobiety miewają krótkie włosy a mężczyźni długie i sądzę że
                                  to może być
                                  > problem dla osoby słabej w wierze.
                                  przecież dobro/zło nie może zależeć od tego, że "teraz" ktoś woli
                                  nosić krótkie włosy


                                  >> Moja droga, jeśli jesteś wierzącą osobą to nie pójdziesz i nie
                                  zamordujesz ot
                                  > tak bo masz ochotę.
                                  pewnie masz rację. Cały tekst, który napisałaś dalej - ok,
                                  przekonałaś mnie




                                  > > A jeśli nie jestem wierząca, to nie będę? Czy nie wiadomo?
                                  >
                                  > No wg Biblii jasno i wyraźnie - nie będziesz.
                                  no cóż. A czy obejmuje to też osoby, które nie mają dostępu do wiary?


                                  >
                                  > > Myślisz, że niewierzący nie stara się żyć dobrze?
                                  > o nie, sądzę ze bardzo wielu się stara. Nie o to mi chodzi, chodzi
                                  mi o to że
                                  > zbawienie jest z wiary nie z uczynków.
                                  Dobrze, to mam kolejne pytanie - dlaczego jedni są w stanie wierzyć,
                                  a inni nie? Może nawet by chcieli, ale nie potrafią?


                                  >
                                  > Bóg nie zrobił tego Swojemu Synowi. To Syn dobrowolnie oddał swoje
                                  życie z
                                  > miłości do ludzi.
                                  Ale po co je oddał? Bóg nie mógł inaczej odpuścić ludziom win? Po co
                                  pytam - wiadomo, ż emógł. Z jakiejś przyczyny nie chciał. W moim
                                  odczuciu jest to okrucieństwo. Tak to widzę. Domyślam się, że mój
                                  mały umysł nie może pojąć myśli Boga, ale nie potrafię inaczej na to
                                  patrzeć. szczególnie od czasu gd sama mam dzieci


                                  Nie odpowiedziałaś, co to jest grzech

                                  A tak poza tym to dziękuję, że piszesz tak szczerzesmile



                                  >
                                  >
                                  >
                                  >
                                  >
                                  >
                                  >
                                  • zonka77 Re: źle to ujęłam 04.03.08, 22:39
                                    już odpowiadam smile

                                    Co do odnoszenia się to uważam że aby rozumieć NT trzeba go studiować, poznawać
                                    i w miarę możliwości odnosić do całości. Nie dotyczy to jednego fragmentu a
                                    wszystkich.

                                    Co do pokazanego fragmentu to zacytuję pewnego pastora:
                                    (pamiętaj że mamy do czynienia z przekładem. A to nie oddaje czasem pełnego
                                    zrozumienia dlatego warto sięgać do znawców źródeł) Trzeba jeszcze znać kontekst
                                    wypowiedzi a nie wyrwany fragment

                                    W tym przypadku nauczanie Ap. Pawła odnosi się wyłącznie do prorokowania i
                                    modlitwy, nie do nabożeństwa, co więcej chodzi tu o modlitwę językami której
                                    poza kościołem zielonoświątkowym się nie praktykuje
                                    Zarówno prorokowanie jak i dar języków były darami tymczasowymi i współcześnie
                                    nie występują w Kościele - stąd zasady dotyczące ich używania odnoszą się do
                                    ówczesnego kościoła.

                                    "tego typu" mam na mysli sprawy formalne - ubioru, spożywania pokarmów i innych
                                    zasad które już w pierwszych kościołach bywały powodem do sporów.

                                    Przeczytaj sobie list Pawła do rzymian 14

                                    m in: jeden wierzy że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada (...)
                                    jeden robi różnicę między dniem a dniem drugi zaś kazdy dzień ocenia jednakowo -
                                    niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu (...)
                                    Wiem i jestem przekonany w Panu Jezusie że nie ma niczego co by samo w sobie
                                    było nieczyste, nieczyste jest jedynie dla tego kto je za nieczyste uważa"

                                    nie chodzi mi tutaj o grzechy i złe uczynki tylko o sprawy jak to wytłumaczyć -
                                    formalne. Jak się ubierać, jak obchodzić święta, co spożywać i kiedy. Chodzi o
                                    przekonania co do formalności, wyglądu nabożeństwa itp. W tych sprawach powinno
                                    się kierować zasadą aby wszystko co robimy robić dla uwielbienia Boga, kierować
                                    się własnym przekonaniem ale tez nie gorszyć innych. Stąd moja uwaga że jeśli
                                    ktoś by się upierał że przy zwykłej modlitwie mam założyć coś na głowę to nie
                                    będę się kłócić choć w moim przekonaniu nie czynię źle modląc się z odkrytą głową.

                                    Co do grzechów i złych uczynków nie ma wątpliwości i interpretacji wg własnego
                                    widzimisię smile

                                    > eeee, no co Ty. Są rzeczy, które same w sobie i zawsze są złe. Gdzie
                                    > takie coś jest napisane???

                                    Przypominam że co chwilę pisze że nie chodzi mi o grzechy (złe uczynki) tylko
                                    właśnie o takie spory formalne jak powyżej wymienione. Dla jednych kobieta w
                                    kościele nie powinna siedzieć w obcisłych spodniach
                                    a dla innych nie ma problemu nawet jak kawałek pleców widać. Nie wiem jak to
                                    jeszcze jaśniej wytłumaczyć, mam nadzieję że rozumiesz o co mi chodzi smile

                                    A Ty uważasz, że to mniej istotne niż np. wyznanie grzechów
                                    > przed Bogiem w obecności księdza. Nie myśl, że jestem jakąś
                                    > fanatycznką spowiedzi (nie, nie jestem nawet jej zwolenniczką),
                                    > tylko interesuje mnie skąd ta niespójność interpretacji

                                    W Biblii jedyny opis jaki znajdzesz na wyznawanie Bogu grzechów to opis
                                    bezpośredniego wyznania grzesznika do Boga w imieniu Jezusa. Nigdzie nie ma mowy
                                    że trzeba się spowiadać księdzu i też nikt się księdzu ani innemu duchownemu
                                    Mój sprzeciw wobec spowiedzi wychodzi stąd że uważam że to praktyka niezgodna z
                                    Biblią a jeśli chcesz podyskutować to chętnie poszukam informacji na temat
                                    powstania tej praktyki

                                    > przecież dobro/zło nie może zależeć od tego, że "teraz" ktoś woli
                                    > nosić krótkie włosy
                                    no oczywiście że nie, staram się wytłumaczyć że to są sprawy jakby formalne,
                                    dałaś mi taki cytat i zapytałaś czy mnie obowiązuje więc piszę o tym.

                                    > A czy obejmuje to też osoby, które nie mają dostępu do wiary?
                                    a nie wiem - zastrzeliłaś mnie smile nie znam osoby która nie miałaby dostępu do
                                    ewangelii więc nie rozmyślałam i nie studiowałam Biblii w tym kierunku. Co
                                    chętnie uczynię i już wiem o co wypytam na początek pastora przy najbliższej
                                    okazji smile

                                    > Dobrze, to mam kolejne pytanie - dlaczego jedni są w stanie wierzyć,
                                    > a inni nie? Może nawet by chcieli, ale nie potrafią?
                                    może mówią że nie potrafią a w rzeczywistości nie potrafią nabrać pokory, a może
                                    nawet nie poznali na tyle ewangelii żeby wiedzieć jak zaufać Bogu i jak mu oddać
                                    życie? To jest napisane i jestem pewna że jeśli ktoś CHCE - to będzie potrafił.
                                    Nie chcę krytykować KK ale moim zdaniem, podkreślam moim - ilość dogmatów,
                                    nakazów i zakazów, przykazań stworzonych przez umysł ludzki, nie przez Boga,
                                    ilość mozliwości które zamiast przybliżać oddalają - kulty świętych, czczenie
                                    obrazów, wiara w najróżniejsze moce przedmiotów i działań zamiast prostej
                                    świadomości że zbawienie jest łaską którą trzeba przyjąć i to jest warunkiem
                                    zbawienia - powoduje że człowiek czuje się zagubiony i zamiast zwracać się do
                                    Boga to myśli że musi zrobić to i tamto to może się w niebie znajdzie. A w
                                    Biblii pisze jak wół i to wiele razy że ewangelia jest jaka jest i nie tylko nie
                                    trzeba ale nie wolno nic do niej dodawać. Pisze jak wół że jedynymi osobami do
                                    jakich można się modlić to Bóg, Jezus, Duch św (stanowią te osoby jedność co
                                    jest nie do pojęcia przez umysł ludzki i kropka)

                                    > Ale po co je oddał? Bóg nie mógł inaczej odpuścić ludziom win? Po co
                                    > pytam - wiadomo, ż emógł. Z jakiejś przyczyny nie chciał. W moim
                                    > odczuciu jest to okrucieństwo. Tak to widzę. Domyślam się, że mój
                                    > mały umysł nie może pojąć myśli Boga, ale nie potrafię inaczej na to
                                    > patrzeć. szczególnie od czasu gd sama mam dzieci

                                    No więc nie mógł smile Bo jest święty i sprawiedliwy aż do bólu - nie łamie
                                    własnych zasad. Ustalił zasadę że karą za grzech jest śmierć. Dał człowiekowi
                                    wolną wolę i człowiek wybrał grzech. Stąd ofiara Jezusa - z Jego wielkiej
                                    miłości. Pomyśl jak kocha ludzi skoro jednak tak to się odbyło. Jaką miłość chce
                                    dać człowiekowi Jezus skoro oddał swoje życie i swoje cierpienie.
                                    Obawiam się że nikt Ci nie wytłumaczy ani dlaczego ani jak to mogło się tak
                                    odbyć. Nie jest naszą rzeczą wiedzieć. Nasze umysły są jak mikroby wobec umysłu
                                    Bożego więc skąd przekonanie że my mamy to rozumieć. Nie mamy bo nie możemy.

                                    co to jest grzech - myśle mysle, chciałabym odpowiedzieć coś takiego co dobrze
                                    odda to co chcę napisać. Dla mnie pewne sprawy są albo oczywiste albo mają
                                    osobisty wymiar.
                                    Hm, sądzę że nie napisze źle że grzech to jest świadome nieposłuszeństwo wobec
                                    Boga. Wierzący mają Jego słowo gdzie pisze wyraźnie czego Bóg oczekuje od nas -
                                    jak powinniśmy się zachowywać. Nie jestem teologiem więc trudno mi się
                                    wypowiadać, mogę tylko wg własnego zrozumienia pisać. Grzech jest wszystkim tym
                                    co Jego obraża - a wiemy czego On nienawidzi a co kocha. Myślę że w kwestiach
                                    podstawowych jest jasność czyli grzechem będzie pijaństwo, obgadywanie, kłamstwo
                                    ,morderstwo, chciwość zazdrość - długo by wymieniać ale czytając Biblię człowiek
                                    wie do czego Bóg się przychyla a co potępia. Pozostają kwestie sporne,
                                    niedookreślone, chociaż nie przychodzi mi za wiele do głowy bo jest właściwie
                                    dosyć dokładnie napisane czego Bóg wymaga od ludzi i co uważa za grzech. W
                                    takich kwestjach jeśli się pojawią uważam zgodnie z tym co Biblia mówi - należy
                                    postępować w zgodzie z własnym sumieniem mając na uwadze to
                                    żeby działać na jego Chwałę i kierować się przykazaniem miłości. Finalnie to Bóg
                                    osądzi i to On wie co jest grzechem. Ja z mojej perspektywy wiem kiedy zgrzeszę
                                    bo czuję z tego powodu smutek, wyrzuty sumienia, mam z tym problem. Niektóre
                                    grzechy powtarzam w swojej słabości i wiem o tym i staram się - czasem nie wychodzi.
                                    Nie tracę jednak zbawienia - to tak jakbyś miała przestać kochać swoje dziecko
                                    bo nabroiło.
                                    Tylko do tego zbawienia trzeba się stać Jego dzieckiem - nawrócić się szczerze.
                                    A dalej to już naprawdę samo się układa. Modlisz się, czytasz, studiujesz.
                                    Poszerzasz wiedzę i poznajesz Boga. On Ci daje to poznanie. jak się ma pytania i
                                    wątpliwości - od tego jest modlitwa, studiowanie Biblii, rozmowa z kimś starszym
                                    ze zboru.
            • wobbler Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:21
              Ojcze Nasz jest modlitwą wyjątkową,bo jeśli wierzymy w Boga i w Jego słowo,to
              należy przyjąć,że nie jest to modlitwa pochodząca od człowieka.
              • mma_ramotswe Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:25
                wobbler napisała:

                > Ojcze Nasz jest modlitwą wyjątkową,
                no na pewno, ale jednak to słowa, które wykuwamy na pamięć.


                bo jeśli wierzymy w Boga i w Jego słowo,to
                > należy przyjąć,że nie jest to modlitwa pochodząca od człowieka.no
                dobrze, a co za tym idzie? "Regułkowa" nie jest?
                • isma Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:27
                  No, nalezy sobie zadac pytanie, po co Pan Jezus jej uczniow uczyl.
                  Czy po to, zeby im dac do zrozumienia, ze "nieregulkowa" modlitwa
                  jest lepsza od "regulkowej"' czyli od tegoz "Ojcze nasz"?
                  • mma_ramotswe Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:32
                    to chyba ciągle nie do mnie.
                    W moim wątku nie ma dla mnie znaczenia, czy modlitwa cudzymi
                    słowami, czy własnymi. Pytam: lubicie, czy nie.
                    • wobbler Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:35
                      Ojej,odpowiedź masz już wyżej...
                  • zonka77 Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 14:43
                    ja nie lubię sobie dopowiadać do Biblii. Wychodzę z założenia że Pan Jezus dał
                    nam jakiś przykład, jak można się modlić. Ok - ta jedna modlitwa jest zapisana i
                    polecona przez Niego.

                    Modlitw wymyślonych przez ludzi nie lubię chyba dla tego że wydaje mi się
                    bezmyślne powtarzanie jakiś litanii czy regułek w kółko. Nie wiem co to ma dać -
                    może dla tego że pamiętam z dzieciństwa jak wyglądała moja modlitwa. Kilka
                    odklepanych formułek i czułam że jestem ok - obowiązek odwalony. Tymczasem moja
                    córka modli się całkiem inaczej - rzekłabym ze świadomie bo musi się skupić i
                    wiedzieć co chce powiedzieć do Boga. Pamiętam że mnie się wydawało że jak
                    odmówię przepisowy pacierz i zrobię 9 pierwszych piątków to będę "bezpieczna". A
                    przecież Biblia mówi coś zupełnie innego na temat zbawienia!
                    Uważam że te wszystkie regułki i obowiązki do odklepania i odrobienia miały mnie
                    uspokajać że się nie znajdę w piekle a i tak nieustannie się tego bałam. Jakież
                    było moje zdumienie kiedy odkryłam że w Biblii nie ma słowa o pierwszych
                    piątkach a za to pisze że zbawienie jest łaską. Jest z wiary. Odkryłam że
                    modlitwa z serca własnymi słowami to kompletnie inna modlitwa niż klepanie
                    regułek. A ewangelia jest prosta i nie trzeba nic do niej dodawać. Wręcz nie można.

                    Pamiętam modlitwe mojej Babci. Codziennie pół godziny klepania - zawsze te same
                    modliwty w tej samej kolejności, monotonnym tonem. Jak się pomyliła to musiała
                    od początku daną formułkę zaczynać. Nigdy nie widziałam w tym nic więcej jak
                    odklepania bo tak trzeba.
                    Druga moja babcia jest osobą po prostu niefajną, osaczoną zabobonami,
                    nienawiścią do ludzi, desperacko i żarliwie uwielbia radio maryja i rzuca się na
                    mnie wciskając mi różaniec do ręki. Od zawsze kojarzę ją z tym różańcem klepanym
                    w kółko bo Maryja ją ochroni od piekła. Do Jezusa się nie modli bo jej za daleko
                    i nie potrafi. W ogóle kiedy modlimy się np przed posiłkiem w jej obecności jest
                    jakby zażenowana i zawsze na koniec ostentacyjnie wstaje i odmawia bardzo głośno
                    zdrowaś Mario jakby modlitwa do Jezusa nie była wystarczająca.

                    Myślę ze nie lubię modlitw regułkowych przez własne doświadczenia i obserwacje
                    otoczenia.
                    • isma Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 15:00
                      A, z litaniami, Zonka, to jest roznie. No np. taka litania do Serca
                      Jezusowego - to tam kupa wezwan jest biblijnych, co odkrylam swego
                      czasu z duzym zdumieniem wink)). Ja mam z litaniami tak, ze lubie
                      sobie wybrac jakies wezwaznie, ktore za mna "chodzi' Zyskuje
                      kontekst.
                      O, na przyklad: "Serce Jezusa - zycie i zmartwychwstanie nasze".
                      Wiesz, z czego to, prawda wink))?

                      Zgadzam sie co do wartosci modlitwy spontanicznej. Jakkolwiek, ekhm,
                      moje dziecko lat 5,5 swoje spontaniczne tak dzieki jak i prosby do
                      Pana Boga ma dosyc powtarzalne wink)).

                      Alez oczywiscie, ze odklepanie niczego, z pierwszymi piatkami
                      wlacznie, nie daje biletow do nieba! I KK bynajmniej tego nie
                      twierdzi - co nie przeszkadza niektorym katolikom zachowywac sie jak
                      mali ciulacze wink)).
                    • mma_ramotswe Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 16:20
                      zonka77 napisała:

                      > ja nie lubię sobie dopowiadać do Biblii. Wychodzę z założenia że
                      Pan Jezus dał
                      > nam jakiś przykład, jak można się modlić. Ok - ta jedna modlitwa
                      jest zapisana
                      > i
                      > polecona przez Niego.
                      >
                      A czy tą, jedyną poleconą przez Jezusa modlitwa, lubisz się modlić?


                      > Modlitw wymyślonych przez ludzi nie lubię chyba dla tego że wydaje
                      mi się
                      > bezmyślne powtarzanie jakiś litanii czy regułek w kółko. Nie wiem
                      co to ma dać
                      Gdy ktoś korzysta z cudzych słów, nie oznacza koniecznie, że robi to
                      bezmyślnie. Ja na przykład nie zawsze umiem ubrać w słowa moje
                      myśli - a może się okazać, ze ktoś to zrobił przede mną ładniej i
                      mądrzej - czemu nie skorzystać z jego słów? Mam na myśli choćby
                      psalmy


                      > -
                      > może dla tego że pamiętam z dzieciństwa jak wyglądała moja
                      modlitwa.
                      Może własnie dlatego


                      Pamiętam że mnie się wydawało że jak
                      > odmówię przepisowy pacierz i zrobię 9 pierwszych piątków to
                      będę "bezpieczna".
                      no właśnie, to mnie też zastanawia. To zaplecze bezpieczeństwa



                      > A
                      > przecież Biblia mówi coś zupełnie innego na temat zbawienia!
                      To znaczy? I innego niż co? Niż 9 piątków?




                      > Uważam że te wszystkie regułki i obowiązki do odklepania i
                      odrobienia miały mni
                      > e
                      > uspokajać że się nie znajdę w piekle a i tak nieustannie się tego
                      bałam.
                      chyba coś w tym jest, co piszesz


                      Jakież
                      > było moje zdumienie kiedy odkryłam że w Biblii nie ma słowa o
                      pierwszych
                      > piątkach a za to pisze że zbawienie jest łaską.
                      Po pierwsze: nigdy nie myslalam, że w Biblii jest o pierwszych
                      piątkachsmile a po drugie; jak czegoś nei ma w Biblii, to nieprawdziwe?



                      > modlitwa z serca własnymi słowami to kompletnie inna modlitwa niż
                      klepanie
                      > regułek.
                      No na pewno, ale czy nie istnieje możliwość "nieklepania" regułek,
                      można włożyć całe serce w słowa "Zdrowaś Mario" To znaczy: tak
                      przypuszczam, bo ja nie umiem



                      • zonka77 Re: Modlitwa regułkowa - nie 04.03.08, 17:57
                        Psalmyczytam - studiuję. Są wspaniałe.
                        Tak czasem lubię się modlić modlitwą Ojcze nasz.

                        > Ja na przykład nie zawsze umiem ubrać w słowa moje
                        > myśli - a może się okazać, ze ktoś to zrobił przede mną ładniej i
                        > mądrzej

                        Tego nie rozumiem do końca. Modlitwa wręcz powinna być prosta - w NT znajdziesz
                        fragment o tym aby do Boga zwracać się z prostotą, nie wymyślnymi frazami jak
                        faryzeusze którzy modlą się pięknie a nieszczerze.
                        Czasem moja modlitwa jest prawie bez słów. Czasem to tylko kilka słów. Albo jak
                        normalna rozmowa - to tak jakbym nie potrafiła powiedzieć komukolwiek innemu o
                        co mi chodzi. W zwykłych prostych zdaniach. A jak jestem w kropce i naprawdę nie
                        wiem co mam zrobić to sięmodlę dokładnie o to - że nie wiem i proszę o wsparcie
                        żebym wiedziała. Przecież Bóg ZNA moje serce i DOKŁADNIE wie co w nim jest...
                      • zonka77 o, jeszcze jedno ważne :) 04.03.08, 23:18
                        a po drugie; jak czegoś nei ma w Biblii, to nieprawdziwe?
                        Tak, jesli to dotyczy wiary, Ewangeli, zbawienia - jeśli to jest jakaś reguła
                        dodana do Biblii to uważam że jest nieprawdziwa i w nią nie wierzę.
                        Wierzę że Biblia jest dziełem zamkniętym a Pan Bóg sobie o niczym nie zapomniał
                        ani się nie pomylił. Co więcej wyraźnie powiedział aby nic nie dodawać do
                        ewangelii (przez ewangelię rozumiem NT - "dobrą nowinę")
                        Jeśli ktoś mówi że do zbawienia potrzebne jest coś co nie jest zawarte w Biblii
                        to uważam to za fałszywą naukę.
                        • mma_ramotswe Re: o, jeszcze jedno ważne :) 05.03.08, 11:03
                          zonka77 napisała:

                          > a po drugie; jak czegoś nei ma w Biblii, to nieprawdziwe?
                          > Tak, jesli to dotyczy wiary, Ewangeli, zbawienia - jeśli to jest
                          jakaś reguła
                          > dodana do Biblii to uważam że jest nieprawdziwa i w nią nie wierzę.
                          > Wierzę że Biblia jest dziełem zamkniętym a Pan Bóg sobie o niczym
                          nie zapomniał
                          > ani się nie pomylił.
                          Widzę, że dyskusja sie rozwijasmile

                          No dobrze, a skąd się wzięła Biblia? Przecież nie sfrunęła z nieba.
                          Nie dał jej Bóg - w tym sensie, że napisał ją od A do Z (załóżmy, że
                          wierzę w to, że jest to słowo Boże). Posłużył sie ludźmi, tak? Czyli
                          po pierwsze: ludzie ją pisali (nawet jeśli pod natchnieniem Bożym).
                          Po drugie: to ludzie (znowu zapewne pod natchnieniem) wybrali
                          spośród wieeeeelu ksiąg te, które zaliczasz teraz do Biblii - jest
                          tak? To uważasz, że raz ludzie mogą działać z polecenia Boga, a
                          innym razem nie?

                • wobbler Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:40
                  No to może najpierw zdefiniujmy dokładnie,co będziemy rozumiały pod pojęciem
                  "regułkowa"?Wtedy odp.udzieli się sama prawdopodobnie.
                  Pamięciowa ta modlitwa jest na pewno.Istotna różnica to ta,że nie wymyślił jej
                  człowiek,bo tak mu się uwidziało,tylko pochodzi od Boga.
                • zonka77 Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:44
                  zjecie mnie - moim zdaniem modlitwa regułkowa jest dziełem człowieka i w
                  rzeczywistości dla wielu jest tylko do odklepania.
                  Modlić trzeba się z serca i na temat na jaki właśnie się ma potrzebę.
                  Rozmowa z Bogiem to nie mantra którą się w kółko powtarza.
                  • wobbler Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:52
                    Z samym Bogiem jest trudno się "dogadać".Trochę za wysokie progi...Łatwiej jest
                    z Jezusem Chrystusem.Bardziej tak,jak człowiek z człowiekiem.Jest "bliżej" nas.
                    A jeśli ktoś już o coś prosi samego Boga,to warto dodać na końcu:"Przez Jezusa
                    Chrystusa",bo to on jest pośrednikiem w naszej drodze do Boga.Inaczej się tam
                    dostać nie można.
                    • zonka77 Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 13:57
                      a z tym się zgadzam - tylko zapomniałam napisać. Jedynym pośrednikiem do Boga
                      jest Jezus i faktycznie kiedy zwracam się do Boga jak najbardziej robię to w
                      imieniu Jezusa.
                    • mma_ramotswe Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 16:24
                      ja się nie umiem dogadać z Żadnym z Nichsmile
                  • isma Re: Modlitwa regułkowa - nie 03.03.08, 14:04
                    Nikt Cie nie zamierza jesc wink)), U nas jest Wielki Post!!!

                    Ja mysle tak. Ze podobnie jak w zyciu, mowimy "kocham Cie"
                    ktoregosmy sami nie wymyslili wink)), i ono jakos tam obejmuje to, co
                    mamy drugiej osobie do przekazania, co jest tak naprawde najbardziej
                    nasze, intymne, indywidualne - tak i do Pana Boga czasem mozna sie
                    zwracac rowniez utartymi formulami. Tym bardziej, ze poza
                    ojczenaszem i zdrowaska jest ich sporo. Ty mowisz o czytaniu Biblii,
                    a ja mowie o modlitwie Psalmami (ktore sa dzielem czlowieka o tyle o
                    ile wink)). W gruncie rzeczy to na jedno wychodzi wink)).

                    Bezmyslnosci generalnie nie popieram. Ale jest tez tak, ze zbyt
                    latwe dyspensowanie sie od modlitwy (a bo nie mam potrzeby, nastroju
                    etc.) przechodzi w nawyk. A to bywa zgubne. Nie zawsze z piesnia na
                    ustach otwieram jedno zaspane oko, kiedy moje dziecie komunikuje mi,
                    ze wlasnie wstalo i jest gotowe do spedzenia ze mna calego czasu,
                    jakim dysponuje ;-/. Ale, no coz - troche ja kocham wink)), no to i
                    zwlec sie zwlekam wink)).

    • morgen_stern Re: do mam wierzących 03.03.08, 16:55
      A ja mam jeszcze jedno pytanie do wierzących - prosicie o coś Boga w
      swoich modlitwach, modlicie się w intencji czyjejś lub czegoś? Jeśli
      tak, to nie uważacie, że jest to zawracanie Bogu głowy?
      Rozumiem jeszcze modlitwę o czyjeś życie czy zdrowie, bo wchodzą tu
      w grę silne emocje, czasem rozpacz, ale np. modlitwa w intencji
      zdanej matury, dostania pracy itd. to już moim zdaniem mocna
      przesada. Jakby Bóg nie miał nic innego do roboty tylko robotę komuś
      załatwiać... czym to jest wobec wieczności wink

      Bawi mnie takie traktowanie Boga niemal personalnie, osobiście, w
      sensie - ja się tu ładnie pomodlę, a ty Boże dasz mi dobrego męża -
      no bo do tego to się w gruncie rzeczy sprowadza?
      • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 17:41
        Też się nad tym zastanawiałam. Dobra modlitwa to modlitwa o
        spełnienie sie woli Bożej (bez sensu). Ale dlaczego w takim razie są
        msze "o pomyślną operację" itp?
      • isma Re: do mam wierzących 03.03.08, 19:02
        Pan Bog nie automat wrzutowy. Dlatego ja sie wole modlic w intencji
        osob, a nie spraw. Kwestia treningu hospicyjnego: nie ma co sie
        modlic o czyjes zdrowie, trzeba sie modlic, zeby ktos umarl
        najlepiej, jak mozna. O zgode na rzeczywistosc - co by ona nie
        przyniosla - sie trzeba modlic.

        Natomiast to nie wyklucza traktowania "personalnego": Panie Boze,
        dlaczego tak?

        A poza tym ja z tych, co w ogole nie umieja prosic, zwlaszcza we
        wlasnych sprawach.
        • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:05
          isma napisała:

          Kwestia treningu hospicyjnego: nie ma co sie
          > modlic o czyjes zdrowie, trzeba sie modlic, zeby ktos umarl
          > najlepiej, jak mozna.
          A dlaczego? Czy to też nie jest jakimś życzeniem?
          A dlaczego nie modlić się o czyjeś zdrowie?


          O zgode na rzeczywistosc - co by ona nie
          > przyniosla - sie trzeba modlic.
          Też tego nie rozumiem. Zgoda na każdą rzeczywistość?
          Nie lubię takiej bierności. Ani u innych, ani u siebie





          >
      • zonka77 Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:25
        > Bawi mnie takie traktowanie Boga niemal personalnie, osobiście, w
        > sensie - ja się tu ładnie pomodlę, a ty Boże dasz mi dobrego męża -
        > no bo do tego to się w gruncie rzeczy sprowadza?

        mnie nie Bawi. Wiara to relacja bardzo osobista i silna - nic w tym śmiesznego.
        Bóg jest wielki i od wszystkich spraw i nie ma dla niego ani za dużej ani za
        małej sprawy.

        Natomiast nie modlę się tak: "ja się tu ładnie pomodlę, a ty Boże dasz mi
        dobrego męża"
        Modlę się : "Panie ty wiesz czego pragnę ale wiesz co jest dla mnie dobre. Jeśli
        to możliwe to proszę (...) ale poddaję to Twojej woli.

        I wierzę że jeśli o coś gorąco i długo proszę a Bóg uzna to za właściwe to te
        prośby odnoszą skutek. Nawet w Biblii jest napisane że kochający Ojciec daje
        swoim dzieciom jeśli go proszą.

        Bóg jest Osobą więc tak - traktuję Go bardzo personalnie.
        • zonka77 Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:33
          Zgoda na każdą rzeczywistość?
          Nie lubię takiej bierności. Ani u innych, ani u siebie

          największy problem człowieka to brak pokory i przekonanie że sam sobie poradzi
          lepiej niż z Bogiem.
          Oczywiście to już wybór osobisty - ja wiem ze sobie nie poradzę i zdecydowanie
          potrzebuję Boga. Ile razy liczę na własne siły - finalnie nie wychodzi. Ile razy
          powierzam to Jemu - wychodzi albo początkowo wydaje się ze nie wychodzi a potem
          okazuje się że moje plany i moja świadomość były po prostu głupie i naiwne a
          okazało się że wyszło na lepiej. W każdym razie jestem wdzięczna że nigdy nie
          zostaję finalnie bez odpowiedzi - każda "zła" rzecz w moim życiu prędzej czy
          później okazuje się mieć sens a Bóg wraz z trudnościami daje siłę. I wiem o czym
          piszę bo trudności za sobą mam sporo. Nawet teraz przeżywam trudności ale
          wsparcie już dostałam ogromne.
          • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:36
            ale przecież działanie z Bogiem to nadal działanie, no nie? Zgoda na
            każdą rzeczywistość dla mnie to siedzenie z założonymi rękami.
            Zresztą często obserwowane
            • zonka77 Re: do mam wierzących 04.03.08, 12:32
              no oczywiście że trzeba działać smile Przecież nie siedzę z założonymi rękami.
              Tylko mam świadomość że moje plany nie muszą się pokrywać z Bożymi, że moje
              pomysły nie muszą się sprawdzić więc nie stawiam na własne siły. I wierz mi mma
              - to działa. Nie było takiej sytuacji w życiu z której wyszłabym nie wiedząc po
              co to się działo (prędzej czy później)
              I ile razy wydaje mi się że nie będę Bogu głowy zawracać albo że poradzę sobie
              sama - tyle razy zrywam po łebku smile

              A ile razy jestem nawet w wielkim dole to kiedy proszę o pomoc - dostaję ją.
              Czasem od razu, czasem nie od razu. Ale zawsze dostaję.
              • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:42
                zonka77 napisała:

                > no oczywiście że trzeba działać smile Przecież nie siedzę z
                założonymi rękami.

                ok, to nie Ty napisałaś, że trzeba się "godzić na każdą
                rzeczywistość"


                > Tylko mam świadomość że moje plany nie muszą się pokrywać z
                Bożymi, że moje
                > pomysły nie muszą się sprawdzić więc nie stawiam na własne siły.
                to jest dla mnie zrozumiałe.

                I wierz mi mma
                > - to działa. Nie było takiej sytuacji w życiu z której wyszłabym
                nie wiedząc p
                > o
                > co to się działo (prędzej czy później)
                eee, to chyba jesteś jedyna na świecie, która wie po co jest każda
                sytuacja w życiusmile))




                > I ile razy wydaje mi się że nie będę Bogu głowy zawracać albo że
                poradzę sobie
                > sama - tyle razy zrywam po łebku smile
                Ale to w końcu jak jest: trzeba Mu zawracać głowę drobiazgami, czy
                nie?


                >
                > A ile razy jestem nawet w wielkim dole to kiedy proszę o pomoc -
                dostaję ją.
                > Czasem od razu, czasem nie od razu. Ale zawsze dostaję.
                no fajnie
                • zonka77 Re: do mam wierzących 04.03.08, 15:26
                  oj, muszę się dokładniej wyrażać smile smile
                  Chodzi o to że ni mam nigdy poczucia że coś mnie spotyka
                  niesprawiedliwie/niepotrzebnie. W tym sensie godzę się na rzeczywistość. Nie
                  spodziewam się słodkiego cudownego życia w prezencie za to że jestem wierząca.
                  Przeciwnie - wiem że będą problemy, niektóre będą konsekwencją moich grzechów,
                  inne będą "próbą" kształtującą charakter mój i mojej rodziny. Dla tego nie mam
                  nigdy żalu do Boga bo mi coś nie wychodzi albo jest mi źle. Wtedy pytam co
                  robić, proszę o cierpliwość, rozwiązanie, wiedzę jak postąpić. I kiedy to mija
                  jestem bogatsza o następne doświadczenie i najczęściej wiem że to naprawdę miało
                  sens. A jeśli nie rozumiem na razie czegoś to mam 100% pewność że tak właśnie ma
                  być i koniec.

                  Planuję swoje życie, pracuję, mamy jako rodzina plany i pragnienia. Tylko cały
                  czas zdajemy sobie sprawę ze nasze pragnienia to jedno a co nam chce dać Bóg to
                  drugie. Wspaniale jeśli to się pokrywa i dostajemy o co prosimy. A jeśli nie -
                  przyjmujemy to z pokorą. Bo wiemy że finalnie właśnie tak jest lepiej.
                  • zonka77 Mogę podać przykład 04.03.08, 15:38
                    niedawno zmarła moja ukochana mama. Oczywiście pierwsze 2/3 dni to była rozpacz,
                    albo raczej straszny ból. Ale bardzo szybko nadeszło ukojenie. M.in w wiedzy że
                    mama była wierząca i jest w niebie. Ale dostałam taki zastrzyk siły że to ciężko
                    opisać. Mój tata i siostra (również wierzący) tak samo.
                    Nie może pojąć tego moja babcia która wciąż rozpacza i sądzi że my jesteśmy
                    bezduszni. A to nieprawda. My tęsknimy, czasem płaczemy ale nie rozpaczamy. To
                    Bóg daje taki spokój. Dosłownie czułam wiele razy w tych chwilach kiedy serce mi
                    chciało pęknąć i zaczynałam się modlić i nadchodziła potężna fala spokoju. Nikt
                    z nas nie spojrzał nawet na tabletki uspokajające. A mama zmarła nagle, dosyć
                    młodo. Zostawiła tatę, moją 15 letnią siostrę, mnie, starszego brata, swoją
                    mamę, siostrę, wnuki.
                    Co ciekawe zdecydowanie najgorzej z sytuacją radzą sobie Ci z naszej rodziny
                    którzy nie mają oparcia w Bogu.
                    • mma_ramotswe Re: Mogę podać przykład 04.03.08, 16:45
                      zonka77 napisała:

                      > Co ciekawe zdecydowanie najgorzej z sytuacją radzą sobie Ci z
                      naszej rodziny
                      > którzy nie mają oparcia w Bogu.
                      No cóż, Twoja rodzina to nie jest reprezentatywna grupa do badań,
                      zdecydowanie za mała próba.
                      A może naginasz fakty do teorii?
                      Znam niewierzących, którzy dobrze radzą sobei z sytuacjami
                      ekstremalnymi. I wierzących, którzy sobie nie radzą (pewnie powiesz,
                      że w taki razie wierzący to oni nie są, bo nie ufają Bogu).

                      Ale i ja wierzę, że po śmierci ludzie są szczęśliwsi niż tutaj
                      >
                      >
                      • zonka77 Re: Mogę podać przykład 04.03.08, 17:51
                        W moim zborze jest wiele rodzin po stracie, w tym stracie dzieci i pewne reakcje
                        zauważam w szerszym kręgu. Ale nie o to chodzi. Nie twierdzę że niewierzący =
                        słaby, zły i głupi. Pewnie że są tacy co sobie poradzą, są silni.
                        Twierdzę tylko że Bóg daje ogromne ukojenie. Nawet jeśli nic innego nie jest w
                        stanie ukoić - on jest. Kwestia tego czy się Go wpuści do serca czy się woli
                        polegać na własnych siłach.
                        • mma_ramotswe Re: Mogę podać przykład 04.03.08, 18:43
                          a ja myślę, że są i tacy, którzy nie chcą iść o własnych siłach (bo
                          wiedzą, że ich nie mają), a mimo to Bóg nie daje im ukojenia
                  • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 16:43
                    zonka77 napisała:

                    > oj, muszę się dokładniej wyrażać smile smile
                    CHyba tak, dyskusja robi się konkretna


          • isma Re: do mam wierzących 04.03.08, 08:29
            No i to jest wlasnie zgoda na rzeczywistosc. Ja sobie moge miec
            plany, a Pan Bog rozwiazuje to inaczej. Lepiej.
      • wobbler Re: do mam wierzących 04.03.08, 09:30
        Morgen,nie pamiętam w tej chwili wersów,ale w Biblii jest powiedziane,żeby Bogu
        "zawracać głowę"!Chodzi właśnie o to,żeby modlić się o konkretną sprawę,nawet o
        to żeby tramwaj na czas przyjechał kiedy się spieszysz.
        Oczywiście,że Bóg to nie koncert życzeń,ale nigdy nie wiesz,którą z Twoich próśb
        będzie miał akurat ochotę spełnić.
        Twoje pytanie dowodzi,że nie traktujesz Boga jak Ojca.Czy jako mała dziewczynka
        nie szłaś do swojego Taty:"Tataaa,bucik mi się rozwiązał..."?Przecież on miał na
        głowie pracę,jakieś roboty domowe,rachunki do zapłacenia...A Ty tu jakiś
        bucik.Ale zawiązał?Zawiązał!Cud,czy co?!Miał czas?Miał ochotę?Bo Cię kochał...
        Dla Boga wszystkie jesteśmy małymi dziewczynkami z rozwiązanym bucikiem...
        • mma_ramotswe zawracać Mu głowę 04.03.08, 13:47
          ale i tak zrobi co chce, prawda? To po co?
        • morgen_stern Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:52
          >Chodzi właśnie o to,żeby modlić się o konkretną sprawę,nawet o
          > to żeby tramwaj na czas przyjechał kiedy się spieszysz.


          No nieee, nie przeginaj... Wiara, coś mistycznego, wieczność,
          jedność z Bogiem, te sprawy, a ty mi tu z tramwajem wyjeżdżasz...


          >Dla Boga wszystkie jesteśmy małymi dziewczynkami z rozwiązanym
          bucikiem...


          Ja na szczęście nie jestem.
          Widzę tu jakże charakterystyczny dla ludzkości brak pokory - to ja
          jestem najważniejsza, MOJE życie, MÓJ mąż, MOJE dzieci i nawet ten
          tramwaj jest teraz cholernie ważny, więc Panie Boże, spraw, żeby
          szybko przyjechał.
          No sorry, ale mnie się taka wiara kojarzy jakoś tak.. jarmarcznie,
          przaśnie no i bardzo egoistycznie. Ech, biedny ten Bóg, wysłuchiwać
          milionów żali i najgłupszych próśb każdego dnia, podczas gdy ludzie
          giną w setkach tysięcy każdego dnia, nie wspominając już o
          zwierzętach, zatruta planeta ledwie dycha, w imię wiary ludzie sobie
          łby urzynają, ale nie, on się ma teraz zająć taką wobblerową czy
          inną paniusią i jej bucik zawiązać wink Paradne wink
          • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 14:02
            Myślę tak sobie (choć nie znam się na tym, co tam Panu Bogu po
            głowie chodzi), że jednak chyba własnie każdy z nas jest dla Niego
            wyjątkowy. Tak jak moje dzieci są dla mnie wyjątkowe - choć
            obiektywnie rzecz biorąc, na tle np. klasy są raczej przeciętnawe.
            Co więcej - każde z nich ( a mam czworo) jest również wyjątkowe na
            tle reszty. Dziwne i trochę się gubię w słowach.
          • zonka77 Re: do mam wierzących 04.03.08, 15:21
            Morgen nie doceniasz chyba Pana Boga smile
            Zakładasz że on nie ma czasu zajmować się małymi sprawami. A jednak ma. Co
            więcej - chce żebyśmy się do niego zwracali ze wszystkim.

            Znasz fragment o zgubionej owcy? o Pasterzu który zostawia 99 owiec na pustyni i
            idzie szukać jednej i kiedy ją odnajdzie raduje się?
            Albo o tym że Bóg jest kochającym ojcem który nie da swojemu dziecku kamienia
            zamiast chleba.
    • joanb333 Re: do mam wierzących 03.03.08, 21:52
      Mi się najlepiej rozmawia z Bogiem w miarę pustym kościele. Na mszy
      jakoś inaczej się modlę, inaczej skupiam.
      • ekan13 Re: do mam wierzących 04.03.08, 09:12
        W ostatnim Gościu Niedzielnym jest bardzo ciekawy wyiadiad z jezuitą Wojciechem Ziółkiem, który bardzo trafnie stwierdza, że niektórzy Boga traktują jak bankomat, wpisują PIN ro-ża-niec, ko-ro-nka i czekają na wypłatęsmile Myślę, że Boga można prosić o wiele rzeczy, które nie są sprzeczne z jego wolą,nawet o tego "dobrego męża". Ja modlę się już teraz o takich dla moich córek, żeby kedyś postawił takich na ich drogach i żeby one umiały ich zauważyć i zeby teraz gdzieś tam Bog dał siły tym rodzicom, którzy aktualnie mi tych zięciów wychowują - czy to coś złego?
        Są poprostu różne rodzaje modlitw wstawiennicza, dziękczynna , przebłagalna itd i mamy szerokie możliwości z nich korzystać.
        A formułki też czasem się przydają. Ja korzystam z nich wtedy gdy jakoś nagle dalej mi niż bliżej do Boga, gdy są momenty, że nie umiem z Nim rozmawiać własnymi słowami, a nie chcę stracić kontaktu.
        • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:51
          a to dlaczego powiedział "proście a otrzymacie"?
          • morgen_stern Re: do mam wierzących 04.03.08, 13:53
            mma_ramotswe napisała:

            > a to dlaczego powiedział "proście a otrzymacie"?


            Cóż... Trzeba jeszcze wierzyć, że rzeczywiście to powiedział wink
            • guderianka OFT 04.03.08, 13:58
              Chciałam tylko napisać ,że wczoraj w Kropce nad i.. Monika Olejnik
              rozmawiała z arcb Życińskim nt stanu Kościoła, prof Węcławskiego, in
              vitro. Dawno nie słyszałam tak rozsądnie gadającego księdza kk-
              podobało mi się.
              • mma_ramotswe Re: OFT 04.03.08, 13:59
                Życiński jest naprawdę dorzecznysmile
            • zonka77 Re: do mam wierzących 04.03.08, 15:45
              eeeehh, jak ty morgen nie wierzysz że Biblia jest Słowem Bożym to bardziej
              rozumiem Twoje poglądy.
              • ekan13 Re: do mam wierzących 04.03.08, 18:05
                w Bibli jest wiele fragmentów mówiących o tym, że jaknajbardziej można prosić, począwszy od znanego "szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie a otworzą wam, proście a będzie wam dane" po te mniej znzne jak choćby o tym, że skoro my jeżeli prosi nas dziecko o chleb nie damy mu kamienia, a co dopiero Bóg, który jest doskonały i wiele wiele wiecej. Podstawowy fakt, to to, ze trzeba wierzyć, ale wątek wszak był zatytuowany "do mam wierzących"

                Oczywiście, że nie wszyscy i zawsz bedą wysłuchani, bo my czasem sami nie wiemy co dla nas jest dobre i jaki bedzie miało wydźwięk jeśli spełni się to o co prosimy, trochę jak efekt motyla.

                Ja przekładam to trochę na własny grunt, gdy dzieci proszą mnie o coś co doskonale mogą zrobić same tylko im się nie chce, albo sa trochę zagubione to podpowiem, naprowadzę, ale nie wyręczam, a czasem spełniam niespodziewane jakieś dziwne zachcianki, które poprostu sprawią im przyjemność. Bóg ma o tyle ciężkie zadanie, że widzi całość, a nie drobny wycinek i musi wszystko dopasować tak , by spełniając prośby jednych, nie krzywdzić drugich.

                Gdyby spełnił wszystkie prośby proszących o głowna wygraną w Lotto, głowna wygrana wynosiłaby...grosz i nikt nie byłby zadowolony, choć każdy wszak strzeliłby 6 smile))
                • mma_ramotswe Re: do mam wierzących 04.03.08, 18:44
                  ekan13 napisała:


                  > Oczywiście, że nie wszyscy i zawsz bedą wysłuchani, bo my czasem
                  sami nie wiemy
                  > co dla nas jest dobre

                  To po jaką cholerę nastwarzał takich głupków?
                  • ekan13 Re: do mam wierzących 05.03.08, 22:46
                    Mma On stwarza "białą kartę", głupotami zapisujemy ją sami.
                    A sama dobrze wiesz, że nasze dzieci tez czasem proszą rzeczy, które z ich perspektywy są dobre, a my jako ci "którzy wiedą lepiej" nie możemy tych próśb spełnić, bo wiemy, ze tylko im się tak wydaje.
                    Skąplikowane to wszystko i dlatego wiara jest ogromnym wyzwaniem, to jest jazda dla ryzykantów i nikt tu niemówi, ze będzie łatwo lekko i przyjemniesmile
    • cicha_mysz Re: do mam wierzących 07.03.08, 14:27
      Ja po prostu czuję taka potrzebę. Czasem jest tylko własnymi słowanmi, czasem posłuże się formułą. Najdoskonalsza dla mnie modlitwa to "Ojcze nasz" zawiera chyba wszystko w kilku zdaniach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka