maledi
17.03.08, 15:42
Czesc Dziewczyny,
pisze poraz pierwszy, bo mam wrazenie ze problem zaczal mnie wsysac
do srodka, i nie umiem juz spojrzec na wszystko z boku. Mam
slicznego, zdrowego synka 11 m-cy, kochajacego, naprawde wspanialego
meza i bardzo kochana, pomocna mame. Zawsze marzylam o dziecku i o
siedzeniu z nim w domu. I wszystko mam co chcialam, siedze w domu z
synusiem (nie jestem na wychowawczym- poprostu nie pracuje), mama
przyjezdza do mnie co drugi dzien i pomaga (jest na emeryturze), nie
jestesmy bogaci ale nie mamy tez zadnych problemow natury
finansowej. Pisze to wszystko bo nie wiem skad sie u mnie bierze ten
koszmarny nastroj - nic mi sie nie chce, caly czas wewnetrznie
narzekam, wydaje mi sie ze nie mam celu, nie moge sie zmusic zeby
robic cokolwiek. Oszukuje mame i meza ze jak ich nie ma to ucze sie
angielskiego, albo cwicze, a ja jak maly spi to czytam w komputerze
bzdury lub gapie sie w tv. Jak rano wstawie pralke to pranie wyjmuje
wieczorem. Zaczelam sie objadac wieczorem jak maly idzie spac. To
nie moze byc depresja bo przy ludziach udaje ze wszystko jest super
i mam jakies male zrywy zeby cos zmienic ale nastepnego dnia
wszystko wraca do punktu wyjscia. Dodam ze ani jedna moja kolezanka
nie ma dziecka. Nie bardzo mam z kim gadac oprocz mamy i meza...
Nie uzalam sie tutaj nad soba, ale bardzo bym chciala wiedziec czy
ktoras ma podobnie? co zrobic? macie jakies metody pracy nad soba?
albo moze potrzebuje kopa.. nie wiem, co sadzicie?