Osoby czytające WO zapewne zapoznały się z artykułem poświęconym
samotnym, strszym kobietom, które mając rodziny, czesto najbliższe(
synów, wnuki) żyją w zapomnieniu...
Poruszył mnie fragment dotyczacy pani, która ma dwóch synów, obydwaj
żonaci, dzieciaci, młodszy z nich mieszka w tym samym mieście co ta
kobieta, a ona Wigilię spędza z matka swojej synowej. Dzieci sie z
nia nie kontaktuja, wnuki nie znają. I ta pani na koniec stwierdza,
że nie ma pretensji do swoich synów, nie widzi w nich winy,
natomiast ma zal do synowych, bo to ONE powinny dbać o jednośc
rodziny....
No coś mnie mało nie trafiło..
Żal mi tej osoby, ale zupełnie sie z nią nie zgadzam.
Jednak to własne dzieci, a nie ich żony powinny dążyć do zbliżenia i
coś chyba w tej rodzinie było od zawsze dysfunkcyjnego skoro dzisiaj
ta kobieta jest sama...........
Czy rolą kobiety ma być troska o szczęście rodzinne a mężczyznom
można wybaczać największą niegodziwość, bo są MĘŻCZYZNAMI????
Dlaczego tłumaczy sie płcią zwyczajną nieczułość?
Cholera jasna...toż to wyraźne podtrzymywanie stereotypów ....
Gdybym miała w ten sposób usprawiedliwiać własnego syna, uznałabym,
że to moja porażka wychowawcza.
P.S.
Zakładam oczywiście, że pani nie nalezy do grona TYCH teściowych i
ze rodzina nie utrzymuje nie nia kontaktów z jakiegoś innego powodu