Dodaj do ulubionych

Odpowiedzialność rodzinna....

24.03.08, 19:04
Osoby czytające WO zapewne zapoznały się z artykułem poświęconym
samotnym, strszym kobietom, które mając rodziny, czesto najbliższe(
synów, wnuki) żyją w zapomnieniu...
Poruszył mnie fragment dotyczacy pani, która ma dwóch synów, obydwaj
żonaci, dzieciaci, młodszy z nich mieszka w tym samym mieście co ta
kobieta, a ona Wigilię spędza z matka swojej synowej. Dzieci sie z
nia nie kontaktuja, wnuki nie znają. I ta pani na koniec stwierdza,
że nie ma pretensji do swoich synów, nie widzi w nich winy,
natomiast ma zal do synowych, bo to ONE powinny dbać o jednośc
rodziny....
No coś mnie mało nie trafiło..
Żal mi tej osoby, ale zupełnie sie z nią nie zgadzam.

Jednak to własne dzieci, a nie ich żony powinny dążyć do zbliżenia i
coś chyba w tej rodzinie było od zawsze dysfunkcyjnego skoro dzisiaj
ta kobieta jest sama...........
Czy rolą kobiety ma być troska o szczęście rodzinne a mężczyznom
można wybaczać największą niegodziwość, bo są MĘŻCZYZNAMI????

Dlaczego tłumaczy sie płcią zwyczajną nieczułość?
Cholera jasna...toż to wyraźne podtrzymywanie stereotypów ....

Gdybym miała w ten sposób usprawiedliwiać własnego syna, uznałabym,
że to moja porażka wychowawcza.


P.S.
Zakładam oczywiście, że pani nie nalezy do grona TYCH teściowych i
ze rodzina nie utrzymuje nie nia kontaktów z jakiegoś innego powoduwink
Obserwuj wątek
    • wobbler Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:05
      Całkowicie się z Tobą zgadzam.
      • guderianka Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:15
        Ja myślę tak:

        Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie

        Widocznie pani coś nawaliła w procesie wychowywania, skoro dzieci
        mają ją w głębokim poważaniu


        Uważam też, że synowe powinny zastanowić się nad tym, że coś
        jest "nie halo" z ich męzami, skoro udają, że ich matki nie ma, że
        nie istnieje...
        • kali_pso Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:20
          Uważam też, że synowe powinny zastanowić się nad tym, że coś
          > jest "nie halo" z ich męzami, skoro udają, że ich matki nie ma, że
          > nie istnieje


          To też interesujące...albo nie robią tego, bo uważają, że synowie
          mają powód unikać matki, albo wyznają zasadę, że to nie ich
          sprawa..najciekawsze jest to, że matka określa synów mianem "czułych
          i kochających".....
          • guderianka Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:24
            ..najciekawsze jest to, że matka określa synów mianem "czułych
            > i kochających".....

            Alkoholik też mówi,że nie ma problemu z piciem..
    • syriana Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:17
      prawda czasu - pani już z lekka wiekowa, więc te kilkadziesiąt lat temu to
      jednak daleko do równouprawnienia emocjonalnego płci było + obraz małżeństwa
      jaki rysuje w swoim opowiadaniu, też zdrowego układu nie przypomina

    • kol.3 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:20
      Synowa jest zawsze do roboty. Synkowi się wszystko wybacza.Norma.
      • andaba Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:42
        Jednak jest coś w tym, że w większości przypadków po ślubie mężczyzna związuje sie bardziej z rodziną żony. Może więzi łączace córke z rodzicami są silniejsze, a może kobiety maja większy dar przekonywania, fakt, że czesto przekabacają mężów na "swoja stronę".
        Zauwazcie, że dzieci przewaznie wola rodziców matki... A kto jest winien? Spotkałam sie z tym, że dziewczyna sie przyznaje, że mówi do niemowlaka "i tak tej babci nie bedziesz lubiła" i odciągają dzieci od teściowej wszystkimi siłami. Z mężami tez tak bywa. Pewnie, ze mąż nie jest zależną, bezwolną istotą, ale może czasem wolą matkę zaniedbać, niż robić sobie piekło na ziemi z z anielskimi istotakami, których na forum mnogo. Pewnie nie tylko na forum.
        Nie pochwalam, ale myślę, że nie do końca się wspomniana babcia myli...
        • guderianka Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:46
          Słyszałam kiedyś takie zdanie :
          "Córkę wychowuje się dla siebie ,a syna dla synowej "

          Może to też o to chodzi ?

          Z tym , że większość matek synów które znam to matki zakochane w
          synach, owijające miłością niby bluszcz,ingerujące w życie..
        • e_r_i_n Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 08:45
          andaba napisała:

          > Zauwazcie, że dzieci przewaznie wola rodziców matki... A kto jest
          > winien?

          Często sami dziadkowie.
          • sir.vimes Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 08:52
            Dokładnie.

            Dzieci wola tych dziadków, którzy CHCĄ sie z nimi spotykać, poświęcić tochę
            czasu, pokazać swoje pasje, opowiedzieć o sobie. Z dziadkami widywanymi raz na
            rok na święta raczej nie ma się zbyt wielu wspólnych spraw.

            Czasem jest tak, że starsze pokolenie wyznaje zasadę , że wnuki to "tylko dzieci
            synowej" - i cóż, to się prędzej czy później zemści.

            Na dodatek to teściowie Przyjmują" zięcia/synowa do rodziny więc sa
            odpowiedzialni za kształtowanie kontaktów z młodymi. Dziwi mnie taka postawa
            (jak u pani z artykułu), że to obca w rodzinie dziewczyna miałaby wszystko
            organizwać, dopasowywać, stanowić łącznik między domem syna a domem jego
            rodziców. Dziwne.
    • ja_inaczej Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:26
      JAk czytam to forum gdzie ony pisza,ze powinno sie oderwac
      peowine,ze nei pomagacmatce bo teraz ma sie swoja rodzine, to
      rozumiem ta pania.Moze wlasnie ona odciela ja i teraz jest sama bo
      synowe zalozyly ze licza sie glownie nowe rodziny a matka to przy
      okazji. prosze nie przypisywac mi zlych intencji tylko wiem ze
      wlasnie taki moze byc skutek usamodzielnienia i totalnego odciacia
      pepowiny,wmowienia ze liczy sie tylko i jedynie ta nowa wlasna
      rodzina. Zal mi jej i nie przypisuje zlych intencji. MOj maz roznie
      ma czas na odwiedziny matki i ojca ale wnuki dzieki mnie glownei
      maja staly kontakt z dziadkami.Pamietam o wszystkich dniach od dnia
      matki po dzien babci. Nie zawsze zgadzam sie z moja tesciowa ale to
      matka mojego meza.
    • anika772 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:31
      Tak, czytałam to. Bardzo chętnie usłyszałabym wersję tych synowych.
      Nie chcę ich usprawiedliwiać, ale nie wierzę że nie było powodow tej
      niechęci. Zwłaszcza że jest wzmianka o niechętnym stosunku męża tej
      starszej pani do świeżo poślubionych synowych, może to mają za złe?
    • mbwj88 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:32
      Między wierszami można doczytać , że z tymi synami i ich żonami coś
      nie było w porządku od początku
      Więź się tworzy wspólnie i jak się czegoś nie dopilnuje przegapi to
      trudno to naprawić
      mam swoje doświadczenia z początku małżeństwa i często mówię że jak
      przez 6 lat każde swięta i wakacje spędzalismy w akademiku gdzie
      mieszkaliśmy z dzieckiem i wtedy nikt nas nie zapraszał to teraz
      tym bardziej chcę być w swoim domu
      jak się poświęcam i jadę to tylko dla dzieci żeby wiedziały że mają
      babcię , dziadka itd. W tym roku się nie poświęciałam
      Mogę ugotować , przyjąć podać kupić prezenty ale z okazywaniem
      uczuć już nie jest łatwo zwłaszcza jak z tym uczuciami nie jest
      prosto
    • qunegunda Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 19:48
      Ja sie tym synom nie dziwie, ze nie kontaktują sie z mamusia z
      TAKIMI pogądami, a ich żony - wybaczcie państwo - ale dla nich ta
      starsza pani jest OBCA osoba i nie mają żadnego obowiązku się nią
      interesować.
    • mma_ramotswe Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 20:40
      A ja się liczę z porażką.
      Mam 4 dzieci, więc teoretycznie na starość powinnam być otoczona
      wianuszkiem wnuków i narzekać jedynie na gwar a nie na ciszę.
      Ale boję się, że jak w Polsce nadal tak będzie jak jest, to mi
      dzieci pouciekająsad
      • phantomka Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 20:45
        Moja tesciowa mowi tak "dziewczynki wychowuje sie dla siebie, a
        chlopcow dla swiata"big_grin Byc moze ta pani zyje z takimi samymi
        przekonaniami?
        Moj partner dba o kontakty rodzinne, ale to przyszlo z czasem, tzn.
        kilka spraw mu uswiadomilam, nie narzucalam, ale pokazalam, kim
        powinni byc dla niego rodzice.
        Niestety to wyplywa wlasnie ze sposobu wychowania chlopcow w takich
        rodzinach.
    • dirgone Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 20:50
      Zawsze mnie śmieszą takie utyskiwania starszych babć i dziadków, że na starość
      nikt ich nie kocha i nikt nie odwiedza. Wiem, ze nie powinnam tego do jednego
      wora wrzucać, bo ilu ludzi, tyle historii, ale przez moje własne doświadczenia z
      babcią nie potrafię inaczej.

      Po raz pierwszy powiedziałam sobie, że pieprzę ją. Nie zadzwoniłam do niej w
      święta. Nie zadzwonił do niej mój ojciec (to jego matka) ani mój brat. Jedynie
      moja mama (znienawidzona synowa, którą babcia najchętniej widziałaby w grobie
      albo ciężko poszkodowaną w szpitalu) o niej myślała. NO ale moja mama z tych, co
      najgorszego przestępcę pewnie zaczęłaby usprawiedliwiać.
      Założę się, że moja babcia (prawie 80-letnia) przez ostatnie dwa dni żaliła się
      wszystkich w kościele, jakie to ma niewdzięczne wnuki, wredną synową i syna,
      który o nią zupełnie nie dba. A może to własnie ona udzielała tego wywiadu?
      • chicarica Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 22:30
        Czekałam aż artykuł pojawi się na forum WO żeby dodać swój komentarz, bo ta
        kobieta też zwróciła moją uwagę.
        Również chętnie wysłuchałabym relacji drugiej strony, zwłaszcza że pani
        kilkakrotnie napomyka o synowych i za każdym razem w raczej złym tonie. Ciekawa
        sprawa, że odwrócili się od niej nagle WSZYSCY - jakoś nie chce mi się wierzyć w
        aż taki zbieg okoliczności.
        Znam podobny przypadek w realu, kobiety której udało się pożreć z dosłownie całą
        swoją rodziną, wszystkimi sąsiadami, znajomymi, dosłownie wszystkimi. Założę
        się, że jej opowieść byłaby podobna - że nie wie dlaczego tak wszyscy ją olali.
        Nie wie, bo nie pamięta, nie chce pamiętać albo udaje że nie pamięta. Ja
        niestety wiem jak było - a nie było wesoło. Ona - jest pokrzywdzona przez cały
        świat.
        Od czasu kiedy znam tę historię, zupełnie inaczej patrzę na staruszki żalące się
        na swoją samotność. Pewnie spora część z nich zapracowała sobie na tę samotność
        całym swoim życiem.
    • lila1974 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 22:26
      Szczerze?

      Nie dziwię się pani zbytnio.
      Znam sporo przyklądów na to, że małżonka potrafi dopuścić się
      rożnych sztuczek, by osłabić więź swego męża z jego krewnymi.

      Myślę, ze mężczyźni mają z reguly mniejszą potrzebę utrzymywania
      intensywnego kontaktu z rodziną i bardzo często przypominają im o
      tym żony - mądre żony, bo te niemądre cieszą się, gdy uda im się
      męża odciąć od korzeni.

      Oczywiście pomijam tu sytuacje, gdy teściowie są wyjątkowo wrednymi
      istotami i odseparowanie się od nich jest jedyną obroną przed
      ześwirowaniem.
      • chicarica Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 22:31
        Jaaaa-sne.
        Wszystkiemu winne synowe.
        Nie wydaje mi się, patrząc po swoim mężu i ojcu, żeby mężczyźni mieli mniejsze
        więzi ze swoją rodziną. Z tym, że jakiego ktoś sobie syna wychował, takiego ma.
        A jak zwykle wszystkiemu winna ta suka synowa, co ukradła syna wink
        • lila1974 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 22:36
          Tak, wyobraź sobie, że niektóre synowe potrafią zatruć życie.
          Pewnie jakiś powód mogą mieć - czasami najlepszym powodem jest brak
          powodu.

          Nigdy nie jest tak, że za 100% zjawiska odpowiada ta czy ta strona,
          syn czy synowa, ale TAK ZDARZA SIĘ, że syn dla świętego spokoju
          ogranicza kontakt z rodziną, bo by mu żona życie zatruwałą swoim
          zrzędzeniem.
          • chicarica Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 07:38
            Może i tak.
            Z drugiej strony, ta kobieta - tym co mówi - przypomina mi jedną osobę, którą
            znam, która pewnie dokładnie tak samo żali się, że jest sama na święta i nie wie
            dlaczego...
            Ja wiem, niestety.
          • qunegunda Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 11:16
            > Tak, wyobraź sobie, że niektóre synowe potrafią zatruć życie.
            > Pewnie jakiś powód mogą mieć - czasami najlepszym powodem jest
            brak
            > powodu.

            taaaaaaaaaaa

            i OBIE takie wredne synowe trafily sie tej biednej starszej pani,
            cóz za zbieg okoliczności!
            • chicarica Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 13:14
              Ano właśnie.
              Dziwny zbieg okoliczności.
      • e_r_i_n Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 08:49
        lila1974 napisała:

        > Myślę, ze mężczyźni mają z reguly mniejszą potrzebę utrzymywania
        > intensywnego kontaktu z rodziną i bardzo często przypominają im o
        > tym żony - mądre żony, bo te niemądre cieszą się, gdy uda im się
        > męża odciąć od korzeni.

        Wiesz Lila, ja nie uwazam sie na niemadra zone tylko dlatego, ze
        temat kontaktow mojego meza z jego rodzicami pozostawiam jemu.
        Nie namawiam do zrywania kontaktu, nie zakazuje spotkan, ale tez nie
        przypominam o urodzinach czy innych imprezach. Jemu zostawiam
        odpowiedzialnosc. I jesli moj maz nie zadzwoni z zyczeniami, to jego
        odpowiedzialnosc, nie moja.
    • figrut Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 22:43
      Coś mi się zdaje, że ta związek tej pani z własną synową szwankuje. Skoro
      obowiązkiem za spójność rodziny obarcza TYLKO synową "I ta pani na koniec stwierdza,
      że nie ma pretensji do swoich synów, nie widzi w nich winy,
      natomiast ma zal do synowych, bo to ONE powinny dbać o jedność
      rodziny....", to chyba oznacza, że do synowej ma zawsze o wszystko pretensje, a
      synek jest tym bez skazy. Z taką teściową też bym świąt spędzać nie chciała.
      Dodam jeszcze, że do teściowych nie jestem uprzedzona, gdyż moja jest naprawdę
      fajna smile
    • sir.vimes Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 23:00
      Też mi szkoda bohaterki artykułu - ale jak czytałam o jej relacjach z mężem,
      relacjach dzieci z ttatą, reakcji męża na sluby synów... i jej braku
      jakiejkolwiek reakcji- to myśle sobie, ze sporo w tej wypowiedzi przemilczeń. To
      nie był normalny dom - i może dlatego dzieci jakieś nieczułe?

      A ona tłumaczy to sobie jak potrafi; stereotypami , którymi ją karmiono.
      • berecik7 Relacja z drugiej strony 24.03.08, 23:11
        A u mnie jak zwykle wszystko na odwrót. Przez brak swojej rodziny
        bardzo związałam się z rodziną męża (zwłaszcza teściową). No i
        zaczęło się, pilnowanie męża, by kupił kwiatek na dzień matki,
        kobiet, imieniny itp. On, jak twierdził, nie miał takiej potrzeby.
        Ja zachodziłam w głowę, jak można własną matkę mieć tak głęboko w
        d...

        A teraz konkluzja. Mąż miał poniekąd rację. Jego matka okazała się
        okropną egoistką, odkąd urodził się nasz syn izoluje się jak może ze
        strachu, żeby czasem nie musiała z nim zostać na week-end raz na
        rok. Zapewne przestanie się izolować, jak poczuje, że potrzebuje
        naszej pomocy (starość nie radość), ale czy ja wtedy będę miała
        ochotę na ponowną integrację rodziny???? Wątpię.
    • elza78 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 23:07
      a ja tam mysle ze dobrzy ludzie nie zostaja na starosc sami...
      • andaba Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 23:16
        elza78 napisała:

        > a ja tam mysle ze dobrzy ludzie nie zostaja na starosc sami...

        Różnie bywa.
        Mieszkałam na stancji u takiej pani - cudowna kobieta. Synowie na drugim końcu Polski, umarła w samotności. Nie z własnej winy...
        Synowie tez niewinni w sumie, wyjechali gdy była młoda i w otoczeniu męża i siostry. Co nie zmienia faktu, ze na starość została sama.
        • elza78 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 23:18
          wiesz opisywany przypadek to babka ktorej rodzina mieszka w tym samym miescie,
          wiadomo ze jak ktos mieszka na koncu swiata to srednio ma mozliwosc opieki
          • andaba Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 24.03.08, 23:31
            Mimo to sie nie zgadzam. Może w opisanym przypadku tak jest, ale jakże często jędze koszmarne maja wspaniałą opiekę i są otoczone ofiarnymi dziećmi, a dobre kobiety, ciche i pokornego serca, są zostawione same sobie.
            Trudno powiedziec z czego to wynika - ale bardzo wiele takich wypadków w zyciu zaobserwowałam - jakby żli rodzice przywiązywali do siebie dzieci bardziej niż dobrzy.
            Pewnie, że nie jest to reguła, ale sie zdarza - w obydwie strony.

            I jeszcze jedno. Zauwazżyłam u strszych ludzi taka prawidłowość - im jest im lepiej, tym bardziej narzekają. Staruszek, którego odwiedzają codziennie dzieci, wnuki i prwnuki nadaje na nich bez ustanku. Ten, do którego pies z kulawa nogą nie zajrzał opowiada, jakie, ma dobre dzieci tylko tak strasznie zajete.
      • mma_ramotswe elza 25.03.08, 09:46
        elzo, a co znaczy "sami"?
        Znajoma jest dobrym człowiekiem, ma jednego syna (około 28 lat),
        który ułozył sobie zycie w Anglii. Dba o nią - dzwoni, pomaga
        finansowo, zaprasza 1-2 razy na rok do siebie. Jest sama, czy nie
        jest sama?
        • elza78 Re: elza 25.03.08, 13:07
          sama sobie wytlumacz co oznacza "sami" skoro czepiasz sie slowek...
    • deela Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 03:17
      a mi tam baby nie zal,
      dziecki wychowane w rodzinie z dobra komunikacja, miloscia, zrozumieniem i
      WSPARCIEM chyba nie porzucaja swoich rodzicow?
      jak dzieciaki wychowala tak ma,
      BTW nadopiekunczosc, czyli przegiecie w druga strone tez sie moze skonczyc tym
      ze dzieciaki sie odetna
      a skoro baba ma zal do SYNOWYCH to znaczy ze calkiem ma w glowce poprzestawiane,
      pewnie jedna z tych co to synusiow uwielbiala, jak cos zlego zrobili to inni ich
      namowili, podjudzili, wrobili, uwzieli sie na nich, wiec synki zawsze niewinne,
      zawsze ktos inny winny, wiec w tym przypadku synowe zapewne? w ogole cos mi tu
      nie gra
      • chicarica Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 07:43
        Ano coś nie gra. Mnie też całość jakoś nie chciała się złożyć do kupy i myślę,
        że w tej historii jest druga strona medalu.
        A w okolicach 80-tki zdarza się już, że mózg nie pracuje już tak jasno i
        człowiek nawet zwyczajnie nie pamięta dokładnie co i jak, albo sobie sam stwarza
        jakieś legendy i nimi żyje. Napisałam już, że znam taki przypadek, kilka legend
        słyszałam, pech że wiem jak było dokładnie (bo te zdarzenia odbywały się za
        mojego życia) i wiem że legendy należy podzielić co najmniej przez trzy.
    • morgen_stern Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 08:50
      Ja też nie wierzę w taką jednostronna wersję, jak to niewdzięczne
      dzieci odwróciły się od biednych rodziców. Coś musiało być nie tak.
      Może popełnione w dobrej wierze, ale jednak. A już zrzucanie
      odpowiedzialności na synowe - no cóż, w zdradzie małżeńskiej też
      zawsze winna jest "ta trzecia", co biednego męża uwiodła, prawda?
    • agnieszka-i-oskar Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 09:22
      mówiła pzecież że syn po ślubie z synową u nich mieszkali.
      Przypuszczam że wtedy dochodziło do konfliktów i synowa zerwała
      kontakty. A syn - przecież idąc do i z pracy przechodzi koło jej
      mieszkania i nawet nie zajrzy.
      • sir.vimes Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 09:26
        A starsza pani wmawia sobie, ze to wina synowej. Że gdyby nie synowa to by zajrzał.

        Smutne. Ale może te złudzenia jakoś poprawiają jej humor?
        • kawka74 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 09:38
          Ależ tak jest łatwiej! Bo obwinianie synów o brak kontaktu czy ich fatalną
          jakość jest w jakimś stopniu obwinianiem siebie ("nie nauczyłam, nie
          dopilnowałam, czegoś nie zrobiłam albo coś zrobiłam źle"). Za wychowanie
          synowych teściowa nie odpowiada, przyjmuje gotowy, excuses le mot, towar i może
          utyskiwać na jego kiepską jakość.
          • sir.vimes Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 09:49
            A co najlepsze - pani opisałą mega dysfunkcyjnego tatę-męza-dziadka-teścia i nie
            ma żadnych refleksji, ze jego postawa mogła jakoś wpłynąć na relacje rodzinne.
            Zero odpowiedzialności - synowa winna i już.
          • kali_pso Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 10:52
            kawka74 napisała:

            > Ależ tak jest łatwiej! Bo obwinianie synów o brak kontaktu czy ich
            fatalną
            > jakość jest w jakimś stopniu obwinianiem siebie


            Tez myślę, że to usprawiedliwianie synów to taka reakcja obronna na
            własną i męża, niemoc wychowawczą...
    • karola1008 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 10:33
      Ciekawe, co by na to powiedziały te dzieci i wnuki, bo jakby one się
      wypowiedziały, to mogłoby sie okazać, że sprawy troche inaczej
      wyglądają niż ta starsza pani przedstawia. A szczerze mówiąc,
      najbardziej do myślenia daje mi to stwierdzenie, że synowe winne
      wszystkiemu, synowie, jak rozumiem-nie. Coś mi się zdaje, że te
      synowe to z tą panią mogły mieć ciężkie życie. Może tak ciężkie, że
      po prostu z matką, babcią teściową nie da się kontaktów utrzymywać,
      dla dobra małżeństw i dzieci.
      Nie wiem, nie przesądzam sprawy. Dla mnie jednak samo takie
      obciążanie synowych jest dosyć znamienne. Matka mojej przyjaciółki
      ma dwie synowe i też uważa, że ponoszą one odpowiedzialność za
      wsztsko: także za to, jak ich mężowie, a jej synowie chodza ubrani,
      za to czy mają czyste majtki i skarpetki oraz oczywiście za to, czy
      pamiętają np. o Dniu Matki i tego typu świętach. Na własne uszy
      słyszałam, jak ta matka mówiła do mojej przyjaciółki,jak to żona
      jednego z braci przez tyle czasu nowego garnituru nie może mu kupić,
      no co za kobieta, ojezusmaryja, jak to tak można. Nic o tego męża
      nie dba, a nic. Przypuszczam, że to i tak była wersja light,
      ostatecznie w domu obca osoba była (tzn. ja). Generalnie mamusia, z
      tego co mi mówiła przyjaciółka nie krępowała się w ogóle i jak miała
      synowym coś do wytknięcia, to zawsze wytknęła. Nawet publicznie.
      MOże ta kobeta z reportażu była taka sama, nmoże chodziło o rzeczy
      znacznie większego kalibru niż kupno jakiegoś tam cholernego
      garnituru?
    • nenia1 Re: Odpowiedzialność rodzinna.... 25.03.08, 12:12
      Nie czytałam tego artykułu, więc trudniej jest mi się wypowiedzieć
      w temacie.
      Sądzę jednak, że tłumaczenie synów nie musi wcale wynikać
      jedynie z przekonania, że za dobre układy w rodzinie odpowiadają synowe.

      Wiele osób "oszukuje" rzeczywistość chcą zachować świat taki
      w jakim łatwiej żyć, większość interpertuje i skrzywia rzeczywistość do własnej wizji - być może tej starej kobiecie łatwiej się zyje
      w świecie gdzie jej synowie są dobrymi dziećmi, kochającymi, ale ponieważ trudno tą wizję pogodzić z tym, że synowie jej nie odwiedzają i się nią nie interesują, "fałszuje" rzeczywistość
      składając odpowiedzialność za ten stan rzeczy na synowe.

      Być może gdyby pani nie miała synów tylko córki, to odpowiedzialnością obarczała by zięciów, choć oczywiście pewnie
      synowe łatwiej oskarżac, bowiem ciągle panuje silny mit,
      że to kobieta jest strażniczką ogniska domowego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka