sowa_hu_hu
06.09.03, 17:31
witajcie drogie emamy...
powinnam jeszcze dodać-kobieta rożżalona,w totalnej rozsypce...
jak zwykle chodzi o facetów...
jestem załamana-już nie wiem coz ze sobą zrobić - wciąż płacze...
pozstaram sie jak najkrócej choć nie bedzie to łatwe!!!
maćka poznałam mając 16 lat-zakochałam sie-to był po prostu pożar-kochałam
go tak bardzo ze nie ma słów aby to wyrazić... ale bylismy młodzi,nie
dojrzali-przedewszytskim on-po pewnym czasie zaczeły sie powazne problemy-on
pił,ćpał,zdrzadzał,zostawił mnie 2 dwa razy dla innych kobiet... a ja
trwałam przy nim, przebaczałam,wrcałam... ktoś powie ze głupia byłam-może...
nie potrafiłam jednak odejść...aż kiedyś szala sie przepełniła-zrobił
kolejny ze swoich durnych wyczynów - odeszłąm - wyjechałam na wakacje - gdy
wróciłam on chciał wrócić - dałam mu ultimatum ze musi sie zmienić - zmian
jednak nie było... wyjechał - miał tam kogoś - wrócił - już nie bylismy
razem... ale nie ukrywam sypialiśmy ze sobą... nadal bardzo go kochałam...
mimo to w ciągu tego roku on nie interesował sie mną za bardzo... później
zupełnie przestalismy sie spotykac... poznałam kogoś kto pomógł mi w tych
ciężkich chwilach , zafascynował mnie swoją mądrością , szacunkiem do
kobiet - do mnie... swoim optymizmem... zaczeslismy sie spotykać - było
cudownie - do czasu kiedy fascynacja mineła... w tym czasie odezwał sie
tamten - zorientował sie ze spotykam sie z kimś na poważnie i zaczął
autentycznie szlaeć - błagał , prosił , płakał na przemian obrazając mnie i
pijąc... byłam w totalnej rozterce - wypłakiwałam sie facetowi z którym byłam
(ma na imie Tomek) że kocham tamtego, a on słuchał , przytulał i mowił ze
sobie poradzimy - zaufałam mu - po wielu ciężkich chwilach wyjechaliśmy
razem na wakacje,wrócilismy - było nam dobrze ze sobą - tomek naprawde mnie
kochał no i szanował!!!uwierzyłam ze nam sie ułoży-że przestane kochac
tamtego-po jakimś czasie nawet tak dużo o nim nie myślałam-z tomkiem było mi
naprawde super-czułam sie taka bezpeiczna-sądziłam zę go kocham...
zdecydowalismy sie na dziecko-marzyłam o dziecku-Marcelek kończy dzisiaj 4
mies.-Tomek jest super tatą choć między nami nie jest już tak jak było-
niestety wdarła sie codzienność... a ja coraz częsciej myślałam o tamtym...w
końcu doszłam do wniosku ze go jednak kocham,że okłamywałam sama siebie
twierdząc ze tak nie jest - skontaktowałam sie z nim... spotkaliśmy sie ,
pisalismy do siebie... on także mnie kocha - zmienił sie(tak mi sie wydaje)
przynajmniej w podejściu do mnie- w innych sprawach chyba nadal jest
nieodpowiedzialny... mimo to te kilka chwil spędzonych razem było
wspaniałych---choć miałam ogromne wyrzuty względem Tomka nie mogłam sie
opanować... znowu czułam to wpsaniałe uczucie-ten
płomień..../nasza "znajomość" trwa juz 8 lat/ (jesli ktoś miałby źle
zrozumieć to nie spalismyz e sobą...)on po raz pierwszy szczerze mnie
przeprosił za całe zło które mi wyrządził i przyznał ze to z jego winy teraz
nie jesteśmy razem.... wczoraj tak nagle powiedział ze nie mozemy sie dalej
widywać(wiem ze to rozsądne)-gdyby on tego nie skończył pewnie brnełabym w
to nadal i w końcu zdradziłabym w pełnym wymiarze Tomka... powiesział mi że
tak sie nie da... ze bardzo mnie kocha i chciałby móc wziąść mnie za ręke i
pójść na spacer aby wszyscy nas widzieli a nie spotykac sie ukradkiem...
cholera-widziałam ze cierpiał- ze boli go to tak samo jak mnie...
od wczoraj nie odpisuje na moje maile i smsy - wiem że już nie napisze , a
ja siedze i rycze...
cholera-skrzywdziłam 4 osoby - Tomka , siebie , Jego i dizwczyne z którą był-
skrzywdziałam bo to ja sie odezwałam, ja zburzyłam ten względny spokój!!!
Tomek wie o moich uczuciach-powiedziałam mu-przyjął to spokojnie choć wiem
ze go to boli-kocha mnie... powiedział mi dziś że gdyby nie Mrcel on by już
tego nie wytrzymałi odszedł by ale chce aby dzidzior miał rodzine...
zupełnie nie wiem co robić... jak zostane z Tomkiem to nie wiem czy
kiedykolwiek będzimy szczęsliwi... jak go zostawie nie będzie już odwrotu-on
juz nie wróci... jesli odejde do tamtego to rodzina mnie "wydziedziczy"-
nienawidzą go za to co mi zrobił... a co z moim dzieckiem?????? ma patrzec
jak rodzice żyją razem a ajednak osobno czy ma go wychowywac ktoś inny-i czy
ten ktoś umiałby go wychowac... poza tym kwestia materialna-teraz utrzymują
mnie rodzice i tomek-ja nie mam pracy,ucze sie... jak odejde od tomka nie
będe miała nic bo rodzice na pewno mi nie pomogą... moze ktoś pomyslec ze
głupia jestem ze zastanawiam sie w ogóle nad czymś takim-że jak mozna kochac
kogos kto nas tak skrzywdził,jak można chcieć odejśc od faceta ktory naprawe
jest OK.... jak można o tym myśleć - przeciez jest dziecko - ono jest
najwazniejsze... ze skoro wybrałam to musze przy tym trwac...
wiem o tym wszystkim...(kocham moje dziecko bardzo,bardzooooo i nie zaluje
ze go mam!!!) ale ja tak bardzo pragne być szczęśliwa....
prosze nie krytykujcie mnie zbytnio...
jestem naprawde załamana , w przyszłym tyg. ide do psychologa.... chociaz
wątpie by to coś zmieniło...
chciałam aby było dobrze - naprawde w to wierzyłam!!!
jestem taka słaba,taka bezbronna,tak bardzo samotna....
teraz gdy to pisze palce ślizgają mi sie po mokrej klawiaturze...
długo sie zastanawiałam czy tu pisać - ale moze choć troszke mi ulży...
moze ktoś przeżył coś podobnego - moze ma to już za sobą - może mnie
pocieszy....
ja tak bardzo cierpie a wraz ze mną kilka innych osób...
pozdrawiam Was serdecznie!!!