Dodaj do ulubionych

nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :(

06.09.03, 17:31
witajcie drogie emamy...
powinnam jeszcze dodać-kobieta rożżalona,w totalnej rozsypce...
jak zwykle chodzi o facetów...
jestem załamana-już nie wiem coz ze sobą zrobić - wciąż płacze...
pozstaram sie jak najkrócej choć nie bedzie to łatwe!!!
maćka poznałam mając 16 lat-zakochałam sie-to był po prostu pożar-kochałam
go tak bardzo ze nie ma słów aby to wyrazić... ale bylismy młodzi,nie
dojrzali-przedewszytskim on-po pewnym czasie zaczeły sie powazne problemy-on
pił,ćpał,zdrzadzał,zostawił mnie 2 dwa razy dla innych kobiet... a ja
trwałam przy nim, przebaczałam,wrcałam... ktoś powie ze głupia byłam-może...
nie potrafiłam jednak odejść...aż kiedyś szala sie przepełniła-zrobił
kolejny ze swoich durnych wyczynów - odeszłąm - wyjechałam na wakacje - gdy
wróciłam on chciał wrócić - dałam mu ultimatum ze musi sie zmienić - zmian
jednak nie było... wyjechał - miał tam kogoś - wrócił - już nie bylismy
razem... ale nie ukrywam sypialiśmy ze sobą... nadal bardzo go kochałam...
mimo to w ciągu tego roku on nie interesował sie mną za bardzo... później
zupełnie przestalismy sie spotykac... poznałam kogoś kto pomógł mi w tych
ciężkich chwilach , zafascynował mnie swoją mądrością , szacunkiem do
kobiet - do mnie... swoim optymizmem... zaczeslismy sie spotykać - było
cudownie - do czasu kiedy fascynacja mineła... w tym czasie odezwał sie
tamten - zorientował sie ze spotykam sie z kimś na poważnie i zaczął
autentycznie szlaeć - błagał , prosił , płakał na przemian obrazając mnie i
pijąc... byłam w totalnej rozterce - wypłakiwałam sie facetowi z którym byłam
(ma na imie Tomek) że kocham tamtego, a on słuchał , przytulał i mowił ze
sobie poradzimy - zaufałam mu - po wielu ciężkich chwilach wyjechaliśmy
razem na wakacje,wrócilismy - było nam dobrze ze sobą - tomek naprawde mnie
kochał no i szanował!!!uwierzyłam ze nam sie ułoży-że przestane kochac
tamtego-po jakimś czasie nawet tak dużo o nim nie myślałam-z tomkiem było mi
naprawde super-czułam sie taka bezpeiczna-sądziłam zę go kocham...
zdecydowalismy sie na dziecko-marzyłam o dziecku-Marcelek kończy dzisiaj 4
mies.-Tomek jest super tatą choć między nami nie jest już tak jak było-
niestety wdarła sie codzienność... a ja coraz częsciej myślałam o tamtym...w
końcu doszłam do wniosku ze go jednak kocham,że okłamywałam sama siebie
twierdząc ze tak nie jest - skontaktowałam sie z nim... spotkaliśmy sie ,
pisalismy do siebie... on także mnie kocha - zmienił sie(tak mi sie wydaje)
przynajmniej w podejściu do mnie- w innych sprawach chyba nadal jest
nieodpowiedzialny... mimo to te kilka chwil spędzonych razem było
wspaniałych---choć miałam ogromne wyrzuty względem Tomka nie mogłam sie
opanować... znowu czułam to wpsaniałe uczucie-ten
płomień..../nasza "znajomość" trwa juz 8 lat/ (jesli ktoś miałby źle
zrozumieć to nie spalismyz e sobą...)on po raz pierwszy szczerze mnie
przeprosił za całe zło które mi wyrządził i przyznał ze to z jego winy teraz
nie jesteśmy razem.... wczoraj tak nagle powiedział ze nie mozemy sie dalej
widywać(wiem ze to rozsądne)-gdyby on tego nie skończył pewnie brnełabym w
to nadal i w końcu zdradziłabym w pełnym wymiarze Tomka... powiesział mi że
tak sie nie da... ze bardzo mnie kocha i chciałby móc wziąść mnie za ręke i
pójść na spacer aby wszyscy nas widzieli a nie spotykac sie ukradkiem...
cholera-widziałam ze cierpiał- ze boli go to tak samo jak mnie...
od wczoraj nie odpisuje na moje maile i smsy - wiem że już nie napisze , a
ja siedze i rycze...
cholera-skrzywdziłam 4 osoby - Tomka , siebie , Jego i dizwczyne z którą był-
skrzywdziałam bo to ja sie odezwałam, ja zburzyłam ten względny spokój!!!
Tomek wie o moich uczuciach-powiedziałam mu-przyjął to spokojnie choć wiem
ze go to boli-kocha mnie... powiedział mi dziś że gdyby nie Mrcel on by już
tego nie wytrzymałi odszedł by ale chce aby dzidzior miał rodzine...
zupełnie nie wiem co robić... jak zostane z Tomkiem to nie wiem czy
kiedykolwiek będzimy szczęsliwi... jak go zostawie nie będzie już odwrotu-on
juz nie wróci... jesli odejde do tamtego to rodzina mnie "wydziedziczy"-
nienawidzą go za to co mi zrobił... a co z moim dzieckiem?????? ma patrzec
jak rodzice żyją razem a ajednak osobno czy ma go wychowywac ktoś inny-i czy
ten ktoś umiałby go wychowac... poza tym kwestia materialna-teraz utrzymują
mnie rodzice i tomek-ja nie mam pracy,ucze sie... jak odejde od tomka nie
będe miała nic bo rodzice na pewno mi nie pomogą... moze ktoś pomyslec ze
głupia jestem ze zastanawiam sie w ogóle nad czymś takim-że jak mozna kochac
kogos kto nas tak skrzywdził,jak można chcieć odejśc od faceta ktory naprawe
jest OK.... jak można o tym myśleć - przeciez jest dziecko - ono jest
najwazniejsze... ze skoro wybrałam to musze przy tym trwac...
wiem o tym wszystkim...(kocham moje dziecko bardzo,bardzooooo i nie zaluje
ze go mam!!!) ale ja tak bardzo pragne być szczęśliwa....
prosze nie krytykujcie mnie zbytnio...
jestem naprawde załamana , w przyszłym tyg. ide do psychologa.... chociaz
wątpie by to coś zmieniło...
chciałam aby było dobrze - naprawde w to wierzyłam!!!
jestem taka słaba,taka bezbronna,tak bardzo samotna....
teraz gdy to pisze palce ślizgają mi sie po mokrej klawiaturze...
długo sie zastanawiałam czy tu pisać - ale moze choć troszke mi ulży...
moze ktoś przeżył coś podobnego - moze ma to już za sobą - może mnie
pocieszy....

ja tak bardzo cierpie a wraz ze mną kilka innych osób...


pozdrawiam Was serdecznie!!!



Obserwuj wątek
    • adasari Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 18:56
      Nie chcę Cię krytykować.Absolutnie.
      Ale to co piszesz świadczy o Twojej niedojrzałości.Nie wiem,ile masz lat,ale
      tak może się zachowywać tylko osoba niedojrzała.To nie grzech,ani zarzut.
      Wygląda na to ,że masz wspaniałego męża,fajną rodzinę,a korci Cię coś,czego tak
      naprawdę nie zaznałaś.Życie to codzienność właśnie,a nie szalone chwile z
      szalonym facetem.
      Ale to Ty muszisz, to zrozumieć.
      Współczuję Ci tego cierpienia.
      Ale chyba się troszkę nakręcasz.
      Sama piszesz,że ten facet nie zmienił trybu życia.
      Po co Ci to? Jeśli ktoś ćpa,to nie jest łatwo z tym zerwać.Potem już tylko dno.

      Dlaczego my ludzie,tak strasznie sobie utrudniamy życie.I nie potrafimy się
      cieszyć tym,co mamy?sad((
    • ulenia Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 18:58
      Potrafię zrozumieć jak bardzo cierpisz, jak bardzo pogmatwane są Twoje
      uczucia, Twoje myśli. Wydaje mi się ,że naprawdę potrzebujesz pomocy nie tyle
      psychologa, ale dobrego psychoterapeuty. Ale czasami kobiety tak mają. Zamiast
      cieszyć sie z faktu,że obok nich jest odpowiedzialny czuły, troskliwy i
      kochajacy mężczyzna, gonią za innym , który dostarczał im adrenaliny.
      Jestem świeżo po lekturze książki Robin Norwood "Kobiety, które kochaja za
      bardzo i ciągle licza na to, że on sie zmieni". Bardzo cię namawiam, abyś ją
      przeczytała. Nie znam Cię, ale wydaje mi się,że bardzo by Ci się przydała.
      Wiem jedno. Miłośc to na pewno nie jest tylko błysk, ekstaza, bicie serca,
      Miłość to bezpieczeństwo, spokój, odanie, zrozumienie, wzajemne oparcie i
      troska o drugiego człowieka. A mam wrazenie, że dla ciebie miłość kojarzy się
      z pierwotną fascynacją z pogonią za kimś niezdobytym. ZAWSZE początkowa
      namiętnośc po pewnym czasie znika. pozostaje to co wypracowaliśćie wspólnie.
      życzę Ci, abyś doszła do ładu ze swoimi uczuciami i myślami. Nikt Ci nie powie
      co masz zrobić, bo ty sama musisz do tego dojść. Trzymam za Ciebie kciuki
      iżycze duzo mądrości i polecam jeszcze raz książkę. Mnie ona bardzo pomogła
      zrozumieć motywy mojego postępowania. Pozdrawiam.
    • kicia_edziecko Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 19:05
      Sowa, dostałam Twoje wiersze, już dawno. Podobają mi sięsmile, naprawdę. Piszę o
      tym, bo mają duuuży związek z Twoim postem...
      Jak masz ochotę "pogadać" to napisz na priva gazetowegosmile
      Jestem świeżo po "relekturze" Twoich wierszy i mam ochotę Cię po prostu
      przytulićsmile
      Pozdrawiam cieplutkosmile)))))
    • jagienka.harrison Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 19:05
      Hej Sowo

      Rozumiem jak się czujesz i wiesz, na tym samym forum "emama", na stronie 4
      jest też wątek jak Twój - "ojciec mojego dziecka" czy coś takiego.,.. chodzi o
      to, że ojciec dziecka pewnej Emamy to nie ten sam mężczyzna którego Ona
      kocha... i tam jest też kilka odpowiedzi. Poczytaj sobie.
      • marina2 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 19:24
        Wygląda na to,że chcesz sobie na własną prośbe skomplikowac życie.Utrzymują Cię
        rodzice?Dobrze rozumiem?Pracujesz?Tomek pracuje?A moze Maciek chce utrzymywac
        Ciebie i Twoje dziecko?Masz gdzie mieszkac?Co jeśc ?Faceta , który kocha Ciebie
        i Wasze dziecko?Wiesz jestem od Ciebie zapewne dużo starsza i zrzędliwa
        jakkolwiek wiem ze masz zaćmienie umysłu .Pomyśl wyobraź sobie jak bedzie
        wyglądać Twoje i Twojego dziecka życie za rok w rok po tym jak zostawisz
        Tomka.Pozdrowienia i ochlonięcia.Zycie jest za krótkie , zeby je tak bez sensu
        komplikować.M
        • pesteczka5 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 20:10
          Ależ dziewczyny!!! Rozsądek jedno a ... Sowie przytrafiły się w życiu dwie
          wielkie miłości, jest tyle kobiet, które w ogóle nie wiedzą, co to jest.

          Sowa, 'na swój sposób' jesteś szczęśliwa. Masz dwóch wspaniałych facetów -
          jeden obiektywnie, a drugi w Twoich oczach, ma to coś po prostu... O jednego za
          dużo, niestety.

          No i trzeci - Marcel - rozumiem, że cierpisz do krwi, patrząc na niego... Że
          poniesie konsekwencje Twoich decyzji.

          Pomyśl, czy wolałabyś przezyc życie spokojnie, nie znając tego żaru, tego
          ognia, ani tej wielkodusznej, wspaniałomyślnej miłości... Z Twoją duszą, nie
          sądzę!

          Zastanów się, czy tamten - to głównie namiętność? Czy dobrze Ci się z nim
          rozmawia?

          Czy ojciec Twojego synka kocha Cię tak mocno, bezwarunkowo, bezgranicznie i
          dojrzale, że jest w stanie wznieść się ponad to, co jest w Tobie nie jego,
          czy to ciepłe kluchy, co to mu nie zależy po prostu?

          Sowa, ja Ci nic nie poradzę. Myślę, a raczej czuję, bo na obiektywny osąd
          sytuacji się nie porywam, że z tym pierwszym byłabyś nieszczęśliwa. Zawsze
          będzie zdradzał, będzie nieodpowiedzialny itp. Tylko że to nie wyklucza miłości
          i jakiegoś niepospolitego szczęścia...

          A Tomek... jeśli wybierzesz stabilną, dojrzałą miłość przy jego boku... Ale
          musisz to wybrać, a nie narzucić sobie...

          Wycierp się, a potem znajdź w sobie spokój i wybierz dobrze. Życzę Ci tego.
          Wysyłam garsteczkę ciepłych myśli. Pesteczka
          • mamaadama4 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 20:40
            Sowa, chyba wiekszość z nas, szczególnie w chwilach zniechęcenia, lekkiej nudy
            czy monotnoii zycia nagle zaczyna tęsknic do uniesień które były kiedys. Tym
            bardziej jezeli aktualny mąż czy partner nie jest tym, z którym najsilniejsze
            uczucie w zyciu nas łącczyło. Ale pamietaj - "nie wchodzi sie dwa razy do tej
            samej rzeki."
            jeżeli tęsknisz i kochasz, to odnosi sie do tego co było kiedyś. Od tamtego
            momentu minęło wiele czasu, wiele wydarzyło się w życiu każdego z was,
            jestescie juz innymi ludźmi i nie powtórzy się to co było kiedys. Dlatego nie
            licz na to. Nie znaczy to, że człowiek nie ma w życiu kierować się miłością, w
            końcu jest to najlepsze uczucie. Ale tak naprawdę to co kochasz? Jego czy to co
            kiedys dzięki niemu przezyłaś? Czy naprawdę chcesz być z nim czy po prostu
            chcesz znowu mieć 16-20 lat i móc tak jak wtedy przezywać największą miłość
            swojego życia?
            Współczuję Ci, naprawdę.
            danka
    • merigold_triss Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 21:13
      a ja bym najpierw te wiersze chciala...nie bede cie oceniac...
      • sowa_hu_hu Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 08:46
        nie ma sprawy..... podaj adres to wyśle... te wiersze były napisane właśnie
        dla Maćka...
    • urszk Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 21:47
      Sowo, a skąd wiesz, jak będzie z nim , gdy już się wedrze szara codzienność?
      Może znowu się Tobą znudzi, złamie Ci serce? Ja bym odpuściła, ludzie tak
      łatwo się nie zmieniają, znam ten typ. Trochę Cię rozumiem, choć u mnie tak
      tragicznie nie było no i wyszłam za mąż z miłości. Potem trochę było
      znudzenia, ale nad małżeństwem trzeba pracować. Teraz jest super, kochamy się
      bardzo (w łóżku rewelacja, lepiej niż kiedyś wink), a najważniejsze, że czuję
      się bezpieczna, że zawsze mogę na Niego liczyć, że nigdy mnie nie opuści. Mam
      prawdziwego przyjaciela.
      Czego i Tobie życzę. Zostań z Tomkiem.
      Ulka
    • youst Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 22:20
      Droga Sowo!
      Nie mam wprawdzie tak poważnego dylematu, jak Ty, ale doskonale rozumiem, co
      czujesz. Ja też mam za sobą wielką miłość - amok, pożar, serce wyskakujące z
      piersi itp... Znaliśmy się wiele lat, z przerwami historia toczyła się od
      liceum do końca studiów. I w momencie apogeum moich uczuć on również mnie
      zranił, nie zrobił wprawdzie jakiegoś wybryku, ale najzwyczajniej w świecie po
      prostu mnie już nie chciał. Bez kłótni, mocnych słów, tak po prostu. Bardzo
      mnie to bolało, pamiętam do dziś, jakie to straszne uczucie być odrzuconą przez
      kogoś, dla kogo zrobiłoby się wszystko...
      A potem, kiedy jeszcze lizałam rany, pojawił się mój (dzisiaj już) mąż. Totalne
      przeciwieństwo tamtego. Tamten był "artystą", czułym, romantycznym,
      magnetycznym, a mój mąż jest konkretny do bólu, zorganizowany, twardo stąpający
      po ziemi, dość despotyczny, z czułością różnie to u niego bywa. No Byk po
      prostu! Dziś mamy pięknego synka, znamy się jak łyse konie, realizujemy wspólne
      plany i snujemy dalsze, lubimy być ze sobą, gadać, dowcipkować, przekomarzać
      się, jeździmy na szalone wyprawy według jego pomysłu i scenariusza, często
      razem pracujemy. Wiem, że to jest mój facet na życie. Jest wspaniałym ojcem,
      dba o nas, staje na głowie, żeby było dobrze nam wszystkim.
      Parę razy sobie pomyślałam, co by było, gdybym była z tamtym... I wiesz co? Nie
      czułabym się tak dobrze i pewnie, jak się czuję z moim mężem. Co mi po
      romantycznych dyrdymałach, które tak mi odpowiadały swego czasu, co mi po buźce
      Bratta Pitta, co mi po wspaniałym głosie (regularnie słyszę go w reklamie
      pewnych pysznych cukierków...), co mi po uduchowionych rozmowach? Nie takie
      rzeczy dają prawdziwe poczucie szczęścia!!! Szczęście (według mnie oczywiście)
      to poczucie stabilizacji, lojalność, wspólne gotowanie, filmik wieczorkiem na
      kanapie bez zamartwiania się, jak wyglądam bez makeupu, wspólne zabawy z
      synkiem, który jest mieszaniną nas - mojego męża i moją! Cieszę się, że mam w
      domu faceta z jajami, że żyjemy ze sobą w każdym znaczeniu tego słowa, a nie
      tylko po prostu się kochamy.
      Tak jak napisała któraś z dziewczyn, prawdziwe życie to właśnie codzienność. I
      właśnie w tej codzienności dopiero ludzie się sprawdzają. Taka jest już ludzka
      natura, że często nie potrafimy docenić zwykłości i dostrzec w niej ogromnych
      zalet. A żyjąc mżonką i wyobrażeniami można przepierniczyć całe życie...
      Myślę, że nie doceniasz Tomka. Pomyśl, jak wielki i kochający jest facet, który
      trwa przy Tobie, mimo że usłyszał swego czasu, że kochasz kogoś innego!
      Założyłaś z nim rodzinę, macie wspaniałego syna, nie zmarnuj tego! Przyjrzyj
      się na spokojnie temu, co masz pewnego na dzień dzisiejszy. Nie sądzę, żebyś
      zdecydowała się na dziecko z kimś, kto jest Ci obojętny. Odkryj na nowo tego
      człowieka, dostrzeż w nim Twoją szansę na spokój, brak ryzyka upokorzeń,
      stresów, zdrad. Uwierz, że takie poczucie jest naprawdę cenniejsze niż dygocące
      nogi, cielęcina w oczach i spalający do białości seks. Zabierz się poważnie za
      Wasz związek i nie zniszcz go, wdając się w starą namiętność, tylko
      namiętność...
      I nie mów, że jesteś nie spełniona! Podwaliny spełnienia już masz, a o tym, czy
      będziesz spełniona czy nie, możemy pogadać za 20-30 lat! smile))

      Wierzę, że jesteś mądrą dziewczynką...
      Marcel na pewno też w to wierzy...

      Pozdrawiam,
      Justyna mama Michasia (30.04.03.)
    • ehhermiona Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 06.09.03, 22:36
      Sowo, pomyśl o tym, że czym innym jest ten "płomień", szalone zakochanie itd.,
      a czym innym miłość "codzienna". Czy Maciek będzie płacił rachunki,jeździł z
      Marcelkiem do lekarza, czy będzie chciał, aby ten mówił do niego "tato"? Może i
      chce wziąć Cię na ręce i zanieść na koniec świata, ale czy zauważył, że jesteś
      matką? Najbardziej szalone noce wiele stracą, jeśli będą przerywane przez płacz
      ząbkującego niemowlaka. Trudno to czasem znieść rodzicom, a
      takiemu "przyszywanemu" tacie?... Jak długo chcesz czekać na chwilę, kiedy
      Maciek wykrzyczy Ci prosto w twarz, że ma dosyć skakania dookoła cudzego
      dzieciaka i odejdzie trzaskając drzwiami?
      Sowo, z żadnym mężczyzną nie będzie Ci tak, "jak na początku", bo zakochanie
      nie może trwać wiecznie. Piszesz, że od jakiegoś czasu macie kryzys - bo i
      właśnie czas na ten kryzys - dopadła Was codzienność, obowiązki, zmęczenie,
      rutyna. To taki okres przejściowy między tym "płomiennym" stanem zakochania, a
      dojrzalszą, codzienną miłością. I czasem w tym czasie wydaje się, że miłości
      już nie ma, bo kojarzymy ją tylko z tymi "motylkami a brzuchu". A to nie to,
      Sowo...Bo codzienna miłość to musi być ktoś, kto Ci poda ciepłą herbatę, kiedy
      jesteś chora, kto wstanie do dziecka, kto będzie akceptował Ciebie chudą i
      grubą, "zrobioną na bóstwo" i bez makijażu, kto zapłaci za prąd,kupi dziecku
      soczek, a nie kupi sobie papierosów i kolejnego piwa....Kto będzie Cię szanował
      i trwał przy Tobie.
      Nie rób głupstw, Sowo.
      Trzymaj się dzielnie.
      Monika
      • utalia Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 18.09.03, 21:38
        Sowo
        Tak niestety baby maja, ze wydaje im sie ze facet szalawila to ten jedyny a
        tych, naprawde kochaja tych, ktorych nie zdaja sobie z tego sprawy. Bo wydaje
        mi sie, ze wmawiasz sobie i idealizujesz calkiem nieudacznego faceta, ze jest
        wspanialy. A tak naprawde masz kochajacego meza, synka. Wez sie w garsc zanim
        spieprzysz swoje udane zycie, postaraj sie i Ty aby w tym Waszym zyciu bylo
        czesciej i wiecej tych "iskierek" a nie czekasz az chlop bedzie Ci sam w kolko
        wystrzelal fajerweki.
    • lolinka2 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 04:35
      Nie zamierzam Ci narzucać, kogo masz wybrać, pomimo, że
      mam w tej sprawie własną opinię. Proszę jednak, byś
      wzięła pod rozwagę pewne kwestie. Zastanów się, jaki był
      Twój ojciec i jak wyglądało małżeństwo Twoich rodziców.
      Czy to przypadek, że kurczowo trzymasz się twierdzenia,
      iż kochasz "tego pierwszego", pomimo tylu upokorzeń,
      zdrad i zadanych ran? A może on jest po prostu podobny do
      "ideału" (niekoniecznie będącego ideałem w prawdziwym
      tego słowa znaczeniu), który zakodował Ci się w
      dzieciństwie? Wtedy nie nazywałabym tego miłością a
      uzależnieniem. Polecam fantastyczną książkę o takich
      sytuacjach "Toksyczni rodzice"- osobiście jestem świeżo
      po lekturze i sporo mi się wyprostowało w głowie.
      Jeśli jednak nie jest tak, jak założyłam, to weź pod
      uwagę jeszcze jedno- odpowiedzialność. Piszesz o sobie
      "nieszczęśliwa i niespełniona". A co ma napisać Twój mąż?
      Zdradzony (co z tego, że nie spałaś z tamtym, zdrada może
      mieć także wymiar mentalny), oszukany, zraniony... Chyba
      nie muszę szukać więcej określeń- mówiąc krótko, facet
      wie, na czym polega małżeństwo- to sztuka kompromisu.
      Kompromis zaś wymaga zastąpienia egoizmu pokorą. Twój mąż
      to zrobił. Wyrzekł się własnego szczęścia (bo nie sądzę
      aby czerpał masochistyczną satysfakcję słysząc, że
      "sorry, ale ja kocham tamtego, bo ty mi nie dałeś w
      pysk"- lekko mnie poniosło w tym momencie) na rzecz
      szczęścia synka, za którego czuje się odpowiedzialny.
      Przypuszczam, że może liczy na to, że jego wytrwałość
      zmieni Twoje zapatrywania. Teraz spójrz na siebie- masz
      syna, męża i kogoś jeszcze. Małe dzieci są bardzo
      empatyczne, błyskawicznie przejmują nastroje rodziców,
      niezależnie nawet od sposobu karmienia i świetnie
      wyczuwają atmosferę panującą w domu. Czy aby na pewno
      chodziło Ci o dostarczenie Marcelowi tylu wrażeń, żeby
      nie mógł ich unieść? Dążysz do szalonej miłości, jak
      szesnastolatka- tylko, czy czujesz się odpowiedzialna za
      jej skutki? Taki "szalony kochanek" w ostatecznym
      rozrachunku (tyle, że minie od tygodnia do kilku nawet
      lat) po zdjęciu różowych okularów okaże się zwykłym
      nieodpowiedzialnym chłoptasiem- i będziesz miała na
      koncie kolejny nieudany związek. Co zrobisz, jeśli on
      kompletnie nie dostrzeże nic poza Tobą samą- potrzeb
      materialnych, dziecka, konieczności pracy? Czy jestś w
      stanie unieść trud "samotności przy mężczyźnie" w
      wychowywaniu NIE JEGO syna, co zresztą może Ci na każdym
      kroku wypominać? Nie liczyłabym na to, że Twój mąż wtedy
      znowu wybaczy, zapomni i weźmie Cię pod opiekę. Wiem, że
      codzienne życie jest tak długie, nudne, szare i
      nieciekawe jak papier toaletowy- też jestem mężatką od
      kilku już lat i zdarzają mi się myśli o człowieku, z
      którym byłam zanim poznałam męża, a z pewnych
      niezależnych ode mnie względów czasem musimy się widywać.
      Pewna jestem jednego: moja córka ma fantastycznego tatę,
      a ja z miłości do niej nie pozbawiłabym jej go nigdy w
      życiu. Czuję się za nią odpowiedzialna. Czuję się też
      (poza miłością, oczywiście) odpowiedzialna za męża, bo on
      mi ufa, bo zdecydowaliśmy się przeżyć razem całe życie.
      Te słowa wypowiedziane w USC "uczynię wszystko, aby nasze
      małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe" nie są dla
      mnie pustym frazesem, wypowiedzianym w przypływie
      gorących uczuć. Stanowią motyw do tego, aby analizować
      całe swoje postępowanie i dokonywać zmian, niezależnie
      od tego, ile mnie będą kosztować. Nie mówię, rzecz jasna,
      o patologii i pewnie bym się długo nie zastanawiała nad
      opuszczeniem kogoś, kto mnie krzywdzi świadomie w jakiś
      sposób. Proszę- więcej pomyśl o najbliższych niż o
      własnym nieszczęściu. Trzymajcie się,
      Karolina
    • sowa_hu_hu Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 09:11
      dziewczyny jestescie kochane!!! i mądre smile naparwde bardzo Wam dziękuje!!!
      to o czym piszecie-ja wiem to wszystko ale mimo to brne w tamto jak
      zaślepiona... sama siebie nie rozumiem...

      powiem wam co rozegrało sie wczoraj sad
      otuż mój Tomek głupi nie jest-podejrzewał coś już od dłuższego czasu,chciał
      sie jednak upewnić ze sie myli ze mamy to juz za sobą,że ja bym czegoś takiego
      nie zrobiła... wynajął sobie kogoś-moze to zabrzmi śmiesznie-ale byłam
      śledzona... no i wie wszystko to co można było zobaczyć na odległość-nie wie o
      czym rozmawiałm z mackiem ale wie o pocałunkach np.... wczoraj po tym tel.
      który otrzymał nie chciał ze mną rozmawiać-był naparwde wściekły-a nie często
      wpada w taki stan... błagałam go 2 godz aby został... Boże jak strasznie on
      sie musiał czuć,mówił do mnie takie starszne rzeczy-nie przeklinał ale on
      potrafi dopiec... terz wszystkie zgodnie powinnyście powiedzieć--a nie
      mówiłam!!! nie wiem jak zdołałam go przekonać... wiem ze starszna ze mnie
      egoistka,że to wszystko moja wina,wiem....prosiłam zeby został a tak naprawde
      nadal nie wiem czego ja chce---głęboko wierze ze psychoterapia mi pomoże-musze
      być silna by to wszystko zwalczyć.... wczorajszy wieczór był starszny i dla
      niego i dla mnie... wiecie co mi powiedział??? że jak odejdzie a ja zostanez
      tamtym to on odbierze mi dziecko-nigdy nie pozwoli zeby tamten zbliżył sie
      choćby na krok do jego syna!!! szczerze nienawidzi Maćka i to nie od dziś...
      więc nawet jeśli chciałabym być z tamtym nie mam na to szans... poza tym moja
      mam powiedziała mi : " czy tobie sie wydaje że maciek kochał by Marcela-
      przeciez to dziecko jego wroga..." - aż mnie ciarki przeszły jak to
      usłyszałam... zarówno od tomka jak i od mamy usłyszałam że popełniłam wielki
      błąd decydując sie na dziecko---strasznie sie wtedy poczułam... może ja
      faktycznie nie nadaje sie na matke---z moją psychiką jest coś nie tak... ja
      czuje sie chora... wiem że powinnam pomysleć przedewszystkim o Marcelku i
      Tomku ale czasami nie potrafie---to straszne ale tak jest-nienawidze siebie za
      to... znowu chce mi sie wyć... nie wiem jak mam teraz patrzeć na Tomka,co do
      niego mówić-nie wiem... a co jesli poprawi sie na jakiś czas a później
      wszystko powróci i ja jak zwykle nie będe potrafiła z tym walczyć... boje
      sie... wszyscy mi wmawiają ze maciek jest zły---może i tak jest ale ja wciąż
      wierze że jednak jest inaczej--pewnie nie powinnam... w każdym razie on andal
      sie nie oddzywa więc "zadanie" mam ułatwione aby naprawić to co zepsułam...
      wiem ze powinnam wziąść sie w garść-ale moze ja nie potrafie-może jestem za
      słaba na to wszystko... moje mysli sa tak poplątane jak to wszystko co tutaj
      pisze...


      pozdrawiam Was serdecznie---dziękuje za wyrozumiałośc i naprawde wspaniałe
      słowa!!!
      • mader1 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 12:14
        Biedny, biedny Tomek... sad(( Nie chcialabym, zeby sie to przytrafilo mojemu
        synkowi sad(( Jak on musi cierpiec....
      • jagienka.harrison Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 17:35
        Wiesz powiem Ci z mojego doświadczenia, że zdrada bardzo, ale to bardzo rzadko
        się "opłaca". Ale żeby się o tym dowiedzieć trzeba kiedyś raz zdradzić. A Ty
        już tak zrobiłaś. I skoro wiesz, że to był błąd (ale tylko jeśli tak myślisz,
        bo jeśli nie to nie zrozumiesz) to nigdy więcej tego nie zrobisz.
        Jestem na 95% pewna że Maciek niegdy nie pokochałby Twojego syna, bo faceci
        tacy są dziwni, honorowi. Pomyśl ile możesz stracić, ile może stracić Twój
        syn, bo to pewnie będzie tak, że straci ojca i nie zyska nowego, a na dodatek
        mama będzie smutna.... a jeśli jest pisane wam być razem z Maćkiem a nie
        Tomkiem na pewno kiedyś tak się życie potoczy, że tak się spikniecie.Człowiek
        zawsze goni za tym, czego nie ma a nie docenia tego co ma.
        Wiem, że to bardzo trudne, ale musisz się zdecydować na coś.
        • ania_rosa Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 18:33
          hej
          zbieram się do odpowiedzi od wczoraj, ale teraz mam chwilę.
          Kiedy czytam Twój post Sowo, a także posty pod nim, nachodzi mnie wiele róznych
          refleksji, może jakoś je uporządkuję:
          1. Pomyślałam sobie, że gdyby ten post był autorstwa mężczyzny i został
          umieszczony na "męskim" forum mało kto doradzałby Ci walkę o rodzinę a także
          walkę z samą sobą. Wniosek stąd- choć opiera się na przesłankach typu "moje
          przypuszczenia"- że nasza kobieca optyka jest zasadniczo różna od męskiej i że
          wartośc typu "rodzina" jest tu (dla kobiet) priorytetem. Dla mężczyzn być nie
          musi. Piszę o tym dlatego, bo warto sobie uświadomic, że nie ma rozwiązań
          obiektywnie dobrych: za to samo jeden Cię potepi, a drugi poprze.
          2. Nie wiem, czy dobrze zgaduję, ale w tej całej sytuacji bardziej widze
          Ciebie, a nie tych dwóch meżczyzn. Ktoś tu dobrze napisał, że czasem tęsknota
          za przeszłością jest utożsamiana z osobą, z która ta przeszłosc się wiąże. W
          jakims poście zostało to świetnie ujęte, więc nie będę powtarzać.
          3. Ale- co wiąże się z punktem drugim: myślę tez, że skoro dużą częśc młodości
          i życia (piszesz chyba o ośmiu latach) spędziłaś na wiecznej hustawce pomiędzy
          ekstazą a upokorzeniem (te wszystkie zdrady, niepewności, ciągłe wahania między
          euforią a depresją) to może Ci tego zwyczajnie brakować w uporządkowanym życiu
          jakie wiedziesz ze swoim obecnym partnerem. Ergo: wzorzec pt "miłośc to ciągła
          niepewność i walka na napiętej linie, to walenie w pysk, cierpienia ale tez i
          okresowa rozkosz" mógł się w Tobie zakorzenić na tyle głeboko (być może
          nieświadomie), że teraz kiedy nie odnajdujesz tego w swoim życiu uważasz, że
          jest ono niepełne, a miłośc bezwartościowa.
          4. Nie wiem, jakie sa motywacje Twojego meza: czy kieruje nim miłośc i
          bezwarunkowe wybaczanie, czy inercja. Nie znam tez motywacji drugiej strony
          czyli Tomka. Ale tak czy inaczej to Ty wydajesz mi się być w tym najważniejsza,
          a także to, ze swoje własne szczęscie, poczucie własnej wartości itd. wydajesz
          się uzależniac od obecności jednego z tych męzczyzn w Twoim życiu. Twoje życie
          jest jakie jest i Ty jesteś, jaka jesteś- wybór któregokolwiek z tych dwóch
          mężczyzn nie zmieni Ciebie. Wydaje mi się tez, że jesteś typem osoby wiecznie
          poszukującej, co może być wielką zaletą, ale czasem może być też bardzo
          destrukcyjne dla Ciebie samej. Nikt Ci bowiem nie da gwarancji, że przy
          kolejnym partnerze Twoje poczucie niespełnienia minie. Jesli ktokolwiek może
          Cię spełnic to Ty sama. Ani Twój mąz, ani potencjalny kochanek nie mają tu nic
          do rzeczy.
          5. Jeśli nie możesz się uwolnic od wspomnienia tamtego mężczyzny- to po prostu
          idź z nim do łóżka. Wiem, ze ta rada może się wydac wielu niemoralna i
          błędna,ale uważam tez, że to nie o małżeństwo bądź o kochanka powinnaś walczyć,
          tylko o siebie i o to, o co w tym wszystkim chodzi. Czasem myśl o potencjalnej
          zdradzie i o tym, "co by było gdyby" potrafi skuteczniej zatruć życie i
          przesłonić rzeczywistośc niż zdrada faktyczna (fizyczna). Być może odczuwasz
          też swego rodzaju masochistyczna przyjemność (tylko nie zrozum mnie źle, nie
          uzywam tu słowa "masochistyczna" jako negatywu) na myśl o tym, że gdybyś teraz
          wybrała drugiego mężczyznę Twoje życie MOGŁOBY sie potoczyć zupełnie inaczej.
          To, że raczej tak by się nie stało (biorąc pod uwagę Twój opis jego osoby) nie
          ma tu nic do rzeczy- to Ty się musisz o tym przekonać.
          6. Zastanawia mnie postawa Twojego byłego chłopaka czyli decyzja o "odcięciu
          się od Ciebie". Na pierwszy rzut oka postawa szlachetna i dojrzała, a jednak na
          podstawie Twojego opisu budzi się we mnie podejrzenie, że jest to zwykła gierka
          (cel: przekonanie Cię o jego zmianie, chęć wybielenia przeszłości i być może
          doprowadzenie do tego, abyście byli razem). Podobnie jak gierką, a raczej
          nieuczciwym chwytem wydaje mi się stwierdzenie Twojego męza i mamy, że nie
          powinnaś decydować się na dziecko ( w domyśle: bo nie zachowujesz się dojrzale
          i podejmujesz nie podobające się otoczeniu decyzje). Nie pozwól sobą
          manipulowac, nawet jeśli ta manipulacja odbywa się w białych rekawiczkach.
          7. Dobrą decyzją będzie każda ta, na którą się naprawdę wewnętrznie zgodzisz i
          za którą weźmiesz odpowiedzialność. W tej sprawie nie ma "złych" i "dobrych"
          wyjśc, są tylko wyjścia, które mogą być bardziej i mniej na rękę
          zainteresowanym.
          8. Nie żal mi Tomka, ani nikogo z "bohaterów" wink - jesli już to Ciebie, bo nikt
          nie powiedział, że tego typu decyzje są proste. Co więcej: uważam też, że każdy
          z zainteresowanych nie jest do końca uczciwy i próbuje załatwić przy okazji
          własne interesy (vide Twój były chłopak). Mma nadzieję jednak, że Twój mąż
          naprawdę Cię kocha i chce o Ciebie walczyć, a także że podejmiesz dobrą dla
          SIEBIE decyzję.
          9. Wyciąganie przy tej sprawie dziecka nie ma sensu- sprawa bowiem dotyczy
          dorosłych, a mieszanie w to dziecka ma znaczenie tylko i wyłącznie emocjonalne.
          pozdrawiam ciepło
          Rosa
          • zabcia_m Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 13:40
            Ania napisała kilka mądrych słów... jedno wydaje mi sie nieprzemyślane do
            końca. Punkt 6 jej uporządkowanej wypowiedzi dotyczący niby "gierki" Mamy Sowy
            i Tomka, że Sowa nie nadaje sie na matkę. Czytając post Sowy wnioskuję, że
            Tomek powiedział, że nie pozwoli tamtemu przebywac z jego synem... Postaw sie
            Aniu w jego sytuacji. Twoj mąż odchodzi do innej i zabiera Twoje dziecko, mimo,
            że np. weekendy macie dla sibie to tamta je kąpie, tamta je kołysze do snu,
            tamta jest mamą na codzień, a to jest przecież krew z Twojej krwi!!! Czy to
            jest gierka? Myślę, że nie jest to żaden atut przetargowy tylko rozpacz ojca,
            który może byc pozbawiony codziennego, bezwarunkowego przebywania z własnym
            dzieckiem.
            Pozdrawiam...
            Sowa, jeśli to przeczytasz to wiedz, że przeżywałam podobną, choć mniej
            dramatyczną sytuacje 5 lat temu... zostałam z mężem z powodów o których pięknie
            napisała Youst i nie żałuję smile
            Jeśli masz jeszcze swoje wiersze prześlij mi proszę na gazetowy adres...
            powspominam sobie...
            Trzymaj się Sówko.
            Zabcia_m
    • sowa_hu_hu Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 19:03
      cdn...

      o wszystkim dowiedziała sie moja rodzina-mama zorientowała sie po moim
      zachowaniu ze coś jest nie tak-powiedziałam jej... ona oczywiście powiedziała
      to tacie-a tata z tego wszystkiego chciał zadzwonić do macka(nie zrobił tego z
      braku numeru tel.)-okropnie mnie to zdenerwowało bo to maciek przerwał to
      wszystko,to ja pierwsza sie do niego odezwałam-więc to moja wina-nie jego---
      nie chce aby mu suszyli głowe... do tego wszystkiego przyjechała moja siostra
      i zamiast ze mną normalnie porozmawiać powiedziała mi żebym sie wzieła za
      siebie,że mam dziecko,że musi mi przejśc to uczucie bo jej przeszło do byłego
      faceta to mnie tez przejdzie,że sa wazniejsze sprawy od tego---mówiłam jej
      zeby tak ze mną nie rozmawiała ale ona chyba nie potrafi inaczej... usłyszałam
      ze skrzywdziłam calą rodzine---że oni mają prawo o wszystkim wiedziec(być moze
      i mają)skoro mieszkamy pod ich dachem, ze nikt nie chce dla mnie źle...
      wiem ze nie chcą dla mnie źle ale w nikim nie ma ani odrobiny zrozumienia(może
      nie powinnam go oczekiwać...)

      wiem jak starsznie postąpiłam ale chyba potzrebuje bardziej zrozumienia niż
      nagany... inaczrj sie z tym nie uporam...

      wstyd o tym mówić ale ja juz myślałam o najgorszym---nawet nie potrafie tego
      wypowiedzieć.... mam mysli samobujcze... czasami czuje sie lepiej ale czasami
      nie moge tego wytrzymać,płacze,cała sie trzęse,czuje jakby serce pękało mi na
      tysiące kawałków a mózg rozdzierał sie na strzępy...

      ja chyba naprawde jestem chora sad


      dziękuje Wam za tą ogromną wyrozumiałość
      • pesteczka5 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 20:14
        Soweńko kochana, mały, biedny Puchaczu,
        mamy więcej danych. Nie nadwyrężaj już tego twojego Tomka. Maciek jest
        toksyczny, tak teraz myślę... To nie milość, to choroba. Zachowaj wspomnienia.
        Zasmakuj w Tomku, póki czas. Myślę, że go kochasz, obyś nie zrozumiała za
        późno!!!
        Tak wiele mądrego napisały Ci dziewczyny. To jakaś prawidłowość... Ja też mam
        za soba taką historię, może bardziej romantyczną niż wariacko erotyczną, ale
        wielką. I też mam swojego Tomka, przy nim poczułam się spełnioną, szczęśliwą
        kobietą. Tamta historię przekułam już w miłe wspomnienie, a miła codzienność,
        pichcenie, rozmowy, kawa do łóżka, podróże, książki... dzieci - to Życie.
        Także sprzeczki, ciężkie dni, choroby dzieci, nieprzespane noce. I pewność, że
        on zawsze będzie przy mnie. Kiedy poroniłam i kiedy walczył o życie nasz
        młodszy synek, siłę i wiarę dawało mi spokojne, dobre, jasne spojrzenie jego
        oczu. W takim związku wszystko nabrzmiewa, rośnie, dojrzewa. Noce też... czas
        ulepsza i tak dobre!!!

        Sowa, jak pisałam, ja rozumiem Twoje rozterki. Lepiej niż myślisz. Ale myślę,
        że życie z Maćkiem wypaliłoby Ciebie i Twoje życie i zostawiło zgliszcza.

        Kochanie, weź pod uwage, że Ty podlegasz poporodowej burzy hormonalnej!
        Karmisz Marcelka piersią? Jeśli nie, może wesprzyj się po prostu
        farmakologicznie! Najlepiej byłoby oczywiście znależć obok siebie kogoś
        superżyczliwego, kto podziała na Ciebie jak balsam... Może mama, a może jednak
        tata Marcelka... Może przeczekaj tę burzę w jego ramionach. Myślę, że hormony
        mają w tej sprawie większe znaczenie, niż myślisz.

        Jeśli serio dręczą Cię myśli samobójcze, nie zwlekaj, poroś o pomoc. Rodziców,
        męża. Zaufanego lekarza. Ściskam Cię mocno - Pesteczka
        • magolcia Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 10:04
          Dokładnie się zgadzam z Pesteczką - część tych emocji jest na pewno spowodowana
          niedawnym porodem. A jeżeli tak nie jest, jeżeli to wszystko co robi Sowa jest
          przemyslane i uświadomione to serdecznie wspólczuję Tomkowi, bo to musi być
          jakiś święty facet - kto inny by zniósł tyle poniżenia ... I droga Sowo nie
          dziw się, że w końcu dał się wciągnąć w to wariactwo i wynajął kogoś do
          śledzenia Ciebie - chciał wiedzieć na czym stoi. Macie w końcu dziecko - on
          czuje się odpowiedzialny nie tylko już za Ciebie, ale za całą rodzinę. I wcale
          mu się nie dziwię, że w przypadku Twojego odejścia do tamtego, Tomek
          zdecydowałaby się wystąpić o dziecko. Chyba każda z nas ma za sobą jakąś
          szaloną miłość. Wspaniale, jeżeli ta miłość przeradza się w dojrzałe uczucie i
          jeżeli to właśnie ten mężczyzna zostaje Twoim mężem i ojcem Twoich dzieci. Ale
          niestety to jest rzadkość. Ja też mam za sobą związek ze wspaniałym, szalonym,
          pełnym fantazji facetem, który nigdy by mi nie zapewnił potrzebnego poczucia
          bezpieczeństwa, stabilności, itp. A to są niestety (wbrew naturze niektórych
          ludzi) najbardziej istotnie cechy w przypadku rodzicielstwa. Jestem teraz z
          mądrym, odpowiedzialnym i kochającym mnie i maleństwo mężczyzną (też Tomkiem -
          oni chyba coś w sobie mają) i choć czasem wspominam tamtego i zastanawiam się
          co by było gdyby... to wiem, że spaliłabym się w ciągym biegu, nerwach. I
          pewnie niektóre z Was pomyślą, no dobrze, ale dlaczego tak się poświęcać - w
          końcu przecież można przegapić wielką miłość, tkwiąc do końca życia w nieudanym
          związku... Ale przecież nie jest to chyba taki nieudany związek - ojciec
          dziecka jest sprawdzony w trudnych sytuacjach - kocha i opiekuje się, zapewnia
          bezpieczeństwo, przecież Sowa przez jakiś czas była nim oczarowana. A wielka
          miłość - nie łudźmy się - tak jak to napisała jedna z dziewczyn - kubeł zimnej
          wody na głowę w postaci budzącego w nocy dziecka, któremu trzeba zapewnić
          opiekę (w tym materialną) i po wielkiej miłości nie ma śladu... Takie uczucie,
          które przegrywa w zderzeniu z rzeczywistościa - a tak tu chyba było, nie
          sprawdzone w bojach jest nic nie warte.
          Sowo, po co Ci to, czy naprawdę wierzysz w to, że ta Twoja miłość wytrzyma
          codzienne sytuacje, że będzie kochał nie swoje dziecko, że będzie przy Tobie
          trwał i że nie będzie szukał pocieszenia u innych ??? A Twoje dziecko ? - czy
          patrzysz w przyszłość, jak ono się będzie chowało w takiej rodzinie, gdzie
          przybrany ojciec ćpa (bo piszesz, że nie zmienił się do końca), czy tylko
          egoistycznie chodzi Ci o własną przyjemność i "szczęście" (cudzysłów nie bez
          znaczenia).
          Być może stwierdzisz, że nie dokńca rozumiem sytuację, bo tego nie przeżyłam, i
          przez to straciłam jakieś cenne doświadczenie - wybacz, ale nie potrafię się
          rozczulać nad kobietami, które najpierw działają, a potem myślą nad
          konsekwencjami. Niestety nie jesteś już nastolatką, która biega od jednego do
          drugiego w zależności od nastroju. Jesteś matką i to powinno być priorytetem. W
          całej tej sytuacji najbardziej współczuję Tomkowi. Bo facet wygląda na
          człowieka, który świadomie podchodzi do obowiązków i do życia. I nie licz na
          to, że on będzie wiecznie Cię pocieszał, i głaskał po główce, mówiąc, że
          przeczeka ten kryzys. W końcu pewnie będzie miał dość i wtedy pewnie zrozumiesz
          co straciłaś (jeżeli już się tak nie stało).
          Jeżeli mam udzielić jakiejkolwiek rady, to zaciśnij zęby i zerwij zupełnie
          kontakt z tamtym mężczyzną, porozmawiaj z Tomkiem - szczerze, może razem
          wybierzcie się do tego psychoterapeuty, postaw na swoją rodzinę. I nie oglądaj
          się w przeszłość, zostaw to za sobą. To już nie wróci - jesteś dzisiaj inną
          kobietą - czego innego od życia i mężczyzny oczekujesz - zresztą reakcja
          Twojego byłego powinna dać Ci do myślenia - jak zorientował się w sytuacji dał
          nogi za pas. Jeżeli nie zapomnisz o nim, będziesz jak ćma, która będzie lecieć
          do światła, aż się spali.
          Pozdrawiam
          Magda
    • libra.alicja Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 07.09.03, 20:59
      Sowo, piszesz:
      "z moją psychiką jest coś nie tak... ja
      czuje sie chora... wiem że powinnam pomysleć przedewszystkim o Marcelku i
      Tomku ale czasami nie potrafie---to straszne ale tak jest-nienawidze siebie za
      to... znowu chce mi sie wyć... nie wiem jak mam teraz patrzeć na Tomka,co do
      niego mówić-nie wiem... a co jesli poprawi sie na jakiś czas a później
      wszystko powróci i ja jak zwykle nie będe potrafiła z tym walczyć... boje
      sie... wszyscy mi wmawiają ze maciek jest zły---może i tak jest ale ja wciąż
      wierze że jednak jest inaczej--pewnie nie powinnam..."

      Piszesz o tym jak osoba uzależniona, która nie wierzy w możliwość wyleczenia,
      boisz się, że nawet jak Ci przejdzie, to pewnie powróci. Potraktuj swoje
      sprzeczne uczucia jak nałóg. Myślę, ze skoro nie masz obok siebie osób, które
      chociaż spróbowałyby Cię zrozumieć, terapia jest niezbędna. Musisz podjąć jakąś
      decyzję i wydaje mi się, ze nie to będzie najtrudniejsze. Najtrudniej jest
      pogodzić się wewnętrznie z tą decyzją i spróbować normalnie żyć, a nawet być
      szczęśliwą.
    • kerstink Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 09:58
      Ile kobiet by wolalo miec po prostu takiego normalnego, porzadnego i
      odpowiedzialnego Tomka zamiast takiego Macka !
      A to ze w twoim zyciu z Tomkiem troszke nudne, to z jednej strony tak musi byc,
      z drugiej strony zalezy bardzo od ciebie. Mysle, ze zrozumiesz za 10 lat.

      K.
    • mamamoni Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 11:19
      Mam łzy w oczach.
      Nie bardzo wiem co napisać, ale martwię sie o Ciebie. Jesteś silna, na peno
      dasz sobie radę, dla siebie i dla Marcelka. Twój mąż to chyba jaki święty
      człowiek. Nie musisz od razu go pokochać, po prostu szanuj to co ci daje (nie
      chodzi mi tu o sprawy materialne broń Boże!). Nie mam takiego doświadczenia za
      sobą, na szczęście, bo to musi być bardzo ciężkie, ale pracuję z dziewczyną,
      która chodziła 3 lata z chłopakiem, on ją zostawił, potem się zeszli, potem
      mówił, że nie wie czego chce. Schodzili się chyba 4 razy, po czym on
      odchodził. Zawsze było tak, że albo nagle przestawał się nią interesować, albo
      na imprezie przyłapała go jak podrywał inną. Potem na wszystkie świętości
      błagał żeby do siebie wrócili. A ona świata poza nim nie widziała. On na nią
      wrzeszczał, mówił jej różne przykre rzeczy, nawet do pracy przychodził i przy
      ludziach jej nawrzucał od najgoszych...taki już był.(Potem ją przekonywał, że
      się z nią ożeni i wtedy ona uwierzy jak on ją bardzo kocha.) A wiesz co ona na
      to, w bek i że ona bez niego nie może żyć. Była w takiej rozsypce, że mało z
      pracy nie wyleciała. Nie można było z nią o niczym mówić, bo wszystko jej tego
      drania przypominało. Ciągle płakała i chyba już nieco jej odbijało. Poszła w
      końcu do psychologa. Od tego czasu minęły 4 miesiące. Jest dużo lepiej. Jest
      coraz weselsza, uspokoiła się. Dalej czasem o nim wspomina, ale teraz już wie,
      że była uzależniona.Że to była choroba nie miłość.
      Zapomnij o Maćku, niech mężczyzną Twojego życia będzie Marcel. Mężowi też daj
      szansę. On cię kocha. Może kiedyś przyjdzie czas na miłość?
      A rodzinie nic do tego. Zamiast ci pomóc wpędzają cię w depresję.
      Trzymaj się cieplutko, idź do specjalisty i pozwól sobie być szczęśliwą, to
      można robić na wiele sposobów! Możesz uratować rodzinę i być szczęśliwa
      jednocześnie. Ja w to wierzę.
      Pozdrawiam gorąco. Trzymam kciuki.
      Aga
      Nie wiem czy moje rady są mądre, czy ci pomogą, ale może dodam ci otuchy tym,
      że się odezwałam.
      • dysia5 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 13:54
        Droga Sowo
        Spróbuj się trochę uspokoić i nie myśl o samobójstwie!!!Masz przecież dla kogo
        żyć, masz dziecko!!!Wiem, co przeżywasz, miałam takie doświadczenia we wczesnej
        młodości- moj chłopak mnie rzucał, albo ja jego- wiele razy i to na bardzo
        poważnie. Cierpiałam , nie jadłam, wylewałam morze łez. Kiedy wracaliśmy do
        siebie- to była burza, ogień i szczyt szczęścia. Ale my mieliśmy wówczas po 18-
        21 lat i uczyliśmy się jak być razem. Dziś jest moim mężem, mamy cudownego
        synka i jesteśmy szczęśliwi. Nasze szczęście jednak wygląda inaczej - wspólne
        niewyspane poranki,wieczory spędzane razem-osobno- ja nad dziecięcymi
        wypracowaniami (jestem nauczycielką) on przed tv lub komputerem,zajmowanie się
        dzieckiem, wspólne wykonywanie obowiązków domowych - niestety to nie jest już
        ogień, szaleństwo... Ale tak już jest, kiedy założyło się rodzinę, ma się wiele
        obowiązków (czasem bardzo prozaicznych i nudnych). Spokój, poczucie
        bezpieczeństwa,pewność, że zawsze będzie mnie kochał i mogę na niego liczyć, to
        że jest cudownym ojcem i moim najlepszym przyjacielem. Myślę , że tak wygląda
        dojrzała miłość. Przemyśl to jeszcze i nie odrzucaj miłości Tomka - na pewno go
        kochałaś kiedy decydowaliście się na dziecko - odnadź tą miłość w sobie,
        przypomnij sobie wasze pierwsze spotkania, pocałunki...
        Nie wierzę ,że ludzie mogą się radykalnie zmienić- moja mama wierzyła, kiedy
        wychodziła za mojego ojca, który już wówczas lubiał sobie popijać i całe życie
        żałuje. Nie wierz w obietnice Maćka, gdyby naprawdę cię kochał i nie mógł żyć
        bez ciebie nie zostawiłby cię i nie pozwoliłby wziąć ślubu z innym.
        Życzę rozwagi, trzymaj się
    • malpig Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 14:36
      Cześć,
      Nie będę krytykowała Twojej osoby, negowała zachowania itp.

      Byłam w podobnej sytuacji. Podobnej, bo mimo starań nie było w owym czasie
      dziecka.
      Kochający, czarujący, urzekający, miły, czuły cham do którego wracałam pomimo
      jego zdrad, kłamstw itp w końcu zniknął z mojego życia. Oczywiście, do dnia
      dzisiejszego daje odznaki swojego życia (Sms. e-mail, telefon), ale wyleczyłam
      sie z jego "uroków", a pomógł mi w tym mój obecny mąż, który przez 4,5 roku
      cierpliwie znosił moje zachowanie. Teraz wiem, jak bardzo musiałam go ranic!!!!
      Podobnie ja Ty myślałam, ze nie pokocham, że możemy być jedynie przyjaciólmi.
      Na szczęscie rzeczywistośc okazała sie łaskawsza: jestesmy szczęśliwym
      kochającym sie małżeństwem (oczywiście sporo pracy w to włozyliśmy) i posiadamy
      najukochańszego na świecie synka.

      Doceń Tomka, gdy go zabraknie, będzie już na to za późno i ponownie będą spadać
      łzy na klawiaturę.....czego Tobie nie zyczę.
      Mi pomogły poprzyklejane wszedze w domu karteczki z tekstem: "myśl
      pozytywnie" "życie jest piękne" i w końcu w to uwierzyłam, czego Tobie życzę

      pozdrawiam
      mal
    • reszka2 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 14:50
      Sowo, dopóki nie uporządkujesz spraw sama z sobą- nie podejmuj żadnych decyzji
      odnośnie facetów. Teraz nie pora na to. Jeśli któremuś z nich rzeczywiście na
      tobie zależy to poczeka aż się z tym uporasz.
      Jeżeli potrzebujesz pomocy na cito zadzwoń do ośrodka interwencji kryzysowej
      421-82-42
      • mamaadama4 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 15:37
        tam bym raczej nie dzwoniła. Nie słyszałam jeszcze dobrej opinii na ich temat.
        danka
        • reszka2 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 15:40
          Hm, być może. ja ich znam z autopsji i nie mogę złego słowa powiedzieć. Możesz
          zapisać pierwszą dobrą opinię na temat OIK-u.
    • evee1 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 15:30
      Czesc Sowko,
      Dziewczyny juz wiele napisaly i z wiekszoscia sie zgadzam.
      Z tego co piszesz wynika, ze jestes dosyc mloda, w kazdym
      razie duuuzo mlodsza niz ja (za pol roku obchodze 10lecie
      mojego slubu!) i wiem, ze w malzenstwie bywa roznie, czasami
      lepiej, czasami gorzej i mnimo, ze czasmi przypomiam sobie
      poczatkowe burze uczuc, to jednak za nic nie oddalabym
      spokoju, bezpieczenstwa i pewnosci, ktora mam w domu.
      Moze to trudne, ale sprobuj sobie wyobrazic jak wygladaloby
      Twoj zwiazek z Mackiem i z Tomkiem jak oboje bedzie miec
      pod piecdziesiatke.
      • pesteczka5 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 15:46
        Sowo, tak mi się jeszcze pomyślało - Maciek to dla Ciebie wolność,
        szaleństwo, beztroska - które się skończyły wraz z urodzeniem Marcelka i
        codziennością we dwoje.
        Tomek - to Marcelek i ta codzienność.
        Może tęsknisz nie tyle za Maćkiem, lecz za tym , co Ci się z nim kojarzy?
        Wyobraź go sobie w zmienionych dekoracjach, mały ma kolkę, w domu bajzel na
        kółkach, Ty niedospana itp. I co, dalej kręci?
    • abakus2 łomatkobosko! 08.09.03, 15:46
      ...
      miałem taki krępujący problem...
      nie wiedziałem co ze sobą zrobić...
      to taka intymna sprawa...
      jednakowoż nie mogłem z tym życ...
      chodzi o to...
      że moczyłem się w nocy...
      poszedłem do psychologa...
      pomógł...
      dalej się moczę...
      ale teraz jestem z tego dumny!
    • skarol Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 08.09.03, 17:29
      Droga Sowo, nie mam zamiaru prawić Ci morałów ani oceniać Twojego postępowania.
      Być moze nie mam dużego doświadczenia, gdzyż z moim obecnym mężczyzną jestem
      dopiero od 1,5 roku i wydaje mi się, że stan euforii, który był na początku
      nigdy nie trwa wiecznie, tym niemniej to co jest teraz, zwykła codzienność też
      jest piękna, tylko trzeba dbać o uczucia, nawet i przede wszystkim poprzez
      drobiazgi. Przeżyłam też kilka innych uniesień, kiedy wydawało mi się,że nie
      spotkam już bardziej fascynującego mężczyzny i kompletnie nie zauważałam
      żadnych wad. Te zawody były bardzo bolesne i z trudem udawało mi się
      funkjonować, to wszystko jednak minęło i dziś nie wzbudza emocji, choć wiem
      bardzo dobrze, że w tym momencie to wszystko jest to dla Ciebie żywe.
      Życzę żeby Ci się ułożyło.
    • adzia_a Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 09.09.03, 08:03
      Sowa, a ja sobie myślę tak...
      Tomek to ktoś, na kogo zawsze możesz liczyć. Powierzyłaś mu swoje problemy,
      swoją trudną miłość, zwierzałaś mu się z problemów z tamtym...a on słuchał...
      A nie będzie Cię chciał posłuchać teraz? Jeśli usiądziesz przy nim i spróbujesz
      wypłakać wszystko, co Ci leży na sercu. Jeśli poprosisz o pomoc w zabiciu
      tamtej fascynacji (bo że trzeba ją zabić, to ja akurat wątpliwości nie mam).
      Jeśli powiesz - ten jeden raz - "Kochanie, nie radzę sobie z tym sama, pomóż
      mi"...
      On i tak wiele wie i na pewno serce mu pęka.
      Może takie wyznania Was zbliżą, może pomogą Ci docenić więź z Twoim facetem,
      może i on poczuje, że może coś zrobić...
      Nie wiem...
      Swoją drogą, dlaczego takie branie mają mało warci faceci i egoistyczne babki -
      ja nie wiem...
      • pesteczka5 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 09.09.03, 08:37
        adzia, właśnie , dlaczego? Jakiś urok zła czy co?

        W ogóle, dlaczego dobro bywa nudne? Czemu tylu ludzi nie może funkcjonować bez
        adrenaliny? Bo najciekawsze bywa między ustami a brzegiem pucharu?
    • ascoti Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 09.09.03, 10:22
      Gdy czytałam twój list, tak pełen wewnętrznych rozterek, to jakby opis mioch
      uczuć sprzed 3 lat. Myślałam,że wpakowałam się w jakiś absurdalny kołowrotek
      uczuć,że nie ma wyjścia z tej sytuacji. Chciałam,żeby ktoś za mnie podjął
      decyzję, bo sama nie byłam w stanie. A Oni obydwaj czekali...jakkolwiek bym nie
      postąpiła, raniłam kogoś i siebie. W końcu byłam już na skraju wytrzymałości
      psychicznej i podjęłam decyzję - wybrałam tego
      spokojniejszego, ,,nudniejszego",wydawało mi się wtedy, że idę na łatwiznę,że
      nie potrafię żyć całą parą. Ale postanowiłam,że uczynie wszystko, aby był ze
      mną szcęśliwy. Tymczasem to On uczynił,że ja jestem szczęśliwa. A monotonia,
      cóż nie ma jakiś extra uniesień, ale biorąc pod uwagę ilość obowiązków ( praca,
      dzieci- już dwoje )to ich nie potrzebuję, a na nude nie narzekam. Jestem teraz
      spokojna i SPEŁNIONA. Wiem ,że udało mi się to dzięki jednemu- że wraz z
      podjęciem decyzji przestałam oglądać się w przeszłość. Było mi ciężko,
      szczególnie, gdy ten pierwszy dzwonił do mnie, chciał się spotykać,ą ja
      musiałam udawać obojętność. Myślę,że bardzo pomogło mi zajśćie w ciąże i
      urodzenie dziecka, gdyby nie Ono, może dopadłaby mnie jakaś chwila słabości,a
      wtedy pewnie poszłoby już lawinowo. I jeszcze jedno- pół roku póżniej mój
      pierwszy ożenił sie. Po 3 msc zadzwoniła jego żona ( nie znałam jej wcześniej),
      przedstawiła się i spytała o adres naszej wspólnej znajomej, potem pociągnęła
      rozmowę tak, aby wybadać, czy utrzymuję kontakty z jej mężem. Bardzo zdziwił
      mnie ten telefon, dziewczyna była bardzo zdenerwowana, głos jej drżał. Pól roku
      póżniej dowiedziałam sie, że są już po rozwodzie- poczułam wtedy staszny
      smutek, współczucie dla tej dziewczyny ( wtedy zrozumiałam ten jej drżący głos,
      ponoc była to jej pierwsza miłość i strasznie to przeżyła)i ulgę, że to nie ja
      jastem na jej miejscu, że to nie ja jestem przyczyna tego rozwodu i że nie
      ucierpiały w tej całej sytuacji żadne dzieci. Czasem o nim myśle, ale nie
      żałuję. Wnioski wyciągnij sama, bo sama musisz podjąć jakąś konkretną decyzję.
      Im szybciej to zrobisz, tym mniej będziecie wsztyscy cierpieli.
    • sowa_hu_hu Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 10.09.03, 08:29
      dziewczyny jesteście wspaniałe! naparwde pomogłyście mi - poczułam sie lepiej
      po tym co napisałyście... to jak pierwsza wizyta u psychologa... (a tak na
      serio to wybieram sie w tym tyg.)

      czasami czuje sie lepiej... czasami gorzej... -
      • kerstink Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 10.09.03, 09:33
        Byc moze co napisze jest niesprawiedliwe w stosunku do ciebie, ale
        mam wrazenie, ze siedzisz i krecisz kciukiem i czekasz, az ktos rozwiaze twoj
        problem. I byc moze Tomek to niedlugo zrobi.
        Wez sie za jakas robote, zebys przestala myslec o tym Macku, ktory tu nic
        dobrego nie wnosi. Musisz ochlonac !
        K.
      • ehhermiona Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 10.09.03, 13:08
        sowa_hu_hu napisała:

        > dziewczyny jesteście wspaniałe! naparwde pomogłyście mi - poczułam sie lepiej
        > po tym co napisałyście... to jak pierwsza wizyta u psychologa... (a tak na
        > serio to wybieram sie w tym tyg.)
        >
        > czasami czuje sie lepiej... czasami gorzej... -
      • evee1 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 10.09.03, 14:31
        > maciek napisał do mnie....
        > że gdybyśmy zostali razem to ludzie by tego nie zaakceptowali...
        > i że chyba by go to przerosło...
        > i ze teraz jest sam i nie chce miec nikogo...
        No to chyba sprawe masz rozwiazana. Daj sobie z nim spokoj.

        > mam ogromne wyrzuty sumienia że przezemnie rozpadł sie jego związek!!!
        E tam, gdyby byl silny i dobry to by sie nie rozpadl. Pomysl sobie, ze
        to mogl byc Twoj zwiazek z nim, gdybys zostawila Tomka i wrocila do
        Macka. To moze lepiej, ze jest tak jak jest. Wez sie w garsc, omow
        sprawe z Tomkiem i pomysl o waszym dziecku, no jak szybko swojej
        sytuacji nie unormujecie, to dziecko na tym bardzo ucierpi.
      • pesteczka5 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 18.09.03, 10:17
        Sowa, co u Ciebie? Długo się nie odzywasz... Mam nadzieję, że wszystko
        dobrze...
        • sowa_hu_hu Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 19.09.03, 14:11
          jak to miło ze pytasz smile

          byłam u psychologa ale pani chyba nie bardzo sie sprawdziła-raz miała dla mnie
          czas,drugi raz nie... tak więc zadzwoniłam do prywatnego gabinetu i jestem
          umówiona na wtorek(ta psycholog jest podobno świetna)
          poza tym cóż - z tomkiem raz totalnie źle,raz wspaniale... mam nadzieje ze
          tych złych chwil będzie coraz mniej albo nie bedzie ich wcale... teraz akurat
          jesteśmy na tym dobrym etapie smile tak bardzo pragne cieszyć sie życiem,moim
          związkiem,moim synem - starm sie... ale w dniach kiedy mam kryzys jest
          strasznie - bardzo licze na te wizyty u psychologa...
          z maćkiem nie mam od 3 dni kontaktu - podczas kłótni tomek wyrzucił mi telefon
          i teraz nie mozemy go znaleźć... nawet dobrze sie z tym czuje , chociaz z
          drugiej strony zastanawiam sie czy coś do mnie napisał... ostatnio pisał takie
          rzeczy ze robiło mi sie niedobrze - zwierzał mi sie jakie to on ma pragienia
          sexualne zaznaczając przy tym ze nie związane ze mną - te opowiastki były
          zenujące - poza tym nie wiem czy czasami nie wrócił do swojej dziewczyny - ale
          o niej tez wyraza sie w tak lekceważacy sposób ze szkoda gadać...
          trudno powiedziec czy czuje sie lepiej czy nie... ak jak mówiłam są lepsze i
          gorsze dni...
          wczoraj napisałm pierwszy wiersz od bardzo długiego czasu...
          i nie był to wiersz o maćku czy dla maćka...
          był dla tomka smile

          pozdrawiam i dziękuje że o mnie myślisz
          • pesteczka5 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 19.09.03, 17:35
            Soweńko,
            kup sobie nowy telefon z nowym numeremsmile
            jesteś wspaniałą madrą babką
            trzymam kciuki za Ciebie i Twoich wspaniałych dwóch facetów:Tomka i synka
            Ciepło pozdrawiam - Kasia
            • umasumak Sowo... 19.09.03, 23:42
              Sowo... teraz dopiero przeczytałam ten wątek... tak mi przykro, że targają Tobą
              takie emocje. Ale z ostatniego postu wynika że wszystko na dobrej drodze.
              Zajmij się Marcelkiem i Tomkiem. Nie daj im cierpieć. Trzymam za Ciebie kciuki.
              I za Twoją rodzinę
          • basiabasia1 Re: nieszczęśliwa,niespełniona kobieta-to ja :( 20.09.03, 11:33
            Eh, Sowo, jak ja wiem o czym piszesz. Parę tygodni temu napisałam tutaj post o
            moich odczuciach, bardzo podobnych do Twoich. Bardzo Ci współczuję, tak jak
            współczuję sobie, choć wiem, że obie dobrowolnie się w taką sytuację
            zakałapućkałyśmy, ale fak jest taki, że cierpimy. Psychoterapia to dobry
            pomysł, bardzo mi pomogła na samym początku "odwyku" od "Jedynej Wielkiej
            Miłości" (cudzysłów jest specjalnie, bo staram się mieć do tego dystans).
            Spróbuj znienawidzić Maćka (jeśli oczywiście wybierazs Tomka), myśl tylko o
            jego złych cechach i o wszystkich świństwach, które Ci zrobił, powtarzaj sobie,
            że jest podły (bo z tego, co piszesz, to nie jest to anioł). Walcz o siebie
            wszelkimi dostępnymi sposobami i wybierz taki, który jest najskuteczniejszy dla
            Ciebie. Choć nie musi się udać od razu, ale kto powiedział, że ma być łatwo?
            Przeczytaj sobie mój post, będzie Ci lżej, że z takimi dylematami nie jesteś
            sama. Pozdrawiam. Basia.
            • pesteczka5 Re: do Basi i Sówki 20.09.03, 17:51
              basiabasia1 napisała:


              > Spróbuj znienawidzić Maćka (jeśli oczywiście wybierasz Tomka), myśl tylko o
              > jego złych cechach i o wszystkich świństwach, które Ci zrobił, powtarzaj
              sobie,
              >
              > że jest podły (bo z tego, co piszesz, to nie jest to anioł...

              Ja bym Wam, dziewczyny, odradzała załatwianie tej sprawy przez uciekanie w
              nienawiść. Nienawiść jest uczuciem gorącym i niedaleko się gnieździ od
              miłości... W ten sposób wciaż będą w Was szalały emocje i wciąż nie uda Wam się
              osiągnąć harmonii...

              Moim zdaniem trzeba dryfować w kierunku o b o j ę t n o ś c i... po drodze dać
              się początkowo deszczom łez, tsknoty za tą nieprzyjazną choć ciekawą wyspą,
              wichrom żalu... ale nie rozniecać ognia... płynąć sobie. Nie dać się szarpać
              uczuciom "ja mu pokażę, temu typowi wrednemu' itp. Ten pan jest mi obojętny,
              nie znam go więcej, niech sobie robi, co chce, z Bogiem, ożenił się? ma tuzin
              dzieci? wygrał konkurs na superfaceta wszechczasów - a niech wygrał... Przesłał
              bukiet róż... głos mu drżał w słuchawce - do widzenia, panu już dziekujemy...

              Według mnie to zdrowsza strategia. Daje spokój i otwiera na szczęście.

              Wiem co mówię, dobrze wiem...

              Zastanówcie się nad tym, proszę. Ale zróbcie, jak uważacie - to W a m ma się
              teraz ulżyć...

              Powodzenia - Kasia


              P.S. Jeszcze Wam powiem, że moja przyjaciólka rozstała się dawno temu ze swoim
              facetem, który ją głównie denerwował, i gadała o tym, jak to on ją mierzi i
              jaki jest beznadziejny, przez pięć lat. Ogniem nienawisci pałały jej oczy,
              ilekroć ten pan się pojawił w rozmowie, na zdjęciu, na wykładzie itp.
              Mnie w tym czasie udało sie z powodzeniem wyleczyć z .... tratatata.
              Oni... cóż. Pobrali się! Przeszli wiele, ich bliźniaki poszły do szkoły...
              • basiabasia1 Re: do Basi i Sówki 21.09.03, 12:57
                To rozsądna rada Pesteczko. Żeby tylko nasze pełne sprzecznych emocji serca
                chciały jej posłuchać... Ale wiesz, rozum sobie, serce sobie... Basia.
                • sowa_hu_hu Re: do Basi i Sówki 22.09.03, 08:53
                  Basiu i co u Ciebie...?
                  ja czytałam twój post juz kiedyś ale nie odpisałam ponieważ ja do udzielania
                  rad byłam najmniej powołana...
                  ja żyje jak na razie bez telefonu i przez to nie mam kontaktu z maćkiem...
                  wczoraj dowiedziałam sie że chodzi po całym mieście i opowiada jak to on
                  postawił na swoim i ze błagałam go o powrót!!! jak ja sie poczułam - coś
                  okropnego... jutro jade do psychologa...

                  pozdrawiam serdecznie
                  • basiabasia1 Re: do Basi i Sówki 22.09.03, 13:32
                    Ciągle walczę. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Czasem sobie myślę, że wszystko
                    się układa, że na tyle tematów możemy sobie z moim mężem pogadać, że jest mądry
                    i twórczy, że jest taki super dla naszej córeczki, a czasem nachodzi mnie dół,
                    że jestem beznadziejna, bo nie zostałam wybrana przez tamtego. Taka huśtawka,
                    ale chyba z czasem zaczynają się rozmywać kontury tego całego, mojego żalu, bo
                    tak naprawdę to sama sobie robię krzywdę rozstrząsając tą moją miłość. Nic już
                    z tego nie będzie, a w międzyczasie przez to zamartwianie uciekną mi najlepsze
                    lata życia. I wiesz jeszcze co? Dziecko w tej walce pomaga, ale broń Boże, nie
                    w tym sensie, że ma zastępować cały świat i całą miłość (ona nie po to się
                    urodziła, urodziła się dla siebie, a nie jako lek na nasze troski). Pomaga, bo
                    chcę być szczęśliwa dla niej, nie chcę być płaczącą i wiecznie niezadowoloną
                    matką. I tak, powolutku pewnie wyjdę z tego chaosu. Mam nadzieję, że nie za 50
                    lat wink). POzdrawiam Cię, Sowo i życzę dużo sił. Basia.
                • pesteczka5 Re: do Basi i Sówki 22.09.03, 19:09
                  basiabasia1 napisała:
                  Ale wiesz, rozum sobie, serce sobie...

                  Wiem. Pesteczka
                  • zabcia_m Re: do Basi i Sówki 23.09.03, 08:35
                    pesteczka5 napisała:

                    > basiabasia1 napisała:
                    > Ale wiesz, rozum sobie, serce sobie...
                    >
                    > Wiem. Pesteczka

                    Ja też wiem... A może mam dwa serca...
                    Zabcia (12 lat na odwyku wink)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka