Dodaj do ulubionych

Problem z teściową

08.09.03, 07:11
A problem jest taki, teściowa (teście) zabroniła mi przyjeżdzać do siebie
(zakaz wstępu) a co z dzieckiem? Jak powinnam się zachować, pozwolić pojechać
synkowi do dziadków, czy nie (synek ma dwa latka). Według mnie jest za mały,
poza tym ten zakaz. Mąż oczywiście chce żeby synek pojechał do dziadków beze
mnie, a ja sądzę że teściowa zabraniając mi jeździć odgrywa się na wnuku a
nie na mnie.
Pozdrawiam i czekam na odpowiedzi
Obserwuj wątek
    • sojanka Re: Problem z teściową 08.09.03, 07:48
      A czymże to przewiniłaś pani matce?

      Pewnie najbardziej asertywną radą byłoby puścić dziecko z ojcem. Nie wiem
      jednak czy było by mnie stać na taką asertywność.

      Zastanów się czy chcesz żeby Twoje dziecko pojechało do babci? Czy ono tego
      chce? Czy dziadkowie to ważne osoby w jego życiu, czy tylko żadko spotykani
      znajomi? Czy to ma byc wyjazd z noclegiem?

      Alternatywą jest przyjazd dziadków do was - zabranie małego na spacery, czy do
      zoo, albo pobycie z nim u was gdy Ty udasz się np. do przyjaciółki albo do
      kosmetyczki.



    • odalie Re: Problem z teściową 08.09.03, 08:12
      Hej!

      Jak ja to widzę, może zbyt radykalnie - kontakty z wnukiem? proszę bardzo,
      zapraszam do siebie!!! A pod żadnym pozorem nie pozwoliłabym na wyjazd dziecka
      beze mnie do dziadków!

      Rodziny trzeba się trzymać, rodzinę trzeba szanować, kochać i te de. A Wasza
      rodzina to Ty, Twój mężczyzna i Wasze dzieco. Niech także Twój facet to pojmie!
      Nie może być takiej chorej sytuacji, że wnuczek jest cacy a jego mama
      (najważniejsza osoba w życiu dziecka!!!) jest fuj. Albo akceptują _Was_ albo
      niech się wypchają. Sorriii za mocne słowa - ale miałam/mam neico podobnie, już
      teraz jest lepiej, ale wiem, co mówię, bo to odczułam i odchorowałam.

      A żeby nie było oskarżeń, że utrudniasz/blokujesz kontakty z
      dziadkami, "ograbiasz z czegoś dziecko i bla bla bla", proszę, czemu nie -
      zaprość ich do siebie. Ja sami nie zechcą, cóż wyjdzie szydło z worka.

      Takie pozwalanie facetowi na samodzielny wyjazd tylko z dzieckiem to rozbijanie
      Waszej małej najbliższej i najważniejszej rodzinki!!!

      ................................

      Oczywiście to mój punkt widzenia, zresztą o Waszej sytuacji wiem niewiele smile

      Trzymaj się!
    • magda2303 Re: Problem z teściową 08.09.03, 10:29
      Zgadzam się zupełnie z poprzednim postem. Wykażesz najwyższy poziom
      asertywności, jeśli nie dasz babsztylowi zakazu wstępu do waszego domu. I nic
      więcej. Nie mogę tylko pojąć, jak twój mąż może godzić się z takim stosunkiem
      rodziców do siebie i utrzymywać z nimi normalne kontakty?
    • julia03 Re: Problem z teściową 08.09.03, 10:35
      Witam
      u mnie tak nie ma ale nie lubię się z moją teściową i w życiu nie pozwliłam na
      to aby mój mąż pojechał do nich sam . Oni wiedzą że Julka jest moja i nie dam
      im jej( choć są dziadkami) Nie wiem jak u ciebie ale ja uważam że powinni
      liczyć się i ze mną. Dziecko to nie zabawka a moi tesciowie napewno bedą nią
      kręcić jak dorośnie.
      Myślę że ten pomysł,że oni powinni odwiedzić ciebie jak chcą odwiedzić dziecko
      jest super.
      Ty też jesteś rodziną a nie tylko matką ich wnuka.
      pozdrawiam
      aga
      • kag1 Re: Problem z teściową 08.09.03, 15:20
        Nie chce widzieć baba ciebie nie musi i dziecka. Ja bym nie puściła dziecka do
        ludzi którzy nie potrafią szanować mnie. Chcą zobaczyć wnuka proszę bardzo
        niech przyjadą do ciebie tylko z uśmiechem na twarzy żeby małe dziecko
        przebywało w przyjemnej atmosferze. Nie wiem jakie jest podłoże waszego
        konfliktu ale bardzo ci współczuje.
    • karolina_g_k Re: Problem z teściową 08.09.03, 18:04
      Witam!
      Moje stosunki z teściami (teściową) sa ...różne (tak to nazwijmysmile
      I do dodania do poprzednich postów mam tylko tyle że nie wyobrażam sobie żeby
      mój mąz jeżdził do nich gdyby zaistniała taka sytuacja jak u Was a już o
      dziecku to nie byłoby mowy. Niech Twój dom stoi dla nich otworem oczywiście
      jeśli zachowywac sie bedą tak jak powinni. Na razie Twój synek jeszcze nie
      bardzo sytuacje rozumie ale z czasem zacznie go dziwic czemu najważnejsza dla
      niego osoba nie jeżdzi z nim i Tatusiem do babci.
      Pozdrawiam
      Karolina i Kacper
    • mamadwojga Re: Problem z teściową 09.09.03, 11:51
      Zgadzam się z dziewczynami, szczególnie z Odalie. Nie pozwól by za Twoimi
      plecami Twoje dziecko dowiadywało się że Ty jesteś taka i owaka. Jak chcą
      widzieć wnuka niech się sami do Ciebie pofatygują. Bądź dzielna i silna.
      Pozdrawiam.
    • iwoniaw Re: Problem z teściową 09.09.03, 13:26
      Bez względu na powód niechęci teściowej do Ciebie nie sądzę, byś powinna się
      godzić na takie propozycje męża (dziwi mnie, tak jak już pisały dziewczyny, że
      on w ogóle proponuje coś takiego przy takim traktowaniu Ciebie przez jego
      rodziców)- dziecko oczywiście ma prawo znać dziadków, ale to Ty jesteś dla
      niego ważniejsza. Wasza RODZINA - znowu powtórzę za poprzedniczkami, ale
      zgadzam się w całej rozciągłości - to przede wszystkim Ty, mąż i dziecko i
      niech do wszystkich to dotrze. Powodzenia i nie daj się.
    • pyza15 Re: Problem z teściową 09.09.03, 14:20
      Zgadzam się z Wami dziewczyny, mam dokładnie takie same odczucia, najchętniej
      nie pozwoliłabym na wyjazd synkowi, gdyż teście bardzo mnie zranili.
      Wczoraj mówiłam synkowi, czy pojechałby bez mamy do babci, tylko z tatą, a mama
      przyjechałaby później, ochoczo odpowiedział tak, nawet już opowiedział niani,
      że jedzie do babci, a mama zostaje w domu. Sądzę jednak że nie do końca rozumie
      całą tę sytuację, nie wie przecież co to znaczy zasypiać bez mamy, bo ja zawsze
      byłam z nim. Wiem też że bardzo tęskni za dziadkami, często ich wspomina, i
      bardzo teskni, zresztą dziadkowie bardzo go kochają, nie zrobią mu krzywdy,
      chociaż poniekąd taką krzywdę mu wyrządzają.
      Moja sytuacja faktycznie jest dość trudna, mam przeciwko sobie także męża, w
      zasadzie jesteśmy o krok od rozwodu, co w zasadzie tłumaczy jego zachowanie.
      Teście nigdy mnie nie zaakceptowali, chociaż nie zrobiłam nic złego mężowi, mam
      wyłącznie inne poglądy na życie, niż oni. Te poglądy mężowi nie przeszkadzały,
      ale teściom a jakże, a ciosem dla nich była odmowa opieki nad synkiem,
      zdecydowałam się na nianię. Nie żałuję tego, nigdy nie żałowałam, lecz od tej
      chwili problemy zaczęły narastać.
      Nie chcę by nasze wzajemne stosunki źle odbiły się na dziecku, jeżeli jednak
      się zgodzę, to będę musiała zgodzić się także na święta itd.
      A jeżeli się nie zgodzę, wywoła to ogromną awanturę, a ja już nie mam siły na
      słuchanie krzyków. Inna sprawa, ja się nie zgodzę, to mąż także nie pozwoli
      jechać mi do moich rodziców, nawet nie musi dawać zgody, wystarcza że nie da
      samochodu, który jest jego (zarabiał więcej więc udział mój w sfinansowaniu
      zakupu jest znikomy) Głupota, ale tak właśnie wyglądają nasze stosunki.
      Pozdrawiam i czekam na dalsze opinie
      • julia03 Re: Problem z teściową 09.09.03, 23:31
        Głowa do góry bedzie dobrze.
        Ja jestem dziś po wizycie teściów. Chodzimy z mężem na basen i ta krowa
        niestety musiała na godzinę posiedzieć z małą. No u mnie jest trochę lepiej bo
        mąż stoi za mną. Jednak myślę że nie powinnaś im się podawać. Muszą liczyć się
        z tobą czy chcą czy nie bo jestes matką ich wnuka.
        Mam nadzieję że jakoś sie u ciebie ułoży i może twój mąż bedzie bardziej po
        twojej stronie.
        Zycze dużo wytrwałości i sił.
        Pozdrawiam
        aga
        • marta_i3 Re: Problem z teściową 10.09.03, 14:02
          Skoro Ci ta jak się wyraziłaś "krowa" nie odpowiada to trzeba było zrezygnować
          z basenu i samej posiedzieć z córką.
          A jeżeli Twoja teściowa jest krową to kim jest Twój mąż?
          Zniesmaczona Marta
    • miola Re: Problem z teściową 09.09.03, 14:36
      Taka refleksja na mnie przyszła, po przeczytaniu tego postu w szczególe, ale
      wielu z tego forum w ogóle. Nie chcę nikogo oceniac, broń Boże, ale może
      skłonić do pewnych przemysleń. Otóż: po pierwsze, zakładam, że teściowa mieszka
      w pewnej odległości, więc pewnie dużo łatwiej jest zachować poprawne stosunki
      niż mieszkajac np. razem. Pytanie gdzie zabrakło dobrych chęci, kto nie
      przymknął oka i ucha, że doszło do takiego zakazu? Są ludzie po prostu źli, ale
      częściej jest tak, że wina lezy po obu stronach. Warto się nad tym zastanowic,
      czy jest się w 100% w porządku, czy zrobiło się wszystko, żeby było OK. Po
      drugie teściowa to matka mojego męża (niemęża), więc: nie jest osobą obcą, jest
      mu pewnie przykro, jeżeli słucha na jej temat niezbyt pochlebnych rzeczy (nawet
      jeżeli się z nimi zgadza - wczuć się w taką sytuację bardzo łatwo, ze swoimi
      mamami też nie raz jest trudno, ale jak ktoś inny coś powie, to boli, prawda?)
      Po trzecie granie dzieckiem w sytuacjach konfliktowych jest okrucieństwem w
      stosunku to dziecka, nie ważne z kim ten konflikt, a uważne czytelniczki
      Dziecka, jakich tu chyba nie brakuje, powinny wiedzieć jaka jest rola babć i
      dziadków w życiu dziecka i że nie jest to byle co. Po czwarte, chociaż rodziny
      się "zmniejszają" to nadal dziadkowie do nich należą (kiedyś również brat
      tesciowej ciotecznej siostry matki)!!!!!!!!! Czy moje poprzedniczki nie
      zaliczają do grona rodziny tylko teściowych czy swoje mamy również? Proszę o
      odpowiedź. I na koniec - czy pusciłabyś swoje dwuletnie dziecko z mężem do jego
      rodziców, gdyby nie było konfliktu z teściową, a potrzebowałabyś dwóch dni na
      przygotowanie się do egzaminu? Czy sama pojechałabyś z nim do swoich rodziców
      na tę samą odległość? Pomyślcie dziewczyny, jakie wzorce przekazujecie swoim
      dzieciom, które kochacie i chcecie wychować na miłych, otwartych i
      TOLERANCYJNYCH ludzi.Pozdrawiam. Synowa z 10 letnim stażem, w zgodzie z
      teściową i pogodzona z jej charakterem wink
      • odalie Re: Problem z teściową 09.09.03, 18:22
        Hej!

        Jako autorka jednego z postów powyżej poczułam się wywołana do tablicy smile

        > Pytanie gdzie zabrakło dobrych chęci, kto nie
        > przymknął oka i ucha, że doszło do takiego zakazu?

        Nie mogę się wypowiadać za autorkę postu "Problem z teściową". Miałam i mam w
        pewnym sensie podobną sytuację. Gdy oczekiwałam dziecka, jako narzeczona/żona
        mego faceta byłam zmuszona na przykład czekać na klatce schodowej bloku w
        którym mieszkali jego dziadkowie, aż on skończy odwiedziny, bo jego babka mnie
        nie tolerowała. Obecnie oboje z facetem nie mamy już długo kontaktu z teściem,
        bo sobie teść tego nie życzy. I te de. Więc coś o tym wiem, wiem jak
        to "smakuje".

        > Warto się nad tym zastanowic,
        > czy jest się w 100% w porządku, czy zrobiło się wszystko, żeby było OK.

        Wypowiem się za siebie. Ja byłam odrzucona dla zasady, z założenia, ot tak. Nie
        musiałam nic _robić_, wystarczy że byłam (nooo, byłam starsza, byłam w ciąży,
        byłam brzydka, byłam alergiczką, byłam biedna i tak dalej). Tak, tak, nie raz
        się zastanawiałam... i wychodziło mi na to, że to ja chciałam i byłam miła,
        otwierałam się, próbowałam zrozumieć. Wychodziłam z założenia, że rodzina
        faceta ma być moją rodziną, ze z każdym można się polubić. Ale oni mieli i mają
        inną koncepcję - że ja zawsze pozostanę obca, że nie mam tam czego szukać. Nie
        udało im się mnie poznać, ale można mnie troszeczkę poustawiać, czemu nie, a na
        deser mego faceta potraktować jak dzieciucha, bo nie chodzi w garniturze i
        nadal ma długie włosy. Ot i co.

        Na rzęsach już nie będę stawać, żeby tylko ich ugłaskać. A stawałam. Próbowałam
        mimo wszystko przez długi czas, mimo upokorzeń, pogardy, szyderstwa,
        konktretnego szkodzenia. Ale to się obraca w niwecz, a mnie zbyt dużo kosztuje.
        Nawet mój facet, syn/wnuk już sobie odpuścił... I to bez mojego gadania, wbrew
        pozorom. Sam widzi, sam czuje. Powoli wychodzi na to, że rzeczywiście tamci
        ludzie naszą (nawet jego) rodziną nie są.

        > Po trzecie granie dzieckiem w sytuacjach konfliktowych jest okrucieństwem w
        > stosunku to dziecka, nie ważne z kim ten konflikt, a uważne czytelniczki
        > Dziecka, jakich tu chyba nie brakuje, powinny wiedzieć jaka jest rola babć i
        > dziadków w życiu dziecka i że nie jest to byle co.

        To powiedz mi i nie tylko mi, jak wyjaśnisz maluszkowi czemu w domu babci nie
        istnieje pojęcie jego mamusi (bo chyba mama to tam temat tabu)? Czemu mamusi
        nie wolno tam bywać? Czemu jego ukochana mamusia jest taka niedobra, że
        ukochana babcia jej nienawidzi?

        I kto tu gra dzieckiem...

        > Po czwarte, chociaż rodziny
        > się "zmniejszają" to nadal dziadkowie do nich należą (kiedyś również brat
        > tesciowej ciotecznej siostry matki)!!!!!!!!! Czy moje poprzedniczki nie
        > zaliczają do grona rodziny tylko teściowych czy swoje mamy również? Proszę o
        > odpowiedź.

        Ta odpowiedź zahaczy i o "rolę dziadków". Właśnie - dziadków. Kochających,
        ciepłych, rozumnych. A nie ludzi, tak usilnie oddzielających się,
        nienawidzących, szkodzących, szykanujących mamę, oszukujących tatę, po prostu
        obcych.

        Tak, moja mama to babcia mojej córeczki. I nie tylko dlatego, że moja mama! Bo
        się zachowuje jak babcia, bo scala naszą małą rodzinkę a nie rozwala, nie
        wchodzi między nas tylko nas jednoczy!!!

        Bo moi rodzice akceptują dziwactwa mojego faceta, moje fanaberie, a jeśli już
        coś zazgrzyta, to potrafią porozmawiać jak równy z równym! Nie ściemniają, nie
        robią naszym kosztem przekrętów z nieruchomosciami i te de, i te de.

        Może zrozumiesz różnicę na przykładzie: moja córka pierwszy raz w przedszkolu.
        My to przeżywamy i dziecko też. Moja mama czyli jej babcia dzwoni i interesuje
        się, chwali za dzielność, pyta o koleżanki - już pierwszego dnia. Zresztą
        przygotowania były też jej udziałem (np. szyła taki wieszak na drobiazgi do
        szatni). Dziecko radosne, papla do telefonu, szczęśliwe że babcia doceniła. A
        telefon od teściowej dopiero po tygodniu, i to tylko przy okazji oznajmienia
        nam pewnej bardzo dla nas niemiłej kwestii, w takiej godzinie, że z dzieckiem
        nie porozmawiasz. Powiesz, że to pierdółki, albo że kobieta zapracowana...?
        Sorriii, na _swoje_ potrzeby ta kobieta ma zawsze czas... uwierz. A pierwsze
        przedszkole to chyba nie aż taka pierdółka.

        > I na koniec - czy pusciłabyś swoje dwuletnie dziecko z mężem do jego
        >
        > rodziców, gdyby nie było konfliktu z teściową, a potrzebowałabyś dwóch dni na
        > przygotowanie się do egzaminu? Czy sama pojechałabyś z nim do swoich rodziców
        > na tę samą odległość?

        Właśnie w tym rzecz!!! Co innego bycie rodziną - baaardzo fajna sparwa i bardzo
        pożądana! - na dobrych, może nie idealnych ale przynajmniej dobrych warunkach,
        a co innego pozwalanie na rozbijanie, antagonizowanie najbliższych bliskich!

        W podanych przez Ciebie przykładach mogłabym dzwonić do córeczki, mogłabym ją
        tam zawieźć/przywieść, czułabym się pewnie i moje dziecko też!!! To chyba się
        różnie od wstydliwego, smutnego powierzenia dziacka na zasadzie: "no, mnie tam
        nie wolno!"?

        > Pomyślcie dziewczyny, jakie wzorce przekazujecie swoim
        > dzieciom, które kochacie i chcecie wychować na miłych, otwartych i
        > TOLERANCYJNYCH ludzi.

        Jeśli nadal nie widzisz o co chodzi, to szkoda, chyba nie zobaczysz.

        Tolerancja - cóż to za nadużywane słowo. Nie można tolerować zła, takie jest
        moje założenie.

        Wzorzec dla mojej córeczki (powiem o sobie) jest taki - tata nie pozwoli już
        skrzywdzić mamy - musimy trzymać się razem! Babcia-mama mamy i dziadek-tata
        mamy kochają nas wszystkich, kochają ciebie i są dla nas dobrzy. A inni
        dziadkowie? Cóż, mają prawo mieć odmienne zdanie. Tak już jest. Nie wszyscy na
        świecie są mili, szczerzy i kochający.

        Dlaczego w konflikcie synowa-teściwa to synowa ma się kajać i ustępować? Z
        racji szacunku dla starszych? No, można i tak - ale tylko, jeśli rzeczywiście
        jest co szanować.

        I wiesz co? Zaskoczę Cię może, ale co do uczenia tolerancji, szacunku i te de
        to chyba lepiej będzie w naszym konktretnym wypadku, aby moje dziecko nie
        obserwowało zachowań w rodzinie męża, takich w rodzaju okazywania wzgardy i
        pomiatania starszą osobą "na wycugu" (starszy=zależny=nieważny). Akurat u moich
        rodziców starszych ludzi się szanuje, czego nie można powiedzić o rodzinie
        męża. (To już widać po zachowaniu ich nastolatki - w pewnym momencie jak
        dziewczyna zaczęła kopiować postawę matki wobec babki, oj zrobiło się niemiło a
        wręcz chamsko, trochę się utemperowała - co nie znaczy, że teściowa swoją mamę
        nadal traktuje "z buta".) Więc jeśli chodzi o wzorce, to cóż, lepiej nam omijać
        tamtą rodzinę - czego też sobie pewne jej gałęzie już wyraźnie zażyczyły
        zresztą.

        > Pozdrawiam. Synowa z 10 letnim stażem, w zgodzie z
        > teściową i pogodzona z jej charakterem wink

        Pozdrawiam, synowa ze stażem siedmioletnim, pogodzona z charakterami osób z
        rodziny faceta, ale niekoniecznie chętna tracić zdrowie i dobry nastrój podczas
        przymusowych wizyt smile
        • mumin_ek Re: Problem z teściową 09.09.03, 19:55
          Czesc,
          Dolacze sie do dyskusji. Dziewczyny, nie wiem, skad u Was tak czesty najazd na
          inne majace problemy z tesciami? Pyza moim zdaniem wykazuje sie daleko
          posunieta tolerancja ze pozwala synkowi jechac do babci, ktora nie toleruje
          jego mamy. Ja bym nie pozwolila. Nie i juz! Bo nie rozumiem jak mozna kochac
          dziecko i nienawidzic jego matki, dokuczac jej, szykanowac ja itd. W koncu to
          wybranka syna, chociazby ze wzgledu na niego nalezy ja traktowac godnie. Poza
          tym dzieci sa doskonalymi obserwatorami i babka szykanujaca matke nie zdobedzie
          uznania w oczach wnuka. Dziecko zawsze bedzie po stronie rodzicow (tylko nie
          zaczynajmy tematu patologii).

          Pyza, to Twoja decyzja, buntowac Cie nie chce. Ale sie nie daj. Raz, drugi
          ustapisz i nawet sie nie obejrzysz a wejda Ci na glowe. Nie pozwol Was
          rozdzielic - bo tym mi taka wizyta pachnie. Nie wiesz, co tam czeka Twojego
          synka, co mu beda opowiadac, a moze babka swoim stosunkiem do Ciebie go
          wystraszy? Glupi tekst 'mama jest zajeta i nie przyjechala' moze zaburzyc jego
          poczucie bezpieczenstwa i zaufanie. To jest delikatny tekst, slyszalam o duzo
          gorszych. I kto go wtedy utuli? A tak wogole to nie jest on za maly na wizyty
          bez Ciebie?

          Wystraszylam sie, ze sa tacy ludzie jak Twoi tescie. Serdecznie wspolczuje.
          Trzymam kciuki,
          Kaska
          • buba13 Re: Problem z teściową 10.09.03, 00:08
            ja bym bardzo chciala znalezc sie w sytuacji, w ktorej moge powiedziec, ze
            rodzina mojego Meza to moja rodzina. niestety nigdy tak nie bylo, i biorac pod
            uwage ze sytuacja ciagnie sie lat 10, wydaje sie ze juz tak zostanie.

            nie krytykuje i nie oceniam relacji innych ludzi z rodzicami/tesciami, poniewaz
            przekonalam sie, ze dobre checi, puszczanie imo uszu, proby rozmowy moga do
            niczego nie doprowadzic. zgadzam sie, ze w wiekszosci przypadkow wina lezy po
            obu stronach, tyko jak ja rozdzielac: zawsze 50 - 50, a co kiedy jest 90 - 10?
            stosunki miedzy ludzmi powinny opierac sie na obustronnym szacunku, ale coz,
            niektorzy takiego podejscia nie rozumieja i nie zrozumieja.


        • miola Re: Problem z teściową - do Odalie 10.09.03, 13:08
          Właśnie to mnie tak rusza: nienawiść. Każde zdanie Twojego postu zieje
          nienawiścią: do teściów (być może masz powody)i do mnie, bo ośmieliłam sie mieć
          inne zdanie niż większość tutaj. I w atmosferze takiej nienawiści wychowujecie
          swoje dzieci - niektórzy z nich zostają potem uczniami słynnego toruńskiego
          technikum... Wiele rzeczy minęło bezpowrotnie, niektóre dobrze, że ich nie ma
          inne źle. Na pewno dobrze, ze pojęcie staropanieństwa, panny z dzieckiem już
          nie funkcjonuje. Nie trzeba więc łapać, a potem trzymać się byle kogo, z byle
          jakiej rodziny. Jeżeli ma się dobre wzorce z własnego domu rodzinnego, to chyba
          łatwiej wypracowac sobie pewne wymagania i standardy, których potem tylko się
          trzymać. Przestawiłam swoje ogólne wrażenie, bo wiem że życie przynosi
          sytuacje, które nie są do opanowania, ale nie tak często jak się wydaje.
          Częściej brakuje dobrej woli i lubimy być takie nieszczęśliwe...Nie będę
          odnosiła się do konktretnych przykładów z twojego postu bo nie warto. Żyj sobie
          z tą swoją nienawiścią, skoro jest Ci z tym dobrze. Współczuję.
          • odalie do sympatycznej przedmówczyni 10.09.03, 16:10
            Hej!

            Co do "ziania nienawiścią" - chyba pora spojrzeć w lusterko, co?

            Nadinterpretujesz mój post i wyraźnie mylisz pojęcia. Skoro jesteś taką
            tolerancyjną, miłą osobą, to czemu na mnie tak wsiadasz? Bycie miłą przecież
            zobowiązuje.

            Jeśli byś przejrzała moje poprzednie posty na tym forum, znalazłabyś w nich
            konkretne fakty dotyczące bardzo konkretnych nieprzyjemności, jakich ja, ale
            także mój mąż, doświadczyliśmy od pewnych członków jego rodziny. Nie będę się
            przed Tobą tłumaczyć, bo Ciebie zresztą najwyraźniej fakty nie przekonują (jak
            przedstawiona przeze mnie różnica w zachowaniu obu babć - rzutująca na to,
            która jest najukochańszą babcią naszej cóerczki a która tylko teściową). Nie
            były to rzeczy - powiem tylko - typu krzywe spojrzenia, a bardzo niefajne i z
            grubej rury szkodliwe zachowania, jak np. prawne utrudnianie zawarcia związku
            małżeńskiego (i nie tylko).

            Wybrałam sobie partnera - nie było to wykalkulowane małżeństwo z rozsądku, więc
            nie dobierałam sobie partnera akurat pod kątem jego krewnych - a z jego
            krewnymi chciałam żyć w zgodzie i przyjaźni. Jak napisałam powyżej (więc proszę
            uważnie to przeczytać) niektórzy członkowie jego rodziny w bardzo nieprzyjemny
            sposób odrzucali, i to wielokrotnie, moje próby nawiązania przyjacielskich
            kontaktów, a co gorsza w jawny sposób nam szkodzili. Dlatego nie widzimy -
            oboje z moim mężem - powodów, dla których mamy się podporządkowywać i
            dopasowywać do wydumanych (niejasnych zresztą i zmiennych) zachcianek
            niektórych członków dalszej rodziny - po prostu.

            Z mojego doświadczenia widzę, że można starać się naprawić relacje z wrogimi
            krewnymi - ale do pewnej granicy. W pewnym momencie należy zastanowić się, czy
            warto nabierać wody sitem i po raz kolejny wyciągać na zgodę dłoń, która jest
            odtrącana.

            W naszym przypadku oprócz spraw jednak dość ulotnych (typu niechęć teściowej do
            naszego stylu życia, wizerunku i te de) dochodzą niestety sprawy spadkowo-
            finansowe oraz zawikłania związane z rekomponowanymi związkami. Tu my, ja i mój
            mąż, jesteśmy otwarci... ale tamta strona dba o swoje interesy, ma swoje
            priorytety i wychodzi na to, że musi trzymać się swej barykady, bo pogodzenie,
            ustąpienie oznaczałoby także uszczerbek finansowy (uregulowania dawnych
            zobowiązań). Nie mnie to oceniać, w sumie to bardzo ludzkie - ale nie muszę
            tego pochwalać. I nie pochwalam. Ale jak widać, też na forum nie wysyłam
            postów "na teściów" co dzień. Był wątek Pyzy, dołączyłam się. Ot i tyle.

            .......................

            Miłego dnia smile))))



    • ania_rosa Re: Problem z teściową 10.09.03, 01:15
      Hej
      Ja nie mam takich problemów z teściową (teśc nie żyje) i ogólnie nie moge na
      Nią narzekać- irytują mnie pierdoły, ale w kwestiach stara się byc w porządku.
      Natomiast mam doświadczenie w innej kwestii to jest puszczania dziecka do
      dziadków ( z ojcem).
      Był czas, kiedy bylismy z męzem w przededniu rozwodu- generalnie były małe
      szanse, że wszystko skończy się polubownie, a hałas związany z
      naszym "rozchodzeniem się" dotarł do całej rodziny. Wtedy mój mąż postanowił
      jechać do matki (350 km) razem z synkiem. Oczywiste było, że ja nie pojadę
      (wiadomo czemu), natomiast zastanawiałam się, czy Kuba powinien jechac tylko z
      ojcem. KUba miał wtedy niecałe dwa lata, był przyzwyczajony do zostawania z
      innymi osobami (jego tata, moja mama, czasem moja siostra), teoretycznie więc
      nie było problemu. Teściowa zawsze dobrze opiekowała się naszym dzieckiem.
      Poczatkowo odmówiłam ( z powodów, które podała autorka któregos postu- czyli
      bardziej mojej niechęci do męza i jego rodziny), potem się zgodziłam- i Kuba
      pojechał.
      Do czego zmierzam? Potem było wiele sytuacji, kiedy naprawdę nie chciałam
      dziecka puścić i to nie z pobudek złośliwo- egoistycznych (np. miałam
      wątpliwości co do opieki męza, który nie zajmował się dzieckiem i opiekę
      pozostawiał swojej matce, starszej i schorowanej kobiecie), ale zawsze- jako
      koronny argument- był wyciągany ten "pierwszy raz". Jesli teraz ustąpisz to
      potem- a nie wiadomo, jak się sytuacja między Tobą a Twoim męzem rozwinie, może
      byc naprawdę róznie- wszyscy będa od Ciebie oczekiwac konsekwencji wobec tej
      decyzji. Na Twoim miejscu BARDZO DOBRZE bym to sobie przemyślała, ponieważ
      sprawa nie rozbija się o ten jeden wyjazd, ale o wszystkie potencjalne wyjazdy.
      Z pewnością wkrótce się o tym przekonasz. Jeżeli myślisz, że teraz się
      zgodzisz, a za dwa miesiące to niekoniecznie- to niestety możesz być w błędzie.
      W takich sytuacjach nalezy ustalić bardzo precyzyjne i przejrzyste zasady: albo
      wóz, albo przewóz. Weź pod uwagę, że Twoja małżeńska sytuacja nie jest
      najlepsza, co powoduje że decyzja na "tak" jest jeszcze bardziej ryzykowna.
      Jakie mogą być konsekwencje takiej decyzji? Odpowiem Ci na własnym przykładzie.
      Może być na przykład tak, że ojciec dziecka będzie chciał je zabrać gdzies
      wyłacznie ze sobą (jesli się rozstaniecie będzie to bardzo prawdopodobne). Jako
      matka małego dziecka masz podstawowy argument w ręku: jest za małe i potrzebuje
      matki. W tym przypadku go utracisz (juz raz puściłaś dziecko i zaufałaś męzowi,
      dlaczego tym razem zmieniasz zdanie?). Inna możliwośc to dalszy rozwój
      sytuacji na linii : antagonizmy teściów wobec Ciebie. Moze być tak, że zaczną
      zachowywać sie naprawdę źle wobec Ciebie i nie będziesz chciała pusczczać tam
      więcej dziecka (ale dlaczego? Juz raz puściłaś i dziadkowie się nim wspaniale
      zajęli). trzeci przykład: twój mąz zaczyna olewać "tacierzyństwo" i czas
      spędzony u rodziców poświęca na znajomych, knajpy etc. zostawiajac dziecko
      dziadkom. nawet jesli coś się wydarzy złego i tak się o tym nie dowiesz (Twój
      mąz się nie podłoży, a teściowie Ci tego nie przekażą). Aha, mnie raz
      powiedziano (mąż) kiedy nie zgadzałam się na zostawienie dziecka u teściowej na
      dwa tygodnie wakacji, że "nie zawsze tak mi zależało na dobru dziecka" a także
      ( to tekst szwagierki) "kiedy w grę wchodził samotny weekend to chętnie oddałaś
      Kubę"- oto jak nasze intencje mogą zostać wykorzystane przeciwko nam.
      Najrozsądniejsze wydaje mi się zaproszenie dziadków do Was. Będziesz mieć
      możliwość kontroli.
      Rosa
    • pyza15 Re: Problem z teściową 10.09.03, 08:05
      Tak jak wcześniej pisałam, nie czuję się winna tej sytuacji. Problem rozpoczął
      się, gdy to nie teściowa zaczęła bawić wnuka, a niania. I moja prośba o pomoc,
      o reakcję na zachowanie mojego męża, a jej syna. Jednym słowem, mąż zaczął
      znęcać się nade mną (fizycznie i psychicznie), nie zasłużyłam sobie na to,
      aczkolwiek popełniłam błąd, który mógł wyprowadzić go z równowagi (źle
      zainwestowałam pieniądze, w ostatecznym rozrachunku straciliśmy mało). I tu
      szukałam pomocy, której nie znalazłam. Dodam, że wtedy byłam w ciąży,
      atmosfera była bardzo nerwowa (delikatnie mówiąc). Wówczas życia nie znałam,
      gdybym bowiem je znała nie zwróciłabym się o pomoc do teściowej (w końcu źle
      mówiłam o jej ukochanym synu), moja prośba o pomoc obróciła się przeciwko mnie
      (jestem sobie winna, bo nie gotuję, nie piorę itd). I zaczęły się rozgrywki, aż
      do zakazu wstępu do ich domu.
      Gdy tak sobie analizuję, to w zasadzie mój mąż nie powinien mieć prawa wstępu
      do domu swoich teściów (czyli moich rodziców). Wyrzucił moją mamę, gdy była u
      nas z wizytą, także moją siostrę, i co najistotniejsze znęcał się nad ich
      córką. Nigdy jednak moja mama nawet nie wspomniała, że jej zięciu nie ma prawa
      przyjeżdżać.
      Czemu więc jeszcze jestem z mężem, ciężko jest się rozwieść, nie sądziłam, że
      może to być tak trudna decyzja. Poza tym względy finansowe, chyba nigdy nie
      odłożę sobie na własne M, znowu zdrożały.
      I co jeszcze mnie bardzo boli, otóż moi teście którzy tak kochają dzieci, i
      swojego wnuka, zmusili pewną dziewczynę do aborcji, tzn nie zmusili, lecz nie
      pomogli, co gorsza rzucali na niej błoto, że jest z burdelu, z jakiego ona jest
      domu. Teraz takie uwagi, tj na temat mojej rodziny, skutecznie kierują do mnie.
      Problem mam jednak nadal nie rozwiązany, dopiero w poniedziałek idę do
      psychologa, może podpowie mi gdzie ja popełniłam błąd. Poza tym będę mogła
      liczyć na pomoc prawną, która z pewnością okaże się niezdbędna w razie
      ewentualnego rozwodu. Dodam tylko, iż teście, mimo że nadal jesteśmy
      małżeństwem, już dokonali podziału majątku, tzn ja nic, a mąż wszystko,
      paranoja.
      To są jednak moje urazy, i wiem że nie powinny rzutować na relacje dziadków z
      wnukiem. Jestem też przekonana, że mogą mówić na mnie złe rzeczy do synka.
      Pozdrawiam
      • sojanka Re: Problem z teściową 10.09.03, 12:10
        Pyzulka, problem nie jest z teściową tylko z Twoim mężem. Po przeczytaniu
        Twojego posta wydaje mi się, że musisz wziąć się w garść i zawalczyć o sibie.

        Nie pozwól się poniżać, nie daj się nad sobą znęcać. A dziadkom zrób
        kwarantanne, do póki wszystkiego nie ułożysz po SWOJEMU niech się odczepią.
    • karolina_g_k Re: Problem z teściową 10.09.03, 11:47
      Bardzo Ci spółczuję naprawdę!
      Ale wydaje mi sie ze na Twoim miejscu nie zastanawiałabym sie nad ewentualnym
      rozwodem. Mąż znecający sie nad ciężarną żoną, nad małą dziewczynka z jej
      rodziny, mąż wyrzucający matkę i siostrę żony? To nie rokuje dobrze na
      przyszłość sad
      Nie wierzę w cudowne przemiany. Jeśli już się tak zachowywał to bedzie to
      robił dalej. Pomyśl jaki to bedzie przykład dla synka...I miej na wzgledzie to
      że dzieci powielaja nie tylko dobre zachowania swoich rodzicówsad
      Naprawde lepiej żebyś wychowywała go sama niz żeby dorastał w patologii.
      Na początku może nie byc Ci łatwo finansowo, ale jesli masz sie do kogo
      zwrócic o pomoc (mama, siostra) to napewno wszystko sie ułozy (pamietaj ze sa
      alimenty).
      I jeszcze jeśli jesteś pewna że teściowie bedą karmić synka złymi słowami na
      Twój temat to pod żadnym pozorem go tam nie wysyłaj bo okupi to wielkim
      stresem i cierpieniem.
      Pozdrawiam serdecznie
      Karolina
    • kerstink Re: Problem z teściową 10.09.03, 13:46
      Boze, dziewczyny, gdzie i w jakim wieku zyjemy !
      Owszem, napewno nie latwa ta decycja o rozwod, bo jest
      dziecko. Ale facet, ktory uwaza, ze to jego samochod, bo
      wiecej zarabia !!??!!
      A kobieta zajdzie w ciaze, nosi ciaze narazajac sie na
      rozne dolegliwosci i wyczerpujac swoje cialo. Potem rodzi
      i naraza sie na rozne powiklania. Potem jest ciagle
      zmeczona pobudkami i monotonia pierwszych
      tygodni/miesiecy. Naraza sie na strate pracy. A maz
      owszem, ma duzo czasu by wiecej zarobic. Z takim
      mezczyzna o takich pogladach po prostu bym nie
      wytrzymala. I jak najszybciej bym odeszla. Lata leca i
      coraz mniejsza szansa na poznanie kogos rozsadnego.
    • monika.zdz Re: Problem z teściową 10.09.03, 16:36
      A,dlaczego ten zakaz? Według mnie we troje powinniście zbojkotować teściów.
      Chyba ,że jakaś duża wina nad tobą ciąży ? Oni nie mają prawa tak dzielić
      twojej rodziny,a najwidoczniej chcą to zrobić-rozbić ją. Najlepiej by
      było ,gdyby twój mąż jednak zachował lojalność z tobą ,a nie z rodzicami.
      Jeżeli trzeba wybierać i własni rodzice przed tym wyborem dziecko stawiają -
      powinni zostać tak potraktowani. Na rodzicach świat się nie kończy tylko
      ewentualnie zaczyna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka