czy 19letnia dziewczyna ma 'prawo' spuścić wpierdziel agresywnemu 14latkowi,
działając w obronie swojego młodszego brata...?
są u nas na osiedlu dwa rodzeństwa - 19letnia Ania z 12letnim bratem Adasiem
(chłopiec jest bardzo cichy, spokojny, troszkę zamknięty w sobie i drobniutki)
oraz dwóch rozbójników - 14letni Krzysiu i 4letni Wiktorek. odkąd pamiętam, ci
dwaj toczą boje ze wszystkimi użytkownikami każdego placu zabaw, ale
szczególnie upodobali sobie ten 'nasz'. młodszego - Wiktora - pilnują w
piaskownicy albo na huśtawkach, drabinkach inne mamy czy babcie i chłopczyk
jest w stanie uspokoić się, wyciszyć i dogadać z pozostałymi dziećmi, ale jego
starszy brat sieje zamęt i spustoszenie praktycznie bezkarnie... bije swoich
rówieśników, młodsze dzieci, popycha, zaczepia, pluje, krzyczy, przeklina i
pyskuje do każdego, kto 'ośmieli się' zwrócić mu uwagę... od niedawna niszczy
zabawki - połamał kilka wiaderek w piaskownicy, urwał wstążeczki od kierownicy
rowerka jakiejś dziewczynki...
z tego, co wiem, ojciec chłopców - rozbójników cały czas jest 'poza domem'
albo 'w pracy', a matka to mała, drobna kobiecinka, która porusza się z jedną
albo dwiema kulami. czasami wyjrzy przez okno, wyjdzie do sklepu albo wyrzucić
śmieci, czasami zawoła któregoś syna... i tyle, na tym kończy się jej rola.
Wiktorek nie chodzi do przedszkola, Krzysiu uczęszczał do jednej podstawówki z
Trzynastolatkiem z mojej rodziny, a teraz powinien kończyć pierwszą klasę
gimnazjum - niestety, rejonowe gimnazjum nie przyjęło chłopca ze względu na
oceny i zachowanie, i Krzysiu musiał zostać na drugi rok w 6 klasie... - tyle
udało mi się dowiedzieć.
kilka dni temu na placu zabaw wywiązała się sprzeczka, a później bójka.
agresor Krzysiu zaczepiał tego 12letniego, spokojnego Adama, który z dwoma
kolegami grał w ping-ponga na stole. popychał go (Adama, nie stół), zabierał
piłeczkę i paletki, straszył, opluł w końcu, aż wreszcie wystartował do niego
z łapskami. kilkaset metrów dalej siedziała Ania - siostra Adama - ze swoimi
znajomymi, i kiedy zobaczyła, że chłopcy się szarpią, przyszła na pomoc bratu.
Krzysiu nie zareagował na ostrzeżenie, uderzył Adasia, a kiedy Ania złapała go
za rękę - kopnął ją i wyzwał od najgorszych... później rzucił się od nowa na
Adama. dziewczyna nie wytrzymała i zlała Krzyśka gdzie i jak popadnie,
ostrzegając, że lepiej ma się trzymać od jej brata z daleka...
nikt na placu zabaw nie był oburzony ani zdziwiony zachowaniem dziewczyny,
wszyscy uważali, że chłopcu się należy - tylko, dlaczego nikt nie reagował
wcześniej na to, co robi Krzysiu?
chłopak od tamtej pory nie pokazał się na podwórku, do piaskownicy wychodzi
tylko 4letni Wiktorek. jest pod opieką obcych kobiet, które później
odprowadzają go do domu...
zastanawiam się nad pytaniem, które zadałam na początku postu - Ania miała
prawo oddać Krzyśkowi to, co Krzysiek dał jej bratu, czy powinna spokojnie i
cierpliwie tłumaczyć mu, że bić nie wolno, i nakazać bawić się grzecznie, albo
odprowadzić małego agresora do matki...?
na miejscu Ani postąpiłabym tak samo...