Chyba jest coś w tym powiedzeniu.
Jestem osobą bardzo szczerą,zazwyczaj walę prosto z mostu i nie przejmuję się tym jak ktoś zareaguje na moje słowa.
Urażę,nie urażę-mówię to co myślę i tyle.
Jest krąg(kręg?) ludzi który się ode mnie odseparował,ponieważ nie mógł znieść krytyki.
Są znajomi którzy twierdzą,że gdyby na świecie było więcej ludzi takich jak ja,to byłby on piękniejszy.
Są przyjaciele(aż2

),którzy się do mnie przyzwyczaili i jesteśmy razem na dobre i złe.
I teraz pytanie-warto tak walić prosto z mostu?
Niedługo idę do pracy i na studia(w szkole średniej byłam znienawidzona przez połowę nauczycieli,ponieważ podważałam ich zdanie.Mimo to miałam z tych przedmiotów dobre oceny,bo nie mieli się do czego"przyczepić")
P.S.Krytykę wobec własnej osoby przyjmuję ze stoickim spokojem i zawsze rozważam czy to aby nie jest moment żeby coś w sobie zmienić/zastanowić się nad sobą.