Moja córeczka ma 1,5 roku i muszę przyznać, ze na ogól jest w miarę grzeczna.
Jedyny problem z nią, że chodzi swoimi ścieżkami i trudno ją utrzymac w jednym
miejscu dłużej niż 1 minutę. I tak: idziemy z małą do parku, na zakupy,
jedziemy autobusem i kiedy tylko coś nie idzie po jej myśli jest wielka draka.
Amelcia zaczyna się drzeć, piszczeć, kopać, do wózka nie daje się włożyć, bo
się pręży, wyje, ucieka (kiedyś nie zapieliśmy szelek i nam się wysunęła

),
generalnie jest wielka walka. Jak się kłądzie na ziemi nie podnoszę, czekam aż
się uspokoi i sama wstanie. Ja się z małą nie cackam, tylko biorę za fraki,
pod pachę i idziemy gdzie mamy iść albo wracamy do domu. Wszystko byłoby OK
gdyby nie te irytujące komanatrze "widzów" całego widowiska: "taka śliczna i
płacze", "niech ją pani podniesie, bo się zaziębi", "pozwala jej pani tak
płakać??" Jak mnie to irytuje!! Dużo bardziej niż awantura małej. a już do
czerwoności doprowadza mnie jak ktoś podchodzi i podnosi moje dziecko z ziemi.
Czy wy też tak macie? a Może przesadzam?