Dodaj do ulubionych

kometarze ludzi na ulicy...

10.07.08, 22:07
Moja córeczka ma 1,5 roku i muszę przyznać, ze na ogól jest w miarę grzeczna.
Jedyny problem z nią, że chodzi swoimi ścieżkami i trudno ją utrzymac w jednym
miejscu dłużej niż 1 minutę. I tak: idziemy z małą do parku, na zakupy,
jedziemy autobusem i kiedy tylko coś nie idzie po jej myśli jest wielka draka.
Amelcia zaczyna się drzeć, piszczeć, kopać, do wózka nie daje się włożyć, bo
się pręży, wyje, ucieka (kiedyś nie zapieliśmy szelek i nam się wysunęła smile),
generalnie jest wielka walka. Jak się kłądzie na ziemi nie podnoszę, czekam aż
się uspokoi i sama wstanie. Ja się z małą nie cackam, tylko biorę za fraki,
pod pachę i idziemy gdzie mamy iść albo wracamy do domu. Wszystko byłoby OK
gdyby nie te irytujące komanatrze "widzów" całego widowiska: "taka śliczna i
płacze", "niech ją pani podniesie, bo się zaziębi", "pozwala jej pani tak
płakać??" Jak mnie to irytuje!! Dużo bardziej niż awantura małej. a już do
czerwoności doprowadza mnie jak ktoś podchodzi i podnosi moje dziecko z ziemi.
Czy wy też tak macie? a Może przesadzam?
Obserwuj wątek
    • mammajowa Re: kometarze ludzi na ulicy... 10.07.08, 22:18
      też by mnie wkurzało (i pewnie będzie, wszystko przede mną). na razie skutkuje
      proszę sie nie wtrącac i nie muszę stosowac cietych ripost, ale jestem skłonna
      przy większej natrętności. proponuje jeszcze "proszę zostawić moje dziecko/nie
      dotykać mojego dziecka!". jak nie skutkuje to sposób wuja staszka, mistrza
      ciętej riposty zostaje.
    • limmar Re: niektórzy są ograniczeni... 10.07.08, 22:27
      Mam też 5-cio letniego czasami zbuntowanego syna. Taka "pomoc" ludzi na ulicy i
      wtrącanie się też mnie wyprowadza z równowagi.
      Co gorsze ostatnio jakaś obca baba przeprowadziła go przez ulicę - on stał z
      rowerkiem przed przejściem i czekał jak zawsze na mnie - szłam ze 3 metry za nim
      z córką w wózku a ta obca baba go wzięła za rękę i przeciągnęła... on
      zaskoczony, wystraszony, ja w szoku... jak krzyknęłam, coś tam burknęła pod
      nosem i weszła do sklepu... niektórzy ludzie są ograniczeni. Do głowy by mi nie
      przyszło, żeby obce dziecko czekające przed przejściem na rodziców
      przeprowadzać przez ulicę...
    • pikum Re: kometarze ludzi na ulicy... 10.07.08, 23:02
      Mnie też wkurza takie zachowanie ludzi.Jakieś dziwne spojrzenia i
      niedaj boże komentarze.Kiedyś chyba z 10 osób zaczepiło mnie po
      drodze, jak córka wpadła w histerie.Płakała,a raczej wyła chyba z 20
      minut,a ja ciągnęłam ją przez miasto niemalże po chodniku.Tylko
      jedna mądra kobieta zaczepiła mnie i powiedziała,że to histeria i
      żeby zbytnio nie rozczulać się.Natomiast ostatnio kobieta o mały
      włos nie zabiła mnie wzrokiem,jak syn zaczął wydziwiać i kłaść sie
      na nieruchliwej osiedlowej alejce.Po kolejnym moim upomnieniu,że tak
      nie wolno,poprostu położyłam go i czekałam aż sam się wyzbiera.Na
      ten moment nadeszła jakaś stara-przemądrzała i całe szczęście,że
      tylko zmierzyła mnie wzrokiem.Bo gdyby coś się
      odezwała...podejrzewam,że całą złość którą miałam w sobie wylałabym
      na nią.Brrrrrrrr
    • krolowanocy Re: kometarze ludzi na ulicy... 10.07.08, 23:04
      nie przesadzasz. też nie znoszę.
      a już szału dostaję od głupawych gadek do starszego: "pewnie jesteś zły że
      siostrzyczka Ci tak płacze? chciałbyś ją oddać?"
      trzeba mieć, za przeproszeniem, nieźle nasrane w głowie, żeby mówić takie rzeczy
      do 4-latka
      i jak Młodsza płacze i ja doskonale wiem dlaczego płacze i nie mogę z tym nic
      zrobić, a mnóstwo osób się rzuca z dobrymi radami, itepe
      bo na przykład jest śpiąca i wiem, ze chwilę poryczy w wózku i zaśnie, a jakbym
      ją wzięła na ręce to owszem, ryczeć przestanie , ale przez to nie przestanie
      być śpiąca i potem będzie jeszcze bardziej płakać
      albo nie lubię, jak obcy ludzie dotykają Młodego bez potrzeby i reaguję -
      oczywiście niemal wszyscy się obrażają śmiertelnie, ale mam to gdzieś. Trzeba
      się po prostu nauczyć olewać co myślą inni, ważniejsze jest nasze dziecko a nie
      to co sobie pomyśli jakiś obcy (czy nawet nie obcy ludź wink
      pozdrawiam
      • bast3 Re: kometarze ludzi na ulicy... 10.07.08, 23:16
        A zdarzyło się Wam kiedyś by ktoś z powodu histerii waszego dziecka
        straż miejską wezwał?? Mi tak. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy
        to ... A było to tak: Wracaliśmy z synkiem (wtedy prawie 2 latka i
        przechodził okres buntu - całe szczęście na razie mam spokój) z
        placu zabaw gdy sama nie wiem coś mu wpadło do głowy i krzyk, płacz
        i leży na ziemi i kobie, bo do domu nie pójdzie. A, że wózek miałam
        bez pasów to małęgo najpierw na ręce i niosę. A, że zbytnio się
        wyrywał to za rękę i ciągnę do domu, bo tłumaczenia i tak nic nie
        dały. Pewna pani była naprawdę uczynna. Najpierw z okna na mnie
        krzyczała jak to się znęcam nad dzieckiem i takie tam różności, przy
        tym próbowała pocieszyć mojego synka i mu pośpiewać, potem znów na
        mnie, że policje wezwie, i znikneła. Pojawiła się na dole nadal
        pocieszając moje dziecko które i tak nie zwracało na ną najmniejszej
        uwagi, aż podjechała straż miejska a ja się musiałam tłumaczyć co
        jak.
        • blanka.g1 bast3 10.07.08, 23:41
          mnie sąsiedzi wezwali patrol do domu do histeryzującej 8 latki ( nie włożę tych
          spodni bo to wiocha czy coś w tym rodzaju była akcja) ja przed telewizorkiem a
          wrzaskun u siebie tak dawała że sadziedzi mysleli że ją ze skóry
          obdzieram....pomogło juz nie mam wścieków hihi
      • agnieszka_i_dzieci Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 16:09
        >a już szału dostaję od głupawych gadek do starszego: "pewnie jesteś zły że
        > siostrzyczka Ci tak płacze? chciałbyś ją oddać?"

        A druga niezła zaczepka w wykonaniu przechodniów to "choć, może ze mną
        pójdziesz?" "Ja Cie wezmę ze sobą" itp.
        Cholera mnie bierze jak coś takiego słyszę...
    • olimpia_b81 Re: kometarze ludzi na ulicy... 10.07.08, 23:11
      a fakolca nie umiesz pokazac?smile))
      skoro masz dziecko to zakladam,ze doroslas juz co nieco i umiesz sie odezwac a nie tylko zalic na forum.
    • oyate Re: kometarze ludzi na ulicy... 10.07.08, 23:47
      Olej komentarze. Ja nigdy nie podnoszę dziecka albo bardzo żadko.
      Samo musi wstać...potem widze dzieci 2-3 letnie, które sie przewrócą
      a mamusia już leci podnieść...no bez przesady. Dziecko w tym wieku
      poznaje świat i poznaje moc sprzeciwu. Trzeba przeczekać...u nas
      prawie minęłosmile)
      • d0oti Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 10:18
        mi w sumie tylko raz sie zdarzylo jak starsza kobieta powiedzial, zebym
        zostawila córke bo zaraz jej przejdzie i sie uspokoi a ogólnie to zauważyłam, ze
        nawet rodzice takich maluchów dziwnie patrza. znaczy co? tylko moje dziecko
        takie awanturująca sie? nie sadza...
        a do olimpia... rozbawił mnie twój komantarz... a wiesz, ze moza czasmi trzeba
        byłoby tak zrobic... smile
        • olimpia_b81 Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 10:23
          no trzeba
          bo ludzie sa glupi,
          stare baby wszystkowiedzace i czasami trzeba je na ziemie sprowadzic
          a to pomagasmile)tylko potem uciekaj aby parasolka po lbie nie dostacsmile
        • kinga127 Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 11:05
          Wczoraj własnie miałam taką sytuację, mała rozdarła się wniebogłosy bo
          wychodziłyśmy z placu zabaw i dosłownie wszystkie oczy były na nas zwrócone,
          kurcze dziwnie się poczułam, jak jakaś matka co to nad dzieckiem zapanować i
          wychować nie potrafi. Pocieszam się, że mój chrześniak miał tak samo jak wracał
          do domu z palcu zabaw z babcią i pewnie wiele dzieci tak ma smile)
      • titta Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 11:37
        Ja podnosze dzieci. (Ale nie swoje, nie mam z nimi duzo doczynienia
        wiec moge sobie na to pozwolic). Zasady jednak sa: nie ulegam
        wymuszenia (jak pad nastapil po tym jak czegos odmowilam, to i tak
        nie dostana), "nie rozumiem" jak mowia placzac. Za to mozna sie
        przytulic (i lkac mi w ramiesmile. Moge sobie tylko wyobrazic jak maly
        frustrat sie czuje jak go "nikt nie rozumie". No ewentualnie przy
        wyjatkowo teatralnych rzutach bije brawo (genialnie dzialalo na
        mojego mlodszego brata - wstawal i sie klanial wink
    • titta Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 11:24
      A ja bym sie nie przejmowala. Bo zawsze sa ludzie i parapety, nerwow
      szkoda. To raz. Po drugie, czesc ludzi reaguje z dobrego serca.
      Przyznaje ze mi sie zdazylo zaczepiac wrzeszczace dziecko (glownie
      w autobusie): bo zdaza sie, ze obcy mowiac cos smiesznego do dziecka
      odwroci jego uwage i ono sie uspokoi. Nie wiedzialam, ze matki moga
      to odbierac jako krytyke!
      Nie mam swoich dzieci ale czasem po opieka kilka lub cale stado
      baaardzo energicznyc urwisow (w tym jeden z ADHD). Jak ktos sie
      brzytko patrzy to usmiecham sie szeroko! Najwyzej pomysli, ze jestem
      wariatka wink
    • hapkaj Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 15:14
      Swiata Ciebie otaczajacego nie zmienisz i jak Ci te uwagi tak przeszkadzaja, to
      podnies z ziemi i zabierz do domu, niech dalej w domu daje czadu, jak po drodze
      nie przejdzie.
    • madzia_lema Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 16:09
      Nie przesadzasz. Też mnie to wkurza. Raz tylko jedyny podczas przedstawienia Julianki na środku ulicy pewna miła pani podeszła i powiedziała że nie mam na pokaz córki zwracać uwagi. Reszta gapiów (w większości starsze panie) najchętniej zabiłoby mnie wzrokiem. Generalnie takich ludzi olewam, kilka razy się odezwałam że dziecku żadna krzywda się nie dzieję więc się gapić nie muszą. Pozdrawiam smile
      • agulka04 Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 16:51
        mnie jedna pani w sklepie powiedziała, że powinnam zadzwonić po
        Supernianię
      • krasnoludekw Re: kometarze ludzi na ulicy... 11.07.08, 17:51
        drogie mamy
        post o straży miejskiej mnie powalił .
        ja mam 2,5 letniego indywidualiste , który dostał raz ataku histerii w pewien
        baaardzo upalny dzień w autobusie gdy wracaliśmy z rynku z siatami znaczy on w
        wózku ja z siatami , a on wolał chyba nie wsiadac do tego autobusu , mielismy
        do pokonania 2 przystanki , on sie tak darł ze inne dziecko zaczeło ryczec ,
        zagadywałam go zeby go zbic z tropu a on nic a na to jedna panienka na cały
        autobu s BoZe co za dzieciak co za matka sobie nie radzi i do mnie na ty ucisz
        go ....
        ja dostałam szału ale próbowała sie opanowac i zapytałm jej co sie niepodoba a
        ona do mnie ze walkmana nie moze słuchac a ja zadręczam dzieciaka i sie nie
        nadaje i taki atak jes nienormalny .......zatkało mnie co za małpa .......
        niestety nie umiałam tago olac i żeby nie zrobic afery w włoskim stylu czyli z
        darciem sie na całe gardło zabiłam ja śmiechem , wysiadłam z autobusu i ręce mi
        sie tak trzęsły ze myslałam ze oszaleje , a moje dziecko w sekunde zmieniło sie
        w usmiechniętego chłopca
        shit!
        jak sie zachowywać niewiem
        pozdrawiam wszystkie mamy
    • monika.k81 Re: kometarze ludzi na ulicy... 12.07.08, 11:53
      Moj syenk tez na ogol jest grzeczny...ale zachowuje sie czasami zupelnie jak
      Twoja corcia. Znam te komentarze, ale albo puszczam je mimo uszu albo kwituje: A
      co Pania/Pana obchodzi??
      Na komentarze obcych ludzi jestem bardziej odporna niz na komentarze tesciowej wink
      • nika1310 Re: kometarze ludzi na ulicy... 12.07.08, 12:09
        ja codziennie wysluchuje komentarzy bo moje dziecko minimum 7-8 razy dziennie ma
        atak histerii z rzucaniem sie na ziemie, kopaniem. Codziennie rowniez
        geriatryczne sąsiadki muszą na klazydym pietrze otwierac drzwi i komentowac jego
        zachowanie. zamin dowloke go na 4 pietro juz sie witam ze wszystkimi babami
        ktore nie maja wlasnego zycia, wlasnej rodziny, nie pracuja tylko czatują przy
        wizjerach na sensacje. Jak mnie to wkurza!!!!
      • sarling Re: kometarze ludzi na ulicy... 12.07.08, 12:16
        Nie dopiszę nic nowegosmile

        Jakieś dwa-trzy miesiące temu moje aktualnie super grzeczne dziecko
        miało okres burzy i naporu. Nawet na moją nieodpowiednią jego
        zdaniem minę kładł się w poprzek i wrzeszczał.
        W domu, w parku, gdzie popadnie.
        Kiedyś w parku tak właśnie zaległ, ja stałam jakieś 5 metrów dalej,
        żeby mnie widział i czekałam na księciapana.
        Jeden pan poradził, żeby zerwać galązkę i zlać gnojka.
        Wiele pań pochylało się nad dziecięciem ze współczuciem i musiałam
        je przeganiać, bo psuły mi pedagogiczny efekt.
        Sporo osób uśmiechało się do mnie ze zrozumieniem.
        W końcu do Franka dołączył się jakiś chłopczyk, położył się obok w
        dentycznych spazmach, a jego mama i ja sobie razem czekałyśmy.

        Po 15 minutach uśmiechnięty i uroczy synek kontynuował spacer.

        Za to sąsiedzi, a szczególnie pani sąsiadka najpierw bacznie mi się
        przyglądała, potem Frankowi, a po jakimś czasie wypaliła "No,
        jeszcze jeden taki dzień, a wezwę policję, jeszcze pani dzieciaka do
        beczki wsadzi jak tamci i będzie".

        smile))))))
        • kora266 Re: kometarze ludzi na ulicy... 12.07.08, 13:22
          Mnie rowniez zdarzyla sie sytuacja z serii "wyrodna matka"smile Syn miesiac temu
          zaczal histeryzowac, jak zwykle, gdy cos nie uklada sie wedle jego zyczeniasmile Ma
          2 lata i 4 mieiace obecnie. Rzucil sie wiec w parku na ziemie i wrzeszczal,
          jakby go ktos ze skory obdzieral. Moj sposob na takie zachowanie.Prosba o
          podniesienie sie, jezeli nie chce to zostawiam az sie wyryczy i wstanie.
          Poniewaz nie mial zamiaru sie szybko "wyryczec" usiadla na pobliskiej laweczce i
          go obserwowalam, a on w tym czasie tarzal sie tylkiem po ziemi i szlochal. Nagle
          podeszla kobieta i wziela go za reke, myslac pewnie, ze go zostawilam, ogolnie
          mowiac jaka to ze mnie wyrodna matka, tak maltretujac dziecko. Troche mnie to
          wkurzylo i podeszlam do niej proszac, by zostawila malego w spokoju, poniewaz
          mam wszystko pod kontrola. Nasuwa mi sie pytanie: Dlaczego wszyscy zyczliwi i
          dobroduszni nie ingeruja wowczas, gdy rzeczywiscie dzieci sa maltretowne??? Ile
          takich przypadkow juz bylo?! Zazwyczaj wowczas nikt nic nie wie i nic nie
          widzial... Dla mnie to jakas paranoja....
        • krolowanocy Re: kometarze ludzi na ulicy... 13.07.08, 11:55
          sarling napisała:

          > W końcu do Franka dołączył się jakiś chłopczyk, położył się obok w
          > dentycznych spazmach, a jego mama i ja sobie razem czekałyśmy.

          Ładne smile
    • delfina77 Re: kometarze ludzi na ulicy... 13.07.08, 00:34
      Ale mnie rozbawil ten wateksmile I ulzylo mi zarazem, ze nie tylko moja Mala to
      taka cholerasmile Mieszkam teraz w Irlandii i generalnie nikt sie tu nie wtraca,
      czasem jak sie dziecko wscieka to ktos cos do niej zagada ale w celu odwrocenia
      jej uwagi, a nie zeby ja straszyc. Gdy bylam w Polsce na urlopie i nie chciala
      stac pod daszkiem w czasie deszczu to jedna starsza pani jej powiedziala, ze jak
      bedzie niegrzeczna to ja ja zostawie czy oddam, cos w tym stylu. Tez mnie to
      zdenerwowalo ale bardziej chyba zdziwilo - w ogole nie rozumiem skad ludziom
      takie rzeczy przychodza do glowy.
      • eps Re: kometarze ludzi na ulicy... 13.07.08, 09:28
        mi sie jakos takie sytuacje nie zdarzały.
        Jak "dobra pani" komentuje czy pozwalam żeby mi dziecko płakało to odpowiadam
        takiej "a jak to wygląda??pewnie ze pozwalam na płakanie, ale dziekuje za
        troskę", lub jak ktos mówi że "taki duży chłopczyk a płacze?", to mówie że
        "dziekuje ale ma płakać bo to dobre na rozwój płucek wink" itd. Zawsze miło i
        grzecznie dziękuje za komentarz i odpowiadam, czasem głupawo jak głupawe pytanie.
        Kiedys synek biegał i troskliwy pan mówi do mnie "niech synek tak nie biega bo
        sie przewróci" to ja odpowiedziałam "nie przewróci a jak juz to do góry nie
        poleci wink" pan popatrzył jak na wariatkę i poszedł.
        Generalnie to zlewam głupie komentarze i porady wychowawcze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka