Dodaj do ulubionych

Drugie dziecko: dla kogo?

03.09.08, 21:40
Rzadko krytykuję, ale tym razem...
Brrrr, co za okropny artykuł!
Dziecko, jako wróg nr 1 dorosłych, szczególnie to małe, które wymaga troski...
Dziecko to koniec świata.
Dziecko to koniec kariery.
Dziecko to koniec swobody.
A ja mam trójkę dzieci, doktorat w kieszeni, kariera super, bardzo szczęśliwy
związek. Nie korzystamy z niczyjej pomocy - także finansowej. Czasami jesteśmy
zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. Bardzo je kochamy, są cudowne. Jakoś nie
zauważam, żebym Bóg wie co straciła, za to wiele zyskałam: od rozwoju
osobistego po napęd życiowy do działania.
Nie namawiam nikogo do posiadania dzieci (twierdzę,że nie ma nic gorszego, jak
dziecko "z przymusu", bo to nieszczęście dla rodziców i dziecka), ale
denerwują mnie tak skrajnie jednostronne artykuły modelujące zachowania typu:
dziecko=blee.
Obserwuj wątek
    • maliola Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 10:28
      drugie, drugie, a co gdy po zaplanowanym drugim, z 7 letnią różnicą
      wieku po pierwszym, po dwóch latach pojawia się wiadomość o ciąży
      kompletnie nie zaplanowanej, nieoczekiwanej, a która przychodzi mimo
      rzetelnej wydawałoby się antykoncepcji? Jestem w 4 miesiącu,a
      jeszcze to do mnie nie do końca dociera. Miała być sielanka w
      czwórkę, podróże, zabawy itd, a będą pieluszki smile Jednak mimo
      wszystko myślę, że to będzie szczęśliwy przypadek taki uśmiech losu
      i Przeznaczenie, coś zaplanowane z góry bez naszej woli. DOBRE
      PRZEZNACZENIE!!!
      • kasia.kul Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 11:14
        Chciałabym żeby i mnie takie przeznaczenie spotkało ale to nie jest
        takie proste. Niestety w życiu jest tak, że jedni mają chociaz nie
        chcą a drudzy chcociaż bardzo chcą to nie mają.
      • bswm Re: Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 21:52
        a co to jest według Ciebie rzetelna antykoncepcja? (z czystej
        ciekawości pytam)
      • gacusia2 Maliola-gratuluje! 19.10.08, 23:13
        Troszke Ci zazdroszcze tej wpadki.Ja mam juz dwojke z
        dziesiecioletnia roznica wieku i caly czas nie moge sie zdecydowac
        na trzecie. Gdyby tak antykoncepcja zawiodla to mialabym na co
        zwalic w razie problemow ,-))) A tak? Nie mam odwagi swiadomie
        zdecydowac sie na pieluchy,nieprzespane noce,karmienie cyckiem,wycie
        z byle powodu...
        Pozdrawiam serdecznie i zycze mnostwa radosci!!!
    • mim288 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 11:18
      Zastanawiam się jakimi "tytanami" były nasze babki i prababki,
      które nie z dwójką (ale np. moja prababcia z 12tką) bez pampersów,
      odkurzacza, podgrzewacza, słoiczków etc. dawały sobie jakośc radę
      (a zaczynały nierzadko przed 20tką), a dziś dwójka
      kogoś "przerasta".
      Mam dwoje dzieci, moja "kariera" raczej nie ucierpiała, nie jestem
      też jakoś pozbawiona mozlwiści realizacji moich potrzeb, myślę o
      trzecim. Można lubic mieć dzieci albo nie (to rozumiem, własny
      wybór i tyle), ale średnio kumam, że ktoś sobie z dwójką
      (podkreślam zdrowych i nie wymagających jakichś specjlanych terapii
      i szczególnej opieki) dzieci po prostu nie radzi (z wyjątkiem
      samotnych rodziców, zwłaszcza tych, którzy nie mogą liczyć na pomoc
      rodziny - bo tych naprawdę, podobnie jak rodziców dzieci z
      problemami zdrowotnymi bardzo podziwam i świetnie rozumiem, że im
      cięzko).
      • gku25 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 05.09.08, 10:11
        A Twoja prababka pracowała zawodowo? Poza tym każde kolejne dziecko musiało po
        pewnym czasie zajmować się młodszymi. Jakie to dzieciństwo? Poza tym wtedy
        kobiety nie miały innego wyjścia i rodziły, rodziły, rodziły.
        • roma_2000 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 21:09
          Jestem mamą czwórki dzieci - z czego najmłodsze jest w niebie. Sama jestem czwartym dzieckiem swoich rodziców, mam jeszcze młodszego brata. Nie pracuję zawodowo, gdyż w 100% spełniam się jako gospodyni domowa. Z rezkoszą patrzę jak moja najstarsza, pięcioletnia córka zajmuje się roczna siostrą. Uwielbia ją calować po stópkach, a mój syn z czułością do niej woła "mój pepuszku", nie obarczam dzieci obowiazkiem zajmowania się rodzeństwem, natomiast oni się kochają i chcą sobie pomagać. Uważam, że super jest mieć rodzeństwo, kochać i być kochanym, nie tylko przez mamą i tatę ale i przez liczne rodzeństwo. Nie ma nic złego w tym, że dzieci się soba zajmują, bo daleka jest mi filozofia, w której człowiek wzrasta w poczuciu, że życie polega na tym, by "zrobić sobie dobrze", by żyć dla siebie, można naprawdę znajdować mnóstwo radości w tym, że przez Twoją miłość, ofiarność wzrasta ktoś inny. Maja mama ma dziś 65 lat, wychowała 5 dzieci i jest najszęśliwszym człowiekiem na tym świecie jakiego znam. A ad. tego, że kiedyś kobiety nie miały wyjścia .... od dawna znana była aborcja, ale niektóre kochały swoje dzieci i ich nie zabijały,rodziły, rodziły, rodziły i dzięki temu, że rodziły jestem na przykład ja. Miałam super dzieciństwo, a moja mama ma super życie. Znacznie częściej się uśmiecha niż te kobiety, które nie rodziły, nie rodziły ...
      • aguskin Re: mim288 05.09.08, 14:28
        wiesz co a ja wierze, że można nie dać rady i z jednym,
        do tańca, gry na pianinie i innych muszisz mieć talent,
        a do dzieci instynkt, chęć i lubić to całe "wychowywanie"
        nie każda się nadaje, są matki co przy trójce urwisów,
        nie narzekają i takie co przy jednym aniołku depresje mają,
        i na nic czasu,
        do wszystkiego jest potrzebne to "coś",
      • sir.vimes Z tymi babciami nie przesadzałabym 08.09.08, 06:19

        > Zastanawiam się jakimi "tytanami" były nasze babki i prababki,
        > które nie z dwójką (ale np. moja prababcia z 12tką) bez pampersów,
        > odkurzacza, podgrzewacza, słoiczków etc. dawały sobie jakośc radę
        > (a zaczynały nierzadko przed 20tką), a dziś dwójka
        > kogoś "przerasta".

        Jak patrzę na swoje drzewo genealogiczne to widzę wyraźnie, ze : prababka jedna
        miała córkę jedynaczkę, jej matka (praprababka) też.

        Babcia - dopóki nie zaczęła naprawdę sporo zarabiać - jedno dziecko, potem , po
        13 latach, druga ciąża.

        Druga babcia - dwoje dzieci, sporo po trzydziestce.

        Owszem, jedna pra miała 9 dzieci - jej mąż zbudował ogromny i komfortowy dom
        celem ich pomieszczenia, no, i , oczywiście, miała służbę.

        Inna prababcia - czworo dzieci, na zsyłce jedno umarło przed 5 rokiem życia.
        Czyli - została trójka. Natomiast gdy decydowała się na te dzieci była zamożną
        osobą i miała do dzieci pomoc, oczywiście.

        Jedna heroiczna prababcia w rodzinie miała chyba czwórkę i rzeczywiście radziła
        sobie bohatersko (była samotna matką i ciężko harowała fizycznie by ich
        utrzymać) - żyła 50 kilka lat.

        Jej matka miała dwójkę - z dużym odstępem czasu miedzy ciążami.

        Czyli raczej dzieci mało - jak dużo to raczej w bardzo sprzyjających warunkach
        finansowych, umożliwiających życie w dużym komforcie i nie wykonywanie wszelkich
        prac w domu i koło dzieci samodzielnie. W innych przypadkach - jedno , góra
        dwoje dzieci - i to drugie po wyraźnym przemyśleniu sprawy. Plus jeden wyjątek.

        Jakoś wygląda na to, ze i 100 lat temu kogoś zdrowa dwójka mogła "przerastać".




        • asia_i_p Re: Z tymi babciami nie przesadzałabym 24.11.08, 07:54
          Czyli wychodzi na to, że to kwestia tradycji danej rodziny. Moja
          babcia miała siódemką, obecnie ma 92 lata i do 80 roku życia była w
          pełni sprawna fizycznie, potem długo umysłowo, dopiero jakieś pięć
          lat temu zdrowie się jej posypało (podejrzewamy Alzheimera, bo za
          szybko szło jak na demencję starcza i no i leki na Alzheimera
          poprawiają stan). Stałej pomocy przy dzieciach nie miała. Jej
          siostry - jedna sześcioro dzieci, druga troje. Żadnej wyraźnej
          różnicy w czasie życia czy zdrowiu. Jej matka - piątka, matka matki
          nie jestem pewna ile, bo kontakt był chyba słaby, matka ojca -
          piątka (przynajmniej). Cecha charakterystyczna tej gałęzi rodziny -
          późne śluby i macierzyństwo (prababcia ślub w wieku lat 28, pierwsze
          dziecko 29, moja babcia ślub w wieku lat 29, pierwsze dziecko 30).
          Pochodzą z Kresów wschodnich. Śląska rodzina mojej mamy już jednak
          mniej - moja mama miała dwójkę rodzeństwa, jej mama trójkę - no ale
          to też nie były modle 2+1. Może to jest jakoś geograficznie
          uwarunkowane?
      • zuq1 Jakim cudem, pytam ja... 11.09.08, 15:17
        No właśnie, jakim cudem dawniej rodziny wychowywały 6-12 dzieci bez
        wszelkich udogodnień technicznych? Z reguły jedynie z pracującym
        ojcem? A dzisiaj dwójka dzieci = porażka, katastrofa. Sam mam dwoje
        dzieci i gdybym był młodszy, pewnie chciałbym i trzecie... Był swego
        czasu artykuł w Wysokich Obcasach o rodzinach wielodzietnych (ale
        nie "patologicznych"), że im więcej dzieci się ma, z tym większą
        radością przyjmuje się kolejne... Coś musi chyba w tym być.
        • hamerykanka Re: Jakim cudem, pytam ja... 11.09.08, 16:25
          Bo dawniej kobiety mialy wiecej osob do pomocy, nie zoostawaly same
          z dziecmi . Rodziny mieszkaly na kupie i dziecmi opiekowali sie
          wszyscy. Tak jak dalej dzieje sie w Afryce.
          teraz kobieta jest zamknieta w czterech scianach z dziecmi na jej
          glowie.
    • mona_bez_ogona Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 11:20
      IMO beznadziejny artykuł. Kazdy powinien mieć tyle dzieci ile
      zechce, chce jedno niech ma jedno, chce 10 może mieć 10, o ile jest
      w stanie je utrzymać, a każdą próbę nakłaniania do czegoś, uważam za
      żałosną.
      • miarka71 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 11:35
        Oj jak mnie wku... pytanie i nakłanianie ,kiedy drugie już czas ,
        kaleke z dziecka zrobicie , będzie samo jak umrzecie itd.Mały ma 6
        lat , ja nie chce drugiego dziecka Po pierwsze, trauma z porodu , po
        drugie jest mi dobrze ,odchowałam w miare młodego, nie mam ochoty
        bawić się w zupki, kupki,itd.Mam męża jedynaka , owszem ma trochę
        zaczowań typowych dla jedynaków , ale nasz syn jest wychowywany
        całkiem inaczej,żłobek , przedszkole, nie wszystko dostaje bo ma
        taki kaprys, ucze go wrażliwości na krzywde ludzi, zwierzat, i wiele
        innych rzeczy aby nie wyrósł na snoba i samoluba. Pozdrawiam
        • miarka71 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 11:36
          zachowań miało być
        • lena_madzia Gucio innym do tego 06.09.08, 18:51
          miarka71 mam taką samą sytuację z tą różnicą że mój synek ma 5 latsmile
          także mam męża jedynakasmile
          również różne osoby zaczynając od teściowej a na obcych babciach na
          ulicy skończywszy zadają to głupie pytanie.
          I ja uważam że to jest sprawa osobista każdego małżeństwa a nie
          ogólnospołeczna i gucio im do tego.
          Nas było troje i wiem jak wygląda takie życie-wcale nie było tak
          różowo, bywało że nie było nic do jedzenia w lodówcesad
          a i między mną a rodzeństwem różnie sie do dziś układa.
          A spojrzawszy na to z innej strony: nasi mężowie jedynacy wiążąc się
          z nami mają swoje rodziny, dzieci i nie są okaleczonymi przez los
          samotnikamibig_grinD
          A z rodzeństwem sie widuje kilka razy do roku przy okazji świąt i
          to wszystko
        • sir.vimes Co to za głupi mit? 08.09.08, 06:22
          Znam sporo samolubów i snobów z rodzeństwem.

          Każde dziecko powinno wychowywać się tak by powyższych cech "uniknąć" - nie
          tylko jedynaków.

          , i wiele
          > innych rzeczy aby nie wyrósł na snoba i samoluba.
    • dosiaidwa Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 11:36
      Ja rozpoznalam sie troche w Magdzie. Studia co prawda skonczylam
      duzo wczesniej i pierwsze dziecko bylo dlugo wyczekiwane, ale ciag
      dalszy podobny....Milion problemow. Moja depresja, zwiazek w
      rozsypce, trudnosci z dogadaniem sie, a tez i materialnie nie
      najlepiej...Wszystko walilo mi sie na glowe! I naglo-druga ciaza(rok
      po roku). Bylo mi strasznie ciezko, maz nie chcial poczatkowo
      drugiego...Po urodzeniu maluszka wstapily we mnie nowe sily, znow
      stalam sie soba. I choc nie jest mi latwo- dwoje maluszkow, sama od
      rana do nocy (maz duo pracuje), mieszka za granica-nie moge liczyc
      na pomoc rodziny- to ciesze sie ze swojego zycia i z obecnosci w nim
      moich brzdacow.
      • gabrielle76 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 12:33
        A ja mam trójeczkę dzieci i jest super, jestesmy wszyscy szczesliwi. ale
        rozumiem że ktoś moze miec jedno dziecko i wiecej nie chcieć i on tez jest
        szczęśliwy smile
    • moofka Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 14:26
      dla kogo? bez sensu zadane pytanie
      rodzenie dziecka dla dziecka - zeby mialo rodzenstwo to jakies totalne
      nieporozumienie
      sama tez myslalam, ze bede miala jedynaka jakies 4 lata do czasu az zwyczajnie
      zatesknilam za zapachem niemowlaka
      i teraz widze ze drugie dziecko przywraca proporcje rodzinie wink
      ktora dotad krecila sie wokol malego krolewicza czy krolewny
      w wiekszym skladzie kazdy jest na swoim miejscu - jako czlonek rodziny a juz
      nie osoba wybitnie uprzywilejowana wink
      a i najmlodsze juz pozycji jedynaczej nie przyjmie, bo przeciez samo nie jest
      i tak jest dobrze, z korzyscia dla wszystkich duzych i malych
      o tym jak wielka to zmiana swiadczy to jak bolesnie kazdy jedynak niezaleznie od
      wieku przyjmuje "detronizacje"
      a ze praca, ze kasa, ze wiecej roboty - no ba, pewnie
      ale za to ile radosci wink




      • balbina.x Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 16:11
        Moofka, jesteś boska! Miotam się już od dawna, nie mogąc zdecydować, czy syn ma być jedynakiem, czy nie i przemawiają do mnie zarówno argumenty za i przeciw. Ale Ty Moofka i Twój wywód na temat równowagi i w proporcji w rodzinie mnie totalnie powalił na łopatki. No takiego rozsądnego argumentu właśnie potrzebowałam! Nagle mi się wszystko w głowie rozjaśniło i już wiem czego chcę smile Jak nic musimy się o drugie dziecko postarać! Się podekscytowałam jak nastolatka, hehe smileDzięki Moofka, wielkie dzięki!
        • trendsetterka Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 16:48
          Moofka - zwerbalizowałaś moje myśli.
          Dobrze gadaszsmile
          Przyczynisz się do wzrostu przyrostu naturalnegosmilesmilesmile
          • alexkieszek Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 16:57
            artykuł beznadziejny jak większość niestety w Dziecku big_grin...
            dla kogo? dla tego kto chce... co to za różnica czy za lat 2-5-15 niech sobie
            każdy robi jak chce...

            ja teraz jestem w końcówce ciąży, po domu bryka 1,5 roczniak i wszyscy myślą, że
            zaliczyliśmy dwie wpady, że biedna musiałam zostać w domu a to wszystko świadome
            wybory... i jak zawsze medal ma dwie strony bo Ci co mają jedno albo wcale są
            oceniani jako egoiści a Ci co się mnożą i im z tym dobrze są powszechnie uważani
            za głupków...

            brak złotego środka, jak zawsze...

            kto płaci za takie bzdury powiedzcie mi? big_grin
            • gazdziikowa Re: Drugie dziecko: dla kogo? 04.09.08, 19:06
              drugie dziecko do towarzystwa? Rodzeństwo nie zawsze się lubi, może dojść
              rywalizacja zamiast współpracy i zabawy.
              • crises Re: Drugie dziecko: dla kogo? 06.09.08, 23:30
                Powiedziałabym, że wręcz przeważnie się nie lubi. Znam więcej dorosłych
                rodzeństw, które nie utrzymują ze sobą stosunków, albo wręcz się nienawidzących,
                niż takich, które się lubią i jakoś sobie pomagają.

                A takie aspekty, jak dzielenie się opieką nad starszymi czy chorymi rodzicami są
                mocno przereklamowane. Częściej są tylko kwasy i walka o schedę. Znam rodziny,
                gdzie rodzeństwa jest troje, a rodzicami w podeszłym wieku opiekuje się tylko
                jedno, reszta się wypięła.

                Uczenie się rywalizacji, życia w grupie? To wszystko ma się choćby na podwórku,
                w szkole albo w przedszkolu. Rodzeństwo jest przede wszystkim konkurentem do
                czasu, uczuć i uwagi rodziców - tego nie można załatwić ani kupić za żadne
                pieniądze, jest go tyle, ile jest, przy jednym nigdy nie ma za dużo...
        • moofka Re: Drugie dziecko: dla kogo? 05.09.08, 10:45
          no to powodzenia zycze dziewczyny smile)
          drugiego to sie czlowiek chyba bardziej niz piewszego boi
          niepotrzebnie wink
          • k1234561 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 05.09.08, 11:55
            Ja tez uważam,że pytanie durne.Co to znaczy dla kogo dziecko?A to
            jakaś rzecz,prezent ma być,że można dać temu lub innemu?
            Swoją droga każdy ma tyle dzieci ile uważa za stosowne.Ja mam
            jedno,bo nie mam zadatków na Matkę Polkę.Pod tym względem zgadzam
            się w 100 % z Miarką71.
            Odchowałam swoje,nie mam ochoty babrać się znowu z niemowlakiem,w
            kupki,zupki,spacerki,nieprzespane noce,kolki itp. atrakcje.Może inne
            mamy mają inne doświadczenia,bo miały dzieciątka
            spokojne,przesypijące całe noce i generalnie mało absorbujące,lub
            byc może ktoś zwyczajnie lubi nocne wstawanie do dziecka 5 razy w
            ciągu nocy itp rzeczy.Nie neguję ani jednych ani drugich.Ja nie
            lubię i koniec.Mam jedno dziecko,które bardzo kocham i też staram
            się na samoluba nie wychować i taki układ mi odpowiada.
            Natomiast do pasji doprowadzają mnie ludzie pytający mnie czemu
            tylko jedno i rodzina która wciąż agituje mnie abymśmy zdecydowali
            się w końcu na kolejne dziecko.
            Najśmieszniejsze jest to,że najczęsciej agitują mnie matki kilkorga
            dzieci,którymi dosłownie są obwieszone i gadają,(choć czasem nie
            muszą nic mówić bo wszystko widać gołym okiem)najpierw na prawo i
            lewo jakie to umęczone są tymi dziećmi, wychowaniem ich itd.Czasami
            odnoszę wrażenie,że mi zazdroszczą,że ja mam tak już dobrze (dziecko
            7 lat)nikt mi nie płacze po nocach,nie marudzi i nie piszczy w ciągu
            dnia,tylko ja wtedy zadaję sobie pytanie po coś babo miała trójkę
            czy czwórkę dzieci jak już po pierwszym miałaś dosyć i na 4 łaziłaś?
            Czasami wydaje mi się że odstaję od niektórych mych kuzynek i
            znajomych,bo one połączone w bólach i trudach wielokrotnego
            macierzyństwa,uważają ,że niesłychanie wygodnicka jestem.
            A ja wygodnicka nie jestem,tylko mam trochę inną hierachię wartośći.
            Uwielbiam spędzać czas z moim dzieckiem ,wyjeżdżać,zwiedzać z nią
            pokazywać jej ciekawe miejsca i poświęcać czas,a nie być
            rozmamłaną,zgnuśniałą matką ale z trojgiem dzieci bo tak trzeba ,bo
            dziecko jedynakiem być nie może.
            Oczywiście jak najbardziej doceniam i nie neguję tego,że niektórym
            osobom sprawia radość zajmowanie się drugim,czy trzecim
            dzieckiem,realizują się w tym i bardzo dobrze.Krótko mówiąc, jeden
            woli córkę drugi teśćiową wink
            • jajofka no właśnie 05.09.08, 12:51
              negujesz postawę kobiet mających więcej dzieci niż jedno. i to w
              brzydki sposób.
              zazdroszczą Ci?!?!!? żałosne....
              • lola211 Re: no właśnie 05.09.08, 12:57
                Ale w tym jest duzo prawdysmile.Ja tez sie naslucham jak to jedna z
                druga ma ciezko, bo dzieci absorbuja, bo wrzeszcza, bo sie kłoca, bo
                z jasiem trzeba do szpitala, a z ania nie ma kto zostac, a to kasy
                brakuje,a podreczniki takie drogie, a to to i tamto.I pada
                sakramentalne- no ty to masz dobrze, nie masz takich problemow,
                zazdroszcze.
                Owszem, nie mam, bo tak sobie sama wybralam.Z czego ogromnie sie
                ciesze.
                • verdana Re: no właśnie 05.09.08, 14:17
                  Niestety, znam wypadki, ze drugie dziecko bylo rodzone "dla
                  pierwszego". I rzeczywiscie, okazywało sie, ze jest tylko dodatkiem
                  do dziecka wlasciwego.
                  Dziecko trzeba miec, jak sie chce je mieć, a nie jakichkolwiek
                  innych przyczyn.
              • k1234561 Re: no właśnie 05.09.08, 15:06
                Czytaj uważnie,wyraznie napisałam,że nikogo nie neguję.Jedni
                realizują się przy 3 dzieci,drudzy przy 1 a jeszcze inni nie mając
                ich wcale.Ja szanuję każdą z tych opcji.Osobiście sama należę do
                drugiej,tylko denerwują mnie matki,które wyrzekając jak to ciężko
                przy 2 czy 3 dzieci wszystko ogarnąć i pogodzić,namawiają mnie na
                drugie dziecko abym ja też miała taką harówę jak one,bo niby z
                jakiej racji mam mieć spokój.Z tym,że one same się w taki los
                wpędziły.Jak się chciało mieć 2,3 czy 4 dzieci to teraz niech jedna
                z drugą nie kwęka,że czasu na nic nie ma i wykończona jak koń po
                westernie.Takie hipokrytki to jak najbardziej neguję.
                Trzeba być w swoich wyborach konsekwentnym.Albo mam 3 dzieci,bo
                uwielbiam się nimi zajmować i jest to sensem mojego życia,harówka
                przy nich to dla mnie przyjemność i nie kwękam,że mi ciężko,albo nie
                decyduję się na kolejne dzieci,wiedząc,że przy jednym padam na pysk.
                Niestety najwięcej jest matek-hipokrytek z dwójką dzieci,bo musi być
                dwoje i właśnie wyrzekających na swój cięzki los. Ja tego nie
                rozumiem i takich matek nie żałuję,mają taki los na własne życzenie.

                • k1234561 Re: no właśnie 05.09.08, 15:10
                  Oczywiście poprzednia odpowiedz skierowana była do jajofka.
                  • lena_madzia Re: no właśnie 06.09.08, 19:06
                    nie każdy upatruje sensu życia w posiadaniu jak największej liczby
                    potomstwa, tak jak ja na przykładtongue_out
                    Ja z tych egoistycznych i wygodnickich jestemtongue_out
                    Wychowywałam sie w rodzinie gdzie było nas troje-ja i dwóch braci
                    i sielanki rodzinnej wcale nie było. Rodzice zajęci zarabianiem na
                    nasze utrzymanie nie mieli dla nas w ogóle czasu, zawsze widziałam
                    ich złych, umęczonych...mama nigdy nie kupiła sobie nowej bluzki,
                    między nami dzieciakami rywalizacja...
                    Ale jeśli ktoś czuje sie na siłach psychcznie i finansowo to dla
                    mnie może posiadać i dziesięcioro
                • zuzulek Re: no właśnie 07.09.08, 02:13
                  Wiesz, ludzie generalnie narzekają, zwłaszcza w Polsce - bo lubią sobie ponarzekać. Trochę tak, jakby nie wypadało być zadowolonym z życia. Pomyśl, ilu ludzi narzeka na swoją pracę, na szefa, na męża/żonę, na pogodę itd? A dla odmiany w takiej Ameryce - nie narzekają w ogóle. I nawet jak ktoś jest ciężko chory, rzuciła go żona, a dziecko mu wylali ze szkoły, to i tak Ci odpowie, ze czuje się świetnie. Jak dla mnie jedno i drugie jest przegięciem.
                • brzdac22 Re: no właśnie 08.09.08, 13:48
                  Ja mam dwóch chłopców - rok po roku...

                  Pcham codziennie na spacery mój wielki wehikuł (wózek dwuosobowy)... i na każdej
                  ulicy zaczepia mnie jakaś starsza Pani i ze współczującą miną mówi, że zapewne
                  bardzo mi ciężko!

                  Zawsze szeroko się uśmiecham i mówię:
                  "Nie tak ciężko jak się Pani wydaje smile Powiedziałabym raczej że jest łatwo! tongue_out"

                  Kobiety tylko kręcą głową i patrzą na mnie jak na jakąś zjaraną albo coś w tym
                  stylu bo nie rozumieją jak to można mieć taką okazję i nie chcieć sobie
                  ponarzekać smile
                • seattle92 Bo matki polki juz tak są zaprogramowane 11.09.08, 23:48
                  i nauczone od pokoleń, ze trzeba "kwękać" na cokolwiek się da, a jak widzą, że
                  któraś ma lepiej, to z zazdrości namawiają na taki sam los jaki one sobie zgotowały.
                  Polacy już tacy są, że nienawidzą ludzi, którym się lepiej i lżej żyje.
            • k.galago nic dodać, nic ująć... 06.09.08, 21:26
              pozdrawiam
              szczęśliwa mama, szczęśliwego jedynaka
              • daga_1 Re: nic dodać, nic ująć... 11.10.08, 15:55
                Czy napewno szczęsliwego? To Tobie się tak wydaje, bo ma zabawki dla siebie,
                całą Twoją uwagę dla siebie itd. Chyba nie byłaś jedynakiem jako dziecko. Ja
                byłam przez 11 lat, potem można powiedzieć, ze tez. Bo co może robic 16-letnia
                panna z 5-letnią siostrą. Zawsze zazdrościłam kolezankom sióstr i braci. I tej
                wesołej, chaotycznej atmosfery w ich domu. Teraz kiedy jestesmy starsze, mamy
                już swoje rodziny nie wyobrażamy sobie nie mieć siostry. Mamy tylko obie
                pretensje do mamy, że jest taka duża róznica między nami.
            • asia_i_p Re: Drugie dziecko: dla kogo? 24.11.08, 08:01
              To trochę tak jest, że ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś. Nie jeździj
              tak po tych wielodzietnych, bo między innymi dzięki nim ty możesz
              sobie pozwolić na jedno dziecko i inną hierarchię wartości. One
              załatwiły zastępowalność pokoleń tak jakby za ciebie (i za mnie, bo
              ja też mam na razie jedno i może mi się już nie udać urodzić
              drugiego). To ich dzieci będą pomagały twojemu i mojemu pracować na
              twoją i moja emeryturę (i proszę, nie pisz, że na emeryturę
              odkładamy sobie same, bo wszelkie odłożone pieniądze nie będą miały
              żadnej wartości, jeśli gospodarka nie będzie się kręcić, a
              gospodarką kręca ludzie pracujący). Lekceważenie ludzi
              wielodzietnych przez jednodzietnych jest równie zabawne, jak
              lekceważenie pracowników fizycznych przez pracowników umysłowych,
              radośnie nieświadomych faktu, że gdyby nie ta sprzątaczka sami
              musieliby zmywać te podłogi.
      • patik110 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 22:12
        A ja po urodzeniu drugiego dziecka przestałam być nadopiekuńczą mamusią. Jak miałam jedno, to bywało, że jakieś pierdoły urastały do rangi niebotycznego problemu. A to, że nie je jak trzeba, a to że za mało śpi itp. A już mały kaszelek to był horror i panika. Jak dzisiaj o tym pomyślę, to śmiać mi się chce.
        Teraz przy dwójce dzieci nie mam na nadopiekuńczość zwyczajnie czasu. Bo trzeba uwagę podzielić pomiędzy dwoje dzieci. I to zdrowiej dla zdetronizowanego jedynaka... i dla niemowlaka zresztą też. I skończyło się bieganie z kanapką, bananem itp., żeby królewna łaskawie coś zjadła. Nie, to nie. I proszę, raptem okazało się, że starsza córka czasem zgłodnieje i sama przyjdzie do kuchni po jedzenie.
        A poza tym dzieciaki się uwielbiają. Chociaż zazdrość o uwagę mamy też się pojawia. Nie wiem, jak będzie między nimi w przyszłości ale na razie chyba rokuje dobrze.
      • kachna79 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 11.09.08, 08:06
        Moofka w pełni popieram.
        Od siebie dodam, że mam cztery siostry i choć dobrze się między nami
        układa to nie uważam, że duża rodzina to konieczność. Sama mam dwoje
        malutkich dzieci. Różnica wieku 15 miesięcy - był to świadomy wybór,
        bo chcieliśmy żeby nie wychować królewny, którą kolejne dziecko
        zdetronizuje. Też uważam, że teraz proporcje w rodzinie są lepsze.
    • zuzulek Drugie dziecko: dla kogo? 07.09.08, 02:22
      Cóż, różni "życzliwi" mają to do siebie, że lubią wtykać nos nie w swoje sprawy.
      Ja mam dzieci trójkę i też się spotykałam z komentarzami, np "to wszystko pani
      dzieci?!? I jak sobie pani daje radę???" A co to obchodzi jakąś obcą babę?
      • miarka71 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 07.09.08, 10:38
        To jest właśnie najgorsze: inni ludzie, u ciebie pytania o trójke
        dzieci a u mnie o jednosmile))U mnie jedynak to kaleka a u ciebie ta
        tróka to patologiasmile)))))
    • agacz2905 Drugie dziecko dla pierwszego:) 07.09.08, 13:28
      U mnie właśnie było w ten sposób, że drugie dziecko było dla
      pierwszego, różnica 2,5 roku (kalendarzowo 2 lata). Chyba
      intuicyjnie Agatkę zaplanowałam, bo wtedy jeszcze nawet nie
      przeczuwałam, że starsze dziecko (obecnie powtarzające zerówkę)
      będzie mieć dość poważne problemy emocjonalne "o nieznanej
      etiologii" jak to się psycholodzy lubią wymądrzać, kiedy już
      kompletnie nie wiedzą, co napisać w opiniismile))
      Gdyby nie 2. dziecko, bylibyśmy inną rodziną - to oczywistość. Mam
      dwoje kompletnie różnych dzieci, dwie skrajnie odmienne osobowości i
      temperamenty. Oczywiście, że oboje są bardzo przez nas kochani -
      między nami, Agatkę jest "łatwiej" kochać, o ile wiecie o co mi
      chodzismile) W moim odczuciu starszak tylko zyskał na pojawieniu się
      młodszej siostry, sądzę, że jego rozwój społeczny i emocjonalny jako
      jedynaka to byłaby tragediasad - naprawdę mam podstawy, żeby tak
      napisać. Moje dzieci bawią się ze sobą i sa bardzo silnie związani -
      może nawet coś jak bliźnięta, choć przecież jest to 7,5 letni
      chłopiec i 5-letnia dziewczynka.
      W tej chwili moje dzieci sa dla siebie (dla samych siebie, nie tylko
      dla siebie nawzajem) i dla świata. Inaczej rozłożone sa w naszej
      rodzinie emocje, jest super, choć nie bez trudności (mutyzm i upór
      starszaka - tak naprawdę specjaliści potrafią tylko
      napisać "etiologia nieznana"). A decyzję o II dziecku podjęłam
      naprawdę dla Szymka - tak to wspominam do dziś. Jako osoba z
      dysfunkcjami narządu ruchu, będac matką dwójki maluchów miałam po
      prostu przes.ane, więc naprawdę urodziłam Agatę głównie i przede
      wszystkuim dla szymkasmile), jakkolwiek to teraz brzmismile Pozdrawiam, A.
    • alicjakei dobry arykul 07.09.08, 22:28
      uwazam, ze wyraza uczucia wielu rodzicow, ktorzy boja sie powiedziec
      o tym glosno. Dla mnie to cale dramatyzowanie o jedynakach jest
      grubym przegieciem. Niektorzy wyrazaja sie o tym tak, jakby to byl
      dramat, krzywda i nie wiadomo jaka tragedia. Smiac mi sie z tego
      chce, gdyz sama jestem jedynaczka i NIGDY nie bylo mi z tego powodu
      zle, NIGDY nie czulam sie sama i UWIELBIALAM sie sama bawic.
      Najczesciej o tych biednych,pokrzywdzonych jedynakach wypowiadaja
      sie osoby majace rodzenstwo- to juz totalne nieporozumienie. Sama
      ostatnio pisalam na forum o moim problemie z mezem, ktory chce miec
      drugie dziecko , a ja nie...Tez mnie irytuja glubawe komentarze
      ludzi, jak to "krzywdze dziecko bez rodzenstwa". Ludzie,
      opamietajcie sie! to jakis absurd! znam rodzenstwa, ktore wcale tak
      dobrze ze soba nie zyja, dzieci , ktore wcale sie razem nie bawia. I
      co, maja rodzenstwo teoretycznie, i co z tego? "bo maja"?? A
      najbardziej infantylnym z mozliwych argumentow jest dla mnie to, "ze
      bedzie mialo sie z kim bawic". Ha,ha, ha- roznie to bywa, sa matki,
      ktore narzekaja, ze dzieci w ogole sie razem nie bawia! nie ma
      reguly. Nie chce drugiego dziecka- nie rodze. Nawet jesli moja corka
      bardzo by chciala, to nie- dziecko nie musi otrzymywac wszystkiego ,
      czego zapragnie, zwlaszcza ze po urodzeniu brata czy siostry moze
      jej sie odwidziec. Jesli bedzie miala pretensje w przyszlosci-
      trudno, przeprosze ja, ale nie musze byc idealna, poswiecajaca sie
      matka. Niestety, ludzie s ajeszcze tak uwstecznieni, ze nie pojmuja;
      ze nie chce wracac do pieluch, do niemowlaka, chce miec czas dla
      siebie. Wg nich moje dziecko jest pokrzywdzone, a ja okrpna matka.
      Nie mowie, ze mnie to nie boli, nie wkurza. Ale staram sie
      uodpornic, bo wiem, ze nie chce bardzo drugiego dziecka. i to chore
      robic cos wbrew sobie, a zwlaszcza tak powazna sprawe, jaka jest
      dziecko. Jedynak nie bedzie "sam"- moze miec przyjaciol, czasem
      lepszych niz brat i siostra, zalozyc rodzine, miec wlasne dzieci. O
      problemach w kontaktach z ludzmi to juz w ogole jest totalna bzdura,
      jedynacy sa czesto odwazniejsi, pewni siebie, niezakompleksieni- bo
      mieli cala uwage rodzicow. Znam troche jedynaczek-kolezanek, nie
      zaluja, ze nie maja rodzenstwa, sa odnoszacymi sukcesy kobietami
      najczesciej tez z jednym dzieckiem!
      • alicjakei Re: dobry arykul 07.09.08, 22:46
        jescze jedno..... na natretne pytania rodziny, sasiadow: co to nie
        bedzie rodzenstwa? , raz odpowiedzialam: Nie, bo jestem wygodna
        matka i jest mi dobrze tak jest big_grin big_grin to nie obowiazek miec dwojke ,
        a dziecku krzywda bez rodzenstwa sie nie stanie! kopara jednej
        opadla , a ja sie zanosilam ze smiechu potem big_grin big_grin big_grin poza tym
        jednemu dziekcu mozna poswiecic wiecej uwagi, czasu , ma sie wiecej
        kasy na podroze, wyksztalcenie, kursy w przyszlosci. Dla mnie taki
        poziom zycia jest wazniejszy niz dwoje dzieci big_grin
        • 777newbetterfastersatan A dla mnie 11.09.08, 12:14
          Brat jest najlepszym kumplem, cała reszta daleko w tyle.

          Z tym typem rozumiem się w pół spojrzenia, bez otwierania ust.

          Są rzeczy, które mnie w nim denerwują (i vive versa), ale wspólne weekendy -
          bezcenne.

          Nigdy z żadnym przyjacielem nie miałem nawet w połowie tak głębokiej i
          pozytywnej relacji.

          Wszystko zależy na jakie rodzeństwo się trafi, czasem jest bajka, czasem dużo
          gorzej nie ma reguły.
    • m-ira Drugie dziecko: dla kogo? 08.09.08, 12:29
      Nikt nie powinien nikomu doradzać, ile powinien mieć dzieci, zwłaszcza
      "życzliwi" przypadkowo spotkani ludzie, którzy nie znają człowieka ani jego
      sytuacji życiowej. Chociaż uważam, że jedynak to mało, nikomu nie mówię, nawet
      dobrym koleżankom, że powinny mieć więcej dzieci. Jak ktoś panicznie boi się
      powtórnych kupek, zupek i nieprzespanych nocy, to nie będę mu wmawiać, że to
      go na pewno uszczęśliwi. Ale podaję kilka argumentów za: 1) kupki-zupki są
      przejściowe, i nieprzespane noce też; 2) moje pierwsze dziecko było planowane
      i oczekiwane, ale zmęczenie większe niż przy drugim, bardziej przejmowałam się
      rolą mamy, przy drugim jest mniej czasu (2 razy więcej dzieci), ale podchodzi
      się do sprawy bardziej na luzie, w końcu ma się już doświadczenie; 3) relacje
      z mężem o wiele lepsze po drugim porodzie niż po pierwszym, on też już wie, że
      ten początek po prostu trzeba przeżyć; 4) córka "pierworodna" wie, że nie jest
      czymś wyjątkowym na świecie, że czasami trzeba poczekać, aż mama nakarmi albo
      przewinie malucha; 5) starsze dziecko nic nie traci, kiedy mamy dla niego
      trochę mniej czasu, ono też z wiekiem ma coraz więcej "własnych" spraw.
      Argument "rodzę dziecko dla pierwszego dziecka" jest nietrafiony. Dziecko to
      nie zabawka, nie ma co łudzić malucha wizją wspaniałych przyszłych zabaw, bo
      może nie wypalić, z noworodkiem się nie pobawi, a już by chciał. Po prostu:
      jest nas więcej i to jest normalne, jesteśmy rodziną i dla każdego jest
      miejsce. Dziecko jest dla siebie, ani dla rodzeństwa, ani dla rodziców. Rodzę
      dziecko, bo mam takie hobby - wychowywanie własnych dzieci, może kosztowne i
      męczące, ale przyjemne. Ci, co hobbystycznie wyłażą na ośmiotysięczniki też są
      strasznie zmordowani, a ile pieniędzy wydają na sprzęt.
      To uwagi dla niezdecydowanych, jak ktoś jest zdecydowany na "nigdy więcej", to
      i tak go nie przekonam. Tylko niech zabezpieczy sobie fundusze na starość, bo
      system emerytalny może runąć.
      • echtom Re: Drugie dziecko: dla kogo? 08.09.08, 14:37
        m-ira napisała:

        Rodzę
        > dziecko, bo mam takie hobby - wychowywanie własnych dzieci, może
        kosztowne i
        > męczące, ale przyjemne. Ci, co hobbystycznie wyłażą na
        ośmiotysięczniki też są
        > strasznie zmordowani, a ile pieniędzy wydają na sprzęt.

        Fajnie piszesz, dziewczyno, podoba mi się ten argumentsmile Pozdrawiam.
      • lola211 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 16:10
        >Tylko niech zabezpieczy sobie fundusze na starość, bo
        >system emerytalny może runąć

        Ale co to ma do liczby dzieci??
        • lola211 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 16:16
          Ju chyba wiem, nie naprodukujemy platnikow skladek..
          Jakby pokalkulowac, to dziecko bedzie kosztowac wiecej niz moj zysk
          z wyzszej emerytury.
          • artie40 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 11.09.08, 10:47
            lola211 napisała:
            > Ju chyba wiem, nie naprodukujemy platnikow skladek..
            > Jakby pokalkulowac, to dziecko bedzie kosztowac wiecej niz moj
            zysk z wyzszej emerytury.

            Hmm, niezłe bezmóżdże... Czy tak trudno zajarzyć, że jeśli system
            emerytalny się wywali (a wiele na to wskazuje), to nie będzie ŻADNEJ
            emerytury, nie wspominając o zyskach? Sytuacja przypomina dziś
            gotowanie żaby, temperatura wzrasta, ale nikt nie ma odwagi
            powiedzieć, że trzeba wyskakiwać z garnka jak najszybciej. Bajki o
            tym, że jeśli nie my sobie samym, to
            chińczycy/murzyni/arabowie/hindusi zapewnią nam emerytury to
            naprawdę można między bajki włożyć.
            • lola211 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 11.09.08, 14:11
              > Hmm, niezłe bezmóżdże...

              Z Ciebie? faktycznie.

              Strachy na lachy, ja na swoja emeryture odkladam, wiec swoje
              prorocze sny zostaw da siebie.
              • asia_i_p Re: Drugie dziecko: dla kogo? 24.11.08, 08:07
                Lola zmiłuj się. Co to znaczy odkładam? Co odkładasz, kaszę, ubrania
                i inne produkty trwałe? Czy jednak pieniądze? Bo jeśli pieniądze, to
                odkładasz abstrakcyjne jednostki, których rzeczywista wartość zależy
                od tego, jak się ma gospodarka w kraju i na świecie. A to już zależy
                od liczby pracujących.
    • brzdac22 różnice zdań 08.09.08, 14:09
      Każdy postrzega rodzicielstwo inaczej... każdy ma inne potrzeby i sam musi
      ocenić swoje rodzicielskie możliwości...

      Ja mam dwójkę chłopców i jestem bardzo szczęśliwa i zadowolona z faktu iż
      zdecydowaliśmy się z mężem na drugie dziecko tak szybko.

      Chłopcy są bardzo ruchliwi, żywiołowi... ale też bardzo się kochają, tulą,
      pocieszają...

      Gdy na nich patrzę to się rozczulam, nawet gdy pomażą mi świeżo malowaną
      ścianę... po prostu wiem, że nie chciałam mieć jednego dziecka...
      Natomiast moja siostra (mama jedynaka) po godzinnej wizycie mówi: "Wizyta u
      Ciebie jest lepsza niż najlepszy środek antykoncepcyjny!"

      Ona nie wyobraża sobie jak można mieć takich łobuziaków w domu i się w tym
      odnajdować...

      Ja szanuję jej decyzję o jednym dziecku... ona szanuje moją o dwójce i kręci
      głową z niedowierzaniem gdy tylko wspomnę o trzecim dziecku!

      Trzeba mierzyć siły na zamiary i nie dać się ponieść emocjom, namowom i modzie!

      To wasze życie i wasza decyzja!
      • lena_madzia Re: różnice zdań 08.09.08, 22:02
        Otóż właśnie to: jedni lubią rozgrdiasz w domu i harmider wesołej
        gromadki bo po prostu lubią dzieci, a inni wolą spokój i spełniają
        się macierzyńsko przy jednym dziecku.
        Może też być i tak że komuś sypie sie małżeństwo, albo właśnie
        wziął kredyt hipoteczny na 40 lat -budżet domowy pęka w szwach i nie
        ma mowy o tak kosztownej imprezie jak niemowlaktongue_out
        Głupie uwagi i pytania odnośnie ilości dzieci świadczą o wścibstwie
        i braku dobrego wychowania.
        Ktoś napisał że przez takie matki jak ja runie system emerytalny.
        Otóż odpowiem że już od dawna odkładam na koncie z myślą o emeryturze
        bo jakbym miała wyżyć z takiej emerytury jak jest np. dzisiaj to
        tylko chleb i woda. Emerytury nie są nędzne przez niż demograficzny
        tylko przez polityke prowadzoną w tym kraju.
        • r0sie Re: różnice zdań 09.09.08, 21:02
          lena_madzia napisała:
          > Otóż właśnie to: jedni lubią rozgrdiasz w domu i harmider wesołej
          > gromadki bo po prostu lubią dzieci, a inni wolą spokój i spełniają
          > się macierzyńsko przy jednym dziecku.
          > Może też być i tak że komuś sypie sie małżeństwo, albo właśnie
          > wziął kredyt hipoteczny na 40 lat -budżet domowy pęka w szwach i nie
          > ma mowy o tak kosztownej imprezie jak niemowlaktongue_out
          > Głupie uwagi i pytania odnośnie ilości dzieci świadczą o wścibstwie
          > i braku dobrego wychowania.
          > Ktoś napisał że przez takie matki jak ja runie system emerytalny.
          > Otóż odpowiem że już od dawna odkładam na koncie z myślą o emeryturze
          > bo jakbym miała wyżyć z takiej emerytury jak jest np. dzisiaj to
          > tylko chleb i woda. Emerytury nie są nędzne przez niż demograficzny
          > tylko przez polityke prowadzoną w tym kraju.



          mysle, ze to swietne podsumowanie watku, ktory sledze od kilku dni!

          ja mam jedno dziecko i tez 0 checi na drugie chociaz argumetacja niektorych tu
          osob za posiadaniem dwojki daje mi troche do myslenia..
          wiem jednak ze nie zrobie nic na sile, tylko dla dziecka zeby mialo rodzenstwo,
          dla swietego spokoju sasiadek, babc itpe.. smile))
    • ludex Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 15:19
      Obecnie mam jedno dziecko i pomimo, iż mój synek jest bardzo malutki,
      zastanawiam się, czy to dobre aby był jedynakiem... Nie boję się
      nieprzespanych nocy, czy ponownej zabawy w pieluchy. To czego się boję, to
      ponowna ciąża i poród - obydwie rzeczy w moim przypadku nie były
      najszczęśliwsze i myśl, że miałabym przejść przez to wszystko jeszcze raz po
      prostu mnie przeraża. Być może jest jeszcze za wcześnie abym mogła rozsądnie
      ocenić i wziąć pod uwagę posiadanie drugiego dziecka, jednak aby dzieci
      chowały się razem trzeba o drugim dziecku niestety myśleć dość szybko.
      Pomiędzy mną a moją siostrą jest 8 lat różnicy i tak na prawdę jesteśmy dwoma
      jedynaczkami. Zajęło nam prawie osiemnaście lat znalezienie wspólnego języka i
      nici porozumienia...
    • mellon_collie Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 16:02
      Ciekawy wątek i argumentacje. Szczególne dzięki dla moofki i Mi-ry,
      przemówiłyście do mnie smile, potrzebuję takich argumentów. Mamy
      rocznego synka i myślimy o drugim, z różnych powodów, a głównym jest
      ten, że po prostu bardzo chcielibyśmy mieć córkę - może się uda. Mąż
      mógłby w tej kwestii działać choćby dziś wink, ja się oczywiście
      waham, bo to JA będę w ciąży, MNIE będzie znów mdliło i to JA będę
      rodzić - znów mi trochę włosy dęba stają, kiedy o tym pomyślę, ale
      wiem już, że to jest do przeżycia, a w dodatku podejrzewam, że przy
      drugim dziecku ciąża mija szybciej, bo ma się więcej obowiązków i
      mniej okazji do rozczulania się nad sobą. Wiem też, że na dobrą
      sprawę nigdy nie ma dobrego momentu na drugie dziecko. Nie wolno
      chyba za dużo myśleć, tylko działać smile.
      I jeszcze jedno - synek tak szybko rośnie, stawia pierwsze kroki -
      patrzę na niego i pękam z dumy, ale z drugiej strony tak mi żal, że
      jego niemowlęctwo minęło tak szybko. Chyba naprawdę czas na drugie smile
    • marek.lipski 7 dziecko: dla kogo?Panowie prosze pracowac. 10.09.08, 19:45
    • amambilis Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 21:06
      Decyzja o drugim dziecku bywa trudniejsza niż same początki rodzicielstwa.
      Wiem coś o tym, bo się zastanawiamy od paru miesięcy nad tym, czy mieć drugie
      dziecko...
      amabilis.blox.pl/html
    • agnieszka_niemirska Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 22:01
      według mnie - super artykuł! zupełnie nie zgadzam się z tym, co
      piszecie, że to wyssane z palca itd.
      Jestem mamą jednej córeczki, ma niespełna 3 lata. Powoli dochodzimy
      z mężem do decyzji o drugim dzieku, ale dalej nie mamy 100%
      pewności, że chcemy... córcia była wyczekana, chciana, planowana
      itd. A teraz - mam poczucie, że ona jest "w sam raz".
      Boję się, że zdecyduję się pod presją ...
      Chociaż to samo otoczenie, które wywiera presję (tylko koleżanki,
      rodzinę mam bardzo spoko), jest dla mnie przykładem, że nie jest to
      dobry pomysł, żeby mieć więcej niż jednego dzidziusia
      mąż pewnej koleżanki kiedyś bardzo ostro mnie skrytykował, że moja
      córcia będzie samotna, ble ble ble
      to teraz o tym panu: pracuje całe dnie, żeby utrzymać swoją
      pięcioosobową rodzine. Zona pracuje w domu, wychowuje dzieci. Jest
      czesto zdenerwowana. Wyjezdza na kilka tygodni odpoczac (z dziecmi).
      Maz zostaje, bo pracuje.
      My, swiadomie, wybralismy zupelnie inny model zycia - pracuje tylko
      jedno z nas, drugie dopiero zaczelo. Tata i mama maja jednakowy
      kontakt z coreczka - jedynaczka (tata nawet nieraz wiekszy). Nie
      jestesmy szczegolnie zamozni, ale jestesmy szczesliwi smile.
      Sa rozne modele zycia... Ja akurat na pewno wybieram swoj, a ten
      namawiajacy znajomy jest akurat dla mnie "antyprzykladem" rodziny,
      jaka ja bym chciala miec smile... (mimo ze ma duzo dzieci)
      I powiem jeszcze, ze nie jestem egoistyczna jedynaczka, mam siostre.
      Jest miedzy nami bardzo mala roznica wieku. I zawsze mialysmy dosc
      trudne i skomplikowane relacje. Moze sie tak zdarzyc, ze zdecydujemy
      w pewnym momencie zycia, ze wolimy w ogole nie utrzymywac ze soba
      kontaktu, bo bardzo sie roznimy i nie bardzo mozemy na siebie
      liczyc.. to tyle jesli chodzi o to, ze urodzenie siostrzyczki czy
      braciszka dziecku gwarantuje, ze bedzie mialo wsparcie na cale
      zycie...
      • volta2 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 23:23
        a ja ciekawa jestem jak rozkłada się deklaracja o pojedynczym
        rodzicielstwie do bycia w dzieciństwie siostrą a jak to wygląda w
        przypadku jedynaków z urodzenia

        ja byłam jedynaczką-mam dwójkę i to w klasyczny sposób urodzoną,
        czyli to drugie to bardziej dla starszaka
        ale jest na razei tak, jak to sobie wymarzyłam: miłość wzajemna
        kwitnie, współpraca w zabawie też, ja jestem zadowolona i taki
        wariant bym bez wahania powtórzyła. może z jedną różnicą, żeby tak
        rok po roku...
        co do przyszłości - jeśli dzieci nie będą czuły potrzeby
        kontaktowania się ze sobą, to trudno, choć przyznaję, uznam to za
        swoją osobistą porażkę wychowawczą
    • lulu.1 Drugie dziecko: dla kogo? 10.09.08, 23:40
      Artykul jest faktycznie niezbyt wyszukany.Zreszta poziom naszych
      dziennikarzy jest raczej mierny. Dzieci powinny sie rodzic z
      milosci, choc zapewne brzmi to idealistycznie. Oczywiscie kazdy ma
      wlasne racje i ci, co decyduja sie na jedno dziecko, i ci co maja
      kilkoro. Mam synka, ma 15 miesiecy, patrze jak dorasta, codziennie
      czegos nowego sie uczy, czekalam na to i ..i teraz troche mi zal, ze
      juz nie jest niemowlaczkiem smile.Chce miec drugie dziecko, bo od
      zawsze tak sobie marzylam, bylam o tym przekonana, mam taka
      potrzebe, chce, czekam. Zawsze sa koszty, wszystko w naszym zyciu
      ma swoja cene smile.Jestem jedynaczka. To nieprawda, ze wszyscy
      jedynacy to egocentrycy,krolewicze lub krolewny skupieni wokol
      wlasnego ja, patrzacy przez pryzmat tylko swojej osoby(choc wielu
      takich jest moofkasmile). Jest jednak jeszcze cos. Ja nie uwielbialam
      sie sama bawic, nie cieszyl mnie brak rodzenstwa, tak do 8 roku
      zycia chcialam miec starszego brata, az mama zebrala sie na odwage i
      wyjasnila mi, jak to jest z tymi dziecmi i ze starszego brata, to
      juz na pewno nie bedzie smile. Mialam psa, dobermana, z ktorym
      spedzalam caly czas po szkole, wychodzilam na dwor, gadalam do niego
      ciagle i o wszystkim. Byl spory (nawet bardzo), agresywny, uczulony
      na motory i rowery, chyba ze jechalo na nim dziecko. Dziecko moglo
      zrobic wszystko, doroslemu chybaby odgryzl reke. Paradoksalnie moj
      ojciec zanim dal mi reprymende wypuszczal psa na dwor, bo inaczej
      Ares wlaczal sie do dyskusji i podzielal moje zdanie. Mocno
      podzielal.A mial argumenty w liczbie czterech po 2,5 cm, nie liczac
      tych pomiedzy.. Dawal sie ubierac w moje sweterki i
      spodnice,rozciagajac je niemilosiernie, bo byl wiekszy ode mnie,
      zalamal mi wozek dla lalek..jak go tam wsadzilam podstepemsmile.Ale czy
      to sa wlasciwe wspomnienia z dziecinstwa? Po co ubieralam psa w
      swoje dzieciece ubrania, wabilam do wozka lalczynego? Czy nie jest
      nas za malo przy wigilijnym stole w moim domu rodzinnym?Swiadomosc,
      ze jak rodzicow zabraknie zostane sama i bede miala tylko meza jako
      wsparcie nie jest specjalnie mila, bo co bedzie i do kogo sie
      wyzale, jak sie pokloce z malzonkiem, niewazne powaznie czy nie..Tak
      wiele rzeczy sklada sie na nasza rzeczywistosc, na nasze
      samopoczucie, na nasz rozwoj i doskonalenie sie w byciu dobrym
      czlowiekiem, ale w glownej mierze jest to obecnosc i wplyw innych
      ludzi.
      Jestem bardzo wygodna, leniwa i rozpuszczona smile. Zanim Mikolaj
      przyszedl na swiat rozne cuda sie zdarzaly, spanie do poludnia,
      wyjazd do Zakopanego na jeden dzien z tym i w tym, w czym akurat
      bylam w chwili tejze radosnej decyzji, imprezy do rana, praca do
      pozna wieczorem, praca w sobote, kupno torebki za kilkaset zlotych,
      bo t a k a piekna byla..smile Nie stalo mi to na przeszkodzie 14 razy w
      nocy (policzylam!)obrocic glowke mojego synka z jednej strony na
      druga, zeby nie mial kreczu,nie przeszkodzilo prasowac mikrych
      ubranek i pieluszek, przescieradelek, choc dla siebie nigdy bym tego
      nie zrobila i nie robiesmile (Prasujecie posciel???) Wstawanie co
      poltorej godziny przez cala dobe (w takim systemie Miki jadl przez
      pierwsze prawie trzy miesiace zycia)stalo sie nawykiem, bo przeciez
      najwazniejsze zeby sie najadl, byl zdrowy i dobrze rosl. Moj maz
      nigdy w nocy nie wstal do dziecka, bo jak twierdzi, nigdy go nie
      slyszal smile, no bo jakby uslyszal to by wstal..A skoro ja slyszalam
      zawsze pierwsza i zawsze cos poradzilam zanim on uslyszal, no to jak
      moge miec do niego pretensje?Niezly jestbig_grin Mam w pracy samotne
      kolezanki, bezdzietne. Maja czas na wszystko, moga robic nagle
      nieplanowane rzeczy np kino, wycieczka, kawiarnia, mecz - zupelnie
      jak ja kiedys;moga cala pensje wydawac na swoje potrzeby i kaprysy.
      Ale NIKT nie czeka na nie w domu, nie obejmie malymi umorusanymi
      raczkami za szyje, nie przytknie zaslinionego pysiaka i noska do
      twarzy. Czasem tylko usmiech i spojrzenie mojego synka sa jedyna
      motywacja do wstania z lozka i przebrniecia trudnego dnia w pracy,
      do pokonania zlego humoru, pomogaja rozproszyc zle mysli..Taki bonus
      razy dwa?To chyba oczywiste smile
      Dla kogo drugie dziecko?Dla tego, kto na nie czeka i bedzie je
      kochal, bedzie wspieral, pomagal, rozwijal, da skrzydla na cale
      zycie - bez realizowania jego kosztem swoich ambicji,bez
      przywiazania do siebie lub kogos innego w imie dogmatu "teraz ty sie
      dla mnie poswiecisz, jak ja wczesniej dla ciebie". I tez cale zycie
      bedzie stal za nim murem, zeby w razie czego zawsze byc, po prostu.
      Dla tego drugie dziecko.Tak jak pierwsze smile.
      • werualta Re: Drugie dziecko: dla kogo? 20.10.08, 22:08
        "Jestem bardzo wygodna, leniwa i rozpuszczona . Zanim Mikolaj
        przyszedl na swiat rozne cuda sie zdarzaly, spanie do poludnia,
        wyjazd do Zakopanego na jeden dzien z tym i w tym, w czym akurat
        bylam w chwili tejze radosnej decyzji, imprezy do rana, praca do
        pozna wieczorem, praca w sobote, kupno torebki za kilkaset zlotych,
        bo t a k a piekna byla.."

        lulu-wiele kobiet tak ma, nie jesteś jedyna!!
        niekoniecznie do Zakopanego-można jechać do Sopotu smile
    • sofi75 Jak mozna cos takiego napisac???!!! 11.09.08, 09:23

      "W rozmowach z dorosłymi jedynakami często przewija się wątek pokoju
      pełnego zabawek, w którym nie było do kogo ust otworzyć. Myśl, że
      przez lenistwo mamy czy taty twoje ukochane dziecko już zawsze
      będzie miało problemy w kontaktach z innymi, jest naprawdę
      przerażająca. "

      Przez lenistwo rodzicow?
      A pomysleliscie, co czytajac ten artykul pomysla sobie pary, ktore
      latami staraja sie o np. drugie dziecko? Bo istenieje cos takiego
      jak nieplodnosc wtorna, bo na przyklad traca 2-3 ciaze zanim
      doprowadza do tej, ktora skonczy sie sukcesem? czy naprawde
      zgadniem 'gazety' jedynak jest wynikiem lenistwa rodzicow? Nie
      odwazylabym sie nigdy wytknac rodzicowm jedynaka, ze maja tylko
      jedno dziecko albo rzucic komentarza "czas na drugie" - bo njie znam
      ich historii, zmagan przy pierwszym, a moze drugim, ktorego nadal
      mimo uplywu lat nie ma - a wiem, jak takie pytania moga bolec ...
      _________________________________
      "do góry uszy, to i pupa ruszy"
      • alinaw1 Re: Jak mozna cos takiego napisac???!!! 11.09.08, 10:19
        Jak można w ogóle liczyć, przeliczać, planować, traktować
        riodzicielstwo jak kolejną inwestycję. Chory świat, w którym
        prawidła życie podlega planowaniu, układaniu i ciągłemu dylematowi:
        Opłaca się czy nie?
        • lola211 Re: Jak mozna cos takiego napisac???!!! 11.09.08, 14:09
          > Jak można w ogóle liczyć, przeliczać, planować, traktować
          > riodzicielstwo jak kolejną inwestycję.

          To sie nazywa rozsadek.
      • daga_1 Re: Jak mozna cos takiego napisac???!!! 11.10.08, 15:44
        Ale mówi się o tych rodzicach, którzy świadomie zdecydowali się na dziecko
        jedynaka. A nie o tych, którzy nie mieli innego wyjscia.
    • mobu Drugie dziecko: dla kogo? 11.09.08, 14:06
      A ja mam dwoje od razu. Teraz mają trzy latka. Chłopczyk i
      dziewczynka. Planować drugiego nie musiałam. Ale zastanawiamy się z
      mężem nad trzecim, chociaż większość znajomych i rodziny twierdzi,
      że to nie poważne. Przecież tak nam się pofarciło, jedna ciąża,
      dwoje dzieci i mamy już WSZYSTKO. A ja tęsknię za tym, żeby mieć
      czas TYLKO dla jednego maluszka, mieć czas, żeby z maleństwem
      porozmawiać, popieścić, poleżeć razem, spokojnie wyjść na spacer...
      Dlatego czekam jeszcze, aż bliźniaki troszkę jeszcze podrosną. I mam
      gdzieś czyjeś opinie, czy dwoje to już wystarczy i więcej nie
      trzeba. Każdy ma jak chce, albo jak mu się trafi...
    • earl.grey Re: Drugie dziecko: dla kogo? 11.09.08, 14:28
      zuju2 napisała:

      > Rzadko krytykuję, ale tym razem...
      > Brrrr, co za okropny artykuł!

      też rzadko komentuję i tez mam zdanie, że artykuł jest okropny, skrajnie
      jednostronny i nastawiony na modelowanie zachowań, tylko z zupełnie przeciwnych
      powodów smile))
      np: nic tak nie spędza rodzicom snu z powiek jak to zmartwienie, że ich dziecko
      będzie jedynakiem. Toć to nieszczęście i prawie pewne, że od jedynactwa do
      psychopatii droga niedaleka, a wszystko przez lenistwo i egoizm rodziców, którym
      się nie chce wstawac w nocy i wracac do pieluch smile

    • evee1 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 12.09.08, 06:13
      Sama jestem jedynaczka, na dodatek bardzo szczesliwa jedynaczka.
      Nigdy nie zalowalam, ze nie mialam rodzenstwa i troche irytuja mnie
      pytania osob rodzenstwo posiadajacych "a nie jest/nie bylo Ci
      smutno, ze nie masz rodzenstwa?". Nie, nigdy nie bylo, bo nie
      wiedzialam jak to jest kiedy sie rodzenstwo.
      Teraz mam dwojke dzieci, z bardzo niewielka roznica wieku. Tak
      wyszlo. Pierwsze dziecko chcialam, drugie tez, bez dorabiania do
      tego zadnych teorii. Trzeciego zachcialo mi sie duzo pozniej, ale ze
      jestem juz w powaznym wieku i chec nie jest chya tak silna, to mi
      sie po prostu nie chce przechodzic przez cala szopke dwoch
      pierwszych lat zycia.
      Co do rodzenstw. Bywaja bardzo rozne. Mimo ze moje czesto sie zra i
      kloca, to widze, ze istnieje miedzy nimi niesamowita wiez, ktorej ja
      nie mam i nie bede miala z zadnym innym czlowiekiem. Ale nadal nie
      zaluje, ze nie mialam rodzenstwa i ze nie moglam tego doswiadczyc.
      Owszem, ominelo mnie w zyciu cos, byc moze nawet bardzo fajnego, ale
      nie jest to pierwsza i nie jest to ostatnia rzecz, ktorej nie
      doswiadcze i nie stanowi to tragedii.
      Czy wiez miedzy moimi dziecmi przelozy sie na dobre stosunki kiedy
      dorosna (teraz maja 11 i 13 lat), to nie wiem, ale jezeli nie, to
      nie bede tego traktowac jako porazki wychowawczej. Niby dlaczego?
      Oni sa bardzo rozni i niekoniecznie musza sie dogadywac ze soba i
      miec takie same priorytety jak dorosna, tym bardziej, ze wtedy
      prawdopodobnie zaloza tez swoje rodziny.
      A najglupszym moim zdaniem powodem, zeby miec dziecko jest powod,
      zeby je miec wlasnie dla urodzonego juz wczesniej dziecka.
    • daga_1 Drugie dziecko: dla kogo? 11.10.08, 15:42
      Powiem tylko, że bardzo się cieszę, że mam siostrę i nie ważne, ze o 11 lat
      młodszą. I cieszę się, ze mój mąz ma siostrę. I nigdy nie skazałabym swojej
      córki na jedynactwo. Ona teraz też się cieszy, że ma brata chociaż w
      dzieciństwie bywało różnie.
    • daga_1 Drugie dziecko: dla kogo? 11.10.08, 16:00
      I jeszcze, oprócz tego, że zawsze bylam zdecydowana na dwoje dzieci, to bałam
      się trochę tego, że mojemu jedynemu dziecku może coś się w życiu przytrafić.
      Choroba, wypadek i śmierć. A dla mnie będzie już za pózno na drugie. Nie
      chciałam zostac bezdzietna, złamana bólem i żyjąca tylko wspomnieniami.
    • mlena30 Re: Drugie dziecko: dla kogo? 15.10.08, 15:01
      uważam że ilość dzieci to sprawa indywidualna i jedynaka można wychować na
      szczęśliwe dziecko i wkurzają mnie teksty że jedynacy to snoby i samoluby.. Mam
      12 letnia córkę -to była totalna wpadka najpierw załamanie jednak mimo młodego
      wieku i wielu przeciwnością sprostałam wyzwaniu po kilku latach rozpadł sie mój
      związek i wychowywałam córkę sama zarzekając się że nigdy więcej dzieci aż po 11
      latach kiedy miałam drugi związek byłam szczęśliwa świadomie zaskakując ba nawet
      szokując wszystkich( ta która mówiła NIGDY WIęCEJ DDZIECI) zdecydowałam się na
      drugie dziecko teraz mam dwie cudowne dziewczyny 12l i 1,5 m-ca i myślimy o tym
      by za 2-3 lata pojawiło się trzecie dziecko informacja o tym wywołała niemal
      wstrząs w rodziniewink że to wydatki że obowiązki no i co z tego???
      Mimo dużej różnicy wieku widzę jak starsza córka opiekuje się maluszkiem z jaką
      miłościa na nią patrzy i to jest coś niesamowitego
      dlatego zarzekające się mamy "że nie będzie więcej dzieci" jak to się mówi
      "nigdy nie mówcie nigdy" i wierzcie mi że można sobie poradzić i być szczęśliwym
      człowiekiem
      • utalia Re: Drugie dziecko: dla kogo? 19.10.08, 12:24
        Daga, dla mnie taka motywacja jest idiotyczna. Czy uwazasz ze jesli
        osobie majacej dwojke dzieci umiera jedno z nich to ona nie jest
        złamana bólem? To sa sprawy indywidualne i moze sie tak stac ze
        bedzie na tyle złamana bólem, ze jakby osieroci to drugie dziecko bo
        nie bedzie w stanie sie nim zajmowac z powodu cierpienia. POza tym
        nierzadko tak bywa, ze dzieci jezdza na wakacje, dyskoteki razem i o
        wypadek nie trudno a wtedy mozna stracic oboje. To, ze bedziesz
        miala dwoje czy troje nie jest gwarancja ze ktores z nich zostanie
        na 100 proc. przy tobie. POza tym mam wrażenie, że im wiecej dzieci
        tym więzy z rodzicami sa słabsze i jedno wyjedzie do Australii,
        drugie do Wenezueli....
        Artykuł w zasadzie o niczym, byo to cos w rodzaju dywagacji, czy
        lepiej jak sie rodzi dziecko czarnowłose czy blondyn.
        • utalia Re: Drugie dziecko: dla kogo? 19.10.08, 12:39
          I jeszcze zaintygowała mnie kwestia wygodnictwa rodziców jedynaka:
          okazuje sie, że dązenie do wygody jest czymś złym? W takim razie
          gdzie logika w tym aby sobie tak zycie układac aby tej wygody nie
          mieć?
          Uważam, że jeśli tylko można (a nikogo sie przy tym nie krzywdzi)to
          powinno sie korzystac z wygody i mozliwosci ułatwiania zycia a nie
          komplikowania.
        • asia_i_p Re: Drugie dziecko: dla kogo? 24.11.08, 08:17
          Czy uwazasz ze jesli
          > osobie majacej dwojke dzieci umiera jedno z nich to ona nie jest
          > złamana bólem?
          Jest. Ale widzę jednak różnicę między moją babcią a jej siostrą. Obu
          umarło dziecko - mojej babci córka (moja mama), jej siostrze syn.
          Obu dorosłe dziecko. Moja babcia pozbierała się jakoś. Mówiła mi, że
          nie ma dnia, żeby o mojej mamie nie myślała, chociaż minęło 15 lat,
          ale nie jest sama, ma jeszcze dwoje dzieci, ma kontakty z wnukami.
          Jej siostra została sama z mężem, z którym kłóci się praktycznie
          codziennie. Kłóciła się z wszystkimi kolejnymi kobietami swojego
          syna, nie zbudowała żadnych związków z jego dwojgiem dzieci.
          Codziennie jeździ na cmentarz, cierpi i nic przed sobą nie widzi, bo
          ten syn był całym jej życiem. Inna sprawa, że to jest różnica nie
          tylko liczby dzieci, ale też innego podejścia do życia - z tym, że
          czasem to drugie dziecko, nie zastępując wcale tego pierwszego,
          przywołuje do życia.
          Im więcej dzieci, tym ich więzy z rodzicami słabsze? Nie spotkałam
          się praktycznie z żadnym przykładem, który by potwierdzał tę tezę -
          znam tyle samo sytuacji, kiedy emigrują jedynacy, jak i osoby
          posiadające rodzeństwo i nie znam jeszcze takiej, żeby całe
          rodzeństwo wyemigrowaóło, pozostawiając rodziców.
    • padthai blagam o lepsze art. plisssssssssssssss 19.10.08, 22:41
      blagam, znowu badziewie
      i te uogolnienia
      nie ma znaczenia jedynak czy nie, w pelnej rodzinie chowany czy
      przez jednego rodzica, wazne jak sie wychowa dziecko i ile milosci
      wsparcia i akceptacji jestesmy w stanie mu/im dac
      to pisze ja jedynak smile
      ps
      nie wszystkie jedynaki to czuja sie samotne i pragna rodzenstwa, nie
      wszystkie rodzenstwa szanuja sie i kochaja, znam mnostwo przykladow
      rodzenstw, ktore zieja jadem na swoj widok.
      • alicjakei Re: blagam o lepsze art. plisssssssssssssss 19.10.08, 22:46
        Zgadzam sie! to samo generalizowanie! Stwierdzenie typu "dziecko
        powinno miec rodzenstwo" jest tak absurdalne i uogolniajace, ze
        szkoda gadac wink sa rodzenstwa w ogole ze soba dobrze nie zyjace, nie
        lubiace sie, wiec nigdy nie ma zadnej gwarancji, ze dziecko" bedzie
        kogos mialo". to dla mnie zaden argument, min tak mowilam, gdy maz
        nalegal na drugie dziecko. poza tym dziecka nie rodzi sie dla
        drugiego dziecka, bo to nie jakas kolekcja i dla mnie ten tor
        myslenia jest bledny. oczywiscie, jak ktos chce miec dwoje, troje
        dzieci, niech ma, ale niech nie wypisuje potem postow , ze jest
        zmeczony i nic nie ma czasu dla siebie, a maz/zona nie rozumie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka