mamabuly
07.11.08, 14:56
Od ponad roku mój małżon jest wegetarianinem. Twierdzi, że to mu
poprawia samopoczucie. Na początku nawet nie stanowiło to dla mnie
wielkiego problemu bo ustaliliśmy, że w tej sytuacji będzie gotował
sobie sam (ja gouję dla siebie i dziecka).
Ja jestem zdecydowanie mięsożerna I córa też. Dlatego jeżeli robiłam
danie mięsne mąż jadł np tylko ziemniaki I sałatkę. Ryby naszczęście
je więc problem odpada jak gotuję to dla trójki. Chodzi o to, że
małżon wcale nie zaczął sobie gotować żeby uzupełnić braki w swojej
diecie. Ograniczał się do przygotowywania sałatek I do tego
sprowadzała się jego dieta. Braki kaloryczne uzupełniał słodyczami.
Żarł I jeszcze bardziej tył, co najgorsza zrobił sie ospały I
kompletnie brak mu było energii. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje
ręcę I nagiąć trochę te jego bezmięsną dietę. On nie jest tego
świdom. Tzn teraz jak ugotuje zupę na mięsie to np odlewam część do
drugiego gara I udaję, że ta jest wgetariańska dla niego. Sosy robię
na bulionie mięsnym I znów “podkładam” staremu.
Proceder już chwwilę trwa. Małżon ciągle “nie je mięsa” I jest bardzo
zadowolony ze swojego samopoczucia. Czy ja mam mu powiedzieć, że on
to mięso właśnie je? Przyznać się, że go zwyczajnie oszukuję od
miesięcy dla jego dobra?