Witam,
normalnie to wystepuje tutaj pod innym nickiem ale wiadomo - swiat
jest maly a ja chce poruszyc osobisty problem.
Moich tesciow bardzo szanuje i lubie. Mieszkaja w niewielkiej
miejscowosci jakiej 300km ode mnie - ja w duzym miescie - kolejnym
zreszta.
Tesciowie urodzili sie tam, wychowali i pewnie i tam umra. Wiadomo
jaka jest czasem pogladowa przepasc miedzy ludzmi z duzych i malych
miast. Takowa przepasc jest tez niestety miedzy nami.
Tesciowie to ludzie przemili, dobrzy, bezkonfliktowi...no
wlasnie...bezkonfliktowi za kazda cene.
Od poczatku czulam, ze nie mge z nimi o wszystkim swobodnie
porozmawiac, choc oni zabiegali o przyjacielskie stosunki - czulam,
ze moje poglady sa nie tylko nieakceptowane ale i nietolerowane.
Nauczylam sie przemilczas drazliwe tematy. Ale teraz jak jest
dziecko to ciezko bedzie, np. bedac u nich w odwiedziny, chowac sie
ze sposobem wychowania itd. A wiem, ze nie aprobuja wszystkiego,
czego ucze dziecko. Oprocz dziecka moje zycie zmierza w kierunku nie
do zaakceptowania dla tesciow - moje postepowanie jest dla nich
niezrozumiale (wiode dosc ekscentryczne zycie w ich mniemaniu) i
czuje, ze trace ich szacunek...szacunek calej rodziny. Przykro mi,
bo to rowniez rodzina mojego dziecka i jestem jak najbardziej
zainteresowana dobrymi relacjami.
JEszcze moze kilka faktow: nigdy mi wprost nic nie powiedzieli -
bezkonfliktowosc. Wiem, ze za plecami moje postepowanie jest
negatywnie oceniane...nie tylko przez nich ale przez cala rodzine...
Maz tak samo bezkonfliktowy - nie widzi problemu. A ja sie CZUJE z
tym zle, ze moje rodzinne srodowisko + maz zamiast mnie popierac w
moich decyzjach, tylko ciagnie mnie na dol.
JEst tak zle, ze musze sie upewniac u swich przyjaciol, ze nie
jestem nienormalna.
Nastepne odwiedziny tuz tuz i pytania o moja przyszlosc (z racji
nieukonczonego wyksztalcenia) a ja wiem juz, ze wywolam burze, bo
nie spodoba im sie to co powiem
Pozdrawiam