agnieszkatk
08.12.08, 16:50
Byłam dziś wściekła, wkurzona i do tego było mi przykro. I doszłam
do jedynego słusznego wniosku, ze moją wieloletnią "przygodę" z
oddawaniem krwi przynajmniej na razie zamykam bezterminowo. Mieszkam
gdzie mieszkam, jedna jest tylko stacja krwiodawstwa, nie będę
specjalnie jeździć do innego miasta tylko po to, żeby bezpłatnie
komuś oddać krew. Nie to nie, bez łaski.
Już kiedyś pisałam, że zrobiono mi wręcz łaskę, że pobrano ode mnie
krew, bo pielęgniarki miały problem z jej pobraniem - kiepsko
leciała i w trakcie oddawania krwi zniechęcały mnie do oddawania. W
poprzedniej stacji takich problemow nie było. dziś za to razem w
lekarką przeszły same siebie.
Przyszłam. Byłam ja i kilku młodziutkich chlopaków. Już na początku
byłam niezadowolona, bo mimo iż przyszłam przed nimi zostałam
poproszona na badania jako trzecia. Bo tak. Po pobraniu krwii do
badań odmowiłam przyklejenia plastra ( pomna, że poprzednimi razami
odrywałam go płacząc i skutecznie raniąc skorę. Zostałam zmuszona
przez pielęgniarkę a w zasadzie nie zmuszona, bo przykleiła mi go
nie bacząc na moje protesty i każąc "nie dyskutować". Wróciłam na
badania. A tam niespodzianka : w komputerze wpisane " kiepski dostep
do żył" zatem pytanie lekarki : "czy pani musi oddawać krew? "
Wstałam ( rozmowa przy pielęgniarkach ) i mowię, że nie, ja nie
muszę. Ta krew nie jest dla mnie ( grupa 0 rh - więc nie dość, że
rzadka to jeszcze jestem uniwesalnym dawcą ) i że jeśli nie chcą, to
ja mogę sobie pójśc. Na to lekarka stwierdziła, że "skoro muszę"
to " proszę iśc i poprosić bez krzyków, że pani musi" Powaliło mnie.
No żesz, ja nie będę prosić, żeby raczyły ode mnie krew pobrać!
Poszłam. wkłuwały mi się trzykrotnie ( dwa razy w jedną rękę,
którą " daję" od lat ) I za pierwszym razem w drugą rękę ( z
komentarzem, że skoro wiem, że mam lepsze żyły w tej drugiej ręce to
dlaczego dałam sobie z niej pobrac krew do badań ). Przez cały czas
słyszałam teksty typu: " nie naleci" , "męczymy się z panią" ( fakt,
kilkakrotnie musiały mi trzymać rurkę, którą leciała krew), " z
takimi żyłami to się nie przychodzi" Były bliskie zrezygnowania i
tylko czekały, żebym powiedziała,że rezygnuję. Fakt, chłopak, który
przyszedł jakiąś chwilę po mnie, skończył oddawać krew jakieś 3
minuty przede mną. Naleciało tyle krwi, ile miało nalecieć. dostałam
7 czekolad i batonik. wyszłam zniesmaczona, wkurzona i z
postanowieniem, że już nigdy więcej. Nie to nie.