momm.y
20.12.08, 13:26
Chyba moje najsmutniejsze jakie pamiętam. Dziwnie, bo powinnam się cieszyć, że
moje maleństwo w brzuchu rośnie i niedługo (oby Bóg dał) będzie z nami. I co z
tego, skoro nie stać mnie, żeby jej choćby łóżeczko kupić. Mąż za granicą, nie
wiem czy zdąży wrócić przed Wigilią. Nawet jak zdąży, to i tak zaraz będzie
jechał bo sytuacja jest ciężka a w kraju pracy brak. Wiem...ludzie mają nie
takie problemy. Umiera ktoś bliski, ciężko chorują. Nie powinnam się nad sobą
użalać. Ale nie potrafię. Zresztą śmierć mnie ostatnio prześladuje w myślach
i snach. Boję się na samą myśl, że on będzie wracał sam te 900 km zmęczony
niewyspany. Mam rodziców, którzy nam pomagają jak mogą, ale nie mogę ich
wiecznie wykorzystywać. Ogólnie, wiem, że inni mają gorzej, ale to mi nie
pomaga i łzy jakoś tak same lecą. Ja nie chcę wiele...Ale miałam nadzieję, że
będąc uczciwym i ciężko pracując będzie mnie choć stać na mały własny kąt i
godne życie dla mojego dziecka. Niestety...życie rozczarowuje.Nie chcę nikogo
dołować, szczególnie w takim okresie, tylko trochę mi lżej na
sercu jak się wygadam.